Rozdział 26. Rzeczy, których żałują

Patrząc na Harry'ego przemierzającego dormitorium, Neville zastanawiał się, ile czasu mają do powrotu Deana i Seamusa, którzy grali w piłkę nożną i Rona, który miział się z Hanną w jakimś odludnym miejscu.

- Nie ufam mu. Nigdy mu nie zaufam. Jego ojciec jest Śmierciożercą, tak jak połowa jego rodziny. Chciał, by dziedzic Slytherina zabił Hermionę na drugim roku. Chciał wiedzieć, kim jest dziedzic i mu pomóc - warknął Harry.

Neville westchnął. Może to, co powie, nic nie da, ale nie miał zamiaru się poddać.

- Miał dwanaście lat. Dwunastolatkowie gadają głupie rzeczy, których żałują, gdy mają siedemnaście lat. Poza tym Hermiona upokorzyła go w tej sprawie z miejscem w drużynie. Był zły. Nigdy nie życzyłeś komuś cierpienia albo nawet śmierci z powodu nie poważniejszego, jak tylko zranienie twoich uczuć? On teraz nie chciałby, aby coś złego stało się Hermionie.

- Przypuszczam, że on sam ci to powiedział, co? - parsknął Harry.

- Nie musiał. Od kiedy jestem w Hogwarcie, większość czasu spędziłem w cieniu innych. Obserwowałem. W ten sposób czułem się bezpieczniejszy. Niektórych obserwowałem, bo ich podziwiałem. - Neville podniósł swoją poduszkę i uklepał ją. Nadszedł czas na szczerość. - Na przykład ciebie, Rona i Hermionę. Innych obserwowałem, bo się ich bałem, jak Dracona. - Wzruszył ramionami. - Ostatnio nie odczuwam strachu przed nim, bo wiem, że nie mam powodu.

- W kółko powtarzasz, że on się zmienił, ale to nie jest prawda! Próbował złapać mnie w zasadzkę pod koniec piątego roku!

Neville westchnął i włożył rękę do kieszeni, chcąc wyjąć stamtąd Teodorę. Nie było jej. Znowu! Przeskanował spojrzeniem pokój i postanowił rozpocząć poszukiwania pod łóżkami. Jeśli zauważy gdzieś swoją ropuchę, będzie mógł ją przywołać z użyciem Accio bez ryzyka, że Teodora w coś uderzy.

- Wsadziłeś jego ojca do Azkabanu. Myślałeś, że to go nie obejdzie? Tego dnia zaszczepiłeś mu chyba trochę rozumu, bo od tego czasu nie próbował cię przekląć. I wciąż nie ma zamiaru tego zrobić - powiedział, klękając na podłodze.

- Innego dnia mnie uderzył - powiedział Harry, unosząc kotary na drodze Neville'a.

- Tego dnia powinieneś był sam siebie uderzyć - wytknął Longbottom. Nie tylko Draco mówił rzeczy, których potem żałował. Nie tylko on życzył śmierci osobom, które go nie lubiły.

Harry nie odpowiedział. Podszedł do kolejnego łóżka i ponownie uniósł kotary.

- Ty i Ron naprawdę jesteście fajnymi gośćmi - powiedział Neville. Było mu łatwiej rozmawiać z Harry'm, gdy we dwójkę szukali ropuchy. Teodora chyba miała jakiś instynkt, który podpowiadał jej, kiedy powinna zniknąć. - Ale jesteście ślepi jak nietoperze, jeśli chodzi o ludzi. Nie mówię, że Draco był wart waszej przyjaźni na pierwszym roku, bo nie był. Ale to całe udawanie, drwienie i próby wpakowania was w kłopoty były efektem jego zranionych uczuć. Bo w przeciwieństwie do niego, znienawidziłeś go od pierwszego wejrzenia.

- On obraził Rona.

- Wcześniej. U Madame Malkin. Draco próbował wszystkiego, by ci zaimponować, a ty byłeś względem niego nieprzyjazny.

Harry zrobił skwaszoną minę.

- Przypominał mi Dudleya, mojego kuzyna. Wredny, rozpuszczony łobuz.

Teodora czekała pod czwartym łóżkiem, które sprawdzali. Neville schował ją do kieszeni i wstał.

- Zgadzam się, był taki jako jedenastolatek. Też miałem o nim takie zdanie. Jednak, czy jesteś pewny, że Draco to wciąż ta sama osoba? Nie jest ani twoim kuzynem, ani jedenastoletnim smarkaczem, którego wtedy spotkałeś. Spójrz na niego świeżym okiem, Harry. Tylko o to cię proszę.

~*~

Wampirze dowody


Uczniowie Hogwartu byli w tym tygodniu świadkami terroru - pisze Rita Skeeter, główna reporterka. Praktykująca nauczycielka, pani Hermiona Snape, z domu Granger, pozwoliła mrocznemu sekretowi jej męża wymsknąć się. Jedenastolatkowie kulili się ze strachu, gdy pani Snape wyjawiła, że jej mąż powstał z martwych, by do nich przyjść.

Wszyscy ostrzegali nas, że profesor Snape to nietoperz z lochów - wyjawił drżącym głosem jeden ze świadków. Dotąd nie wiedzieliśmy, że dosłownie. 

Zawsze był najstraszniejszym nauczycielem w szkole - zapewnia inny uczeń. Jego oczy są czarne jak puste tunele, a gdy patrzy na ciebie z rozbawieniem, mrozi cię od środka. Gdybym codziennie przed lekcjami nie jadł czosnku, nie rozmawiałbym teraz z panią. 

Czytelnicy przypominają sobie niezbyt urodziwą nastolatkę, która obrosła w złą sławę przez swoje zaloty do Harry'ego Pottera i gwiazdy bułgarskiego Quidditcha, Wiktora Kruma. Dziewczyna poślubiła Mistrza Eliksirów i Głowę Slytherinu podczas prywatnej ceremonii krótko przed rozpoczęciem przez jej przyjaciół siódmego roku nauki w Hogwarcie. Jej zapał ma teraz wytłumaczenie. Wampirze moce uwodzenia i oczarowywania są dobrze udokumentowane w czarnomagicznej literaturze. Długie życzenia profesora Snape'a, by zamienić warzenie eliksirów na Obronę Przed Czarną Magią i jego głębsze zainteresowanie mrocznymi zaklęciami były bez wątpienia powodami, dla których profesor użył uroku na swojej utalentowanej uczennicy.

Dyrektor Hogwartu, Albus Dumbledore, zapytany o niebezpiecznie niestabilne stanowisko pracy, odmówił komentarza...


~*~

- Powstały z martwych! Jasne! To był bogin użyty w dobrym celu!

Hermiona nie potrafiła poskromić swojej złości aż do Nocy Duchów. Każda lekcja była dla niej rozproszeniem myśli o tym, jak bardzo chciałaby cofnąć się w czasie do swojego czwartego roku i zabić Ritę, gdy była pod postacią żuka, zamiast głupio trzymać ją zamkniętą w słoiku. 

Z jakiegoś powodu uczniowie zdawali się być głośniejsi niż zwykle. Odbierała punkty wszystkim czterem domom z nieokiełznaną satysfakcją. Gdy Gryfonom zabrakło punktów do odbierania, rozdawała im szlabany.

Weszła do Wielkiej Sali i przystanęła na chwilę, obserwując tysiące nietoperzy. Część z nich robiła naloty na dyniowe lampy, a reszta zwisała swobodnie ze ścian i sufitu. Mimowolnie na jej ustach zagościł uśmiech.

- Czym jest jeden więcej nietoperz w tłumie? - usłyszała zza siebie głos. Rozejrzała się wokół i zobaczyła Filiusa. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

- Wmów uczniom, że Severus rzeczywiście zmienia się w nietoperza, a nie będą wiedzieli, który nietoperz nim jest, a który nie - powiedziała. - Może podeślijmy je do dormitoriów po zakończeniu Nocy Duchów i sprawdźmy, czy dzieciaki będą w stanie usnąć?

- Lepiej nie - odpowiedział Filius pogodnie, gdy we dwójkę zmierzali do stołu nauczycielskiego. - Niewyspany uczeń to marudny uczeń, a marudny uczeń to niewspółpracujący uczeń, który prędzej podpali pióro, niż poprawnie rzuci na nie Wingardium Leviosa

- Pewnie masz rację - przyznała.

Była całkiem głodna. Nie czuła tego, dopóki nie spojrzała na dwie porcje pieczonej dyni, gruby kawałek wołowiny polany sosem pieczeniowym i trzy ziemniaki w koszulkach. Zauważyła, że na talerzu jej męża leżą tylko dwie zielone kulki groszku, które dziobał widelcem.

- Wszystko w porządku? - zapytała. On nigdy nie jada groszku. Mówił, że ma po nim niestrawność. 

Podniósł na nią znudzony wzrok i po chwili spuścił oczy na talerz.

- Nic się nie stało - odpowiedział i zdusił jedną z kulek tyłem widelca. - Nic, co by dotyczyło ciebie.

- Nie chodzi o artykuł, prawda? - szybko zadała pytanie. - Czy to przysporzy ci kłopotów? Przecież ludzie muszą wiedzieć, że to stek bzdur.

- Oni to wiedzą, oczywiście. Nie przejmuj się, po prostu nie jestem głodny.

Wciąż miała na niego oko. Gdy nie wziął nawet małego kawałeczka jego ulubionej tarty z melasą, zamarła z roladą z dżemem w ustach, a obiad zaciążył jej na żołądku.


~*~

- Zrobiłam coś nie tak? - zapytała, gdy siedzieli bezpieczni w swoich kwaterach z drzwiami szczelnie zamkniętymi za nimi.

Severus podszedł do pustego kominka i wpatrzył się w palenisko.

- To nie ma nic z tobą wspólnego - powiedział. - Nie powinnaś się martwić.

- Nie mogę się nie martwić, gdy widzę cię w takim stanie. Proszę, nie mów mi, że nic złego się nie stało, skoro widzę, że jest inaczej.

Westchnął, wciąż patrząc na puste palenisko.

- Obiecałem być z tobą szczery - odparł w końcu. - Szczery we wszystkim, co dotyczy mojej prywatności. Nie mogę zaprzeczyć, że to zalicza się do tej kategorii, choć chciałbym, aby było inaczej. Dobrze... - Pochylił głowę. - To jest pewien rodzaj rocznicy. Tego dnia moje grzechy wracają, by mnie dręczyć. Dziś jest rocznica dnia, w którym zmarł mój najlepszy przyjaciel.

Hermiona westchnęła i podeszła do męża, potrącając po drodze dwie książki stojące na stosie, który stał na jej drodze. Uniosła rękę z zamiarem dotknięcia Severusa, ale nie odważyła się tego zrobić. 

- Och, Severusie - wyszeptała. - Tak mi przykro.

Wzruszył ramionami.

- To było dawno temu.

- Niewystarczająco dawno, by zapomnieć - powiedziała delikatnie.

- Nie. Nigdy nie zapomnę. - Zacisnął pięści. - To była moja wina. To ja byłem tym potwornym głupcem, który zdradził Czarnemu Panu informację, nie mając pojęcia, że dotyczy ona osoby... Osoby, na której mi zależało. Gdybym nie był tak głupi, pewnie oni wciąż by żyli.

- Nie wiedziałeś, że zdradzasz przyjaciela - wtrąciła bezradnie. Oni?

Severus obrócił się do niej, wyciągając ręce, jakby chciał nią potrząsnąć, ale jednak je opuścił. Przeszedł obok niej zamaszystym krokiem i stanął przy stole. Rozwinął pergaminy z esejami.

- Wiedziałem, że kogoś zdradzam! - powiedział. - Nie próbuj mnie usprawiedliwiać. NIC nie jest w stanie mnie usprawiedliwić.

- Och, Severusie - westchnęła ponownie.

- Odkrycie, kogo zdradziłem, było jak kubeł zimnej wody. - Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. - Przypomniało mi, że moje czyny miały konsekwencje; że moimi czynami krzywdziłem prawdziwych ludzi. Byłem tak samo odpowiedzialny za wszelkie okropności jak ci, którzy dzierżyli różdżki i grabili domy. Zwróciłem się do Albusa, ale nie mogłem powstrzymać katastrofy. Nie mogłem jej ocalić.

Gdy mówił, szła w jego stronę, lecz po usłyszeniu ostatniego zdania przystanęła zdeprymowana.

- Jej? - zapytała. - Twój najlepszy przyjaciel był kobietą?

Uniósł głowę i spojrzał na Hermionę znad swojego wielkiego nosa.

- Czemu cię to dziwi? Czyż twoi najlepsi przyjaciele nie są chłopcami? Myślisz, że jako jedyni umiecie znaleźć towarzystwo w osobie przeciwnej płci?

- Nie powinno mnie to dziwić - przyznała. - A mimo wszystko zdziwiło. Pewnie dlatego, że zawsze myślałam, że to Lucjusz Malfoy był twoim najlepszym przyjacielem. Albo jakiś inny Śmierciożerca. - Pokonała dzielący ich dystans i objęła po w pasie, układając głowę na jego plecach. Początkowo spiął się, jednak powoli się rozluźniał. - Była jednym z nich?

Od razu poczuła, że była w błędzie, bo jego ręce zesztywniały.

- Nigdy! To nie do pomyślenia! Żywiła wielką niechęć do czarnej magii i osób ją praktykujących.

Oparła głowę o jego łopatkę. W duchu modliła się, by jej ciało dawało mu komfort, jakiego nie są w stanie zapewnić mu słowa, które wypowiadała. Kiedy odwrócił się przodem do niej, objął ją i wtulił twarz w jej włosy, wiedziała, że jej bliskość mu pomaga. Między nimi na dłuższy czas zapanowała cisza.

- Nie przepadała za czarną magią, a ty zostałeś Śmierciożercą? - rozmyślała Hermiona. Uświadomiła sobie, że powiedziała to na głos. - Przepraszam. Wybacz mi. Nie odpowiadaj, jeśli nie chcesz.

- Wtedy już od dawna nie uważała mnie za przyjaciela. Powiedziałem coś... niewybaczalnego, gdy mieliśmy po szesnaście lat i od tego czasu się do mnie nie odezwała.

Hermiona wzmocniła uścisk.

- Och, Severusie. - Zdawała sobie sprawę, że jej wzdychanie było niepotrzebne, ale nie potrafiła wymyślić niczego lepszego. - Nigdy ci nie wybaczyła?

- Mówiłem: powiedziałem jej coś niewybaczalnego.

- Między przyjaciółmi nie ma takich rzeczy, których by się nie wybaczyło - mruknęła, jednak on tego nie usłyszał.

- Nazwałem ją paskudną, małą szlamą - powiedział, odsuwając się, by spojrzeć na Hermionę.

- Więc powinna cię spoliczkować - przyznała. - Ale jeżeli ją przeprosiłeś, powinna wybaczyć.

Kącik jego ust uniósł się nieznacznie.

- Ty byś tak zrobiła. Zawsze wszystko przebaczasz swoim przyjaciołom.

Prawie powiedziała "Oczywiście!", ale to byłoby niesłychanie nietaktowne, więc nie odezwała się. Po chwili Severus westchnął i całkowicie odsunął się od żony.

- Kochałeś ją? - zapytała, czując się absurdalnie samotna. Przygryzła wargę. Nie chciała pytać. Nie powinna. Na szczęście Severus nie wytknął jej ciekawości.

- Tak - przyznał. - Desperacko.

Przełknęła ślinę.

- Wciąż ją kochasz? - brnęła dalej bez zastanowienia.

- Przez długi czas była dla mnie wszystkim - przyznał bez ogródek. - Ale nie teraz.

- Jaka była?

Odszedł do dalekiej półki z książkami.

- Nie tak lojalna jak ty.


~*~

Wiadomo, nie mogła tak tego zostawić. 

- Czarownica mugolskiego pochodzenia w tym samym wieku, co ty. I zmarła w Halloween jak matka Harry'ego. Ciekawe, czy się przyjaźniły...

Skrzywił się, a ona już znała odpowiedź.

- Och! - Przełknęła ślinę i spojrzała na Severusa. - Więc gdy patrzysz na Harry'ego...

Zamknął oczy. 

- Przypominam sobie wszystko.

To było absurdalne, jak wiele razy płakała w tym roku. Zamaszystym ruchem przetarła nos i oczy.

- To niesprawiedliwe. To nie była jego wina.

Oparł czoło o krawędź półki, na którą patrzył.

- Ona umarła, by go chronić! A go to mało co obchodzi. Spójrz na niego! Leniwy, niechlujny, prostacki i chlubiący się swoją ignorancją! Nawet nie wrócił na lekcje Oklumencji po tym swoim groteskowym napadzie złości. On nie jest wart jej śmierci.

- Nie mów tak! - powiedziała, schylając się, by podnieść książki, które przedtem potrąciła. Pozostałe stosy książek niebezpiecznie się chwiały, więc je wyrównała. - Nawet nie wiesz, jaki on jest naprawdę. Taki ci się tylko wydaje. Gdy na niego patrzysz, widzisz tylko jego ojca. Ale Harry bardzo docenia poświęcenie rodziców. On po prostu nie wie, jak ci to pokazać.

- Czy on kiedykolwiek wspomniał o Lily? Czy tylko wspomina ojca?

Głos Severusa był stłumiony, dlatego że mówił w kierunku półki czy z innego powodu? Przygryzła wargę.

- W tym wieku chłopcy częściej myślą o ojcach - broniła Harry'ego. - Gdyby był dziesięć lat starszy lub młodszy, częściej wspominałby o matce. - Wzięła głęboki oddech. - Jest moim przyjacielem od pierwszego roku, gdy uratował mnie przed trollem górskim, chociaż wtedy jeszcze mnie nie lubił.

- Skłamałaś o poszukiwaniach trolla. - Severus spojrzał na Hermionę. Czerwona odciśnięta kreska znaczyła jego czoło od lewej brwi do linii włosów.

- Tak, ale nie w kwestii ratunku. Harry jest odważny i lojalny, skłonny do poświęceń i ma w sobie to coś, że nie usiedzi w miejscu, gdy widzi kogoś w niebezpieczeństwie. Spójrz na niego świeżym okiem. Proszę.

Rozdział 25. Spurpurowienie

- Cofnę to. Wszystko cofnę. - Draco oparł się o ścianę szklarni i spojrzał nad kwiatami wielkości parasola przez przyciemnione szyby na zachmurzone niebo. - Wszystko, co mówiłem o tym, że jesteś mięczakiem, bo boisz się mojego ojca chrzestnego, bo był twoim boginem na trzecim roku. - Jego jabłko Adama podjechało do góry i opadło. - Bałem się wielu rzeczy. Ale do tej chwili jego się nie bałem.

Neville odgryzł kolejny kawałek tosta. Zwinął parę kromek ze stołu podczas śniadania. Patrzył na kilka ostatnich Czyrakobulw wiercących się w ziemi jak czarne ślimaki. Sezon prawie się kończył. Nieco dalej Trzepotki trzepotały na nieistniejącym wietrze. Szacował, że za około trzy tygodnie trzeba będzie je przyciąć.

- Uznałem, że jesteś głupi, bo nie zorientowałeś się, że jego wybuchy złości to tylko udawanie - kontynuował Draco. - On nie jest taki poza szkołą. Gdyby byłem dzieckiem i przychodził do nas na herbatę, pozwalał mi gaworzyć do niego tak długo, aż matka kazała mi wrócić do swojego pokoju, bo byłem za głośny. Czasami podrzucał mi dodatkowe ciasteczka, gdy nikt nie widział. Teraz się zastanawiam, czy to też nie była gra. Wczoraj wieczorem siedział, uśmiechał się złośliwie i kiwał głową. Spokojnie powiedział mi, jak zniszczyć moją rodzinę jednym słowem. Tak, jakby tego chciał.

- A chce? - zapytał Neville, przełykając kęs i biorąc kolejny.

- Mówi, że nie. - Draco zamknął oczy i pozwolił swojej głowie opaść. - I jeśli pod koniec tygodnia będziemy wciąż żywi, będzie to znaczyło, że mówił prawdę.


~*~

Bezpieczna w ramionach męża, Hermiona mogła w końcu się rozkleić. Przycisnęła piekące oczy i nos do jego pocieszającego ciepłego torsu. Pozwoliła ujść emocjom, które tłumiła od godziny. Poklepał jej plecy i odczekał, aż dziewczyna się uspokoi. Na szczęście w klasie nie było nikogo oprócz nich. Pojawił się w jej drzwiach, gdy akurat dwaj ostatni trzecioroczni zdążali na przerwę. Zamknął za nimi drzwi, gdy już odeszli. Nieco się skurczyła, spodziewając się gniewnej tyrady, ale on tylko spojrzał na nią, pochylił się i objął ją. 

- Sto pięćdziesiąt siedem punktów od Gryffindoru? Nie uważasz, że to było nieco wygórowane?

Pociągnęła nosem i wcisnęła między ich ciała rękę, by wytrzeć oczy i nos.

- Gdyby mieli więcej, to odebrałabym więcej - wymamrotała, przyjmując materiałową chusteczkę, którą Severus dla niej wyczarował i wytarła dokładniej twarz.

- Powiedz to Minerwie na obiedzie. Chcę zobaczyć, jak spurpurowieje. 

- Nie powinna narzekać. Na moim pierwszym roku odjęła Gryffindorowi prawie tyle samo punktów za jednym razem.

- Och, jeśli dobrze pamiętam, to było z winy trzech Gryfonów, nie jednego.

Severus ewidentnie lubił się wyśmiewać z dziecięcych wybryków żony.

- Ale ten Gryfon na to zasłużył - powiedziała, wpychając do kieszeni zmiętą chusteczkę. Postanowiła, że później się jej przyjrzy. W końcu to pewien rodzaj prezentu, nie?

- Dokładnie - zgodził się. - I chyba szlabany z Filchem każdego powszedniego dnia przez następne dwa miesiące będą odpowiednią karą.

- Jeśli myślisz, że to udobrucha Minerwę, możesz podarować Gryffindorowi te siedem punktów - powiedziała, uśmiechając się. Ponownie ukryła twarz w torsie męża, tak, by nie zobaczył jej uśmiechu. Jego szaty były szorstkie. W duchu była wdzięczna, że jeszcze nie przemokły od jej łez. Takiego wstydu chyba by nie zniosła.

- Zwolniłaś mnie z obowiązku dawania punktów Gryffindoru jakieś dwa miesiące temu - przypomniał jej. - Jeśli chcesz je zwrócić, możesz zrobić to sama.

Uczucia Gryfonów były teraz ostatnią rzeczą, o jaką się martwiła. Odchyliła głowę, żeby spojrzeć na twarz Severusa.

- Przepraszam. Nic nie mogłam na to poradzić, naprawdę. Otworzyłam szufladę i nagle leżałeś martwy na podłodze, wyglądając tak, jak w snach. Wiedziałam, że to tylko bogin i że muszę natychmiast się go pozbyć, zanim zacznie się zmieniać, bo dzieciaki zobaczyłyby coś, czego nie powinny. Pierwsze, co przyszło mi na myśl, to szarady - wybełkotała. - Jesteś na mnie zły?

- Powinienem być. Dzięki tobie i młodemu panu Jamisonowi już nigdy nie będę w stanie powiedzieć w klasie bałwan bez tłumu uczniów piszczących z rozbawienia. - Spojrzał na Hermionę, ale nie sprawiał wrażenia złego. Pogłaskał jej policzek lokiem, który wyswobodził się z jej koka.

- Przepraszam. Ja... O jeju! - Starała się nie zaśmiać. - To po tym się zorientowałeś tak szybko? - Oczywiście klasa, z którą miała zajęcia w czasie niefortunnego zdarzenia, miała zaraz potem lekcję z Severusem.

- Zgadza się.

Oparła głowę o jego tors i przygryzła wargę.

- O nie! Twoja piękna mowa wprowadzająca pierwszorocznych! *

Założył zabłąkanego loka za jej ucho, palcami gładząc jej kark.


- Będę musiał zmienić ostatnie zdanie, bo inaczej to może źle się skończyć. Jestem pewien, że ktoś poinformuje o zajściu przyszłych pierwszorocznych w drodze do zamku.

- Przykro mi. Ten chłopak to jak trzej bliźniacy Weasley w jednym. Jednak on nie mógł być odpowiedzialny jako jedyny za to, co się stało. Jeśli kiedykolwiek dowiem się, kto pomógł mu umieścić bogina w moim biurku... - przerwała, zamyślając się. - Um... Jeszcze nie wiem co zrobię, ale transmutowanie go i jego pomocników we fretki i odbijanie ich od podłogi brzmi nieźle. Nie przypominaj mi, że nie możemy używać transmutacji jako kary, bo znajdę jakąś gorszą.

- Naprawdę?

- Ty coś wiesz - oskarżyła go.

- Nie do końca wiem. - Jego palec wskazujący sunął delikatnie po jej karku. - Ale może to był zły pomysł, żeby umieścić w parze pana Jamisona z pewnym Ślizgonem na zajęciach praktycznych. Kuzynki pana Patila raczej nie należą do dyskretnych. Pewnie twój egzamin z Obrony z trzeciego roku był przy nim przez nie wspomniany. Twój bogin zamienił się wtedy w Minerwę, która mówi ci, że oblałaś egzaminy, prawda?

- Wszyscy mi to wypominają - marudziła. Zwęziła oczy. - Czyli jeden z twoich pierwszorocznych mu pomógł? I wszyscy dowiedzieli się o mojej niechęci do boginów? To jest dziesięć razy gorsze! Czy oni nie pomyśleli, co mogłoby się stać, gdybym nie pozbyła się bogina wystarczająco szybko? Sto dzie...

Położył palec wskazujący na jej usta, zanim zdążyła dokończyć zdanie.

- Zostaw w spokoju punkty Slytherinu - powiedział. - Chyba muszę ci przypomnieć, że tak, a nie inaczej pogrupowałaś uczniów, żeby dbać o międzydomową współpracę. Powinnaś cieszyć się, bo odniosłaś sukces. - Hermiona spojrzała krzywo na Severusa, nie ruszając się z jego objęć. Mężczyzna dodał znacząco: - To może być twoja kara za wyobrażanie sobie mnie jako bogina i urządzania z tego durnej pantomimy. 

Zacisnęła wargi. Jego gniewne spojrzenie było intensywniejsze od jej.

- Och, dobra - wymamrotała. Tak właściwie uczniowie zaczęli się śmiać dopiero, gdy Snape-bogin podskoczył z podłogi, powiedział: pierwsza część ciała brzmi jak "under" i zaczął wymachiwać palcami prawej ręki, pozwalając dzieciom przechodzić pod lewą. - Ale nie pozwolę, żeby uniknął szlabanu.;

- Mam taką nadzieję. Jeśli pozwolimy uczniom płatać nam figle, jak to się skończy? Pewnie wybuchami kociołków na moich lekcjach.

Zaczerwieniła się i ponownie oparła głowę o jego tors.

- Dobra, nie ma sensu roztrząsać tego tematu - skrzywiła się i dodała: - To wyjdzie poza klasę, prawda? Ludzie z zewnątrz o tym usłyszą. Pewnie pomyślą, że mogą to wykorzystać. Że mogą wykorzystać mnie, bo będą wiedzieć, że ja... Zrobiłabym dla ciebie wszystko.

Wzmocnił uścisk.

- Nie pozwolę, by ktoś cię wykorzystał. Najwyżej będziemy musieli przyspieszyć nasze plany. Teraz mi powiedz: ile widzieli?

- Niewiele. Tylko ciebie martwego, leżącego na podłodze klasy. Wyglądałeś dokładnie tak, jak w moim śnie. Krew lała się wszędzie, twoje nogi i ręce były powyginane pod dziwnymi kątami, twoje nauczycielskie szaty były całe podarte. Och! - Rozwarła usta. - Nigdy wcześniej nie zwróciłam na to uwagi. Byłeś w nauczycielskich szatach, jakby porwano cię ze szkoły. 

- Tak, wiem.

- Wiesz? Od jak dawna? - domagała się odpowiedzi. 

- Albus i ja wielokrotnie dyskutowaliśmy na temat snu i obejrzeliśmy go w Myślodsiewni więcej niż raz.

Spojrzała mu prosto w oczy, które nagle stały się nieprzeniknione. Przełknęła ślinę.

- Czego jeszcze mi nie powiedziałeś?

- Dlaczego przypuszczasz, że jest jeszcze coś do powiedzenia? Śniliśmy te same sny przez trzy tygodnie. Różniły się jedynie głosami, które wygłaszały przepowiednię.

- A ja przez ostatnie cztery noce przed ślubem brałam Eliksir Słodkiego Snu i sny ustały. - Przypomniała sobie, jak Severus prawie przyznał się do uzależnienia i rozszerzyła oczy. - Ja brałam eliksir - wyszeptała. - Ale ty nie, prawda? Oczywiście, że nie brałeś - odpowiedziała sama sobie. - Jestem taką idiotką, że nigdy nie przyszło mi to do głowy!

- Bo nie miało powodu, by przychodzić.

- Miało powód - przerwała. Nie chciała się kłócić. Pytania były istotniejsze. - Co więcej zauważyłeś przez te cztery noce i mi nie powiedziałeś? Wiesz, kiedy cię porwali?

- Nie porwali mnie, przecież tu jestem.

- Nie graj ze mną w gry słowne. To jest zbyt ważne! Wiesz, kiedy prawdopodobnie by cię porwali? Kiedy będzie najniebezpieczniejszy czas? Nadejdzie czy już minął? - To miało być przed grudniem, tylko tyle wiedziała. Jeśli coś poszło źle, porwaliby go w przeciągu następnego miesiąca. - I nie mów mi, że nie muszę wiedzieć. Potrzebuję tej wiedzy.

Zacisnęła pięści na jego szatach. Zmarszczył usta i odwzajemnił jej spojrzenie. 

- Nie widziałem, jak mnie zabierali - przyznał. - Nic więcej nie mogę ci powiedzieć.

- Nie możesz czy nie chcesz powiedzieć?

- I to, i to. Obiecałaś, że zaufasz mojemu osądowi, Hermiono.

W tym momencie przed klasą usłyszeli tupot. Severus delikatnie wyswobodził szatę z uścisku Hermiony i puścił żonę z objęć.

- Twoja następna klasa już przyszła, a to znaczy, że moja także czeka w lochach. Muszę już iść.

Mówiąc to, podszedł do drzwi i je otworzył. Pół tuzina drugorocznych Puchonów i jeden Krukon, którzy tłoczyli się przed klasą, poleciało do przodu wprost na Snape'a. Szybko zeszli mu z drogi, odwracając głowy i mówiąc: Przepraszam, profesorze. Reszta uczniów także rozstąpiła się na boki. Severus odszedł, a jego peleryna falowała za nim jak na wietrze. Hermiona zacisnęła pod szatą pięści i przełknęła gulę powstałą w jej gardle.

- Wejdźcie, wejdźcie wszyscy. Nie ma czasu do stracenia.


~*~

- Jeśli chcesz prawić mi kazanie o odebraniu Gryfonom wszystkich punktów, to nie jestem w nastroju - Hermiona powiedziała Harry'emu, gdy zatrzymał ją akurat, kiedy miała wchodzić do Wielkiej Sali na obiad.

Chłopak skrzywił się.

- Ron mówił, że pewnie nauczyłaś się tego od Snape'a. Ale on nie widział, jak jego matka płakała nad jego martwym ciałem, w które zmienił się bogin na Grimmauld Place. Naprawdę go lubisz, prawda? O Snape'a mi chodzi.

Przewróciła oczami, ale poszła z Harry'm do kąta przy schodach do kuchni.

- Myślę, że każdy to wie, Harry. A jeśli ktoś jeszcze tego nie wiedział, teraz się dowie.

- Pierwszoroczni byli pod wrażeniem - powiedział, opierając się o ścianę i patrząc jej w oczy. - My też. Zawsze sądziłem, że boginy nie są twoją mocną stroną.

- Bo to prawda. - Ogarnęła wzrokiem przestrzeń wokół nich, zauważając spóźnialskich, którzy patrzyli na nią i Harry'ego z zaciekawieniem. Zdecydowała się rzucić Muffliato, by nikt ich nie podsłuchał. - Wiedziałam, że to, co widzę, nie jest prawdziwe. Nie w klasie, gdy byłam otoczona przez dzieciaki. To miało się stać, ale się nie stało. Nie pozwolę. Jednak, gdyby to miało się zdarzyć naprawdę, działoby się to w kamieniołomach, z kręgiem Śmierciożerców kopiących ciało Severusa i... - przerwała i przełknęła ślinę. Nie powinna wspominać o kamieniołomach. To było zbyt rozpoznawalne.

- Naprawdę o tym myślałaś, prawda?

- A jak myślisz, Harry? - powiedziała ostro. - Jestem jego żoną. O czym mogę myśleć, gdy czekam na jego powrót z zebrania? - Dobra historyjka. Jeśli Harry zwrócił uwagę na kamieniołomy, będzie myślał, że Severus jej o nich powiedział.

- Co on zrobił, gdy odkrył, co się stało? Był tak zły jak na trzecim roku? Lepiej dla niego, żeby cię nie zranił!

Hermiona spojrzała na Harry'ego z ukosa i zdecydowała się na odpowiedź w ślizgońskim stylu. Może nauczyła się od Severusa więcej, niż zdawała sobie z tego sprawę. 

- Nie słyszałeś? - zapytała ze słodyczą w głosie. - Myślałam, że Puchoni rozpowiedzieli wszystkim, jak na ich oczach porwał mnie w objęcia i z pasją pocałował. Wiesz, język i te sprawy.

Harry otworzył ze zdziwienia usta i pozieleniał.

- Nabijasz się ze mnie, prawda? - wydukał z trudem.

- Dobra, nie przed Puchonami - powiedziała, dodając do swojego głosu jeszcze więcej słodyczy. Wprawdzie Severus tego nie zrobił - nigdy ani nigdzie. Jednak ona miała takie zdarzenie w planach.

- Nie chcę wiedzieć - odpowiedział szybko Harry. - Chciałem mieć tylko pewność, że wszystko z tobą w porządku.

- Jeżeli serio dbasz o to, czy ze mną jest wszystko w porządku, mógłbyś przestać wszczynać z Severusem kłótnie przez cały czas - odparowała, patrząc na małą grupkę pierwszorocznych Puchonów, która zatrzymała się, patrząc na nich i po chwili weszła na wyższe piętro po schodach.

- Próbuję, ale on zawsze zachowuje się jak dupek - powiedział Harry, skubiąc palcami kieszenie.

- Szczerze, oboje jesteście tak samo głupi. On mówi, że się stara, ale mu nie wychodzi, bo ty za bardzo go nie lubisz.

- I czyja to wina? To on znienawidził mnie, zanim jeszcze mnie poznał - odciął się chłopak.

- Spodziewał się, że ty go znienawidzisz - wyjaśniła. Lepiej nie dodawać, że gdyby tata Harry'ego żył albo gdyby ciocia Petunia dbała o poglądy jej siostrzeńca, to Harry znienawidziłby Severusa jako pierwszy.

- Powinien dorosnąć. Nie jestem moim ojcem, dobra? Tylko wyglądam jak on.

Hermiona zdusiła w sobie komentarz, że nie tylko jej mąż powinien zmienić sposób myślenia. To, że Harry non stop wspominał Syriusza, też nie było dobrym pomysłem.

- Zachowujesz się jak twój ojciec względem Severusa. Nawet się nie zapieraj; jestem twoją przyjaciółką od pierwszej klasy. Nigdy nie podziękowałeś mu za uratowanie życia. Dodatkowo doprowadzasz go do szału tylko dlatego, że chce cię przygotować do walki z drugim najpotężniejszym czarodziejem świata. Nie możemy zmusić cię do tego, byś słuchał Severusa. Problem z tobą jest taki, Harry, że nie zdajesz sobie sprawy z tego, że dorośli też mają uczucia. Sam jesteś prawie dorosły i powinieneś się w końcu tego nauczyć.

Hermiona anulowała Muffliato i odwróciła się z zamiarem odejścia, ale Harry jeszcze nie skończył. 

- Hermiono! Ja... przepraszam. Postaram się, okej? - powiedział, łapiąc ją za rękaw.

- Jemu to powiedz. I to w taki sposób, jakbyś naprawdę tego chciał.

Delikatny głos Harry'ego ją zatrzymał.

- Może mógłbym, gdyby przestał obrażać mnie co drugie słowo.

- On to nazywa wytykaniem błędów z rygorystyczną dokładnością - przyznała, zaciskając wargi, by powstrzymać chichot. Oni są naprawdę głupi. Obaj.

- Mógłby przestać. A ty oskarżasz mnie o brak chęci do współpracy.

- Obarczam tą winą was obu. - Stanęła twarzą do Harry'ego i pogłaskała go delikatnie po ramieniu. - Jedno z was jest tak złe jak drugie. Spójrz, ja staram się trzymać was obu, nas wszystkich, przy życiu, ale wy dwoje powinniście się zaprzyjaźnić, aby to ułatwić. Czy żaden z twoich nauczycieli w podstawówce nie przeczytał wam bajek Ezopa, na przykład o ojcu i synach? Weź wiązankę patyków - nie złamiesz jej. Weź pojedynczy patyk, a złamiesz go z łatwością. Tak samo jest z ludźmi. Wiesz, że to prawda, Harry. Jeśli nie chcesz słuchać mnie, to chociaż przypomnij sobie, co śpiewała Tiara Przydziału na początku roku.

Pokiwał głową i skrzywił się. 

- Tak, dobra. Dopóki nie będziesz ode mnie oczekiwać, że zaufam Malfoyowi, jest okej.

* W swojej przemowie na lekcji pierwszaków w książce "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" Severus mówi: Mogę was nauczyć, jak uwięzić w butelce sławę, uwarzyć chwałę, a nawet powstrzymać śmierć, jeśli tylko nie jesteście bandą bałwanów, jakich zwykle muszę nauczać.


Życzę wszystkim czytelnikom wesołych świąt w rodzinnym gronie, dużo radości, uśmiechu i szczęśliwego nowego roku!

Rozdział 24. Pod przymusem

W Pokoju Życzeń pojawiła się szkarłatna trzyosobowa sofa i dwa żółte miękkie fotele. Na podłodze leżał włochaty dywan, a koślawy stolik z imbryczkami stał w kącie. W przeciwległym rogu pomieszczenia stał regał pełen książek do Obrony przed Czarną Magią. Ginny i Harry siedzieli w odległych krańcach sofy, Ron rozsiadł się na jednym z foteli, a Luna, którą spotkali po drodze i spontanicznie zaprosili na spotkanie, usiadła na zgiętych nogach na dywanie, ukrywając w nim swoje stopy, a plecami opierając się o podnóżek drugiego fotela.

- Wiemy, co ty wiesz, że widziałeś - powiedziała Krukonka, gładząc włókna wokół siebie, niektóre z nich skręcając w małe pęczki. - Pytanie brzmi: czy to, co twierdzisz, że widziałeś, było tym, co myślałeś, że widzisz czy to tylko wyglądało jak to, co myślałeś, że widzisz?

Chłopcy spojrzeli na dziewczynę z niezrozumieniem. Luna tego nie zauważyła, bo wzrok miała utkwiony w dywanie.

- Szpiedzy cały czas kłamią, bo muszą - zgodziła się Ginny. - Fakt, że on coś powiedział, nie znaczy, że miał to na myśli.

- Oczywiście, że miał. Nienawidzi mnie tak samo jak mojego ojca.

Oczy Harry'ego powędrowały na regał stojący w kącie. Gdyby Hermiona tu była, podeszłaby tam na samym początku i siedziałaby teraz w fotelu otoczona stosem grubych tomiszczy. Tęsknił za Hermioną. Dlaczego musiała wyjść za nietoperza? Jak ona mogła? Spojrzał na najwyższą półkę, gdzie stał komplet wysokich zielonych woluminów rozdzielonych zestawem grubych czerwonych książek.

- Ludzie, których Snape nienawidzi, kończą w grobie - Ron wtrącił swoje trzy grosze. Harry stanowczo mu przytaknął. Dlaczego dziewczyny tego nie zauważały?

- Mamy wojnę - stwierdziła Ginny. - Ona niestety ma swoje ofiary. Nie możesz o wszystko obwiniać Snape'a.

Harry uderzył ręką w poduszkę leżącą między nim a Weasleyówną i zostawił ją tam, ignorując pulsujący ból promieniujący do jego ramienia.

- To jego wina, że Syriusz nie żyje! Zawsze z niego drwił!

Dłoń Ginny spoczęła na jego zdrętwiałych palcach i ześlizgnęła się, kładąc zaraz obok dłoni Harry'ego w niemym zaproszeniu. Zignorował je, zaciskając wargi. Chłopak przypomniał sobie słowa Hermiony: Syriusz i tak poszedłby do Ministerstwa, Harry. Kochał cię zbyt mocno, by siedzieć w domu, gdy ty byłeś w niebezpieczeństwie. Może by tak zrobił, ale gdyby nie był tak zirytowany, byłby bardziej ostrożny!

- Tak, ale on nie zmuszał go do pójścia do Ministerstwa. Powiedziałeś nam, że Dumbledore mówił ci, że Snape próbował zatrzymać Syriusza w domu - zauważyła Ginny.

- To pewnie bzdura wyssana z palca - powiedział Ron. - Pewnie wynalazł w swoim mieszkaniu sprawy niecierpiące zwłoki do załatwienia, by tylko mieć pewność, że Syriusz pójdzie.

- To możliwe - przyznała. - Ale wszyscy by o tym wiedzieli. Nawet gdyby powiedział to, gdy nie byłoby innych przy Syriuszu, poznalibyśmy to po kipiącej złości Syriusza. Dodatkowo Szalonooki Moody nie lubi Snape'a tak samo jak ty. Gdyby podejrzewał go o sabotowanie Syriusza lub któregokolwiek członka Zakonu, powiedziałby to głośno i powtarzał tak często, że nawet my byśmy o tym usłyszeli.

- Szkoda, że nie poprosił o brązowe sztuczne oko zamiast niebieskiego, nie? - powiedziała Luna, zaczynając splatać kolejne warkoczyki z dywanu ćwierć odległości między jej biodrem a kolanem. - Na Oddziale Protez Św. Munga używają takich magicznych oczu. I tylko posiadacze niebieskich szaleją. Myślałam, że wszyscy to wiedzą.

Ron, jako jedyny niebieskooki w pokoju, nastawił się ofensywnie do słów Luny.

- Jeśli ktoś tu jest pomylony... - zaczął, jednak nie skończył, bo Ginny wybuchła śmiechem i nawet Harry musiał ukrywać swój szeroki uśmiech.

- To by wyjaśniało ciebie i Dumbledore'a - powiedziała bratu Weasleyówna.

- Och, nie. Przecież oni nie są cyklopami - odpowiedziała panna Lovegood.

Harry spuścił głowę, wyginając wargi w uśmiechu. Dłoń Ginny wciąż leżała obok jego. Jej palce trzęsły się wraz z nią ze śmiechu. Harry odwrócił swoją dłoń wewnętrzną stroną do góry i wsunął pod dłoń Ginny.

Luna zaczynała już trzeci warkoczyk. Jej palce ciągnęły włochaty materiał, skręcały go i splatały.

Ron uznał, że to on powinien wrócić do tematu.

- Dobrze, że możemy chociaż mieć cień szansy, że to Dumbledore kazał Snape'owi zaoferować Harry'ego. Przypuszczam, że to może być pułapka, sztuczka lub manewr mający na celu wywindować Snape'a w Wewnętrznym Kręgu lub coś w tym rodzaju. Nawet jeśli tak jest, to nie znaczy, że Snape jest uczciwy. Może planuje zmienić sztuczkę w prawdziwe zdarzenie, gdy będzie już za późno, by go powstrzymać.

- Pytanie brzmi: czy myślisz, że połączenie Voldemorta i Snape'a dorównuje Dumbledore'owi - powiedziała Ginny.

- Nie - uciął jej brat. - Pytaniem jest, czy Harry zaryzykuje życie wierze, że to połączenie nie dorównuje Dumbledore'owi.

Luna zaczęła kolejny warkoczyk. Zarys wokół jej nogi zaczynał nabierać kształtu. Przelotnie podniosła wzrok i westchnęła.

- Według mnie prawdziwe pytanie brzmi: dlaczego wampiry wolą zupę cebulową od ravioli. Może to z powodu koloru?


~*~

Osiem pięter niżej Severus uniósł wzrok znad listu swojego chrześniaka i skrycie go podziwiał. Chłopak wodził wzrokiem po słoikach pełnych martwych ingrediencji, które zapełniały całe półki.

- Zakładam, że masz jakiś powód, że mi to pokazujesz.

Draco osunął się na twardym krześle i podniósł głowę.

- Nie jestem głupi. Nie mogę tego udowodnić, ale to ty uprzedziłeś Dumbledore'a, gdzie Potterzątka szły tamtej nocy. McGonagall była wciąż w Św. Mungu, a żaden inny nauczyciel nic nie wiedział. To by ci zaszkodziło, gdybym napisał ojcu prawdę. Co powinienem zrobić?

Severus oparł się o tył krzesła, błądząc palcem po ustach.

- Draco, pytasz mnie, czy powinieneś powiadomić ojca o mojej zdradzie?

Chłopak przeczesał drżącymi palcami swoje lśniące blond włosy, rozglądając się po pokoju. Otworzył usta, zamknął je, oblizał wargi i spróbował ponownie.

- Nie. Pytam, dlaczego nie powinienem tego robić.

- Skoro jestem zdrajcą, powinieneś znać odpowiedź; ona jest oczywista - wytknął Severus. - Lecz jeśli pytasz mnie o wybór strony - nie zrobię tego za ciebie. To byłoby nic niewarte. 

Jabłko Adama Dracona kilkukrotnie poruszyło się w górę i dół.

- Jesteś moim ojcem chrzestnym. Ale on jest moim ojcem. Nie chcę zdradzić żadnego z was. Jednak ty to zrobiłeś i ja także muszę. To nie fair. Dlaczego oboje nie możecie być po jednej stronie?

- Twierdzisz, że powinniśmy układać nasze życia tak, by tobie to pasowało?

Draco przełknął ślinę.

- Jesteś okrutny.

Severus uniósł brwi.

- Wiadomo. Jestem Śmierciożercą. Jeśli jeszcze nie zdecydowałeś, że będziesz milczał, rozmowa ze mną jest głupia. Czy mogę w takim razie przypuszczać, że podjąłeś już decyzję?

Draco podniósł głowę, zaciskając mocno wargi.

- Kocham moich rodziców. Zmuszasz mnie, bym ich zdradził.

- Do niczego cię nie zmuszam. Jeśli ktoś wymusza na tobie decyzję, to twój ojciec za pomocą tego listu. - Severus uniósł wspomniany list i oddał chłopakowi. Ten wyrwał go z ręki ojca chrzestnego, zgniótł w dłoni i schował do kieszeni.

- Potrzebuję czasu - załkał Draco.

Severus spojrzał w dół na stos esejów o Veritaserum leżący przed nim.

- Nie ma czasu.

Draco ukrył twarz w dłoniach.

- Nie wiem, co robić. Nie chcę stracić żadnego z was.

Severus dotknął palcem wargi i zjechał nim na brodę. Przechylił głowę tak, że jego tłuste włosy opadały prosto na jeden z policzków. 

- Może powinieneś przestać wybierać pomiędzy lojalnościami, a zacząć myśleć perspektywicznie - o konsekwencjach - zasugerował w końcu. - Skoro jestem zdrajcą, a ty nie powiesz o tym ojcu, zwiększysz jego szanse na powrót do Azkabanu. Wątpię, by skazali go na Pocałunek, nawet gdyby odzyskali kontrolę nad Dementorami, ale nie możemy całkowicie wykluczyć tej możliwości. Twoja matka, tak myślę, będzie działać pod przymusem. Biorąc pod uwagę twoje wsparcie, prawdopodobnie uwolnią ją za wysoką kaucję. Większość posiadłości przypadnie tobie - w zaufaniu i dożywotnio.

- A jeśli cię wydam, od razu będą cię torturować do śmierci. I Hermionę też.

- Idealna śmierć dla zdrajcy, chciałoby się powiedzieć - zripostował Severus, ponownie błądząc palcem po wargach. - Mógłbyś dostać ją jako nagrodę. Po kilku seriach Cruciatusów, oczywiście. Prawdopodobnie sam musiałbyś rzucić kilka z nich, ale to byłby plus - zraniłbyś ją słabiej niż inni.

Draco zamknął oczy.

- W ogóle bym jej nie zranił. Nie potrafiłbym.

- Nawet gdyby to miało ocalić jej życie? - zapytał Severus. - Czyżbyś nie miał instynktu mordercy tak potrzebnego Śmierciożercom?

Draco gwałtownie otworzył oczy i zacisnął pięści.

- Jesteś okrutny. - Chciał przekląć złośliwy uśmieszek ojca chrzestnego. Ale nigdy nie rzuciłby Cruciatusa!

- To żadna nowość. Gryfoni mogli ci to powiedzieć wielokrotnie podczas sześciu lat wspólnych Eliksirów - przypomniał Severus.

- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytał chłopak.

- Co zrobiłem? Zostałem Śmierciożercą? Przestałem nim być? Poślubiłem Hermionę?

- Wiedziałeś, że to może się stać. Jak mogłeś wpakować ją w tak wielkie ryzyko niebezpieczeństwa? - obwinił Severusa. Niewiarygodne, ale jeden kącik ust Snape'a uniósł się ku górze, jednak tak szybko, że Draco nie był pewien, czy mu się to nie przywidziało.

- Wiedziała, że to może się stać. Uznała, że jestem wart ryzyka.

- Może ma po prostu zbyt słabą wyobraźnię, by to zrozumieć - odpowiedział Draco wypranym z emocji głosem.

- Upewniam cię, że nie zostawiłem jej żadnych wątpliwości. Mimo wszystko wybrała ślub ze mną. To nie powinno cię dziwić. Była po stronie Pottera przeciw Czarnemu Panu od pierwszego roku i dotychczas widmo ryzyka jej nie powstrzymało.

- Chciałbym być jak ona - wymamrotał Draco. - Ja zawsze boję się konsekwencji.

- Ona też się boi. Ale bardziej martwi się o przyjaciół niż o siebie. - Severus ponownie spojrzał na stos esejów i wygładził go.

Draco wyprostował ramiona i usiadł wygodniej.

- Co mam napisać, żeby was ochronić? - zapytał i zauważył, że blade ręce Snape'a zawisły w powietrzu.

- Trzymaj się tego, co widziałeś i powiedz, że reszta to pogłoski, których nie możesz poprzeć dowodami. Pomiń, dlaczego uważasz, że to ja mogłem ostrzec dyrektora. Możesz na przykład zasugerować, że podejrzewasz o to panią Pomfrey, bo widocznie gdzieś jej się spieszyło po tym, jak w ekspresowym tempie cię uleczyła. Zaraz po zajęciu się tobą wyszła ze Skrzydła Szpitalnego. To będzie tak wymijające, że nie powinno nikogo obarczyć winą.

- Poszedłeś do lasu - Draco oświadczył stanowczo.

- Nie byłeś tego świadkiem, bo... panna Weasley rzuciła na ciebie zaklęcie, prawda? Następnego dnia byłem w podłym nastroju i słyszałeś, jak narzekam na włóczenie się między drzewami przez całą noc w poszukiwaniu Umbridge, cudem unikając centaurów i akromantuli - odparł gładko.

- I wtedy?

Severus dotknął pergaminu.

- Zaczniesz pisać o swoim życiu i o tym, że czekasz na następny list. Mi zostawisz radzenie sobie ze śledztwem, które twój ojciec może wszcząć. Dobrze mi idzie z takimi rzeczami. - Severus spojrzał prosto na Dracona. - A ty myśl. Jak na razie nie wybrałeś ostatecznie żadnej ze stron. Zawsze możesz napisać do ojca list, w którym wyjawisz całą prawdę, wyjaśniając, że próbowałeś wmanewrować mnie w ujawnienie moich lojalności i zostaniesz uznany raczej za głupca niż za zdrajcę.

- Nie przypuszczam, żeby Czarny Pan gardził głupcami mniej niż zdrajcami - wymamrotał Draco, czerwieniąc się, gdy jego ojciec chrzestny spojrzał na niego z błyskiem w oczach.

- Chyba nie myślisz, że twój ojciec by mu powiedział? Przecież to jego interes, by ludzie nie widzieli w nim ojca głupca, bo nim nie jesteś. Nigdy nie wątp, że rodzice cię kochają, Draco. Rzuciliby się pod Avadę, by cię chronić, gdyby zaszła taka potrzeba.

Draco przeszedł dreszcz.

- Jeśli ja ochroniłbym ciebie, równałoby się to ze zdradzeniem ich.

Severus podniósł pergaminy i dotknął palcami krawędzi biurka.

- Wybierasz swoją własną drogę. Każdy syn robi to prędzej czy później. Dla twoich rodziców to byłoby wielkie zmartwienie, gdybyś obrał inną drogę niż oni. Siarczysty policzek. Bo oni zrobili to dla ciebie. Chcieli zbudować ci lepszy świat, jak to rodzice zwykle robią. Ale ostateczna decyzja należy do ciebie. To ty wybierasz świat, w którym będziesz żyć.

- Dlaczego po prostu nie rzucisz na mnie Oblivate? Czy to nie byłoby bezpieczniejsze?

Severus odłożył pergaminy, przeczytawszy uprzednio fragmenty wypracowań.

- Wręcz przeciwnie. Twój ojciec oczekuje od ciebie odpowiedzi. Taka, która mu się nie spodoba, jest wciąż mniej podejrzana niż jej brak lub odpowiedź całkowicie podyktowana przeze mnie. O cokolwiek twój ojciec mnie zapyta, dam radę mu odpowiedzieć. 

Spojrzał na Draco i odwrócił wzrok, podnosząc jedną ręką pióro.

- Jak? - zapytał Draco, patrząc, jak Snape pisze swym piórem miażdżące komentarze.

- Czy niewinność nie jest najlepszą tarczą?

- Czy Czarny Pan uwierzy w twoją niewinność, jeśli mu przekażę, co mi dzisiaj powiedziałeś?

Severus na chwilę zaprzestał pisania, ale już po chwili kontynuował czynność, lecz nieco wolniej.

- Chciałbyś być w takim wypadku głupcem w oczach Czarnego Pana? - zapytał Severus.

- Nie pogrywaj ze mną, ojcze chrzestny. Jak byś mu wytłumaczył to, co mi wyjawiłeś?

- Nic łatwiejszego. Nie uznałby mnie za głupca ani zdrajcę, gdybym powiedział, że cię testowałem. Skoro poruszyłeś taki, a nie inny temat w mojej obecności, nie oczekiwałby ode mnie niczego innego, jak sprawdzenia twojej lojalności.

- Wtedy ja jestem przegrany. Powiedzieć i być torturowanym za bycie idiotą lub nie powiedzieć i być zabitym za zdradę.

Starszy mężczyzna wzruszył ramionami, kręcąc leniwie piórem.

- I to jest problem bycia niezdecydowanym.

Draco ukrył twarz w dłoniach.

- Nigdy nie powinienem był ci ufać - powiedział gorzko. - Zdradziłeś moich rodziców. Jak mogłem myśleć, że i ze mną tego nie zrobisz?

- To świat, który zbudował twój ojciec, gdzie osobisty interes jest ważniejszy od przyjaźni i lojalności. Uważasz, że podjął rozsądny wybór?

Draco podniósł głowę i napotkał wpatrzone w niego czarne oczy.

- Nie. Nie uważam - wymamrotał.

- Widzisz, Draco - odpowiedział delikatnie starszy mężczyzna, kładąc pióro na biurku między nimi. - Ja też nie.


~*~

Dumbledore wrócił na Noc Duchów. Harry poszedł się z nim spotkać zaraz po zakończeniu imprezy. Starał się nie patrzeć gniewnie na dyrektora siedzącego za biurkiem.

- Całkowicie ufam Severusowi Snape'owi - powiedział spokojnie Dumbledore.

- Tak, ale nigdy nie powiedział mi pan, dlaczego - zauważył Harry. Pochylił się do przodu i oparł ręce na biurku. - Nienawidził moich rodziców. Teraz nienawidzi mnie i planuje wydać mnie Voldemortowi.

Oczy Dumbledore'a zamigotały.

- Już ci to tłumaczyłem, Harry. Zachował się tak, jak mu kazałem. Powinieneś kontynuować lekcje Oklumencji z nim. Jeśli informacje, które posiadasz, będą bezpieczne, możesz uzyskać ich więcej.

- Powiedział mi pan, że Voldemort nie lubi być w mojej głowie, bo za bardzo go to boli - przypomniał.

- Prawda, ale może wytrzymać okazjonalny ból w imię końcowego rezultatu. Oklumencja jest początkiem odpowiedzi, do której dążysz.

- Trudno jest pozwolić osobie, której się nie ufa, szperać w swoich myślach - uskarżył się Harry.

Dumbledore posłał mu surowe spojrzenie.

- Jak dotąd nie okazałeś niezadowolenia, że tak czyni Voldemort - powiedział dyrektor uprzejmym głosem.

Harry skrzywił się. 

- Będę się przykładał do nauki jeszcze bardziej, obiecuję. Byłoby mi łatwiej uczyć się ze Snape'em, gdybym wiedział, dlaczego mu pan ufa.

Dumbledore uśmiechnął się łagodnie.

- Bo mogę, mój drogi chłopcze. Bo mogę.

Rozdział 23. Roztopiony kocioł

Chcecie dobrze dla przynajmniej jednego ze Snape'ów.

Draco powtórzył sobie w myślach słowa Neville'a i uniósł głowę. Gdyby tylko Potter w to uwierzył! Albo Weasley, ale to Pottera opinia się liczyła. Zawsze.


Nieco dalej w korytarzu drzwi do gabinetu Snape'ów otworzyły się z trzaskiem i zamknęły z jeszcze większym. Neville podskoczył przerażony, ale odetchnął z ulgą, gdy zauważył, że to nie Snape, ale jego przyjaciel. Harry uderzył pięścią w ścianę. Dopiero wtedy zauważył, że kolega mu się przygląda i oddalił się od ściany, jednak wciąż zaciskał pięści, a jego twarz czerwieniała od złości.

- O wilku mowa - wymamrotał Draco. Odwrócił głowę, gdy zauważył, że Neville macha do Harry'ego. - Nie wołaj go, idioto. Mówiłem, że nie będę z nim gadać.

Neville miał teraz jednak większe zmartwienie niż fochy kolegi.

- Czy Snape jest zajęty? - zapytał, patrząc spod przymrużonych powiek ponad czarnymi włosami Harry'ego na ciężkie drzwi, spodziewając się, że nagle się otworzą i wyjdzie zza nich ziejący ogniem Mistrz Eliksirów. - Chyba nie będzie cię gonił, co? Nie chcę, by przyłapał mnie na korytarzu, gdy powinienem być w sali i warzyć eliksiry.

- Więc idź je warzyć. Właściwie, to co wy tu robicie? - Harry schował różdżkę, ale wciąż trzymał na niej rękę, mierząc wzrokiem towarzysza Neville'a.

- Eliksirowa katastrofa. Czekamy, aż opary znikną i będziemy mogli wrócić do klasy i spróbować ponownie.

W oczach Harry'ego pojawiły się ostre iskierki.

- Och, ty wciąż roztapiasz kociołki?

Draco przygarbił się i intensywnie spojrzał na swoje dłonie. Neville się roześmiał.

- Tak, coś w tym rodzaju - zgodził się.

Draconowi ulżyło, że Neville uznał, że Harry nie musi wiedzieć, czyja ręka wrzuciła łodygi raptuśnika zbyt szybko, jednak i tak czuł na sobie pogardliwe spojrzenie zielonych oczu.

- Nie powinieneś, jeśli Malfoy prawidłowo cię uczy. Pewnie sabotował eliksir celowo.

Draco skrzywił się. To nie była prawda, ale tak można by pomyśleć, gdyby ktoś widział, jak głupi błąd popełnił. Nie mógł się powstrzymać i spojrzał na Neville'a. Był ciekaw, czy uwierzy w słowa Pottera. Zdawało się, że nie.

- Dlaczego miałby to robić? To oznaczałoby dla niego więcej pracy, a przecież już teraz ma jej wystarczająco dużo - zauważył Neville.

- Szantaż - powiedział Harry. - Jeśli by zrujnował twoją miksturę, mógłby ci grozić, że powie Snape'owi, że ty to zrobiłeś, a on znów wyrzuciłby cię z zajęć. Szczerze, nie byłbym zdziwiony, gdyby to między sobą zaplanowali. Zawsze mówiłem, że to dziwne, że pozwolił ci wrócić na lekcje.

- On jest stuknięty - wymamrotał Draco i zacisnął pięści. - Kompletnie stuknięty.

To nie był odpowiedni czas, by obrażać Wybrańca. Nigdy nie było na to odpowiedniej chwili. Szkoda.

- Jesteś pewien, że wszystko z tobą w porządku, Harry? - zapytał Neville, patrząc na przyjaciela podejrzliwie. - Oboje dobrze wiemy, dlaczego pozwolił mi wrócić. To był pomysł Hermiony, pamiętasz?

- Ha! Założę się, że on tak ją omotał, że tak jej się tylko wydawało, że to był jej pomysł. To zdrajca. Zawsze mówiłem, że nim jest! Mam nadzieję, że kiedyś dostanie za swoje.

Draco zacisnął wargi w przypływie złości. Potter był gnidą, ale nic by nie osiągnął, gdyby tak go teraz nazwał. Przypomniał sobie, co mówił Snape o sojuszach i ich konsekwencjach oraz o trzymaniu temperamentu na wodzy. To była czysta prawda, z którą trudno było się kłócić.

- Nie mów mi, że znowu się z nim pokłóciłeś - powiedział Neville. - Wiem, że różnie bywało w przeszłości, ale Dumbledore mu ufa i wątpię, by Hermiona z nim była, gdyby był zdrajcą.

- Ona po prostu nie chce tego dostrzec. Latami mówiłem jej, by mu nie ufała, ale ona nigdy nie chciała tego słuchać.

Draco przewrócił oczami i zachował dla siebie złośliwy komentarz o różnicy między pojemnością mózgów Harry'ego i Hermiony.

- Hermiona to najmądrzejsza i najbystrzejsza dziewczyna, jaką znam - stwierdził Neville. - Jaką każdy z nas zna. Spójrz na Umbridge. Hermiona odkryła jej zamiary na samym początku, na samej Ceremonii Przydziału. Pamiętasz? Powiedziała, że przemowa Umbridge znaczy, że Ministerstwo miesza się w sprawy Hogwartu i miała rację!

- Tak, ale to tylko Umbridge. A co z Lockhartem?

Draco znów przewrócił oczami. Ta... Jego ojciec chrzestny ma przecież tyle wspólnego z Lockhartem! Te falowane blond włosy i zabójcze uśmiechy! Ta, jasne. Chociaż złośliwy uśmiech Snape'a można było nazwać zabójczym uśmiechem, albo raczej uśmiechem zabójcy. W końcu Śmierciożercy nie słyną ze spokoju.

Gdy Neville unosił głowę, jego wargi były zaciśnięte.

- Wszystkie dziewczyny wielbiły Lockharta na początku, nie tylko Hermiona.

- A co ze wszą*? Zwariowała na punkcie skrzatów domowych. Jeśli byś kiedykolwiek spotkał Stworka...

- Ma miękkie serce - przyznał chłopak. - Ale Snape to nie skrzat domowy. I, jeśli chcesz znać moją opinię, uważam, że Hermiona go lubi i on ją też. Przynajmniej tak to wygląda.

- Albo on udaje, że ją lubi i będzie udawał, aż zapędzi nas do pułapki. Do tego roku zawsze był dla niej okropny.

- Wiesz, on uważa wszystkich uczniów za niższe formy życia. No, poza Draconem. - Chłopak spojrzał na blondyna, a ten wykrzywił twarz w odpowiedzi i uniósł oczy ku górze. - To powinna być wskazówka, że potrafi lubić ludzi i nie zawsze jest dla nich okropny. Dlatego zastanawiam się, jak będzie nas traktował, gdy skończymy Hogwart i nie będziemy niższymi formami życia, ale dorosłymi absolwentami szkoły. Nigdy bym nie przypuszczał, że tak pomyślę, ale może się wtedy okazać nawet sympatyczny.

- Albo okaże się, że gra na dwa fronty i jest to daleko bardziej prawdopodobne. Przecież nie może tak działać w nieskończoność. Ktoś w końcu się skapnie, a on wtedy dostanie za swoje. - Harry uśmiechnął się prawie tak złośliwie jak Snape, gdy odejmuje Gryffindorowi pięćdziesiąt punktów.

Ciepliwość Draco, która nigdy nie była tak wielka jak teraz, właśnie wyparowała.

- Już to przedtem mówiłeś. Co to dokładnie według ciebie znaczy? - zapytał, przymrużając oczy i unosząc podbródek. - Snape jest najlepszym nauczycielem w tej cholernej szkole i założę się, że także najlepszą Głową Domu. Dostanie na co zasłużył, ale od kogo?

- A jak myślisz? Wężej mordy.

- Harry, według mnie... Pewnie nie pomyślałeś... To pewnie odbiłoby się na osobie, która jest z nim związana - zaprotestował Neville.

- Mogła o tym pomyśleć, zanim za niego wyszła! - marudził dalej Harry. - Pani Nietoperzyca z Lochów. Ugh!

Draco rzucił się na Wybrańca. Harry uniknął ciosu i zadał Ślizgonowi nie do końca trafione uderzenie w ramię, druga ręką sięgając po różdżkę. Przez przypadek zawadził knykciami o zęby Dracona, by po chwili zdecydować się na mocniejszy cios w to miejsce. Neville patrzył na chłopaków, przygryzając wargę ze zdegustowaniem.

- Przestańcie, obaj! - zarządził. Był wyższy od Harry'ego i szerszy w barkach od Dracona, ale nie był na tyle silny, by ich rozdzielić. Rzucił okiem na drzwi do gabinetu Snape'a, ale one wciąż się nie otwierały. - Expelliarmus! - Miał nadzieję, że efekty zaklęcia podzielą się równo między kolegów. Jeśli upadliby zbyt mocno, Snape mógłby przyjść i sprawdzić, co się stało.

Odlecieli od siebie. Ich różdżki wylądowały na podłodze u stóp Neville'a. Draco uderzył w ścianę. Harry wylądował niezgrabnie na jednej nodze, resztą ciała wgniatając się w podłogę. Neville podniósł różdżki, ponownie zerkając w stronę profesorskiego gabinetu.

- Wy idioci - powiedział niesympatycznie, gdy chłopcy masowali obolałe miejsca, patrząc jeden na drugiego. - Jeśli musicie się bić, nie róbcie tego przy gabinecie Snape'a i nie w czasie, gdy powinienem warzyć eliksiry. Draco, jeśli możesz, sprawdź, czy można już wejść do klasy. A ty, Harry, pomyśl dwa razy, zanim coś powiesz. Wiesz, że Sam-Wiesz-Kto niszczy całe rodziny. Hermiona jest twoją najlepszą przyjaciółką od pierwszej klasy. Naprawdę chcesz, żeby coś paskudnego jej się przytrafiło, tylko dlatego, że nie lubisz Snape'a?

Harry zaczerwienił się i wstał niezgrabnie, nieco kulejąc.

- Nie, oczywiście, że nie! Nie to miałem na myśli. Tylko mówiłem, że mogła postąpić lepiej i nie wychodzić za Snape'a, tyle. - Spojrzał na Dracona w sposób, jakiego nie powstydziłby się bazyliszek. Blondyn skrzywił się i potarł obolały łokieć. - Jest zdrajcą. Wiem, że to prawda, ale ona mi nie wierzy.

- Może uważa, że zna go nieco lepiej niż ty - wytknął Neville. Od strony drzwi nie było żadnych przesłanek, żeby Snape miał przyjść. Na ich szczęście ściany były wykonane z solidnego kamienia i niezbyt dobrze przewodziły dźwięk. Odetchnął z ulgą.

- Ale ona nie widzi go, gdy on... - Harry przerwał i spojrzał w stronę Draco. - Powiem ci, gdy go nie będzie w pobliżu.

- Chyba jest trochę zbyt późno na sekrety, nie uważasz? - burknął Draco. - Już i tak za dużo powiedziałeś. Uważasz, że on gra na dwa fronty, czyli twierdzisz, że utrzymuje kontakty ze Śmierciożercami lub sam jest jednym z nich, a skoro Dumbledore ufa mu mimo to, musi być szpiegiem. Jeśli myślisz, że jest to prawdopodobne, bym wydał go przed Sam-Wiesz-Kim, to właśnie pchnąłeś go w moje ręce, a... ją razem z nim. - Niewiele brakowało. Zarumienił się, ale na szczęście Potter nie był tak spostrzegawczy jak Neville.

- Byłbyś głupi, gdybyś uważał, że Draco chciałby, aby coś stało się Snape'owi, Harry. Sam widziałeś, jak się wściekł, gdy źle mu życzyłeś - dodał Neville. - Donoszenie Sam-Wiesz-Komu jest ostatnią rzeczą, jaką Draco by zrobił. Możemy pogadać o tym później. Ja wracam do kociołka, żeby jutro na lekcji niczego nie spieprzyć. Mój okres próbny wciąż trwa. Mogę zwrócić wam różdżki, jeśli nie macie zamiaru użyć ich teraz przeciw sobie.

Spojrzał znacząco na Harry'ego i oddał mu różdżkę. Chłopak powoli ją schował.

- Nie miałem na myśli, że chcę, żeby Hermiona cierpiała. Dobrze wiesz, że tego nie chcę.

- Jak ja mogłem w to uwierzyć? - wymamrotał Draco.

- Żadne z was nie chce, by Snape'om się coś stało. - Neville spojrzał ponad Draconem na Harry'ego. - Cokolwiek rani jednego z nich, rani i drugiego. To znaczy, że ty, Harry, nie chcesz, żeby cierpiał Snape, a Draco, by cierpiała Hermiona. Proste.

- Mówisz, jakbyś ufał Malfoyowi - stwierdził Harry, odwzajemniając spojrzenie Neville'a. - Jak możesz? On nas nienawidzi od zawsze, nazywa ludzi szlamami, a jego ojciec jest Śmierciożercą!

- Dzięki za przypomnienie, ale wiem o jego ojcu. A na resztę powinieneś spojrzeć chyba świeżym spojrzeniem.

- Był dla nas dupkiem przez sześć lat. Znęcał się nad słabszymi. Nie możesz ot tak o tym zapomnieć!

- Teraz tak nie robi. - Neville wzruszył ramionami i otworzył drzwi do sali na jedynie taką szerokość, by wciągnąć powietrze. Kiwnął głową i otworzył je na oścież. - Ja byłem matołkiem, teraz nim nie jestem. Ludzie się zmieniają, jeśli im pozwalasz.

Draco podążył za Neville'em do klasy, zamykając Harry'emu drzwi przed nosem. W ciszy przyjął różdżkę. Przyniósł nowy zestaw składników z szafki. Neville sprawdził czystość kociołka i postawił go na miejsce, podpalając ogień o średnim płomieniu. Przez dłuższą chwilę chłopcy nie powiedzieli ani słowa, ani nawet nie spojrzeli na siebie.

- W pewien sposób Potter ma rację - powiedział w końcu Draco, odchodząc od kociołka, by ustąpić miejsca Neville'owi. - Dlaczego miałbyś mi ufać? Wiesz, jaki jestem.

Neville skończył liczyć zamieszania i dopiero wtedy odpowiedział.

- Ufam twoim zamiarom. Może nie jesteś osobą, która wyniosłaby mnie z płonącego budynku, to akurat muszę przyznać. Ale czy to najważniejsza cecha przyjaciela?

Draco podniósł łodygę raptuśnika, ale pod wpływem znaczącego spojrzenia, którym Neville przypominał mu o poprzednim wybuchu, odłożył ją.

- Mamy wojnę, więc ta cecha chyba jest teraz najważniejsza - przyznał. - Wyciągnięcie z płonącego budynku, ochrona twoich pleców w walce, utrzymanie twoich sekretów podczas tortur... Takie zachowania mogą zaważyć na twoim życiu. Nie wiem, czy byłbym skłonny do którejkolwiek z nich.

Neville wzruszył ramionami, patrząc na miksturę, której srebrnoszary kolor pogłębił się i zaczął czerwienieć do matowego kasztanowego.

- Szczerze, nie wiem, czy sam byłbym zdolny do czegoś takiego - przyznał Neville, gdy proces zmiany koloru skończył się.

Draco uniósł łodygę nad samym środkiem kociołka i odczekał chwilę, zanim dotknął palcami mikstury. Uniósł drugą łodygę i odczekał, aż obłoki dymu ustąpią.

- Ty! Oczywiście, że byłbyś. Jesteś Gryfonem! Nawet Potter byłby zdolny.

Neville wykrzywił usta i uniósł głowę.

- Jak dotąd nie byłem w pełni Gryfonem. Teraz staram się nim być.


~*~

- Severusie. - Mężczyzna wciąż trzymał jej dłonie zbyt mocno, by mogła je wyswobodzić. Odwzajemniła uścisk. - Wampiry...

Podniósł głowę i zacisnął usta. 

- Nie pytaj.

- Nie zamierzałam. Nie o plany wobec nich. Tylko... one nie są dla ciebie niebezpieczne? Nie będziesz w większym niebezpieczeństwie niż dotychczas? - Przełknęła ślinę i przygryzła wnętrze policzka. Wolała czuć taki ból niż mrowienie w oczach i czubku nosa. - Chciałabym, żeby było coś, co mogłabym zrobić.

Jego dłoń była ciepła i szorstka, gdy ją trzymała. Jego kciuk znów głaskał wierzch jej dłoni, od knykci do nadgarstka. 

- Było coś, co mogłaś zrobić. I zrobiłaś to. Jeśli przeżyję ten semestr, będzie to dzięki naszemu  małżeństwu i temu, że nieświadomie włączyłaś przyjaciół do dbania o to, bym przeżył. Nawet jeśli ty o tym zapomnisz, ja zawsze będę o tym pamiętał. - Kąciki jego ust nieznacznie się uniosły. - Nie mogę się doczekać dnia, gdy im wyjawimy prawdziwy powód naszego małżeństwa, przepowiednię i ich udział w jej wypełnieniu. Chcę widzieć wtedy ich twarze.

- A co, jeśli to nie wystarczy? Tak bardzo się o ciebie boję. Za każdym razem, gdy wychodzisz z pokoju, boję się, że nie wrócisz.

- Martwię się o to samo więcej lat, niż ty żyjesz. Bałem się nawet podczas cichych lat. Zawsze siedziało to gdzieś z tyłu mojej głowy.  - Severus podniósł wolną dłoń i pogłaskał policzek Hermiony. Drugą dłonią objął jej własną jeszcze mocniej. - Nie mogę ci nic obiecać. Jedyne, co mogę powiedzieć, to to, że jeśli będę w stanie, będę wracał. Dałaś mi do tego powód - wyznał. Oboje zamknęli oczy. - Nigdy w to nie wątp.

* Autorka tłumaczy tę pisownię faktem, że Harry i Ron sceptycznie podchodzili do idei W.E.S.Z. i, żeby zirytować Hermionę, mówili niepoprawnie: wesz.