Rozdział 29. Te ostatnie dni

- Znów będziesz musiał poprowadzić za mnie trening. Mam kolejne spotkanie z Dumbledore'em - powiedział Harry, przerywając ciszę.

Ron zatrzymał się w połowie korytarza i upuścił torbę.

- I ty nazywasz siebie kapitanem drużyny Quidditcha? Od poniedziałku nie ma cię na treningach, a przecież jutro gramy przeciw Slytherinowi!

- Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Ale są rzeczy ważniejsze niż Quidditch.

- Oczywiście, że są, ale nie tydzień przed meczem. - Ron podniósł torbę i uderzył nią o ścianę. Torba była już bliska rozerwaniu.

Harry przeczesał dłonią włosy i położył ją na karku.

- Spróbuj powiedzieć to Dumbledore'owi. Skoro chce się ze mną widywać ze mną po kolacji przez kilka godzin, to chyba niezbyt mogę mu odmówić, nie?

Ron kolejny raz uderzył torbą w ścianę. Tym razem rozerwała się, a wszystkie książki wylądowały na podłodze. Chłopak przeklął i schylił się, by je pozbierać. Harry odłożył swoją torbę i ukucnął obok przyjaciela. Podniósł torbę Rona, rzucił na nią Reparo i trzymał otwartą, żeby rudowłosy mógł wkładać do niej książki z powrotem.

Chłopak schował już książki do Zaklęć i Transmutacji. Jego ręka zawisła nad podręcznikiem Konfrontacja z bezimiennymi.

- Do czego tak właściwie jesteś mu potrzebny? To nie może poczekać? Ma jakieś nowe informacje? - zapytał, biorąc książkę w ręce.

Odpowiadając, Harry nie patrzył na Rona, lecz na książkę, którą chłopak trzymał.

- To w większości informacje sprzed lat - powiedział. - Już ci mówiłem: powiadamia mnie o wszystkim, o czym przedtem nie mógł. Wielu rzeczy nie mogę ci powiedzieć, bo nie jesteś Oklumentą.

Ron spojrzał gniewnie na Harry'ego.

- Powinieneś był ich przekonać, żeby mnie też nauczono Oklumencji. Przedtem mówiłeś mi wszystko.

Chłopak włożył do torby ostatnią książkę i zabrał swoją własność z rąk Harry'ego. Obaj wstali i zawiesili torby na ramionach. Harry wydął usta przy wydechu i po chwili je zamknął.

- Po prostu daj mi czas, żebym poukładał sobie wszystko w głowie - powiedział z wciąż odwróconym wzrokiem. - W przyszłym tygodniu powiem ci tyle, ile będę mógł.

- Ta, jasne - mruknął Ron, ruszając się z miejsca. - Tylko złap jutro znicza.

~*~

Mówi się, że mężczyźni zasypiają zaraz po tym. Racja - pomyślała Hermiona. Niekoniecznie miała duże doświadczenie, bo, jak na razie, kochali się ledwie dwa razy.

Leżąc z jego głową na swoim ramieniu, z czułością patrzyła na twarz męża i jego sylwetkę. Po tym, jak zrobili to pierwszy raz, czuła się taka rozbudzona i zdenerwowana. Z resztą zawsze się tak czuła, gdy robiła coś po praz pierwszy, a teraz było wiele takich pierwszych razów: była widziana nago, dotykana w tych miejscach, dotykała Severusa, błagała... W całym wydarzeniu najlepszymi częściami były: patrzenie z radością na twarz męża o poranku i sposób w jaki relaksował się w jej ramionach. Kochała patrzeć na Severusa, gdy spał, widzieć, jak surowe rysy jego twarzy łagodnieją. Cieszyła się swoja umiejętnością sprawiania, że Severus czuł się przy niej bezpiecznie.

Severus zaczął wydawać z siebie dźwięki, które zapowiadały, że albo szybko się obudzi, albo zacznie chrapać. Miała nadzieję na to pierwsze, bo nie lubiła budzić go, gdy smacznie spał, a musieli wstać wcześnie. Z czułością odgarnęła włosy z jego szorstkiego policzka. Cztery noce razem i już nauczyła się schematu jego snu. Zazwyczaj był bardzo nerwowy. Drugiej wspólnej nocy zauważyła, że Severus cicho popłakuje przez sen. Nie poruszył się, gdy objęła go rękoma. Do jej oczu napłynęły łzy wzruszenia. Severus wtulił się w nią i po kilku minutach znowu chrapał.

Nie, jeszcze go nie obudzi, chociaż bardzo chciała zapytać, co ostatnio się dzieje. Każdego wieczora po kolacji znikał, żeby skonsultować się z Albusem, wracał późno w nocy, gdy ona od dawna już spała, a rano przychodził do niego Draco i pomagał mu przy warzeniu eliksirów. Trzeba jeszcze dodać, że za każdym razem, gdy próbowała z nim porozmawiać, przerywali im ścigający, obrońca i pałkarze ze ślizgońskiej drużyny Quidditcha. Mieli szczęście, że do tej pory nie pozamieniała ich w kanarki i nie zamknęła w klatce.

Severus wydał niewyraźny dźwięk i poruszył się w jej ramionach. Jego głowa przesunęła się na jej piersi. Jego oddech łaskotał jej nagą skórę. Odważyła się pogłaskać jego blade, kościste ramię, kreśląc kółka wzdłuż jego obojczyka i w dół ręki tak daleko, jak mogła sięgnąć. Nie tak daleko, by dotknęła Mrocznego Znaku, choć i tak by go ominęła. Severus ostrzegł ją, aby celowo go nie dotykała. Znak nie aktywuje się od ocierania się ich ciał o siebie, ale mógłby, gdyby dotknęła go opuszkami palców. Skrzywiła się na tę myśl i poczuła uścisk w gardle.

Puk! Puk! Puk!

Severus gwałtownie się obudził i niemal wyskoczył z łóżka, lecz zatrzymał go jęk Hermiony.

- Co...? - zapytał.

- Nic - uspokoiła go. - Zaplątałeś się w moje włosy. - Obawiała się, że wyglądały teraz jak krzak jeżyny. Po ich pierwszej wspólnej nocy Severus poprosił, by Hermiona rozpuszczała do snu swój warkocz.

Severus schował nos we włosach żony i pocałował czubek jej głowy, jednak ktoś znowu zapukał do drzwi.

Założył koszulę nocną, złapał różdżkę i zatrzymał się, by spojrzeć na Krzywołapa śpiącego na kłębku z koców, które w nocy zrzucili z Hermioną z łóżka. Znowu.

- Zostań tutaj - powiedział i dodał półszeptem: - Jeśli to znowu drużyna Quidditcha, to sam ich przeklnę.

- Uważaj na siebie.

Posłał jej lekceważące spojrzenie.

- Nie bądź śmieszna. Jesteśmy w Hogwarcie - parsknął, zamykając za sobą drzwi.

Hermiona wstała z łóżka, założyła piżamę i szlafrok i podeszła do drzwi. Przyłożyła do nich ucho, przeklinając w duchu fakt, że nie wzięła ze swojego pokoju Uszu Dalekiego Zasięgu. Jednak kto by przypuszczał, że się jej przydadzą?

Nie rozpoznała konkretnych słów, ale głosy rozmówców wydały się jej znajome. Draco i... Neville?

~*~

- Mam nadzieję, że macie jakiś dobry powód nachodzenia mnie tak wcześnie rano - warknął profesor Snape.

Draco spojrzał na swojego kolegę. Neville zdawał się być tak zainteresowany kawałkiem podłogi pod swoimi stopami, jakby była tam zasadzona mandragora.

- Zeszłej nocy napadnięto na św. Munga - powiedział blondyn. - Wiedziałeś?

- Kto napadł na Munga?

- Stado nieznanych wampirów. W szpitalu panuje zamieszanie, bo zaginęło kilkoro pacjentów.

- Moja matka... - wydukał przygnębiony Neville. - Zabrali ją.

- Profesor McGonagall porozmawia z panem.

- Już to zrobiła. Moja babcia jest teraz w szpitalu i wypytuje o zajście. Ma dać mi znać, gdy się czegoś dowie. Poza tym chcę porozmawiać z panem. Pan nie będzie mnie okłamywał, żeby mnie nie martwić.

- Bardzo dobrze. Wejdź, usiądź i zaczekaj na mnie. - Snape odwrócił się do swojego chrześniaka. - Powinieneś być teraz  ze swoją drużyną i przygotowywać się do meczu.

- Nie możesz oczekiwać od nas, że będziemy grać w takich okolicznościach - wypalił Draco. - Nie po czymś takim!

- Gdyby pan Longbottom był graczem, przyznałbym ci rację. Ale pomyśl, Draco. To raczej nie jest ostatni atak na członka rodziny któregoś z uczniów Hogwartu. Mamy wstrzymywać wszelkie szkolne aktywności aż do ustania wszystkich ataków? Czy to wróg ustala, jak funkcjonuje nasza szkoła?

- Nie, ale... Neville jest moim przyjacielem. Nie powinien być teraz sam.

Profesor spojrzał  na Dracona tak, że chłopak już więcej nie protestował.

- Zadbam o to. Masz zobowiązania wobec więcej niż jednej osoby. Idź i skonsultuj się z Potterem, ale mecz powinien się odbyć. Jeżeli zaprzestaniemy naszym codziennym aktywnościom, a zaczniemy płakać i lamentować, nic nie osiągniemy, a tylko pomożemy wrogowi.

~*~

- Niezbyt wiem, czego pan ode mnie oczekuje, panie Longbottom - powiedział Severus dwadzieścia trzy minuty później, gdy Hermiona podała Neville'owi filiżankę gorącej słodkiej herbaty.

Severus jako pierwszy zajął łazienkę, więc Hermiona założyła piżamę i czesała włosy tak długo, aż jej mąż stamtąd wyszedł, zapinając koszulę. Umyła się szybciej niż kiedykolwiek w życiu i dołączyła do mężczyzn ubrana przyzwoicie, choć na boso. Pożałowała, że nie założyła nic na stopy niemal od razu, ale bez narzekania wciągnęła nogi pod siebie. Nie chciała przegapić ani słowa z tej rozmowy.

- Może mi pan powiedzieć prawdę. Jest jakaś nadzieja? - Neville trzymał filiżankę w obu dłoniach. Schylił głowę, chowając twarz w parze unoszącej się z naczynia.

- Nigdy nie było nawet cienia nadziei, że pańska matka wyzdrowieje, panie Longbottom - odparł Severus.

- Chodziło mi o jej zaginięcie.

- Jeśli została zabrana przez wampiry, wątpię, by była jakaś szansa na znalezienie jej żywej.

Hermiona zmarszczyła brwi.

- Severusie!

- Nie, Hermiono - przerwał jej Neville. - Chcę usłyszeć prawdę - przyznał, patrząc na filiżankę.

Severus przyłożył palec wskazujący do ust i zaczął je obrysowywać. Zawsze tak robił, gdy był zamyślony.

- Śmierciożercy są uczeni, by nie zostawiać swoich ofiar przy życiu. Podczas poprzedniej wojny było wiele takich zniknięć i jeżeli się nie mylę, żadna z ofiar nie została znaleziona.

Neville i Hermiona przełknęli ślinę. Chłopak gwałtownie odstawił filiżankę i wyprostował ramiona w oczekiwaniu na kolejny cios ze strony Snape'a.

- Jest jedynie jedna nikła szansa - przyznał mężczyzna. - Jeżeli wszystkie szpitalne drzwi zostały powyrywane, jak pan twierdzi, to pańska matka mogła przedostać się do Londynu. Jeśli nie została potrącona przez auto, być może wciąż wędruje po mieście lub leży bezpiecznie w jakimś mugolskim szpitalu.

- Mówi pan serio? - zapytał Neville.

- Nie mówiłbym tego, gdyby było inaczej.

Palec Severusa spoczął na kąciku jego ust. Mężczyzna uniósł głowę, gdy Neville podskoczył z siedzenia, a Hermiona klasnęła w dłonie.

- Muszę jej poszukać. Nie mogę siedzieć bezczynnie - stwierdził chłopak i zaczął chodzić po pokoju. Książki porozsypywały się po podłodze, gdy wpadł na jeden ze stosów, ale nawet tego nie zauważył.

Severus spojrzał na Hermionę i nieznacznie potrząsnął głową. Nie teraz.

- Nic pan nie może zrobić. Poza tym jeśli mugole ją znaleźli, to jest z nimi bezpieczniejsza.

- Ale ja mogę coś zrobić - wtrąciła Hermiona. - Mogę aportować się do domu rodziców i poprosić ich, żeby obdzwonili wszystkie szpitale i komisariaty w okolicy, a ja w tym czasie poszukam mamy Neville'a w sklepach i na ulicach. Jeżeli ona gdzieś tam jest, to ją znajdziemy.

Dziewczyna spojrzała błagalnie na męża. Obrysował usta palcem i dopiero wtedy odpowiedział.

- Dobrze. Ale nie pójdziesz sama.

Neville odwrócił się gwałtowanie i przewrócił kolejny stos książek.

- Ja z nią pójdę.

Severus wstał, przez co przewyższał rozmówców.

- Nie, panie Longbottom. Zastanie pan tu, gdzie jest pan bezpieczny.

- Jestem dorosły, mogę iść, gdziekolwiek zechcę - naciskał Neville, ale jego nauczyciel był nieugięty.

- Jest pan uczniem, więc jesteśmy za pana odpowiedzialni. Zrobi pan, co panu każemy. Jaki z pana pożytek; czystokrwisty czarodziej w zatłoczonym mugolskim mieście? Pana zadaniem jest teraz unikanie przysparzania pana rodzinie więcej cierpienia, aż do czasu, gdy będzie pan potrzebny. Czasami czekanie za plecami innych też wymaga odwagi.

~*~

Gdy Severus wrócił, by powiadomić ją, co załatwił, Hermiona zdążyła już ułożyć książki w kącie i ubrała się cieplej, gotowa na stawienie czoła nieprzyjemnej listopadowej pogodzie. Okazało się, że mąż dobrał jej ciekawe towarzystwo.

- Hagrid? W Londynie? - parsknęła.

- Ma pewne doświadczenie w poszukiwaniach i zapewni ci bezpieczeństwo, gdyby było to konieczne. Wróg może obserwować teren wokół szpitala.

Severus błądził wzrokiem po pokoju, ale w końcu spojrzał na Hermionę. Miał zaciśnięte usta.

- Tam pewnie roi się od aurorów! - zaprotestowała.

- To niekoniecznie zapobiega kolejnemu atakowi. Jeżeli będzie zanosiło się na bitwę, chcę, byś natychmiast wróciła do zamku, nieważne, co byś zobaczyła. Obiecaj mi to, Hermiono.

Zacisnęła usta i z ponurą miną potaknęła.

Severus nagle mocno ją przytulił. Prawie nie mogła oddychać.

- Bądź ostrożna - wyszeptał z twarzą schowaną w jej włosach. - Gdybym cię stracił...

- Nie stracisz mnie.

~*~

- Tak, kobieta, lat 45, ale wygląda na więcej. Około metr sześćdziesiąt wzrostu, brązowe oczy, rzadkie siwe włosy, chuda, wygląda na zmęczoną, nie potrafi mówić, powłócza nogami, ubrana w marszczoną białą koszulę nocną...

Hermiona nagle przestała słyszeć matkę, gdy aportowała się z Hagridem w ciemnej alejce za Tottenham Court Road - stacją metra - czym przestraszyli kilku ćpunów. Hermiona zatknęła nos, nie chcąc odczuwać roznoszącego się odoru moczu.

- Tędy - powiedziała i poprowadziła Hagrida w stronę Centre Point. Gdy torowali sobie drogę na dość wąskim chodniku, włączyły się fontanny, ochlapując przy tym ich oboje. Hagrid wyciągnął dużą kropkowaną chustkę i zaoferował ją Hermionie. Z wdzięcznością przyjęła ją, wytarła sobie twarz i oddała chustkę towarzyszowi.

- Severus powiedział, że masz doświadczenie w poszukiwaniach - podjęła rozmowę. - Powinniśmy iść prosto do św. Munga i zacząć poszukiwania tam czy przeszukać wszystkie ulice na naszej drodze do szpitala?

Hagrid dotknął końcówką parasola swojego nosa i pociągnął nim, po czym obrócił głową w prawo i lewo.

- Północ, północny zachód - odezwał się w końcu. - Szkoda, że nie mogłem wziąć ze sobą Kła.

~*~

Profesor McGanagall przejęła megafon trzymany wcześniej przez Dennisa Creeveya i przemówiła:

- Jak wszyscy wiece, dzisiejszy mecz został przełożony na godzinę czternastą na prośbę obu kapitanów. - To była jedyna oznaka ich dzisiejszej współpracy. - Jak zostało ogłoszone wcześniej: jeżeli gra przeciągnie się do wieczora, boisko zostanie oświetlone, gdy pani Hooch uzna, że dalsza gra tego wymaga. Wczorajszy atak na szpital św. Munga nie ma żadnego wpływu na dzisiejszy mecz. Mam nadzieję, że obie drużyny schowają niechęć do siebie i zagrają dobry, czysty mecz.

Gdy zwracała megafon Dennisowi, ze strony Gryfonów dało się słyszeć wściekły ryk. Vincent Crabbe poleciał wprost na Ginny Weasley, gdy sięgała po kafla. Co prawda chłopak w ostatniej chwili wyminął Gryfonkę, lecz i tak uderzył ją silny podmuch powietrza, przez co kafel poszybował prosto do jednego ze ścigających Slytherinu, który niemal od razu ją upuścił.

- Szarża, kolejny faul! - Gryfoni krzyczeli, zagłuszając komentatora, który zresztą mówił to samo.

- Musielibyście udowodnić, że chciał w nią wlecieć - odpowiedział im piskliwy głos ponad zgiełkiem panującym na trybunach Slytherinu.

Blondwłosy szukający nagle skierował się w dół, w kierunku trybun Gryffindoru, a w ślad za nim ruszył ciemnowłosy przeciwnik.

- Wygląda na to, że Malfoy wypatrzył Znicza! - krzyknął Dennis. - Harry jest tuż za nim, nie, przed nim... Bierz go, Harry! Czekaj, nie! To była sztuczka! Wracaj, Harry! On odbił w lewo i leci w górę!

~*~

Hermiona wyszła ze sklepu rybnego, trzymając w dłoniach dwie tłuste paczki i napoje. Podeszła do Hagrida, który pociągał nosem i obserwował ciemniejące niebo. Podała mu jego paczkę, napoje włożyła do obszernych kieszeni swojego płaszcza i ostrożnie skubnęła późny lunch, dmuchając w palce przed każdym urwaniem kawałka ryby.

- Gdzie teraz idziemy? - zapytała. - Znów ją zgubiliśmy?

Krąg ich poszukiwań sięgał na północ aż do Cecil Sharp House, okrążał Regent's Park i prowadził do Marble Arch. Teraz planowali dostać się na Oxford Street. Bez Hagrida przepychanie się przez tłum ludzi zajęłoby dwa razy więcej czasu. Gapiowie zamykali usta i schodzili na boki w pośpiechu, gdy półolbrzym zdążał w ich kierunku.

- Chyba wysiadła z autobusu - powiedział, zjadłszy filet z dorsza dwoma kęsami. - Porusza się teraz znacznie wolniej.

- Zadzwonię do mamy. Może dowiedzieli się czegoś nowego.

~*~

- Czterdzieści punktów dla Slytherinu, ale Gryfoni wciąż prowadzą. Mają przewagę stu... Nie, siedzemdziesięciu punktów. Kolejny faul na gorylu Goyle'u...

- Creevey!

Dennis wytarł swoją spoconą twarz i rzucił okiem na oślepiające go światło płynące z trybuny naprzeciwko.

- Przepraszam, profesor McGonagall. Na pałkarzu Gregorym Goyle'u. Ginny trzyma kafla. Czekajcie! Czy to...? Harry i Malfoy łeb w łeb lecą za zniczem półtora metra nad ziemią. Harry wysuwa się na prowadzenie, ale Malfoy go trałuje, odciąga Harry'ego. Ha! Przyjmij to, Malfoy! Został zbity z kursu! O nie, wraca i prawie zrzuca Harry'ego z miotły! Faul! Faul! Pani Hooch, to był faul! Jednak to Malfoy łapie znicza. Wygrali najwięksi oszuści, jakich kiedykolwiek widzieliśmy...

- Creevey!

- Malfoy podlatuje do profesora Snape'a, macha mu zniczem i pokazuje na boisko. Nie rozumiem, czego chce. Chyba zaprasza Snape'a na swoją miotłę. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Co?! Zgasły światła! Przyleciały tu jakieś... nietoperze? Wylatują z Zakazanego Lasu! Pani profesor, co...?

Reszta pytania została zagłuszona przez krzyki.

Przerywnik

Witam drogich czytelników i czytelniczki,

pod ostatnim postem nazbierało się wiele komentarzy. Mogłabym odpowiedzieć na nie wszystkie po kolei, ale odpowiedzi na każde z nich będą tutaj. 

Niestety nie wiem, kiedy pojawi się nowy rozdział. Ostatnio pisanie męczy mnie. Wiele razy siadam przed komputerem i przepisuję to, co już zdążyłam przetłumaczyć, ale poddaję się po pewnym czasie, bo czuję się zmęczona. 

Nie oznacza to, że się poddaję, że straciłam ochotę na ciągnięcie tłumaczenia. Blog nie zostaje zawieszony ani zamknięty. Ostatnie cztery rozdziały pojawią się, jednak nie potrafię podać dokładnie kiedy. Nie chcę nic obiecywać, bo boję się, że mogę złamać dane słowo.

Ktoś prosił o link do oryginału. Znajduje się on na stronie głównej w informacjach od samego początku tłumaczenia, ale dla ułatwienia dodam też tutaj -> https://www.fanfiction.net/s/3413147/1/In-Your-Dreams

Pozdrawiam wszystkich wytrwałych, ale też tych, którzy odpuścili sobie czytanie - w pełni ich rozumiem.

Do zobaczenia w kolejnym poście

Thorie 

Rozdział 28. Czy to bezpieczne?

Hermiona zbudziła się z jaskrawego snu w pustym łóżku. Od razu odczuła bolesną tęsknotę do upartego męża, który ją tu wygnał. Przesunęła palcem po wargach, a drugą ręką objęła się w pasie. Wzięła niespieszny, głęboki oddech. Skoro Severus nalegał na rozmowę o tym, czego nie potrafiła sobie wyobrazić, zanim znów się pocałują, powinni porozmawiać. Natychmiast.

Dziesięć minut później, odświeżona i ubrana, lecz z wciąż rozczochranymi włosami, otworzyła drzwi do laboratorium. Severus siekał akurat rdest ptasi, a Draco cedził smoczą żółć przez bawełniane sitko. Najwidoczniej szósty rok będzie dzisiaj warzył Elburski Balsam do Ciała. W takim wypadku rdest ptasi musiał być bardzo świeży.

- Och - westchnęła. - Nie chciałam wam przeszkadzać.

Miała nadzieję, że Severus oderwie się od pracy, ale on tylko pokiwał głową. Zrobiła jeszcze jeden krok do środka laboratorium i oblizała wargi. Draco szybko odwrócił od niej wzrok.

- Chciałam tylko powiedzieć, że od wczorajszego wieczora nie zmieniłam zdania.

Czekała na reakcję Severusa, ale on miał na twarzy jedną ze swoich masek.

- Bardzo dobrze - powiedział. - Myślę, że to stanowi solidny fundament do naszych dążeń. Powiesz mi wieczorem, jakie mikstury zaproponowała ci Poppy.


Otworzyła usta, by zapytać, o co mu chodzi. Zauważyła jego uniesioną brew, a na jej policzki momentalnie wpełzły dwa rumieńce.

- Tak - odpowiedziała. - Dziś wieczorem.


~*~

Hermiona sumiennie patrzyła w oczy Harry'ego, gdy Severus po raz trzeci używał na nim Legilimencji. Jej szczęka była zesztywniała. Kciukiem gładziła koniuszki swoich palców. Tak, Oklumencja jest bardzo ważna, kluczowa, Harry musi ją doskonale opanować i bla, bla, bla... Czy Harry i Severus nie mogliby się pospieszyć i zakończyć lekcji, żeby Hermiona mogła zostać z mężem sam na sam?

To był długi dzień. Podczas obiadu zdecydowała, że jeśli ślizgońska drużyna Quidditcha przeszkodzi im jeszcze raz, nie zawaha się zamienić ich wszystkich w kanarki. Biorąc pod uwagę, że mogłoby to poprawić ich umiejętności przed niedzielnym meczem, Severus nie miałby chyba nic przeciwko temu. Po obiedzie zwołano spotkanie Głów Domów, pokój wspólny Ślizgonów odwiedziła niespodziewana inspekcja, a teraz jeszcze ta lekcja.

Tym razem powieki nie trzepotały Harry'emu jak poprzednio. Zwęził je i poderwał głowę, następnie jednym palcem poprawił na nosie okulary i uśmiechnął się. Hermiona westchnęła.

- Harry, zrobiłeś to, prawda? W końcu ci się udało!

- Ale nie tak szybko, jak powinno - stwierdził gorzko Severus. - To, co powinno zająć mu dwie lekcje, osiągnął w dwa lata. Jeszcze raz. Legilimens!

- Dwie lekcje? - zapytał Harry, gdy z łatwością wyrzucił profesora z umysłu. - Skąd ten pomysł?

- Jesteś urodzonym Okulumentą, Potter. Wyrzuciłeś mnie z głowy już za pierwszym razem, gdy tego spróbowałeś, chociaż nie natychmiast. Gdybyś spacyfikował emocje, jak ci kazałem, obrona umysłu byłaby dla ciebie tak naturalna jak mrugnięcie okiem, Potter. Jeszcze raz. Legilimens.

Harmiona spojrzała na swoje dłonie, które zacisnęła w pięści. Wszystko w Obronie przed Czarną Magią przychodziło Harry'emu z łatwością. Ona pracowała i pracowała, a i tak uzyskiwała gorsze rezultaty od niego.


- Tak naturalna jak... Dlaczego nie powiedział mi pan tego za pierwszym razem?

Severus spojrzał na chłopaka znad swojego nosa, mając w oczach iskierki niezadowolenia.

- Jeśli dobrze sobie przypomnisz, powiedziałem ci na naszej pierwszej lekcji, że mimo połączenia z Czarnym Panem, twój umysł jest dla niego otwarty tylko wtedy, gdy jesteś najbardziej zrelaksowany i bezbronny. Wytłumaczyłem ci także, bezpośrednio przed rzuceniem Legilimens po raz pierwszy, że Oklumencja wymaga podobnej siły jak odparcie Imperio, a tobie już to się udało. Gdybyś nie był tak oporny na naukę, przebudzenie twoich obronnych umiejętności wymagałoby jedynie odpowiednio silnego ataku.

- Skąd miałem wiedzieć, że o to panu chodzi? Nie mógł pan tego powiedzieć prosto z mostu?

- Nie, jeśli chcę przetrwać doświadczenie, jakim jest uczenie cię. Gdyby Czarny Pan odkrył to w twojej głowie, mój los byłby przesądzony.

Hermiona przewróciła oczami, uprzednio spojrzawszy na obu mężczyzn. Postanowiła nie wytykać Harry'emu, że nie rozumie, że gdyby podwójny agent miał zwyczaj mówienia wszystkiego wprost, nie pożyłby długo. Severus i Harry musieli rozwiązać konflikt pomiędzy sobą sami, bez jej ingerencji.

- Więc dlaczego nie powiedział mi pan tego w tym roku? Nie czułem jego obecności w głowie od sytuacji w Departamencie Tajemnic. Dumbledore twierdzi, że stosuje na mnie Oklumencję.

- Mówiłem ci, że odparcie Imperiusa na czwartym roku oznacza, że powinieneś rozpoznać intruza w umyśle - wysyczał zza zaciśniętych zębów Snape. - Zrozum, że dopóki nie opanujesz do perfekcji zamykania umysłu, nie mogę mówić ani trochę jaśniej.

- Dobrze - wymamrotał w końcu Harry. - To moja wina, że niektórzy myślą, iż trzymanie pewnych informacji z dala ode mnie jest najlepszym sposobem, abym ich zrozumiał.

Severus zaśmiał się złośliwie.

- Twoje przeprosiny są przyjęte - powiedział z irytującą barwą wspaniałomyślności w głosie i odwrócił się do Hermiony, gdy Harry w ciszy tłumił gniew. - Myślę, że wam obojgu wyjdzie na dobre, jeśli pozwolę panu Potterowi rzucić na ciebie Legilimens. Choć wątpię, by potrafił powstrzymać swoją niestosowną ciekawość, okoliczności wręcz nakazują, by ćwiczył nawet w sytuacjach, które nie są dla niego komfortowe.

- Ale... - zaprotestowała. - Ale jeśli on zobaczy... No, wiesz co.

- Sceny sfery intymnej? Według mnie pan Potter będzie unikał tych obrazów za wszelką cenę. - Wyczytała w jego spojrzeniu, że się z nią droczył, ale także pewną wiadomość. - Chyba nie wypada mieć sekretów przed jednym z najbliższych przyjaciół?

- Nie chodzi o moje własne sekrety - powiedziała, zastanawiając się, czy mąż dobrze ją zrozumiał. To, co powiedziała, brzmiało raczej jak wskazówka. - Twoje sekrety. Nie jestem wystarczająco dobra, by mieć pewność, że nie pokażę Harry'emu nic, czego nie powinien zobaczyć. Jesteś pewien, że to w porządku? Czy to bezpieczne?

Podeszła do męża, ale nie odważyła się położyć dłoni na jego ręce, gdy byli przy Harrym.

- Nadszedł czas - powiedział Severus, nawiazując z żoną kontakt wzrokowy. - Nie ważne, czy to bezpieczne czy nie. Pan Potter często pytał Albusa, skąd ma pewność, że może mi ufać. Jeśli wydobędzie z ciebie jakieś informacje, będzie miał z nich korzyść.

Przełknęła ślinę i skinęła głową.

- Czekaj! - powiedział Harry. - Oczywiście, że chciałbym wiedzieć, skąd bierze się pewność Dumbledore'a, ale nie zmuszę Hermiony, by robiła coś wbrew sobie. Jest moją przyjaciółką. Nie użyję na niej Legilimencji.

- Użyjesz - odezwała się dziewczyna. Wolała, by to stało się dzisiaj, gdy nie mogła pokazać Harry'emu nic intymniejszego niż całowanie. Miała nadzieję, że już jutro będzie miała pikantne wspomnienia do bronienia w umyśle. - Masz moje pozwolenie. Musisz to zrobić. Severus jest ekspertem i jeśli on twierdzi, że powinieneś to zrobić, musimy go posłuchać. - Wstała i stanęła przed Harrym, który wciąż się wahał. - Spróbuj. Muszę nauczyć się chronić umysł przed więcej niż jedną osobą.

Harry spojrzał ponad Hermioną na profesora, który patrzył na parę przyjaciół z niezmąconym spokojem. Po chwili zwrócił oczy na dziewczynę.

- W porządku. Jesteś gotowa? Raz, dwa, trzy. Legilimens. 

Połączenie zostało zerwane niemal natychmiast. Hermiona przywołała obraz ust Severusa, które otwierały się pod naporem jej własnych. Ten język, mmm... Taki ciepły, mokry, chętny. Harry wyrwał się z umysłu przyjaciółki ze wstrętem wypisanym na twarzy.


- Ugh, Hermiono - zaprotestował. - Przez ciebie będę miał koszmary.

Hermiona spojrzała na Severusa, który posłał jej złośliwy uśmiech.

- Skuteczna metoda na pana Pottera - przyznał. - Niestety nie znasz większości Legilimentów na tyle dobrze, by wydedukować, co by ich odwiodło od penetracji twojego umysłu. Bellatriks, na przykład, jest typem podglądacza.

Po jej ciele przeszedł dreszcz. Harry przetarł usta.

- To powinno zadziałać przeciwko Vol... Sami-Wiecie-Komu - zagadnął Harry, ale jego słuchacze zaprotestowali. - Dumbledore tak mówi - przypomniał.

- Już ci mówiłem, że nie jestem Dumbledore'em - wrzasnął Snape.

Harry parsknął.

- Tak czy tak, to była dobra metoda przeciw niemu - ciągnął dalej. - Dumbledore powiedział mi, że to moja miłość sprawia, że przebywanie w mojej głowie jest dla niego zbyt bolesne. Więc jeśli będziesz myśleć o Sn... osobach, które kochasz, Hermiono, to powinno zadziałać.

Profesor odchrząknął.

- Dokładnie. Jest pan pewien, że może pan już zablokować umysł, panie Potter? I zamknąć dziób na kłódkę? - Zaczekał, aż Harry kiwnie głową. - Wierzę, że wyjdzie to Hermionie na dobre, jeśli to pana będzie powstrzymywać od zobaczenia jej wspomnień. Żeby pana zmotywować, ostatnim wspomnieniem, jakie Hermiona panu pokaże, będzie wyjaśnienie okoliczności prowadzących do naszego ślubu, a przecież panu zależy, żeby posiąść tę wiedzę, prawda?


~*~

Ledwo drzwi zamknęły się za Harrym, gdy Hermiona obróciła się w stronę męża i rzuciła w jego ramiona, a on trzymał ją w szczelnym uścisku.

- To było okropne - wymamrotała.

- Wiem - przyznał z ustami na czubku jej głowy. - Dobrze zrobiłaś. - Wzmocnił uścisk. - Muszę porozmawiać z Albusem jeszcze tego wieczora. Mam nadzieję, że pewnego dnia nasze prywatne życie będzie ważniejsze niż obowiązki, jednak na tę chwilę mogę zaoferować ci tylko pół godziny. Jeśli masz mi coś dziś do powiedzenia, zrób to teraz. Wrócę raczej późno.

Pociągnęła nosem i przytaknęła, nie odsuwając się od Severusa. Drażniąca wełna jego szat działała na Hermionę pokrzepiająco, ale niestety musiała ją puścić, żeby mogli przejść do ich komnat. To zabrało im trzy minuty, ale przynajmniej byli bezpieczni od niechcianych osób, które mogłyby zakłócić ich rozmowę.

Zaczekała, aż drzwi salonu zamkną się za nimi i zaczęła mówić.

- Dlaczego wysłałeś mnie rano do Poppy? Nie jestem aż tak głupia, dobrze wiesz. Upewniłam się, że znam zaklęcie antykoncepcyjne, zanim... zanim zaprosiłam cię do mojego łóżka.

To, o czym mówiła, wciąż przyprawiało ją o rumieńce. Zacisnęła pięści i rozluźniła je. Przygryzła policzek. Było dla niej ważnym, aby nie wypaść dziecinnie przed Severusem. Rozwarł ręce w milczącym zaproszeniu, a ona podeszła do niego i pozwoliła się przytulić. Westchnęła. Severus musiał coś wyjaśnić, ale przecież mógł to zrobić, mając ją w ramionach, prawda?

- Taką miałem nadzieję - powiedział, głaszcząc delikatnie kark i kręgosłup Hermiony jednym palcem. - Ale jeśli myślisz o więcej niż jednej nocy, są bardziej efektywne metody. Co Poppy ci zaoferowała?

Uniosła głowę i spojrzała na męża bykiem.

- Właśnie! Powinieneś był pójść ze mną. Też powinieneś wiedzieć, o tych wszystkich rzeczach. - To były zdecydowanie najbardziej kłopotliwe cztery minuty jej życia. 

Severus odwzajemnił jej spojrzenie. 

- Może nie zwykłem chwalić twojej pamięci, ale zauważyłem, jaka jest solidna.

- Bardzo ci dziękuję. Przypuszczam, że tak naprawdę ty już wiedziałeś wcześniej o wszystkich sposobach, prawda? - Posłała mu oskarżycielskie spojrzenie. Wiedziała, że Severus ją testował: czy się zawaha? czy zachowa się dziecinnie? czy nie weźmie za swoje wybory odpowiedzialności jak dzieciak? Nie była pewna, czy to było wystarczające usprawiedliwienie, dlaczego to Severus zrzekł się odpowiedzialności, ale tym razem to sobie odpuściła.

- Tak, mam styczność ze wszystkimi istniejącymi miksturami. Chcesz przedyskutować ze mną możliwe opcje czy tylko powiesz mi, jakiego dokonałaś wyboru?

Zmarszczyła nos.

- Czy to jest jakaś twoja okrężna droga do pytania, czy kiedykolwiek chcę założyć rodzinę? - Ślizgoni.... Czy oni nie potrafią wprost powiedzieć, o co im chodzi? - Na tę chwilę nie znam jeszcze odpowiedzi. Dlatego zdecydowałam się na Annus Profero. Jeden raz rocznie przez kilka lat brzmi całkiem dobrze. Wzięłam ze sobą fiolkę, ale chciałam usłyszeć, co powiesz, zanim to wypiję. 

Podszedł z nią do najbliższego krzesła, które chociaż raz było puste, usiadł na nim i umiejscowił Hermionę na swoich kolanach, jedną ręką obejmując jej ramiona, drugą - jej talię. Hermiona przysunęła się jeszcze bliżej. Lubiła, gdy ich wzrosty wyrównywały się, dzięki temu, że siedzieli w taki sposób. Z tego miejsca mogła pocałować Severusa, unikając strzykania i bolesnych skurczy mięśni karku. Potarła swoim policzkiem policzek Severusa, z przyjemnością czując jego szorstkość.

- Zadowalający wybór. Daj mi znać, gdy to wypijesz - powiedział, owijając wokół palca jeden z loków, który wyswobodził się z jej koka. 

- Jeżeli wypiję to teraz, to przyjdziesz do mojego łóżka, gdy wrócisz? - wymamrotała.

Severus wyraźnie się spiął.

- Już o tym rozmawialiśmy. Nie powinienem wchodzić od twojego pokoju. Uważam, że to ważne, byś miała miejsce, które jest w stu procentach prywatne, tylko twoje. Poza tym stanowczo odmawiam dzielenia się łóżkiem z twoim kotem.

Odsunęła się nieco, by spojrzeć mężowi w oczy.

- Ale gdzie to zrobimy, jeśli nie w mojej sypialni? Tutaj?

Przypuszczała, że Severus zabiegał o neutralny grunt, a salon nim był. Jednak Krzywołap prawdopodobnie pójdzie za nią, gdziekolwiek by spali i Severus będzie musiał się z tym pogodzić. To nie był czas, by o tym mówić.

Severus spojrzał Hermionie prosto w oczy.

- W mojej sypialni, oczywiście.

- Twojej? A co z twoją prywatnością? Co zrobisz, gdy będziesz chciał pobyć sam?

- Jeśli jedno z nas będzie zmuszone do chodzenia po szkolnych korytarzach przez pół nocy po naszej każdej kłótni, to lepiej, bym był to ja. I tak jestem do tego przyzwyczajony.

Kąciki jej ust opadły nieznacznie.

- Wiesz, że dla mnie to też nie byłoby nic nowego - westchnęła. - Jesteś pewien?

- Dlaczego w to wątpisz? To było wpisane w naszą ślubną ceremonię - to ja ciebie wziąłem pod moją pelerynę, nie na odwrót.

W jej głowie wciąż kotłowało się od pytań, ale czas uciekał, dlatego postanowiła zadać tylko jedno - najważniejsze.

- Skoro tak... Miałbyś coś przeciwko, gdybym przyszła do twojej sypialni tej nocy? Mógłbyś mnie obudzić, gdy wrócisz - mówiła, palcem wskazującym kreśląc kółeczka na torsie Severusa.

Mężczyzna pochylił głowę, przesadnie chowając ją we włosach Hermiony, a po chwili namysłu złożył na nich pocałunek.

- Wiesz, że nie mogę niczego ci odmówić.

Przestała kreślić kółeczka i uniosła dłoń do policzka Severusa i odgarnęła jego włosy.

- Mówiłam ci już, żebyś robił, co uważasz za słuszne. Jeśli nie chcesz, bym przebywała w twoim pokoju bez ciebie, po prostu mi to powiedz.

Severus niespodziewanie trącił nosem dłoń Hermiony i pocałował wnętrze.

- Nigdy nie myśl, że tylko ty pragniesz, Hermiono. Nikt nie pragnie bardziej ode mnie. Jednak nie nastawiaj się dziś na nic więcej niż spanie. Gdy wrócę, mogę nie mieć wystarczająco dużo energii.

- W porządku - zgodziła się i przeciągnęła palcem po szczęce Severusa, zjeżdżając do delikatnej skóry u postawy jego szyi. - Podoba mi się pomysł spania w twoich ramionach.

- Myślę, że raczej pobudka w moich ramionach będzie przyjemniejsza - powiedział, postawił ją na nogi i sam wstał. Razem podeszli do drzwi jego sypialni. Otworzył je, niespodziewanie wziął Hermionę na ręce i szepnął:

- To chyba tradycja, nie?

Przeniósł ją przez próg i podszedł do łóżka. Usiadł na nim, trzymając Hermionę wciąż w ramionach i ułożył za nią poduszki.

- Mój pokój jest twój - powiedział. Hermiona rozejrzała się. Pokój był czysty i prosto urządzony. Było w nim zdecydowanie za dużo kamienia i zbyt mało dywaników i poduszek. Zauważyła szafkę, skrzynię, jedno drewniane krzesło i trzy przepełnione książkami regały. - Moje łóżko jest twoje. - Materac był solidny, ale nie twardy. Narzuta miała kolor spranej zieleni w diamentowy wzór. Łózko było dwuosobowe, ale ledwie by ich pomieściło. Musiała sprawdzić, czy da się coś z tym zrobić. Severus pochylił się nad nią, uprzednio położywszy ją z czułością na poduszkach. Zarzuciła mu ręce na kark.

- A ty? - zapytała, przybliżając swoje usta do jego.

- Tak - odpowiedział. - Zawsze.


~*~

Wiele godzin później obudziła się, czując, jak ciężka ręka obejmuje ją w pasie.

- Mmm... - wymamrotała i obróciła twarzą do Severusa. - Która godzina? - Wilgotne włosy opadły mu na policzek. Odgarnęła je.

- Późna. Idź spać dalej.

- Nosisz koszulę nocną. - Ziewnęła, przetarła twarz i ziewnęła ponownie. - Fajnie. - Ponownie ziewnęła. Jej głos stopniowo stawał się coraz cichszy. Przed zapadnięciem w sen powiedziała jeszcze: - Praktycznie. 

Rozdział 27. Idiota!

Następnego dnia po zakończeniu czwartej lekcji Ron czekał na Hermionę pod jej klasą.

- Porozmawiamy tutaj czy w drodze na lunch? - zapytał od progu.

Dziewczyna pomachała Ronowi i kontynuowała przygotowywanie swoich notatek na kolejną lekcję. Jeśli jej przyjaciel był w stanie opuścić posiłek, by z nią porozmawiać, to musiało być coś ważnego.

- Jeżeli masz do mnie żal o odjęte punkty...

Ron usiadł na brzegu biurka Hermiony, by mieć na nią lepszy widok.

- A o czym tu gadać? Zrobiłabyś dla Snape'a wszystko, prawda?

- Nie odjęłam punktów dla niego - zaprzeczyła.

- Zapomnij o punktach! Już powiedziałem, że nie o nie chodzi.

Hermiona zaczęła przekładać eseje na wyznaczone miejsce.

- Więc o co chodzi?

- Twoim boginem jest martwy Snape. Nie ja, nie Harry, Ginny czy Neville, tylko Snape. Kiedy przestaliśmy być dla ciebie najlepszymi przyjaciółmi, dla których zrobiłabyś wszystko? A może tylko czekałaś na okazję, by wyjść za Snape'a? Na trzecim roku nikt nie widział twojego bogina.

Eseje, które trzymała w ręku, spadły na ziemię. Uniosła głowę. Jej oczy płonęły.

- Jak możesz tak mówić po wszystkim, przez co razem przeszliśmy? Ty i Harry zawsze byliście dla mnie najważniejsi. Nie myślałam o Severusie aż do tego roku.

 - Czyli do dnia waszego ślubu? Nie bujaj! - Ron położył dłoń na notatkach przyjaciółki. - Nikt nie bierze ślubu z osobą, o której nigdy nie myślał ot tak znienacka! Nie mam pojęcia, czy to wypływa stąd - powiedział, wskazując ręką na głowę - czy niżej! - Ron na samą myśl skrzywił się. - Ale nie wmawiaj mi, że nigdy o nim nie myślałaś!

Policzki Hermiony oblały się szkarłatem, lecz po chwili zbladły. Niepokój, który Hermiona nosiła w sercu od pewnego czasu, teraz przybrał na sile. Później. Upora się z nim później. W nocy.

- Ta cała historyjka zdaje się być ułożona przez ciebie - kontynuował Ron. - Najpierw okłamałaś nas, że chcesz być sama, by mieć szansę go złapać, a potem okazało się, że bierzesz z nim ślub.

Wbiła paznokcie we wnętrze dłoni. Z trudem przełknęła ślinę.

- Nie planowałam tego. To po prostu się stało. Nie chciałam was martwić moimi koszmarami, a wiedziałam, że on może mi pomóc, jeśli przekonam go do wysłuchania mnie. Żeby go przekonać do rozmowy ze mną, wymyśliłam sobie wytłumaczenie: ulepszenie przepisu na Wielosokowy.

Ron zacisnął usta i uniósł głowę. Hermiona przełknęła ślinę i kontynuowała.

- Nie spodziewałam się, że Albus może zaproponować mi pracę, ale zrobił to i nie mogłam odmówić. Nie, jeśli alternatywą było przysłanie kogoś z Ministerstwa, kto mógł być jeszcze gorszy od Umbridge. Przynajmniej w końcu możecie uczyć się, jak się bronić. Wiesz, że to będzie nam wszystkim potrzebne.

Wstała i machnęła różdżką w stronę tablicy, która stała się czysta.

Ron też wstał. Czuła jego spojrzenie na swoich plecach.

- Powinnaś była najpierw porozmawiać o tym z nami. Musiało być jakieś inne wyjście - stwierdził stanowczo.

Odwróciła się do niego, oparła się o tablicę i przygryzła wargę.

- Naprawdę nie było żadnego. Myślisz, że nie próbowaliśmy znaleźć żadnej alternatywy? Severusowi też nie podobała się wizja małżeństwa. Ale on nie wykręca się od swoich powinności. Tak w ogóle, dlaczego rozmawiasz ze mną o tym teraz, gdy minęło tak dużo czasu?

Ron nieco się zgarbił.

- Dobrze wiesz, że nie jestem dobry w sprzeczkach i nigdy taki nie byłem. Pada mi na głowę, gdy jestem wściekły, a wtedy ty odchodzisz zła i obrażona, a w efekcie nigdy nie dochodzimy do zgody. Hannah powiedziała, że jeśli poczekam i przećwiczę, co chciałbym powiedzieć, to może chociaż raz mi się uda. - Jego otwarta, piegowata twarz była tak różna od twarzy Severusa przywykłej do grymasów. - Ja nie chcę się z tobą kłócić. Chcę tylko wiedzieć. Muszę wiedzieć, Hermiono. Stawką jest życie. Szalejesz za nim; nawet nie próbuj zaprzeczać. Ale czy masz pewność, że on jest naprawdę po naszej stronie? Proszę o obiektywną ocenę, oczywiście. Jesteś pewna, że on nie użyje cię, by zdradzić Harry'ego?

Otworzyła usta, zamknęła je, przełknęła ślinę i otworzyła je ponownie. Ron zasługiwał na prawdę. Najlepiej będzie, jeśli go teraz nie okłamie.

- Nie mogę wyjawić ci wiele, ale jestem pewna. Nie widzisz, że jego życie opiera się na zaufaniu Voldemorta w to, że nie mamy dowodów na jego zdradę? Musicie sami zdecydować, czy ufacie w mój osąd czy nie.


~*~

- Panie Potter, proszę na słówko - powiedział Snape bez podnoszenia głowy, gdy uczniowie, wychodząc z klasy, zostawiali fiolki na jego biurku.

- Tak, proszę pana. 

Harry zacisnął zęby i pomachał Ronowi. Obiecał Hermionie, że będzie się starał o dobre relacje z nauczycielem. Poza tym nie miał zamiaru dawać Snape'owi powodu, by ten mógł go oskarżyć o wybuch kolejnej sprzeczki.

- Wystarczająco dużo czasu już zmarnowaliśmy. Mam nadzieję, że jesteś gotowy, by od jutrzejszego wieczoru wznowić nasze lekcje. - Snape podniósł najbliższą fiolkę i przechylał ją na boki, patrząc, jak szkarłatna ciecz odbija się od ścianek. - Dwudziesta, jak dotychczas.

- Tak, proszę pana. - Harry obserwował Snape'a, który właśnie wpisał notatkę do swojego dziennika i podniósł kolejną fiolkę. 

- Coś jeszcze, panie Potter? - Niemrawo potrząsnął fiolką. Odłożył ją na miejsce i zapisał kolejną notatkę.

- Nie powinienem był zaglądać do pana Myślodsiewni - wyrzucił z siebie Harry. - Myślałem, że może znajdę tam jakieś informacje o Departamencie Tajemnic. Nie sądziłem, że znajdę pana prywatne wspomnienia.

- Rozumiem. Więc to jest pewien rodzaj przeprosin?

- Chyba tak. Tak. Przepraszam. Przepraszam, że tam zajrzałem i przepraszam za to, co robił mój tata. Był... - Harry szukał odpowiedniego słowa, ale nie umiał znaleźć innego określenia niż to, którego używał Syriusz. - Był idiotą.

- Wręcz przeciwnie. W swojej przebiegłości był niemal ślizgoński. - Snape zgniótł w dłoni pióro, a ono trzasnęło. - Nie zamierzam dalej dyskutować na ten temat. Przeprosiny za pana własne zachowanie są przyjęte. Nie oczekuję żadnych innych. Wybaczam panu, panie Potter.

Harry zawiesił torbę na ramieniu, zawahał się, czy powinien wyjść i odłożył torbę z powrotem na podłogę.

- Nie potrafię przestać martwić się o Hermionę. Bardzo pana lubi. Jeśli kiedykolwiek nazwie ją pan szlamą...

- Nie potrzebuję wskazówek, jak radzić sobie z własną żoną! - Spojrzenia czarnych i zielonych oczu spotkały się. Snape powoli rozluźnił dłonie. - Twoje zmartwienie o przyjaciółkę jest... - Wziął głęboki oddech i zwiesił głowę, głos zamieniając w szept. - Godne podziwu, Potter.


~*~

Hermiona zaabsorbowana oglądaniem regału podskoczyła, gdy jej mąż przemówił.

- Powinnaś usiąść i wziąć się do pracy. Eseje trzeciorocznych o akromantulach same się nie sprawdzą. 

Przytaknęła i po raz kolejny przejechała palcem po krawędzi drugiej od góry półki po jej lewej stronie.

- Wiem - powiedziała, wyciągnęła losową książkę o Transmutacji i obróciła ją w dłoniach. - Severusie, myślałam o Więzi Przeznaczenia. Powiedz mi słowo w słowo to, co słyszałeś. Nigdy mi tego nie cytowałeś.

Usłyszała szuranie krzesła o podłogę. Najwidoczniej Severus odsunął się od biurka. Nie spojrzała na niego.

Wszystko powinno być tak, jak to widzisz, nie powinienem dożyć do grudnia zimowego, chyba że ślub rychły weźmiemy przed początkiem roku szkolnego. Moje wargi powinny uszczelnić naszą więź, złamana moc uzdrowieje, zimne serca staną się czułe, a uścisk żalu zelżeje - wyrecytował. - Dlaczego o to pytasz?

Otworzyła książkę i spojrzała obojętnie na pół-człowieka pół-ptaka. Przełknęła ślinę i szybko zamknęła wolumin.

- Jesteś pewien, że powiedziałam moje wargi, a nie twoje wargi? - wymamrotała, mając świadomość, że para czarnych oczu intensywnie na nią patrzy.

- Tak. Ale to nie ma znaczenia.

Nieznacznie obróciła się w jego stronę i ponownie otworzyła książkę, ale na innej stronie. Papuga z dziobem tukana patrzyła prosto na nią.

- Właśnie może mieć... Ponieważ, gdybym w twoich snach powiedziała twoje wargi, byłabym pewna, że masz rację i chodzi o pocałunek na ślubie. Ale... - Zamknęła książkę i odłożyła ją na półkę. Odchrząknęła i oblizała usta. - Ale nie chodzi o pocałunek, Severusie. Mam jeszcze jedną parę... wiesz, warg. Myślę... Myślę, że to o nie może chodzić. Ja chcę, no, zrobić to, co musimy. - Skończyła i skierowała się w stronę męża, wpatrując się w jego dłonie. 

- Nie - powiedział stanowczo.

Odważyła się na niego spojrzeć. Zobaczywszy jego gniewny wzrok, oblizała ponownie usta i spuściła oczy. Zacisnęła pięści na materiale szaty.

- Nie uważasz, że mam rację, czy nie zrobisz tego? - zapytała.

- Ty tego nie chcesz, więc ja tego nie zrobię. - Brzmiał, jakby był rozdrażniony. Ponownie przełknęła ślinę. 

- Ale jeśli to uratuje twoje życie...

Usłyszała szelest papierów spadających na ziemię i ponowne szuranie krzesła. Odważyła się spojrzeć na Severusa jeszcze raz. Siedział sztywno wyprostowany, całym sobą zwrócony do niej. 

- Hermiono, spędziłem połowę życia w niewoli jednego lub drugiego pana. Odmawiam narzucania innej osobie swoich osobistych życzeń czy potrzeb, zwłaszcza tobie, niezależnie od powodu.

Przygryzła wargę i oparła się o regał. Odczuła wpijanie się półek w jej łopatki i pośladki. Czyli tego dnia, gdy podzieliła się z nim swoją wiedzą o snach, miała rację. Wolałby umrzeć niż ją poślubić, jednak z innego powodu niż przypuszczała.

- Ale chodzi też o mnie. Powiedziałeś, że jeśli Voldemort zabije ciebie, zabije też mnie i moich rodziców.

- Nie, Hermiono - powtórzył.

- Chyba powinnam mieć coś do powiedzenia w kwestii mojej śmierci!

Westchnął głośno i wytłumaczył z niewiarygodną cierpliwością.

- Przepowiednia nie wskazuje jasno, o jakie wargi chodzi, zatem to od nas zależy, jak to zinterpretujemy. Nie musimy wychodzić poza minimalny wymóg. Rytualny pocałunek na naszym ślubie uszczelnił naszą małżeńską więź. - Zacisnął wargi. - Nie pozwolę, żebyś zmuszała się do czegoś, czego nie chcesz; do czego nie jesteś gotowa.

- Ja... chcę. Jestem gotowa - powiedziała, mocniej ściskając szaty w dłoniach.

- Nawet nie jesteś w stanie tego nazwać w mojej obecności. Nie. Mamy resztę życia, by o tym pomyśleć.

- Jeżeli pożyjemy wystarczająco długo! - wykrzyknęła.

- Jak możesz twierdzić, że jesteś gotowa na taką bliskość, skoro w ogóle się nie dotykamy, nie wspominając już o pocałunkach?!

Na jej policzki wpełzły rumieńce, jednak nie miała zamiaru się poddać.

- A czyja to jest wina?

To był jego pomysł, żeby wybrać rodzaj ceremonii, który nie wymaga konsumpcji związku i mieć oddzielne sypialnie.

Severus spojrzał na nią z uniesionymi brwiami.

- Oczywiście twoja.

Otworzyła usta i po raz pierwszy od początku rozmowy stanęła przodem do męża.

- Moja? - załkała. - Czekałam na ciebie! Żebyś mnie pocałował, dotknął czy cokolwiek innego, naprawdę! Żebyś chociaż pokazał, że tego chcesz.

- A ja czekałem na ciebie - przyznał łagodnie, opierając się o oparcie krzesła i wyprostował swoje długie nogi. - Dałem ci swobodę. Nawet w dniu twoich urodzin dałem ci powód, byś mnie przytuliła, żeby rozwiać twoje wątpliwości, czego chcę. Czy odniosłaś wrażenie, że mi się to nie podobało?

Otworzyła usta i szybko je zamknęła. Zaczęła chodzić w tę i z powrotem wzdłuż regału. Stanęła, oparła ręce o biodra, a plecy o półkę. 

- Myślałam, że nie jesteś mną zainteresowany. Nigdy nie dotknąłeś mnie, jeśli nie zrobiłam tego pierwsza.

- Dokładnie. Dlatego powinnaś od razu zrozumieć, że nie pocałuję cię, jeśli ty nie zrobisz tego pierwsza. To w twoich rękach spoczywa decyzja, kiedy chcesz posunąć się dalej. Ja mogę jedynie cierpliwie czekać na ciebie. Jak dotąd byłem bardzo cierpliwy - powiedział, patrząc na żonę. Uniósł kąciki ust. 

- Cierpliwy! - prychnęła. - Dlaczego po prostu mi o tym nie powiedziałeś?

- Bo byłem twoim nauczycielem, od kiedy miałaś jedenaście lat. To ty powinnaś wyjść z inicjatywą.

Gwałtownie uniosła głowę. Krążyła po pokoju, unikając trzech stosów książek i jednego stosu czasopism z dwumiesięczną wprawą. Severus podążał wzrokiem za dziewczyną, która w końcu stanęła kilka kroków przed nim.

- Czyli dla ciebie wciąż jestem małym dzieckiem - wymamrotała, rozcierając palcami ból w klatce piersiowej.

- Nie - przyznał. - Jest na odwrót. Mam nadzieję, że gdzieś z tyłu głowy nie uważasz mnie wciąż za swojego surowego nauczyciela, któremu przez wiele lat chciałaś zaimponować. Czy wciąż zrobiłabyś wszystko, by zdobyć moje uznanie? Czy to, co robisz, jest kierowane twoją wolą czy robisz to, bo uważasz, że ja tak chcę? Nie zauważyłaś, jak ostrożnie unikałem twoich najświeższych wspomnień podczas lekcji Oklumencji? Nie będę napierał na twoje osobiste przemyślenia i ten napór się nie zwiększy. Kiedy będziesz gotowa postąpić krok dalej, będziesz o tym wiedziała. - Z oczu męża Hermiona wyczytała mieszaninę wyzwania i zaproszenia. - Kiedy będziesz w stanie powiedzieć mi o tym bez jąkania, też będę wiedział, że jesteś już gotowa.

Hermiona spojrzała na niego. 

Chłopcy! Czy mają siedemnaście lat czy trzydzieści siedem, są tak samo niepojęci. Zmarnowaliśmy tyle tygodni tylko dlatego, że nie chciał mi powiedzieć, co mu chodzi po głowie. Idiota!

Po chwili stała już między kolanami Severusa, dotykając jego twarzy w niemym zaproszeniu, by na nią spojrzał. Przybliżyła się jeszcze o krok i ujęła jego twarz w dłonie. Miał takie szorstkie policzki... Pochyliła się. Jego wargi były chłodne, ale ich wnętrze było ciepłe. Nie obchodził jej fakt, że włosy jej męża były śliskie od mikstur, a jej szyja zaraz się złamie.

Po chwili zaczęły boleć ją również plecy, więc usiadła Severusowi na kolana, opierając się o jego tors. Czuła bicie jego serca. A może to jej serce tak waliło? Uśmiechnęła się między pocałunkami, jeszcze mocniej wtulając się w męża. Nieco się osunął, aby miała więcej miejsca. Niemal czuła, jak Severus odwzajemnia jej uśmiech, ale nie otworzyła oczu, by to zobaczyć.

Po dłuższej chwili przypomniała sobie, że chciała mu coś powiedzieć. Zacisnęła ręce na guzikach jego szaty. Właściwie... Co ona chciała powiedzieć?

- Chodź do łóżka - wyszeptała, gdy już sobie przypomniała.

Zamknął ją w szczelnym uścisku, ale cofnął głowę, zmrużając oczy.

Spojrzała na niego z nadzieją, rysując kółeczka na jego klatce piersiowej. Podniósł dłoń i splótł palce z jej palcami. Czas zdawał się zatrzymać. Jej usta czuły się niewiarygodnie nagie. 

- Nie - powiedział, gdy jego oddech uspokoił się na tyle, że mógł mówić. - Nie dziś.

- Przecież się nie jąkałam. - Gdzieś z tyłu głowy wiedziała, że to było ważne, ale nie mogła sobie przypomnieć, dlaczego. 

Oparł swoje czoło o jej tak, że czuła jego oddech na policzku. 

- To się nie liczy - wyszeptał.

- Ale...

- Chcesz zmienić nasze życie - wytłumaczył łagodnie. - Nie myśl, że tego nie chcę, ale muszę mieć pewność, że całkowicie to przemyślałaś. Powinniśmy o tym porozmawiać, gdy będziemy trzeźwo myśleli. Zanim któreś z nas bezsensownie pocałuje drugie.

Wyplątał dłoń z jej włosów i pogłaskał po policzku. Odwróciła twarz, chcąc pocałować jego palce i zetknęli się nosami. Dreszcz rozbawienia przeszedł ich ciała, począwszy od złączonych dłoni.

Chciała spojrzeć na niego z gniewem, ale gdy ich oczy się spotkały, a Severus uśmiechnął się, nie mogła zrobić nic innego, jak tylko odwzajemnić uśmiech.

- Głuptasie - powiedziała. - Nie zmarnowaliśmy już wystarczająco dużo czasu?

- Pozwolę sobie na płomyk nadziei, że jakoś to przeżyjemy - odparł, wciąż gładząc jej policzek. - Gdy jesteś przy mnie, czuję, że jestem w stanie stawić czoła wszystkiemu.

Oparła głowę na miejscu złączenia jego szyi i ramienia, kładąc policzek na fałdzie szorstkiej wełny, a usta przywarła do nagiej skóry męża.

- Mam taką nadzieję - wyszeptała. Podekscytowała się faktem, że na jej bliskość Severus zareagował dreszczem. Przycisnął jej dłoń do swojego serca, które było jeszcze bardziej niespokojne niż jego oddech. Hermiona czuła pod palcami, jak łomocze.

Złożył pocałunek na jej włosach. Wolną ręką bawił się jej włosami.

- Taki jest mój plan. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, będziemy razem bardzo długo. Chcę mieć pewność, że nie potkniemy się o własne nogi na samym starcie. Co nagle, to po diable.

- Jakie to ma znaczenie, skoro droga jest wyboista? Możemy poćwiczyć, aż dojdziemy do perfekcji - Hermiona dalej nakłaniała Severusa.

- Powinienem był się spodziewać, że to powiesz. Jesteś tak bardzo gryfońska.

- Wiesz, że nie mogę nic na to poradzić - wymamrotała.

- Ależ ja nie chcę, byś się zmieniała.

Zdziwiła się i podniosła głowę z zamiarem spojrzenia Severusowi w oczy. Przypadkowo uderzyła w jego podbródek.

- Ałć! Przepraszam. - Potarła głowę, a on zrobił to samo z bolącym podbródkiem. Zaczerwieniła się. Severus uniósł pytająco brew. - Zawsze myślałam, że nie lubisz mojej gryfońskiej natury.

- Mówiłem ci, żebyś była sobą - przypomniał jej. - Jesteś Gryfonką i nie chciałbym, żebyś się zmieniła. Gdybyś nie była Gryfonką, poświęciłabyś swoje życie dla mnie?

- Może - przyznała. - Gdybym lepiej cię znała. Poza tym nie uważam, że to poświęcenie. Nie jestem jakaś wyjątkowa. Spryt i książki - tak powiedziałam kiedyś Harry'emu. To cała ja. No i w porównaniu do ciebie nie jestem wcale taka mądra.

Severus przybliżył Hermionę do siebie, układając jej głowę w zagłębieniu swojej szyi.

- Nie doceniasz się - powiedział, gładząc jedną ręką jej włosy od czubka głowy aż do pasa. - Nigdy nie znałem kogoś tak wspaniałomyślnego. Przez sześć lat obserwowałem, jak przedkładasz szczęście swoich przyjaciół ponad swoje własne. Teraz to samo chcesz zrobić dla mnie. Nie chcę, żebyś zmieniała się aż tak bardzo, że w końcu nie będziesz już sobą.

- Głuptasie - wyszeptała ponownie. - Nie zauważyłeś, że takie zachowanie sprawia, że jestem sobą?

Rozdział 26. Rzeczy, których żałują

Patrząc na Harry'ego przemierzającego dormitorium, Neville zastanawiał się, ile czasu mają do powrotu Deana i Seamusa, którzy grali w piłkę nożną i Rona, który miział się z Hanną w jakimś odludnym miejscu.

- Nie ufam mu. Nigdy mu nie zaufam. Jego ojciec jest Śmierciożercą, tak jak połowa jego rodziny. Chciał, by dziedzic Slytherina zabił Hermionę na drugim roku. Chciał wiedzieć, kim jest dziedzic i mu pomóc - warknął Harry.

Neville westchnął. Może to, co powie, nic nie da, ale nie miał zamiaru się poddać.

- Miał dwanaście lat. Dwunastolatkowie gadają głupie rzeczy, których żałują, gdy mają siedemnaście lat. Poza tym Hermiona upokorzyła go w tej sprawie z miejscem w drużynie. Był zły. Nigdy nie życzyłeś komuś cierpienia albo nawet śmierci z powodu nie poważniejszego, jak tylko zranienie twoich uczuć? On teraz nie chciałby, aby coś złego stało się Hermionie.

- Przypuszczam, że on sam ci to powiedział, co? - parsknął Harry.

- Nie musiał. Od kiedy jestem w Hogwarcie, większość czasu spędziłem w cieniu innych. Obserwowałem. W ten sposób czułem się bezpieczniejszy. Niektórych obserwowałem, bo ich podziwiałem. - Neville podniósł swoją poduszkę i uklepał ją. Nadszedł czas na szczerość. - Na przykład ciebie, Rona i Hermionę. Innych obserwowałem, bo się ich bałem, jak Dracona. - Wzruszył ramionami. - Ostatnio nie odczuwam strachu przed nim, bo wiem, że nie mam powodu.

- W kółko powtarzasz, że on się zmienił, ale to nie jest prawda! Próbował złapać mnie w zasadzkę pod koniec piątego roku!

Neville westchnął i włożył rękę do kieszeni, chcąc wyjąć stamtąd Teodorę. Nie było jej. Znowu! Przeskanował spojrzeniem pokój i postanowił rozpocząć poszukiwania pod łóżkami. Jeśli zauważy gdzieś swoją ropuchę, będzie mógł ją przywołać z użyciem Accio bez ryzyka, że Teodora w coś uderzy.

- Wsadziłeś jego ojca do Azkabanu. Myślałeś, że to go nie obejdzie? Tego dnia zaszczepiłeś mu chyba trochę rozumu, bo od tego czasu nie próbował cię przekląć. I wciąż nie ma zamiaru tego zrobić - powiedział, klękając na podłodze.

- Innego dnia mnie uderzył - powiedział Harry, unosząc kotary na drodze Neville'a.

- Tego dnia powinieneś był sam siebie uderzyć - wytknął Longbottom. Nie tylko Draco mówił rzeczy, których potem żałował. Nie tylko on życzył śmierci osobom, które go nie lubiły.

Harry nie odpowiedział. Podszedł do kolejnego łóżka i ponownie uniósł kotary.

- Ty i Ron naprawdę jesteście fajnymi gośćmi - powiedział Neville. Było mu łatwiej rozmawiać z Harry'm, gdy we dwójkę szukali ropuchy. Teodora chyba miała jakiś instynkt, który podpowiadał jej, kiedy powinna zniknąć. - Ale jesteście ślepi jak nietoperze, jeśli chodzi o ludzi. Nie mówię, że Draco był wart waszej przyjaźni na pierwszym roku, bo nie był. Ale to całe udawanie, drwienie i próby wpakowania was w kłopoty były efektem jego zranionych uczuć. Bo w przeciwieństwie do niego, znienawidziłeś go od pierwszego wejrzenia.

- On obraził Rona.

- Wcześniej. U Madame Malkin. Draco próbował wszystkiego, by ci zaimponować, a ty byłeś względem niego nieprzyjazny.

Harry zrobił skwaszoną minę.

- Przypominał mi Dudleya, mojego kuzyna. Wredny, rozpuszczony łobuz.

Teodora czekała pod czwartym łóżkiem, które sprawdzali. Neville schował ją do kieszeni i wstał.

- Zgadzam się, był taki jako jedenastolatek. Też miałem o nim takie zdanie. Jednak, czy jesteś pewny, że Draco to wciąż ta sama osoba? Nie jest ani twoim kuzynem, ani jedenastoletnim smarkaczem, którego wtedy spotkałeś. Spójrz na niego świeżym okiem, Harry. Tylko o to cię proszę.

~*~

Wampirze dowody


Uczniowie Hogwartu byli w tym tygodniu świadkami terroru - pisze Rita Skeeter, główna reporterka. Praktykująca nauczycielka, pani Hermiona Snape, z domu Granger, pozwoliła mrocznemu sekretowi jej męża wymsknąć się. Jedenastolatkowie kulili się ze strachu, gdy pani Snape wyjawiła, że jej mąż powstał z martwych, by do nich przyjść.

Wszyscy ostrzegali nas, że profesor Snape to nietoperz z lochów - wyjawił drżącym głosem jeden ze świadków. Dotąd nie wiedzieliśmy, że dosłownie. 

Zawsze był najstraszniejszym nauczycielem w szkole - zapewnia inny uczeń. Jego oczy są czarne jak puste tunele, a gdy patrzy na ciebie z rozbawieniem, mrozi cię od środka. Gdybym codziennie przed lekcjami nie jadł czosnku, nie rozmawiałbym teraz z panią. 

Czytelnicy przypominają sobie niezbyt urodziwą nastolatkę, która obrosła w złą sławę przez swoje zaloty do Harry'ego Pottera i gwiazdy bułgarskiego Quidditcha, Wiktora Kruma. Dziewczyna poślubiła Mistrza Eliksirów i Głowę Slytherinu podczas prywatnej ceremonii krótko przed rozpoczęciem przez jej przyjaciół siódmego roku nauki w Hogwarcie. Jej zapał ma teraz wytłumaczenie. Wampirze moce uwodzenia i oczarowywania są dobrze udokumentowane w czarnomagicznej literaturze. Długie życzenia profesora Snape'a, by zamienić warzenie eliksirów na Obronę Przed Czarną Magią i jego głębsze zainteresowanie mrocznymi zaklęciami były bez wątpienia powodami, dla których profesor użył uroku na swojej utalentowanej uczennicy.

Dyrektor Hogwartu, Albus Dumbledore, zapytany o niebezpiecznie niestabilne stanowisko pracy, odmówił komentarza...


~*~

- Powstały z martwych! Jasne! To był bogin użyty w dobrym celu!

Hermiona nie potrafiła poskromić swojej złości aż do Nocy Duchów. Każda lekcja była dla niej rozproszeniem myśli o tym, jak bardzo chciałaby cofnąć się w czasie do swojego czwartego roku i zabić Ritę, gdy była pod postacią żuka, zamiast głupio trzymać ją zamkniętą w słoiku. 

Z jakiegoś powodu uczniowie zdawali się być głośniejsi niż zwykle. Odbierała punkty wszystkim czterem domom z nieokiełznaną satysfakcją. Gdy Gryfonom zabrakło punktów do odbierania, rozdawała im szlabany.

Weszła do Wielkiej Sali i przystanęła na chwilę, obserwując tysiące nietoperzy. Część z nich robiła naloty na dyniowe lampy, a reszta zwisała swobodnie ze ścian i sufitu. Mimowolnie na jej ustach zagościł uśmiech.

- Czym jest jeden więcej nietoperz w tłumie? - usłyszała zza siebie głos. Rozejrzała się wokół i zobaczyła Filiusa. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

- Wmów uczniom, że Severus rzeczywiście zmienia się w nietoperza, a nie będą wiedzieli, który nietoperz nim jest, a który nie - powiedziała. - Może podeślijmy je do dormitoriów po zakończeniu Nocy Duchów i sprawdźmy, czy dzieciaki będą w stanie usnąć?

- Lepiej nie - odpowiedział Filius pogodnie, gdy we dwójkę zmierzali do stołu nauczycielskiego. - Niewyspany uczeń to marudny uczeń, a marudny uczeń to niewspółpracujący uczeń, który prędzej podpali pióro, niż poprawnie rzuci na nie Wingardium Leviosa

- Pewnie masz rację - przyznała.

Była całkiem głodna. Nie czuła tego, dopóki nie spojrzała na dwie porcje pieczonej dyni, gruby kawałek wołowiny polany sosem pieczeniowym i trzy ziemniaki w koszulkach. Zauważyła, że na talerzu jej męża leżą tylko dwie zielone kulki groszku, które dziobał widelcem.

- Wszystko w porządku? - zapytała. On nigdy nie jada groszku. Mówił, że ma po nim niestrawność. 

Podniósł na nią znudzony wzrok i po chwili spuścił oczy na talerz.

- Nic się nie stało - odpowiedział i zdusił jedną z kulek tyłem widelca. - Nic, co by dotyczyło ciebie.

- Nie chodzi o artykuł, prawda? - szybko zadała pytanie. - Czy to przysporzy ci kłopotów? Przecież ludzie muszą wiedzieć, że to stek bzdur.

- Oni to wiedzą, oczywiście. Nie przejmuj się, po prostu nie jestem głodny.

Wciąż miała na niego oko. Gdy nie wziął nawet małego kawałeczka jego ulubionej tarty z melasą, zamarła z roladą z dżemem w ustach, a obiad zaciążył jej na żołądku.


~*~

- Zrobiłam coś nie tak? - zapytała, gdy siedzieli bezpieczni w swoich kwaterach z drzwiami szczelnie zamkniętymi za nimi.

Severus podszedł do pustego kominka i wpatrzył się w palenisko.

- To nie ma nic z tobą wspólnego - powiedział. - Nie powinnaś się martwić.

- Nie mogę się nie martwić, gdy widzę cię w takim stanie. Proszę, nie mów mi, że nic złego się nie stało, skoro widzę, że jest inaczej.

Westchnął, wciąż patrząc na puste palenisko.

- Obiecałem być z tobą szczery - odparł w końcu. - Szczery we wszystkim, co dotyczy mojej prywatności. Nie mogę zaprzeczyć, że to zalicza się do tej kategorii, choć chciałbym, aby było inaczej. Dobrze... - Pochylił głowę. - To jest pewien rodzaj rocznicy. Tego dnia moje grzechy wracają, by mnie dręczyć. Dziś jest rocznica dnia, w którym zmarł mój najlepszy przyjaciel.

Hermiona westchnęła i podeszła do męża, potrącając po drodze dwie książki stojące na stosie, który stał na jej drodze. Uniosła rękę z zamiarem dotknięcia Severusa, ale nie odważyła się tego zrobić. 

- Och, Severusie - wyszeptała. - Tak mi przykro.

Wzruszył ramionami.

- To było dawno temu.

- Niewystarczająco dawno, by zapomnieć - powiedziała delikatnie.

- Nie. Nigdy nie zapomnę. - Zacisnął pięści. - To była moja wina. To ja byłem tym potwornym głupcem, który zdradził Czarnemu Panu informację, nie mając pojęcia, że dotyczy ona osoby... Osoby, na której mi zależało. Gdybym nie był tak głupi, pewnie oni wciąż by żyli.

- Nie wiedziałeś, że zdradzasz przyjaciela - wtrąciła bezradnie. Oni?

Severus obrócił się do niej, wyciągając ręce, jakby chciał nią potrząsnąć, ale jednak je opuścił. Przeszedł obok niej zamaszystym krokiem i stanął przy stole. Rozwinął pergaminy z esejami.

- Wiedziałem, że kogoś zdradzam! - powiedział. - Nie próbuj mnie usprawiedliwiać. NIC nie jest w stanie mnie usprawiedliwić.

- Och, Severusie - westchnęła ponownie.

- Odkrycie, kogo zdradziłem, było jak kubeł zimnej wody. - Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. - Przypomniało mi, że moje czyny miały konsekwencje; że moimi czynami krzywdziłem prawdziwych ludzi. Byłem tak samo odpowiedzialny za wszelkie okropności jak ci, którzy dzierżyli różdżki i grabili domy. Zwróciłem się do Albusa, ale nie mogłem powstrzymać katastrofy. Nie mogłem jej ocalić.

Gdy mówił, szła w jego stronę, lecz po usłyszeniu ostatniego zdania przystanęła zdeprymowana.

- Jej? - zapytała. - Twój najlepszy przyjaciel był kobietą?

Uniósł głowę i spojrzał na Hermionę znad swojego wielkiego nosa.

- Czemu cię to dziwi? Czyż twoi najlepsi przyjaciele nie są chłopcami? Myślisz, że jako jedyni umiecie znaleźć towarzystwo w osobie przeciwnej płci?

- Nie powinno mnie to dziwić - przyznała. - A mimo wszystko zdziwiło. Pewnie dlatego, że zawsze myślałam, że to Lucjusz Malfoy był twoim najlepszym przyjacielem. Albo jakiś inny Śmierciożerca. - Pokonała dzielący ich dystans i objęła po w pasie, układając głowę na jego plecach. Początkowo spiął się, jednak powoli się rozluźniał. - Była jednym z nich?

Od razu poczuła, że była w błędzie, bo jego ręce zesztywniały.

- Nigdy! To nie do pomyślenia! Żywiła wielką niechęć do czarnej magii i osób ją praktykujących.

Oparła głowę o jego łopatkę. W duchu modliła się, by jej ciało dawało mu komfort, jakiego nie są w stanie zapewnić mu słowa, które wypowiadała. Kiedy odwrócił się przodem do niej, objął ją i wtulił twarz w jej włosy, wiedziała, że jej bliskość mu pomaga. Między nimi na dłuższy czas zapanowała cisza.

- Nie przepadała za czarną magią, a ty zostałeś Śmierciożercą? - rozmyślała Hermiona. Uświadomiła sobie, że powiedziała to na głos. - Przepraszam. Wybacz mi. Nie odpowiadaj, jeśli nie chcesz.

- Wtedy już od dawna nie uważała mnie za przyjaciela. Powiedziałem coś... niewybaczalnego, gdy mieliśmy po szesnaście lat i od tego czasu się do mnie nie odezwała.

Hermiona wzmocniła uścisk.

- Och, Severusie. - Zdawała sobie sprawę, że jej wzdychanie było niepotrzebne, ale nie potrafiła wymyślić niczego lepszego. - Nigdy ci nie wybaczyła?

- Mówiłem: powiedziałem jej coś niewybaczalnego.

- Między przyjaciółmi nie ma takich rzeczy, których by się nie wybaczyło - mruknęła, jednak on tego nie usłyszał.

- Nazwałem ją paskudną, małą szlamą - powiedział, odsuwając się, by spojrzeć na Hermionę.

- Więc powinna cię spoliczkować - przyznała. - Ale jeżeli ją przeprosiłeś, powinna wybaczyć.

Kącik jego ust uniósł się nieznacznie.

- Ty byś tak zrobiła. Zawsze wszystko przebaczasz swoim przyjaciołom.

Prawie powiedziała "Oczywiście!", ale to byłoby niesłychanie nietaktowne, więc nie odezwała się. Po chwili Severus westchnął i całkowicie odsunął się od żony.

- Kochałeś ją? - zapytała, czując się absurdalnie samotna. Przygryzła wargę. Nie chciała pytać. Nie powinna. Na szczęście Severus nie wytknął jej ciekawości.

- Tak - przyznał. - Desperacko.

Przełknęła ślinę.

- Wciąż ją kochasz? - brnęła dalej bez zastanowienia.

- Przez długi czas była dla mnie wszystkim - przyznał bez ogródek. - Ale nie teraz.

- Jaka była?

Odszedł do dalekiej półki z książkami.

- Nie tak lojalna jak ty.


~*~

Wiadomo, nie mogła tak tego zostawić. 

- Czarownica mugolskiego pochodzenia w tym samym wieku, co ty. I zmarła w Halloween jak matka Harry'ego. Ciekawe, czy się przyjaźniły...

Skrzywił się, a ona już znała odpowiedź.

- Och! - Przełknęła ślinę i spojrzała na Severusa. - Więc gdy patrzysz na Harry'ego...

Zamknął oczy. 

- Przypominam sobie wszystko.

To było absurdalne, jak wiele razy płakała w tym roku. Zamaszystym ruchem przetarła nos i oczy.

- To niesprawiedliwe. To nie była jego wina.

Oparł czoło o krawędź półki, na którą patrzył.

- Ona umarła, by go chronić! A go to mało co obchodzi. Spójrz na niego! Leniwy, niechlujny, prostacki i chlubiący się swoją ignorancją! Nawet nie wrócił na lekcje Oklumencji po tym swoim groteskowym napadzie złości. On nie jest wart jej śmierci.

- Nie mów tak! - powiedziała, schylając się, by podnieść książki, które przedtem potrąciła. Pozostałe stosy książek niebezpiecznie się chwiały, więc je wyrównała. - Nawet nie wiesz, jaki on jest naprawdę. Taki ci się tylko wydaje. Gdy na niego patrzysz, widzisz tylko jego ojca. Ale Harry bardzo docenia poświęcenie rodziców. On po prostu nie wie, jak ci to pokazać.

- Czy on kiedykolwiek wspomniał o Lily? Czy tylko wspomina ojca?

Głos Severusa był stłumiony, dlatego że mówił w kierunku półki czy z innego powodu? Przygryzła wargę.

- W tym wieku chłopcy częściej myślą o ojcach - broniła Harry'ego. - Gdyby był dziesięć lat starszy lub młodszy, częściej wspominałby o matce. - Wzięła głęboki oddech. - Jest moim przyjacielem od pierwszego roku, gdy uratował mnie przed trollem górskim, chociaż wtedy jeszcze mnie nie lubił.

- Skłamałaś o poszukiwaniach trolla. - Severus spojrzał na Hermionę. Czerwona odciśnięta kreska znaczyła jego czoło od lewej brwi do linii włosów.

- Tak, ale nie w kwestii ratunku. Harry jest odważny i lojalny, skłonny do poświęceń i ma w sobie to coś, że nie usiedzi w miejscu, gdy widzi kogoś w niebezpieczeństwie. Spójrz na niego świeżym okiem. Proszę.