Rozdział 18. Jeśli masz jakieś pytania...

Po raz siódmy w ciągu ostatnich trzydziestu minut Hermiona zerknęła znad ocenianych prac drugoklasistów o wampirach na męża, który tym razem wyjątkowo też zaszczycił ją spojrzeniem. Zarumieniła się i szybko wróciła do eseju Alice Carter o pięknej lady Sanguinie i jej kąpielowych zwyczajach.

- Powiedz to - poradził.

- Co mam powiedzieć?

Wpisała niestaranne Z na pergaminie Alice i podniosła pracę Cindy. Był to dialog wampira ze swoją zdobyczą. Bliźniaczki zawsze pisały te same informacje, ale w różnych formach. Hermiona nigdy nie była całkowicie pewna, czy to był jakiś rodzaj żartu czy próba zaprzeczenia ściąganiu. Nabazgrała kolejne Z.

- To, o czym myślisz. To, o co twoje oczy wciąż pytają. - Severus zauważył, jak Hermiona spuszcza wzrok i dodał. - Może się boisz?

- Nie boję się ciebie od dawna. 

Jej palce zatrzęsły się, gdy sięgała po kolejne wypracowanie.

- I wciąż nic nie mówisz. Mam to zrobić za ciebie?

W końcu spojrzała na męża.

- Skoro wiesz, o czym myślę, to po co chcesz to ode mnie usłyszeć? - zapytała.

- Nie musisz mi mówić. Ale ci się to przyda, bo widocznie cię to zadręcza. 

Severus podniósł kolejny pergamin i spojrzał na niego krzywo, wzrokiem przeleciał po tekście z wyćwiczoną szybkością i automatycznie zamoczył pióro w czerwonym atramencie.

Znów spuściła wzrok na esej, mocno przygryzając wargę. Zamrugała powiekami, próbując pozbyć się pieczenia w oczach, lecz przez to literki rozmyły się i widziała tylko nieczytelne szlaczki. Niektórych rzeczy nie powinno się mówić. Tych słów nie chciała wypowiedzieć. Dopiero co między nimi zaczęło się układać i zaczęli czuć się komfortowo w swoim towarzystwie. 

- Ty i Lucjusz byliście przyjaciółmi przez długi czas - w końcu się odezwała.

- Tak. - Hermiona odniosła wrażenie, że Severus właśnie przekreślił całe wypracowanie jakiegoś ucznia.

Odpowiedź jej męża nie była szczególnie informatywna.

- Bardzo dobrymi przyjaciółmi? - brnęła dalej.

- Nawet nawet. - Severus odłożył pergamin na stos reszty sprawdzonych i zabrał się za ocenianie kolejnego.

- Jesteś ojcem chrzestnym jego syna - powiedziała ostrzej.

- Nie mogę zaprzeczyć niczemu, co mówisz. - Pochylił się nad sprawdzanym pergaminem.

- A teraz? - Hermiona obracała w dłoniach pióro. Odłożyła je jednak, bo nie chciała nachlapać czerwonym atramentem na pracę Harbina. Głos Severusa był marudny, choć sam Severus taki nie był. Nie było potrzeby dawać mu powodów do zmiany.

- Nie zostaniesz zaproszona do Malfoy Manor na obiad, jeśli o to ci chodzi - powiedział. - Nasza przyjaźń się nieco... oziębiła. On ma swoje obowiązki, ja mam swoje, a one rzadko miewają wspólny mianownik.

Hermiona nabrała ochoty, by spoliczkować męża. Sam chciał, by zadawała pytania, a teraz tak bardzo jej to utrudniał. Oparła się o krzesło i wróciła do tematu.

- O co cię prosił?

- O bycie ojcem chrzestnym Dracona, oczywiście. - Skończył sprawdzać pracę i wpisał na niej ocenę.

- Tak, ale o co jeszcze?

Severus zamknął i otworzył oczy. Wziął kolejną pracę i pochylił się nad  nią.

- Zbyt wiele rzeczy - odpowiedział.

- Skoro nie chcesz o tym rozmawiać, to dlaczego nalegałeś, bym pytała?

W niewielkiej przestrzeni między kurtyną jego włosów zauważyła, że zacisnął usta.

- Dałem ci najlepszą radę, jaką mogłem. To nie sala lekcyjna i nie musimy za każdym razem mieć tematu do omówienia. Jeśli masz jakieś pytania - pytaj. Nie obiecałem, że na każde z nich udzielę odpowiedzi. Chyba, że mi nakażesz? - Przy pytaniu jego głos nabrał ostrzejszego tonu.

- Nie. - Przygarbiła ramiona. - Wiesz, że do niczego cię nie zmuszę.

- Więc kontynuuj.

- Jaki w tym cel, skoro i tak nie odpowiesz?

- Jak na razie odpowiedziałem na wszystkie pytania, które mi zadałaś. - Ocenił kolejny esej i zabrał się za inny.

- Ale nic ważnego mi nie powiedziałeś! - załkała.

Odłożył pióro i odsunął krzesło z irytacją wypisaną na twarzy.

- Co chcesz wiedzieć? - zapytał.

Dlaczego zostałeś Śmierciożercą, pomyślała. Dlaczego odwróciłeś się od Voldemorta i zostałeś szpiegiem. I wszystko pomiędzy tym.

- Nie wiem - odpowiedziała.

Otaksował ją wzrokiem. Hermiona położyła ręce na swoich kolanach i bezczelnie spojrzała w bok, unikając spojrzenia męża. Prychnął.

- Zbyt długo cię znam, by w to uwierzyć. Czego NIE chcesz wiedzieć?

Lewa dłoń Hermiony ścisnęła prawą tak mocno, że aż zabolało. Spojrzała na ręce, przygryzając dolną wargę.

- Więc mi powiedz.

Spojrzał na nią znad swojego długiego haczykowatego nosa i uniósł pytająco brew.

- Co mam ci powiedzieć?

Otworzyła usta i już chciała coś powiedzieć, ale się powstrzymała. Spróbowała ponownie.

- To, co chcę wiedzieć. Powiedziałeś, że wiesz, o co chcę cię zapytać.

Jeden z jego długich palców błądził po jego ustach, gdy rozważał jej słowa.

- Niepokoi cię, że Lucjusz jest na wolności - powiedział wolno.

- Tak.

Usiadł prosto i sztywno. Hermiona podniosła nieco głowę, by widzieć jego twarz.

- Jesteś zła, że nie powiedziałem ci od razu, a zamiast tego powiedziałem innym.

- Ja... Tak, tak przypuszczam. Jestem o to zła.

Spojrzał na Hermionę z ukosa i kiwnął głową. Znów błądził palcem po ustach, tym razem jednak w drugą stronę. Uniósł brew.

- Zastanawiasz się, czy Malfoyowie są przeze mnie bardziej szanowani niż ty.

Zarumieniła się.

- Ja... Tak, zastanawiam się. Szanujesz ich bardziej?

- Nie - odpowiedział głosem wypranym z emocji.

- Możesz odpowiedzieć bardziej szczegółowo? - Zauważyła błysk w jego oczach i szybko się poprawiła. - Znaczy... Proszę, czy mógłbyś odpowiadać bardziej szczegółowo?

- Draco to mój chrześniak. Trzymałem go w rękach, gdy był malutki i opiekowałem się nim, gdy był dzieckiem. Lucjusz i Narcyza są przyjaciółmi z mojej młodości. Mojej zmarnowanej młodości, można by powiedzieć. Ty jesteś moją żoną. Potrzebujesz większego zapewnienia o moim szacunku niż to?

Nie potrafiła spojrzeć mu w oczy.

- Potrzebujesz? - zapytał po raz kolejny.

Wzruszyła jednym ramieniem. Palcami skubała skórkę przy paznokciu kciuka.

- Hermiono, spójrz na mnie. Czy przyjąłbym twoich przyjaciół z powrotem na lekcje dla kogokolwiek innego niż ty?

- Zrobiłeś to, bo musiałeś - wymamrotała, wciąż skubiąc skórkę.

- Musiałem?

Uniosła głowę.

- A nie? - zapytała.

- Co obiecałem na naszym ślubie?

Zarumieniła się. Wiara, łaska, wierność. Miłość, prawda, lojalność. Serce, nadzieja, otwarta dłoń. Ona też to obiecała.

- Myślisz, że składam obietnice bez pokrycia?

Zamknęła usta i przełknęła nerwowo ślinę.

- Nigdy tego nie powiedziałeś.

- Nigdy to mocne słowo na czas czterech tygodni - wytknął. - Czy nie powiedziałem tego teraz? Jesteś... dla mnie najważniejsza. Jesteś jedyną osobą, która stawia mnie na pierwszym miejscu, od kiedy moja matka zmarła. Jak mógłbym cię mniej szanować?

- To wszystko jest dla ciebie tylko tym? - spytała. - Zobowiązaniem?

- Uważasz, że nazwałbym zobowiązania najważniejszymi dla mnie?

Wbrew sobie uśmiechnęła się. Ponownie spojrzała na swoje niespokojne dłonie.

- Przypuszczam, że myślisz teraz, że jestem głupia i dziecinna - wymamrotała.

- Gdy weszłaś do mojej klasy po raz pierwszy, byłaś prawie trzy razy młodsza ode mnie. Wciąż jesteś połowę młodsza. Nie mogę nic poradzić, że cały czas zauważam ten fakt. Ty też zauważasz mój wiek. Muszę ci przypomnieć, co powiedziałaś w dniu, gdy mi się oświadczyłaś?

Jak gdyby mogła zapomnieć. Różnica wieku będzie miała mniejsze znaczenie, gdy się zestarzejemy. Spróbowała spojrzeć na niego z ukosa.

- Przestań mówić, że ci się oświadczyłam. To brzmi okropnie.

Prychnął.

- Jeśli to wszystko, moglibyśmy wrócić do oceniania. Czeka na nas twoje zadanie domowe z Zaklęć. Zaklęcia Zmieniające, prawda? - przypomniał.

- Potrafiłam je rzucać na piątym roku - powiedziała. - Wolałabym uwarzyć Veritaserum. - Kolejny eliksir w programie siódmego roku.

Uniósł głowę, a potem brwi.


- Wiesz, że ten eliksir jest bezużyteczny przy Oklumencji, prawda?

- Tak, oczywiście, ale co... Nie chciałam użyć go na tobie! - zaprotestowała. Zauważyła, że jego wargi nieco uniosły się, jakby do uśmiechu, więc i ona szczerze się do niego uśmiechnęła.

- O, a może na pannie Skeeter? - zasugerował.

- Chciałabym - zgodziła się. - Gdyby nie było to kontrolowane przez ścisłe reguły Ministerstwa, pożyczyłabym pelerynę Harry'ego i dolała trzy krople do jej soku dyniowego przed napisaniem kolejnego artykułu.

- Zamoczenie jej pióra w Veritaserum byłoby chyba lepszym rozwiązaniem. Ma paskudny nawyk władania go do ust.

- I to jest dobry pomysł - przyznała Hermiona. Zaczęła zastanawiać się, kiedy Severus był na tyle blisko Rity, by zauważyć ten szczegół. Wątpiła, by mogła o to zapytać, bez zapłonięcia rumieńcem. - Chyba że znów by o nas pisała, to lepiej nie. Mogłaby wypaplać, że od czwartego roku wiem, że jest nierejestrowanym animagiem. I bez wątpienia wspomniałaby, że nie jest godna, by iść do Azkabanu.

- Chyba że najpierw zmienilibyśmy jej pamięć, jakby ona rzuciła na ciebie Obliviate po tym, jak ją wypuściłaś. Ale to by wymagało dużo pracy, a oboje mamy jej już niewyobrażalnie dużo - powiedział, rzucając wymowne spojrzenie na stos nieocenionych prac, oczekujących na jego uwagę.

Westchnęła i oboje wrócili do oceniania. Esej Harbina był tak samo precyzyjny jak jego charakter pisma. Dała mu P i wzięła kolejną pracę, skrzywiając się, gdy zobaczyła nazwisko. Gdyby tego oceniła pozytywnie, musiałaby podnieść innym uczniom stopnie. 

- Severusie - powiedziała chwilę później, gdy wpisała O na pergaminie. Zacisnęła palce na piórze. - Gdy byłeś przyjacielem Lucjusza Malfoya, zanim między wami się oziębiło, jak to ująłeś... Przypuszczam, że myśleliście o większości rzeczy podobnie.

- Tak. - Jego włosy zasłoniły mu całą twarz, bo pochylił się mocniej nad pracą.

- I myślę, że wiele rzeczy robiliście razem.

- Niektóre - odparł.

- Takie rzeczy... jakie zrobił Ginny, gdy dał jej dziennik?

- Zapewniam cię - wysyczał zza zaciśniętych zębów - że nigdy nie wysłałem żadnemu dziecku żadnego przeklętego przedmiotu.

Nastała cisza. Oceniła kolejny esej. Winford napisał oryginalny romans, jakoby sławni piosenkarze-wampiry, Bloodwyn Bludd i Lorcan D'eath byli ojcem i synem. Dała mu N po długim namyśle. Przynajmniej daty się zgadzały, a komentarze do imion idealnie pasujących do ciemnych istot były nawet zabawne. 

- Severusie... - zagadnęła ponownie.

- Hmmm? - Przestał pisać.

- Kiedyś musiało być coś, co was łączyło.

- Kilka rzeczy. Zaczęło się od zamiłowania do szkolnej perfekcji. Ale raczej nie łączyło nas nic więcej niż ciebie i twoich przyjaciół. Mogę ci tylko powiedzieć, że nigdy nie rozumiałem, co to może być. - Spojrzał na nią długim, przytłaczającym spojrzeniem. - Albo raczej powinienem dodać: nigdy nie chciałem o to pytać.

Oceniła kolejne dwa wypracowania. Pirie myślał, że wampiry można identyfikować po ich tendencji do wyczuwania zapachu ząbka czosnku z odległości dziesięciu kroków, skąd wynika ich obrzydzenie. Aguilar zapisała czterdzieści centymetrów pergaminu anegdotkami o jej mamy wujka szwagra szefa ojca najlepszym przyjacielu, który zniknął podczas swojej drugiej podróży do Rumunii. Długość pracy była częściowo związana ze szczegółowymi opisami zależności powiązań między wszystkimi wymienionymi osobami, a częściowo ze spekulacjami, dlaczego ten pan wrócił. Dopiero w ostatnim calu wypracowania wspomniała o bladej cerze wampirów, wychudłej sylwetce i ich niechęci do czosnku. Postawiła kolejne dwa Nędzne.

- Severusie?

- Tak? - wysyczał.

- Czy on... Byliście przyjaciółmi. Czy on kiedyś powiedział ci o dzienniku?

Podniósł głowę, by wziąć długi, głęboki oddech. Ponownie spuścił głowę, chowając twarz za włosami. Jedynym słyszalnym dźwiękiem był szelest pergaminu. W końcu przemówił, z tonem świadczącym o udawanej cierpliwości.

- Powiedzieć jednemu z nauczycieli, jak zatrzymać ten cały chaos? Czemu uważasz, że on jest aż tak głupi?

Nie powiedział, że nie był powiadomiony. Zabolało ją serce.

- To... To nie jest odpowiedź - wymamrotała.

Upuścił pióro. Jego końcówka urwała się i wielki czerwony kleks zalał górę sprawdzanej pracy. Twarz Severusa była zaczerwieniona, jego oczy płonęły. Stanął nad Hermioną, zaciskając pięści aż do zbielenia knykci.

- Nie! Nigdy mi nie powiedział! Nie przedtem! Nie w trakcie! Nie później! Czy kiedykolwiek dałem ci powód, żebyś wyobrażała sobie, że mógłbym siedzieć bezczynnie, gdy dzieci w szkole są w niebezpieczeństwie, nieważne z jakiego domu są i jaki jest status ich krwi? Dałem?!

- Nie. Nie to miałam na myśli... Przepraszam.

- Przepraszam!?

Zatrzasnął za sobą drzwi. Zanim Hermiona wygrzebała się zza biurka i do nich dobiegła, było już za późno, by go dogonić.

Rozdział 17. Kompletny dupek

Z łatwością po dość długiej praktyce, Neville odskoczył od bulgoczącego kociołka, odciągając swojego kolegę na bezpieczną odległość.

- Zwykle to ja roztapiam kociołki - powiedział delikatnie. - Ma to coś wspólnego z nocą? Jest coś, o czym... chciałbyś porozmawiać?

Draco Malfoy zgasił ogień i z użyciem Evanesco unicestwił intensywnie zieloną miksturę, zanim wydobywający się z niej dym urósłby zbyt mocno.

- Dlaczego miałbym ci cokolwiek mówić? - prychnął. Ostrożnie sprawdził kociołek. Raczej nie powinien się roztopić, ale przydałoby mu się porządne szorowanie. Odstawił przedmiot do zlewu, by zająć się nim później.

Neville spojrzał na spięte ramiona, zaciśnięte pięści z pobielałymi knykciami i bladą, zamkniętą twarz kolegi. Przygryzł wargę.

- Bo możesz - zaproponował. - Jestem... lepszy w utrzymywaniu tajemnic, niż mogłoby się wydawać.

- Mówisz, jakbyś znał jakiekolwiek tajemnice warte wyjawienia. - Chochla, którą Draco trzymał w dłoniach była dziwnie poszarpana na końcach. Chłopak zastanawiał się, czy warto jest użyć Reparo.

- Wiem, że z twojego punktu widzenia może się tak zdawać. - Neville włożył ręce do kieszeni i oparł się o ścianę. - Jedyne, jakie mógłbym ci powiedzieć, to te, które już znasz. Twoje własne.


- Nic o mnie nie wiesz. - Draco spojrzał na chochlę pod światło, obracając ją we wszystkie strony. Nie, raczej nie warto. Jego ojciec chrzestny mógłby nie być zachwycony.

- Nic? Wiem, jak to jest kochać rodziców całym sercem, nawet jeśli inni mają ich za kompletnie ogłupiałych.

Chochla upadła na podłogę. Draco odwrócił się do Neville'a i zacisnął dłoń na uniesionej różdżce.

- Nawet nie próbuj porównywać... Moi rodzice nie są świrami!

Neville spojrzał łagodnie na kolegę. Longbottom także trzymał różdżkę w dłoni, ale luźniej. Zdawał się spodziewać takiej odpowiedzi.

- Twój ojciec jest Śmierciożercą - wytknął. - Nie można być już bardziej głupim. Każdy, kto myśli, że krew czyni nas lepszymi od mugolaków, jest głupi. Wystarczy spojrzeć na Hermionę...

- Nigdy na nią nie patrzę, jeśli mogę temu zaradzić.

Na blade policzki chłopaka wpełzły dwa rumieńce.

- Chyba, że nie możesz temu zaradzić. Wtedy patrzysz na nią nawet zbyt często - powiedział Neville.

Draco wstrzymał się chwilę z odpowiedzią, rozglądając się po sali w poszukiwaniu pomysłu na złośliwy komentarz.

- Może po prostu korzystam z okazji, żeby popatrzeć na coś, co niedługo zniknie? Kiedy nasza strona wygra, nie będzie żadnych mugolaków ani w Hogwarcie, ani nigdzie indziej - powiedział, ale chyba sam nie był przekonany do swoich słów.

Neville tylko patrzył na Dracona, aż chłopak w końcu opuścił różdżkę i drżącą dłonią wygładził włosy.

- Jak się dowiedziałeś? - wymamrotał. Nie mógł uwierzyć, że ze wszystkich ludzi na świecie to z tym cholernym Longbottomem miał rozmawiać o swoich uczuciach.

Neville wzruszył ramionami.

- Wiesz co? Ludzie coraz częściej sprawiają, że chce mi się z nich śmiać. Myślicie, że jak mnie nie widzicie, gdy z wami jestem, to ja też was nie widzę. Zwykłem zwracać na ciebie uwagę, by mieć pewność, że mnie nie przeklniesz albo coś w tym rodzaju. Zauważyłem, bo nie miałeś zamiaru rzucać na mnie żadnego uroku.

Draco przygryzł drżące wargi. Włożył różdżkę do kieszeni i zaczął przygotowywać składniki do kolejnej mikstury.

- Dlaczego ty w ogóle chcesz ze mną rozmawiać? - zapytał. - Myślałem, że gardzisz mną tak samo, jak ja gardziłem tobą, gdy byliśmy dziećmi. Kiedyś powiedziałeś, że jesteś wart dwanaście razy więcej niż ja.

- Gardziłem tobą, gdy byliśmy dzieciakami. Myślałem, że wyrośniesz na takiego samego szaleńca jak twoja ciotka Bellatrix. Ona sprawiła, że moi rodzice wylądowali w Świętym Mungu. - Neville podniósł pęk asfodelusów i wybrał dwie łodygi. Podał jedną Draconowi, a drugą zaczął ciąć w pólcalowe kawałki. - Ale jesteśmy jak dwie strony medalu. Ty spędziłeś większość swojego życia na próbach bycia kimś, kim nie jesteś. Ja spędziłem większość mojego życia na próbach nie bycia kimś, kim jestem. - Neville zgarnął w stosik pokrojoną przez siebie łodygę i połączył ze stosikiem Dracona. - Wiesz, nie jesteś swoim ojcem. Spotkałem was obu po drugiej stronie różdżki i widzę różnicę.

Draco spojrzał na Neville'a, jakby się wzbraniał.

- Jesteś chyba tak samo niepoczytalny jak twoi rodzice. Dobra... Do czego zmierzasz?

- Wszyscy w naszym wieku podzielili się na pary najlepszych przyjaciół, ot co - powiedział Gryfon i zauważył, że szczęka Malfoya rozluźnia się. - Ron i Harry, Dean i Seamus, Crabbe i Goyle...

- Są MOIMI przyjaciółmi - syknął Draco.

- Naprawdę? Są dobrą widownią, ale raczej nigdy nie wyglądało to tak, jakbyś miał im wiele do powiedzenia. Przynajmniej nie rzeczy, które mogliby zrozumieć.

- Nie myślisz racjonalnie. - Draco spojrzał z ukosa na Neville'a. - Malfoy i Longbottom? To niemożliwe!

- Dlaczego?

- Ty jesteś typowym Gryfonem, a ja typowym Ślizgonem. A Gryfoni i Ślizgoni się nie przyjaźnią.

- To jakoś nie powstrzymało Hermiony przed ślubem ze Snape'em. Tiara Przydziału powiedziała, że powinniśmy brać z nich przykład. Niech wszystkie domy staną razem - zacytował. - Bo to zrobić możemy, a nawet - musimy. Śmieszne, że akurat ten fragment utkwił mi w pamięci, gdy reszta tak po prostu uciekła.

Draco zgarbił ramiona. Wziął kolejną łodygę i ustawił kociołek na ogniu.

- Możesz dodać trzy pierwsze składniki. Po dodaniu każdego z nich, zamieszaj siedem razy zgodnie ze wskazówkami zegara. Potem mnie zawołaj - powiedział. Następnie odmierzył pół litra żółci pancernika i wybrał trzy zgniecione karaczany. Zaczekał, aż mikstura przybierze kolor indygo.

- Myślisz, że jest szczęśliwa? - wymamrotał. Nie był pewien, czy chciał, by była czy nie.

- Takie sprawia wrażenie - przyznał Neville, dodając pierwszą szczyptę asfodelusa do mikstury i zamieszał ją siedem razy zgodnie ze wskazówkami zegara. - W każdym razie patrzy na Snape'a z czymś na kształt uśmiechu na twarzy, gdy myśli, że nie patrzymy. Innym razem nazwała go przy nas słodkim.

Draco parsknął, odruchowo kręcąc głową i zaciskając wargi.

- Słodki? Ona myśli, że on jest słodki? - Tak samo słodki jak prawa głowa widłowęża.

- Tak, tak uważa! - Neville przewrócił oczami. - Snape zaproponował nam, żebyśmy odwiedzali Hermionę w niedziele. Dla niej była to duża niespodzianka. Kiedy sobie uświadomiła, co Snape dla niej zrobił, stwierdziła, że jest słodki. - Skrzywił się. - Rozumiem, że mówiła to w dużych emocjach, ale od razu nazywać go słodkim?

Draco podniósł głowę, gdy Neville dodawał drugą szczyptę asfodelusa i wymieszał eliksir kolejne siedem razy. I tak znowu. Mikstura zaczęła gęstnieć i powoli ciągnęła się za chochlą.

- Wiadomo, dlaczego on ją poślubił - powiedział Draco, zmniejszając ogień. - Wszyscy wiedzą, że zrzekł się swojego życia, zanim się urodziliśmy. - Nie miał wyboru. Tak mi powiedział. - Ale dlaczego ona za niego wyszła? Longbottom, patrz teraz. Tutaj popełniliśmy błąd poprzednim razem. - Zebrał resztę kawałków asfodelusa i powoli wrzucił je do kociołka. Potem zamieszał piętnaście razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara, robiąc pół obrotu w przeciwną stronę po każdych pięciu. - Nie sądzę, żeby zrobiła to dla pozycji.

- Założę się, że dyrektor powiedział jej, że taka jest potrzeba. Zawsze się na to nabierała. Zauważ, ile razy mi pomagała, chociaż wiedziała, że będzie miała przez to kłopoty.

- Też tak myślę - gwałtownie wtrącił się Draco. - Nigdy bym nawet nie pomyślał, że ona może go lubić. Czy była taka potrzeba czy nie, jak mogła poślubić kogoś, kogo nawet nie lubi? Mówisz, że widzisz tak wiele! Czy kiedykolwiek zauważyłeś, żeby go lubiła?

Eliksir miał teraz odcień kremowego różu. Wyglądał jak budyń malinowy, ale śmierdział zgniłymi pomarańczami.

- Nie powiedziałbym, że go lubi. W zeszłym roku czasami na niego patrzyła, jakby zastanawiała się, czy by mogła, ale za każdym razem potrząsała głową i układała usta, jakby mówiła nie. - Neville wzruszył ramionami. - Czy to ma teraz znaczenie? Żaden z nas nigdy nie miał u niej szans. Nawet Krum nie miał, bo Ron i Harry potrzebowali jej non-stop do wyciągania z niebezpieczeństw.

Draco utkwił spojrzenie w miksturze.

- Zawsze mnie nienawidziła. Zawsze.

- Może gdybyś nie nazywał jej szlamą...

- Niewiele wiesz. - To był czas, żeby zamieszać. Pięć razy w prawo, pół obrotu w lewo. - To ona zaczęła. Nie przezwałem jej, dopóki nie zaczęła rozpowiadać, że kupiłem miejsce w drużynie.

- A tak nie było? - wytknął Neville.

- Myślałem, że wiesz. Oczywiście, że nie! Dostałem się do drużyny uczciwie. Dopiero wtedy tata zdecydował się nas sponsorować. Ona powiedziała, że wkupiłem się do drużyny i nikt nie chciał uwierzyć, że tak nie jest, choć wygraliśmy tak wiele meczów przeciwko Hufflepuffowi i Ravenclawowi.

- Zaatakowałeś Harry'ego, dlatego to powiedziała. Wiesz, zrobiłaby wszystko dla niego i Rona.

- To też nie jest prawda. Próbowałem zaprzyjaźnić się z Harry'm dwukrotnie, ale on chyba znienawidził mnie od pierwszego spojrzenia. Tak samo z resztą zrobiliście i wy wszyscy. - Kolejna sesja mieszania. Draco patrzył na eliksir bez mrugania. Ten wyglądał teraz jak jagodowy pudding i śmierdział stęchłymi cytrynami. - Nigdy nie mam tego, czego chcę - wymamrotał. - Nigdy nie dostaję tego, czego naprawdę pragnę.

- Dla nas to wyglądało inaczej - jakbyś miał wszystko - wytknął Neville. - Bogata rodzina, rodzice, którzy żyją i mają się dobrze, miejsce w drużynie Quidditcha, najlepsza loża na Mistrzostwach Świata...

- Skąd o tym wiesz? Nie przypominam sobie, żebyś tam był.

- Widziałem w gazecie. Babcia w życiu nie kupiłaby mi biletów.

- Och... - Źrenice Dracona bardzo się zwęziły, a ręce rozbolały od zbyt mocnego trzymania chochli. - Zawsze dostawałem to, co tata chciał mi dać; nie to, o co prosiłem.

- Ale twój tata żyje i jest w stanie dawać ci prezenty! A twoja mama codziennie wysyłała ci słodycze! Moi rodzice nawet nie wiedzą, kim jestem. Jedyne, co od nich mam, to papierek od gumy i stara różdżka mojego taty, której prawie nie mogę użyć. Czego chciałeś, a nigdy nie dostałeś?

- Przed drugim rokiem zatrzymaliśmy się u Borgina i Borgesa - powiedział Draco, bardziej do siebie niż do Neville'a, mieszając miksturę, która teraz wyglądała jak jagodowy dżem i śmierdziała zgniłym grejpfrutem. Eliksir był już prawie gotowy. - Miał Rękę Glorii, prawdziwą Rękę Glorii! Rozumiesz, jak świetne by to było, żeby być jedyną osobą, która zna drogę w ciemnościach i jedyną osobą, której ona by słuchała!? - Jego twarz nagle się rozpromieniła, ale blask szybko zgasł. - Tata powiedział, że to dla złodziei i włamywaczy. Stwierdził też, że z takimi ocenami, jakie wtedy dostawałem, byłoby to dobre zajęcie dla mnie.

- Śmieszne! Przecież on sam taki jest - powiedział zgryźliwie Neville. - Powinien być szczęśliwy, że idziesz w jego ślady, nie?

Draco spojrzał na niego, kilkakrotnie otwierając usta, by coś powiedzieć, ale ostatecznie zaśmiał się słabo.


~*~

- Ginny? Co ty tu robisz? - Hermiona spojrzała na nią znad biurka Severusa, gdy drzwi trzasnęły o ścianę po jej wejściu smoka. Dziewczyna stała w ich biurze, z nerwowo unoszącą się klatką piersiową i błyszczącymi oczami.

- Twój mąż... Czy mogę powiedzieć: kompletny dupek czy muszę najpierw ukończyć szkołę, by móc być szczerą? Twój mąż dał mi szlaban. Za nic! 

Ginny wygładziła włosy i wysunęła szczękę do przodu.

Hermiona posłała jej długie spojrzenie.

- Dał ci szlaban ze mną? - zapytała.

Ginny potrząsnęła głową.

- Tak, on... Och! Z tobą? To dlatego u was w biurze? - Gniew natychmiastowo zniknął z jej twarzy. Dziewczyna zamknęła za sobą drzwi i podeszła kilka kroków do przodu.

- Tak, Severus ma teraz spotkanie z innymi Głowami Domów i poprosił mnie, żebym przejęła jego szlabany. Teraz wiem, dlaczego.

Wiadomość o ucieczce Lucjusza Malfoya była niemiłym zaskoczeniem. Nie chciała nawet myśleć, że jest takie prawdopodobieństwo, że jej mąż mógł mu w tym pomagać. Jej pierwszym uczuciem było przerażenie, że najpierw poinformował o sytuacji Draco, a nie ją. Potem ona też chciała uprzedzić przyjaciół. 

- Potter dowie się tego rano, tak samo, jak reszta szkoły - mruknął, a Hermiona mu odwarknęła. 

- Gdy Ginny zaczynała pierwszy rok, ten facet dał jej przeklęty dziennik, który prawie ją zabił. Nie uważasz, że ona też zasługuje, by wiedzieć, że Malfoy jest na wolności, tak samo jak twój szlachetny Draco?

Severus zignorował prowokujące określenie, przypominając Hermionie, co już mówił jej o Weasleyach i dyskrecji. 

- Powierzyłabym Ginny moje życie - powiedziała, przypominając, jak razem walczyły przeciw Śmierciożercom.

- Czyżby? - zapytał. - A powierzyłabyś moje?

To zakończyło kłótnię. Hermiona pamiętała również, że Severus zaryzykowałby dla niej swoje życie, gdyby tylko go o to poprosiła i że poślubiła go dla tego specyficznego celu: żeby wciąż żył. Wygląda na to, że znalazł możliwość, by mogła podnieść przyjaciółkę na duchu. Uśmiechnęła się.

- Jeśli naprawdę chcesz być szczera - zagadnęła - będziesz musiała przyznać, że nie do końca jest dupkiem.

Ginny usiadła na niewygodnym krześle o prostym oparciu i parsknęła z irytacji.

- Każdy, kto dla swoich gości ma przygotowane tak niewygodne krzesła, jest dupkiem  - mruknęła. - Kipiałam ze złości przez cały dzień, a ty mówisz, że wyświadcza mi tym przysługę. Nie mógł po prostu kazać mi zostać po lekcji i zaprosić na odwiedziny do ciebie?

Hermiona wykrzywiła usta w złośliwym uśmiechu.

- Och, oczywiście, że mógł. - Jeśli tylko nie miałby nic przeciwko spowiadaniu się z tego totalnemu psychopacie dzień czy dwa później. - Ale nie byłoby w tym dla niego tyle zabawy, nie uważasz? - Zero zabawy. Zero.

- Och, ha ha.

Rozdział 16. Imitacja spokoju umysłu

Rodzice Hermiony nie pytali o obowiązki Severusa. Byli tak zdeterminowani, by o nie nie pytać, że Hermiona prawie uległa i była w stanie im powiedzieć. Jednak zebrała się w sobie i nie pisnęła ani słówka na nurtujący Helen i Perry'ego temat. Miała im tak wiele do powiedzenia o swoich  przyjaciołach, nauce i nauczaniu, a także o kilku ciekawych przypadkach (Jamison przemienił swoją rękę od różdżki w arbuza nieudanym zaklęciem, a Abdurrahman przemienił swojego jeża w guźca, który ścigał jego kolegów po całej klasie), że z łatwością odstąpiła od tematu męża i życia w małżeństwie.  Po tym, jak prawie wybuchła płaczem na sam dźwięk imienia Severusa, uświadomiła sobie, że lepiej będzie stronić od takich tematów. Uśmiechała się więc i paplała, biorąc krótkie przerwy na zajadanie ciasta, by choć trochę udać, że jest spokojna. Jej rodzice także się uśmiechali i kiwali głowami. Oni też udawali. 

Było już po dziesiątej, gdy dzwonek do drzwi w końcu zadzwonił.

- To pewnie Severus - powiedział jej ojciec. - Pójdziesz otworzyć?

Powstrzymała się, aby nie biec, ale gdy już otworzyła drzwi, od razu rzuciła się w ramiona męża. Przez warstwy ubrań czuła bicie jego serca. Czy zapach, który wyczuła, to krew?

- Jesteś cały! Tak się bałam!

- Bredzisz - uskarżył się, ale mocno trzymał ją w ramionach. - Gdybyśmy byli w szkole, odjąłbym dwadzieścia punktów od Hufflepuffu.

- Dlaczego Hufflepuffu? - Spojrzała w górę na jego twarz.

- Śmiesz nazywać się Gryfonką, gdy zaledwie trzy godziny mojej nieobecności przyprawiają cię o histerię? - zapytał, podnosząc dłoń, by pogłaskać policzek Hermiony. Jego palce były lodowate.

- Musiałeś zmarznąć. Wejdź do środka, tu jest cieplej - powiedziała, splatając ich dłonie i pociągnęła go za sobą.

Ciepło dnia nie zdążyło jeszcze całkowicie zniknąć. Hermiona zastanawiała się, gdzie Severus mógł tak zmarznąć. I dlaczego jego mankiet był rozpruty, a część szyi pod włosami zraniona?

- Nie mogę zostać dłużej, niż na tyle, by pożegnać twoich rodziców. Są pewne osoby, z którymi muszę porozmawiać.

Pytanie cisnęło jej się na usta, ale nie odezwała się. I tak nic by jej nie powiedział, więc po co ma go irytować?

Jej rodzice okazali ten sam brak zainteresowania jego nagłym przybyciem, jak przedtem jego zniknięciem. Kiedy Severus objął Hermionę ramieniem, by ich deportować, spojrzał na nią z zamyśleniem i powiedział:

- Twoi rodzice wiedzą lub przypuszczają zbyt wiele. Mam nadzieję, że ostatnie lata nauczyły ich dyskrecji.

- Nie powiedziałam im niczego, czego nie powinni wiedzieć - odpowiedziała, gdy wylądowali przed Hogwartem.

- Nie powiedziałem, że to zrobiłaś. Mogli zgadnąć, jeśli są tak samo inteligentni jak ty, na jakich wyglądają. - Odsunął się od niej i ruszył w stronę zamku. - Zastanawiałem się, dlaczego przekonanie ich do naszego małżeństwa było łatwiejsze niż przypuszczałem.

Hermiona przygryzła wargę, śpiesząc się, żeby dotrzymać Severusowi kroku.

- Wiedzą o wojnie i o... Sam-Wiesz-Kim - odpowiedziała.

Mogła mówić uczniom, by nie bali się tego imienia, ale nie chciała znów dyskutować o tym z mężem. On nie bał się imienia, ale całej rzeczywistości, która się z nim wiązała. Jeśli Voldemort znalazłby w umyśle Severusa choć odrobinę braku szacunku, nieważne, czy daleko stąd lub dawno temu - jej mąż nie uniknąłby kary. 

- A ty oskarżyłeś mnie przed nimi o pakowanie się w niebezpieczeństwo bez powodu. Najprawdopodobniej to wystarczyło.

Severus uniósł głowę, a powiew wiatru rozwiał jego włosy, ukazując ranę na jego szyi.

- Jesteś ranny - zauważyła.

- To tylko draśnięcie. Czasem na lekcjach miewałem poważniejsze obrażenia.

- Nie na moich. - Głównie dzięki temu, że zapobiegała katastrofom, jakie mógł spowodować Neville. Jednak Severus był zawsze na nią o to zły, a nigdy jej nie podziękował. Spojrzała na niego, mając nadzieję, że nie wywoła kłótni tym, co powiedziała.

- Nie, ty zawsze dbałaś o to, żebym został ranny gdzieś poza klasą, czyż nie? - zapytał.

Jej oczy zapiekły, a gardło się ścisnęło.

- Dlaczego zawsze to robisz? Wyciągasz brudy przeszłości i prowokujesz do kłótni. Aż tak to lubisz?

- Może jestem w tym lepszy niż ... w innych rzeczach. Na pewno mam w tym najdłuższą praktykę.

Doszli do drzwi do Sali Wejściowej. Severus otworzył je i puścił Hermionę przodem.

- Muszę iść. Nie mam w planach ponownie opuszczać tej nocy zamku, więc możesz spokojnie iść spać.

Złapała go za rękę, gdy się odwracał.

- Chyba nie myślisz, że ot tak pójdę spać po tym, jak czekałam trzy godziny na twój powrót?

- Byłoby dobrze, gdybyś tak zrobiła. Już teraz jest za późno, by sprawdzić twoje postępy w nauce, a tym bardziej będzie za późno, gdy wrócę do naszych kwater. Idź spać. Jutro będzie wystarczająco dużo czasu na rozmowę.

- Nie - powiedziała stanowczo. - Nie pójdę spać, dopóki nie będę miała pewności, że jesteś bezpieczny w naszych kwaterach. Nie będę w stanie usnąć, jeśli nie obiecasz mi, że wyjaśnisz mi wszystko, gdy wrócisz. 

Severus wyszarpnął rękaw z jej uścisku i spojrzał na nią gniewnie.

- Nie zakłócę twojej prywatności przez wchodzenie do twojego pokoju.

- Nie zakłócisz, skoro cię zaprosiłam. Chcę, żebyś przyszedł.

Severus podszedł do Hermiony pośpiesznym krokiem i stanął, górując nad nią. Musiała unieść głowę, by móc spojrzeć mu w oczy.

- Kiedy ty się wykłócasz, nasz szanowny dyrektor czeka na mnie - wysyczał.

- Nie wykłócam się. Tylko mówię. Jeśli mi nie obiecasz, że powiadomisz mnie, gdy wrócisz, będę czekać na ciebie w salonie.

- Jakie z ciebie uparte, irytujące dziecko!

- Nie jestem dzieckiem. Mam już osiemnaście lat. To już dorosłość, nawet w świecie mugoli.

- Jakby to robiło różnicę - parsknął. - Więc dobrze. Czekaj w salonie, jeśli chcesz, a jeśli nie, powiem ci dobranoc przez drzwi.

- Zostawię je otwarte - obiecała. - Dziękuję.


~*~

Hermiona drzemała na ułożonych w stos poduszkach, gdy usłyszała głos przy drzwiach.

- Możesz już spać. Wróciłem.

Dziewczyna zamrugała i ziewnęła. Dopiero wtedy zrozumiała, co usłyszała i wyskoczyła z łóżka, boso i bez szlafroka, by złapać Severusa, zanim odejdzie. Wybiegła przez otwarte drzwi i szarpnęła rękaw szat Severusa. Spojrzał na nią i szybko odwrócił wzrok.

- Jak ty jesteś ubrana? Ubierz coś na siebie, natychmiast!

Spojrzała zdezorientowana na swoje ubranie. Najzwyklejsza kasztanowa piżama, z rozpiętym kołnierzykiem. Gdyby jej przyjaciele pamiętali, jak ją kupowała, nie mieliby wątpliwości, że to nie jej mąż, ale piżama właśnie ogrzewa ją w łóżku.

- To tylko flanelowa piżama - zaoponowała. - Co jest w niej nie tak?

- Czy włóczyłaś się po wieży Gryffindoru w takim stroju, żeby wszyscy chłopcy patrzyli na ciebie pożądliwym wzrokiem? Mniejsza z tym, nie chcę wiedzieć. - Severus odwrócił się i chciał odejść, ale Hermiona go zatrzymała.

- Nie, ale jesteśmy w trochę innej sytuacji, nie uważasz? Z żadnym z nich nie byłam w związku. - Spojrzała wątpliwie na męża i wtedy w jej oczach pojawił się błysk. - Uważasz, że moja piżama czyni mnie atrakcyjną? Nie rozumiem, dlaczego. Nie ma na czym oka zawiesić.

Severus postanowił spojrzeć na regał zamiast na nią. Jego zaczerwienione policzki były odpowiedzią na jej pytanie.

- Ukazuje... twoje kształty - wymamrotał.

Hermiona znów spojrzała na siebie zdezorientowana. 

- Przecież nic nie ukazuje. To zwykła piżama. - No, może poza jednym guzikiem, przy którym materiał był trochę bardziej naciągnięty. Zarumieniła się. - Och, ok. Założę szlafrok, jeśli tu zaczekasz na mój powrót. Wiem, że to był ciężki dzień, ale... Czy możemy porozmawiać? Tylko kilka minut.

- Moje słodkie życie, nie mogę ci tego odmówić - parsknął. - Dobrze o tym wiesz.

Zatrzymała się w pół kroku i odwróciła do męża.

- Proszę cię, nie zaczynaj znowu tego tematu. Możesz mi odmówić, mówiłam ci. Ale i tak chciałabym trochę porozmawiać, jeśli nie masz nic przeciwko. Proszę.

- Więc się pośpiesz!

Wróciła po trzydziestu sekundach, szczelnie owinięta szlafrokiem i ze stopami wciśniętymi w niebieskie, włochate kapcie. Ignorując krzesło, które jej zaoferował, minęła dzielący ich dystans i stanęła przed nim.

- Raczej wątpię, żebyś pomyślał o oczyszczeniu rany na szyi.

- Mówiłem ci, to tylko zadrapanie.

- Doskonale pamiętam, co mówiłeś. Czyli jej nie opatrzyłeś, tak? Daj mi na nią spojrzeć.

Stanęła za mężem i wyciągnęła rękę, by odsunąć jego włosy. Severus odwrócił głowę i groźnie spojrzał na żonę, ale po chwili ustąpił, stwierdzając, że nie ma sensu się kłócić i pozwolił jej działać. Musi być bardzo zmęczony, pomyślała Hermiona. Delikatnie odsłoniła ranę. Włosy były bardzo delikatne i miłe w dotyku; raczej śliskie niż przetłuszczone. Dotknęła palcami jego skóry, a on drgnął, jak gdyby miał łaskotki. 

- Raczej wątpię, że powiesz mi, co się stało - zagadnęła, gdy opatrywała ranę.

Na szyi miał skorupkę zaschniętej krwi. Niewiele jej było; była jednak twarda i szorstka w dotyku. Severus musiał rzucić na ranę zaklęcie tamujące krew. W Leczeniu ran przez stulecia taka charakterystyczna cecha skrzepu była wspomniana. Zaklęcie działało tylko na powierzchnię rany, ale nie na wnętrze - rany i tętnice. Ponownie poczuła dziwne ukłucie w piersi; jakby pustkę i ciężar jednocześnie. Gdyby rana była większa o cal lub dwa, jej mąż wykrwawiłby się na śmierć, zanim zdążyłby zareagować.

- Było ciemno. Nie ja byłem celem. Oberwałem przez przypadek - wymamrotał.

Hermiona przypomniała sobie, że w szafce w łazience Severus trzymał uniwersalne lekarstwo i pajęczą sieć, które powinny dobrze zadziałać. Przywołała je zaklęciem i poprosiła skrzaty domowe o odrobinę czystej wody w dwóch miskach. Zaczęła obmywać ranę i zauważyła, że oczy Severusa powoli się zamykają.

- Tak, to na pewno wiele wyjaśnia - burknęła, sunąc palcami wzdłuż zranienia, w którym zbierała się nowa krew. Na całe szczęście panaceum powinno za chwilę na to zadziałać. Wsmarowała je w pęk pajęczej sieci i wygładziła na ranie. - Dużo czasu spędziłeś u Albusa - zauważyła, opłukując dłonie, które wytarła w przywołany ręcznik. Ponownie dotknęła włosów Severusa. Tak, to na pewno balsam, nie naturalny tłuszcz, pomyślała. Przez myśl przemknął jej pewien obraz: twarz Severusa nad jej własną, jego skupione oczy wpatrzone w nią, jego rozpuszczone, czyste włosy, opadające wokół jej twarzy jak kurtyna. Nawet nie oparłby swojego czoła o moje, niestety. Hermionę ponownie ukłuło w piersi. Przełknęła ślinę i zamknęła oczy w momencie, w których Severus otworzył swoje. Oczywiście, było dobrze, że pod wpływem jej dotyku Severus nie zerwał się z miejsca ani nie wyprostował się nienaturalnie, ale ona pragnęła więcej.

- Nie byłem cały czas z Albusem. Rozmawiałem też z Draco - przyznał.

Hermiona wyciągnęła dłoń z jego włosów i odeszła od niego, odwracając się od stolika. Udała, że jest zajęta zamykaniem flakonika.

- Poszedłeś do Draco zamiast tutaj? Mimo że wiedziałeś, że siedzę tu i zamartwiam się o ciebie! - To jego chrześniak, Hermiono, próbowała się uspokoić w myślach. To oczywiste, że o niego dba. Ale jej oczy zapiekły od wzbierających łez. Poczuła szczypanie w nosie. Zamrugała, bojąc się, że Severus zauważyłby, gdyby otarła łzy rękoma.

- Stwierdziłem, że on musi dowiedzieć się tego ode mnie. Ma noc na przemyślenie, jak zareagować na informację.

Hermiona wzięła głęboki oddech i odpowiedziała drżącym głosem.

- Informację? Czyli powiedziałeś mu, gdzie byłeś, ale mi nie powiesz?! - Jestem twoją żoną!

- To go bezpośrednio dotyczy. I tak byś się dowiedziała; jeśli nie ode mnie, to z jutrzejszej prasy. Azkaban został napadnięty. Lucjusz i reszta Śmierciożerców są na wolności.

Witam! 
Przepraszam za przerwę w dodawaniu rozdziałów, ale przez blisko dwa tygodnie byłam zajęta ŚDM - najpierw w mojej parafii, do której przyjechali pielgrzymi z Czech i Wenezueli, a później nadeszły wydarzenia centralne, w których miałam przyjemność brać udział. Teraz postaram się znów wrócić do systematyczności.
Jeśli macie jakieś pomysły, co mogłabym zmienić w sposobie tłumaczenia albo w samym wyglądzie bloga lub playliście - dajcie znać w komentarzach.
Do następnego! :)

Rozdział 15. Pełnoletność

Hermiona obudziła się gwałtownie z niepokojącą myślą, że tego dnia wypadały jej urodziny. Osiemnaste. W świecie mugoli oznaczały one pełnoletność. W świecie magii, który wybrała, był to po prostu kolejny, zwykły dzień. Zdawało się, że fakt jej urodzin nie będzie miał teraz dla Severusa większego znaczenia, jednak wciąż pamiętała, jak martwiła go ich różnica wieku i jak nalegał na zgodę jej rodziców na ślub. Poza tym czasami zdarzało mu się nazywać ją dzieckiem zamiast po prostu Hermioną.

Ze wciąż zamkniętymi oczyma ziewnęła i rozprostowała kości. Przypomniała sobie poprzednie lata. Od kiedy skończyła jedenaście lat, nigdy właściwie nie obchodziła urodzin. Na pierwszym roku nie dostała nawet laurki czy życzeń od kolegów z klasy, a rodzice podarowali jej starannie zapakowaną przed rozpoczęciem roku szkolnego do jej kufra, trzytomową Młodzieżową Encyklopedię Naukową, o którą prosiła. Kiedy otworzyła ją na przypadkowej stronie i natrafiła na drugą zasadę termodynamiki, uświadomiła sobie, że jej zainteresowania są tak samo odstające, jak ona w nowym świecie, przez co urodzinowy wieczór spędziła na płaczu.

Fakt, że nie obchodziła urodzin od tak dawna, był dość przykry, ale nie zapadał aż tak bardzo w pamięć. Z resztą, od chłopców dostawała pudełka Fasolek Wszystkich Smaków i Czekoladowych Żab, w późniejszym czasie Ginny obdarzała ją łańcuszkami i zawieszkami. Oczywiście, na spodzie jej kufra zawsze czekał na nią prezent od rodziców. Tylko w tym roku nie mieli szansy, by schować podarunek w tym szalonym pośpiechu, który panował przed rozpoczęciem roku.

Nie potrafiła powstrzymać obaw, że jej przyjaciele mogliby o niej zapomnieć. Albo, że po jej ślubie byliby zbyt zmartwieni, by pamiętać. Próbowała zwalczyć bezlitosne swędzenie w nosie i gardle, które niewątpliwie mogłyby przerodzić się w płacz.

- Jestem za stara, żeby martwić się o takie błahostki - mruknęła sama do siebie. - Teraz jestem już dorosła.

Westchnęła i podniosła się do pozycji siedzącej. Wtedy w nogach łóżka zauważyła mały stosik prezentów, których nie spodziewała się tam ujrzeć. Uśmiechnęła się szeroko. Tak, były tam Miętowe Nici Dentystyczne, Czekoladowe Żaby i Fasolki Wszystkich Smaków od chłopców, zestaw żółtych i zielonych piór z Fwoopera i ... Och! Nie spodziewała się, że dostanie prezenty od nowych kolegów, jednak znalazła ciasteczka od Minerwy, wełniany szalik od Filiusa, delikatną ramkę do zdjęć ze srebrnymi ozdobami od Dracona i, pod tym wszystkim, intensywnie zieloną paczkę, która mogła być tylko od Severusa. Jej serce załomotało. Pamiętał o jej urodzinach albo w każdym razie zadał sobie tyle trudu, żeby sprawdzić, kiedy one wypadają.

Dotknęła gładkiej powierzchni papieru. Było oczywiste, że dostała książkę. I to nawet dużą! Miała nadzieję, że takiej jeszcze nie posiadała.

Rozerwała taśmę i papier. Zakryła dłonią usta, powstrzymując nadchodzący wybuch śmiechu. Na Merlina! Podarował jej Najsilniejsze Eliksiry!

Otworzyła książkę i znalazła ręcznie pisaną dedykację na wklejce.

Dla Hermiony,
z nadzieją, że tym razem użyje tej książki rozsądniej niż ostatnio.
Teraz jesteś już w odpowiednim wieku, by z niej korzystać.
Severus

Poniżej znajdował się prosty rysuneczek dziewczynki z długimi, nieokiełznanymi lokami, który zmieniał się w obrazek dziewczynki z kocimi oczyma i ogonem. Gdy na to patrzyła, dziewczynka-kot zmieniła się z powrotem w dziewczynkę z lokami, która nabrała pełną szklankę bulgoczącej mikstury z kociołka, wypiła i znów była częściowo kotem.

Ponownie się zaśmiała. Tylko on potrafił dać prezent, który jednocześnie wyrażał uznanie, ostrzegał, przypominał, ganił, przekazywał wybaczenie i deklarował zaufanie. Przyszło jej do głowy, że książka, którą dostała, mogła być dokładnie tą, którą wypożyczyła pięć lat wcześniej z Działu Ksiąg Zakazanych, ale Irma raczej nie pozwoliłaby Severusowi jej zabrać.

Przekartkowała księgę. Obrazki były takie, jakimi je zapamiętała - tak samo nieprzyjemne, jednak kartki nie były poplamione od wilgoci, a strona z Eliksirem Wielosokowym nie była brudna od resztek jej wywaru. Wniosek był jeden - książka była nowa.

Spuściła nogi z łóżka, szybko się ubrała i rzuciła okiem na zegar wiszący na ścianie. Severus prawdopodobnie warzył teraz mikstury. Zawsze rano o tej porze to robił. 

Kilka minut później była już w drodze do niego, trzymając książkę w ręku.

- Severusie, dziękuję! - krzyknęła i machnęła mu woluminem przed nosem. - To wspaniały prezent!

Akurat był w trakcie krojenia dzięgielu, ale odłożył nóż, odwrócił się, spojrzał na nią ukradkiem z zaciśniętymi ustami i uniesionymi brwiami.

- Twój entuzjazm mnie satysfakcjonuje, chociaż trochę niepokoi. Odważę się zapytać: Który eliksir masz zamiar uwarzyć jako pierwszy i kogo nim napoisz? Mam nadzieję, że nie mnie.

- Oczywiście, że nie ciebie - parsknęła. - Jeśli każda z tych mikstur smakuje tak ohydnie, jak Wielosokowy, to wątpię, żebyś to wypił. Ale gdybyś podsunął mi pomysł, jak podać Ricie Eliksir Wywewnętrzania, nie miałabym nic przeciwko, by go na niej użyć.

- Nie polecałbym tego. Jeden Merlin wie, ile kwasu by się z niej wylało. I jeszcze uchodząc z niej, przeżarłby się przez dywan i zniszczyłby twoje buty, jeśli stałabyś dość blisko niej, żeby podziwiać swoje dzieło. A zapewne stałabyś, bo inaczej wysiłek nie byłby tego wart.

Westchnęła.

- Pewnie masz rację. Czy jest coś, co mogłabym zrobić, żeby ją powstrzymać? Po tym, co napisała na czwartym roku dostałam wiele wyjców, a jeden list wypełniony był ropą z czyrakobulwy, przez co dłonie piekły mnie przez kilka dni.

- Nie przypominam sobie, żebym którekolwiek z nich widział na stole śniadaniowym - powiedział ostrożnie.

- Bo moje listy przychodzą z lekkim opóźnieniem. Ale nie było w nich takiej reakcji, jakiej się spodziewałam. - Głowa Hermiony nagle szarpnęła się do góry. Dziewczyna spojrzała na męża spod przymrużonych powiek. - Przejąłeś moją pocztę?

- Tak, przefiltrowałem ją.

- Ale ja nigdy nie pozwoliłam ci czytać moich listów! - Hermiona podeszła bliżej i wycelowała palcem wskazującym w jego tors. Drugą ręką rzuciła książkę z hukiem na stół. Poszatkowany dzięgiel podskoczył i rozprzestrzenił się po pracowni. - Jak śmiałeś czytać moją pocztę?!

Severus bez wysiłku zatrzymał Hermionę i oplótł dłońmi jej nadgarstki.

- Cierpliwości, Hermiono. Twój przypływ złości mógłby wprawić w zakłopotanie dziele dziewczyn w zamku, gdybym nie miał zapasu dzięgielu. Ciebie także.
Kilka chwil zajęło jej zrozumienie, o czym mówił. Wtedy wyszarpnęła dłonie z uścisku Severusa, który łagodnie patrzył na poczynania żony.

- Ja nie potrzebuję... Nie oczekuję... Ugh! Nie mam aż tak bolesnych miesiączek, żeby brać eliksir. Czytałeś MOJE listy!
Severus podniósł głowę.

- Nie musiałem czytać, by wykryć ewentualne wyjce. Nie miałem złych zamiarów. Zwykłe zaklęcie wystarczyło, by wychwycić niechciane listy. Reszta nietknięta - NIEPRZECZYTANA - ląduje na stoliku. - Odstąpił od Hermiony i wybrał z koszyka kolejny dzięgiel i obrał go z liści. - Może zechciałabyś naprawić szkody, jakie wyrządziłaś i będziesz mi asystować przy eliksirze? Może ty go nie potrzebujesz, ale Poppy twierdzi, że wiele uczennic tak.
Przygryzła wargę i podniosła książkę, którą po chwili odłożyła na krzesło. Później rzuciła Evanesco i uprzątnęła podłogę z dzięgielu. Spojrzała na męża kątem oka.

- Chcesz, żebym ci pomogła? - Nigdy wcześniej jej o to nie prosił.

- Urodziny odebrały ci zdolność rozumowania czy tylko przytępiły słuch? Nie poproszę drugi raz. Jeśli nie chcesz mi pomóc, idź i odbierz punkty jakiemuś uczniowi czy cokolwiek robisz, żeby wypracować sobie charakter.

Hermiona stanęła obok Severusa i wyjęła z koszyka dzięgiel, który zaczęła kroić.

- Gdybym miała odjąć punkty, to tylko jakiemuś Ślizgonowi - powiedziała.

- Niewątpliwie. A to mnie oskarżasz, że jestem stronniczy!

~*~

Po zakończeniu lekcji Hermiona spędzała czas, próbując zdecydować, czy była bardziej wdzięczna mężowi za prezent czy zła za jego despotyzm. Jednakże jeszcze wtedy nie spodziewała się drugiej części prezentu.

- Sprawdzanie esejów z transmutacji magicznych zwierząt w ich niemagiczne odpowiedniki może zaczekać do jutra. Chyba nie chcesz kazać swoim rodzicom czekać? - powiedział, gdy przemierzali salę wejściową, gdzie zaprowadził ją po szybkiej kolacji.

Zatrzymała się i spojrzała na niego.

- Moi rodzice? O czym ty mówisz?

Mężczyzna wciąż szedł.

- Nauczyciele mogą opuszczać szkołę na krótki czas, gdy nie mają zajęć. Albus zgodził się, że powinnaś skorzystać z tego przywileju.

- Odwiedzimy moich rodziców? - powtórzyła.

- Dlaczego nie? Mam nadzieję, że umiesz się wystarczająco dobrze aportować? Raczej nie powinno ci to wychodzić gorzej od latania na miotle.

Pobiegła za mężem i złapała go za rękaw. Ciągnęła tak długo, aż w końcu odwrócił się do niej ze złośliwym uśmieszkiem na ustach.

- Umiem latać! Muszę, inaczej nie pomogłabym Harry'emu w przebyciu labiryntu na pierwszym roku! Po prostu niezbyt to lubię... Gdy mówisz takie rzeczy jak ta, nie wiem, czy cię spoliczkować czy przytulić.

- Czy twoim mózgiem rządzą nogi czy nie potrafisz chodzić, gdy podejmujesz tak trudną decyzję?

Spojrzała na niego.

- Coraz bardziej skłaniam się ku opcji spoliczkowania - ostrzegła. - Zapytaj Dracona, czy warto ryzykować. - Musiał rozumieć, o co jej chodzi. W końcu sam jej kiedyś o tym przypomniał.

- Sądzę, że Draco był zbyt dżentelmeński, żeby się za to mścić. Ty lepiej zapytaj samą siebie, czy ja pozwoliłbym ci podnieść na mnie rękę.

- Czemu ciągle to robisz? - jęknęła. - Dlaczego cały czas celowo robisz mi na złość?

- Przyzwyczajenie?

- Umiesz zrobić coś miłego, nie będąc przy tym złośliwym?

- Najwyraźniej nie. Jesteśmy na miejscu. - Otworzył główną bramę, przepuścił żonę przodem i ostrożnie zamknął za nimi przejście. - Mam aportować się po tobie czy robimy to razem?

Skrzywiła się i nierozważnie postawiła wszystko na jedną kartę.

- Możemy aportować się razem, jeśli pozwolisz mi to zrobić.

Uniósł brew.

- Jesteś pewna, że dasz radę?

Hermiona pokonała dzielący ich dystans, objęła Severusa ramionami i mocno do niego przylgnęła.

- Trzymaj się mocno - zarządziła. Cel, determinacja, rozwaga i obrót.

Dała radę. Stali teraz w ogrodzie jej rodziców, ochronieni żywopłotem przed ciekawskimi spojrzeniami. Tak, teraz to mu dopiero pokazałam! Wyszło mi całkiem dobrze! Spojrzała na niego tryumfująco, a on jedynie uśmiechnął się ironicznie.

- Chciałeś, żebym to zrobiła! - odgadła. - Celowo mnie sprowokowałeś!

- Tak łatwo cię sprowokować - mruknął. - Typowa Gryfonka.

- Typowy Ślizgon! - odgryzła się. W tym momencie uzmysłowiła sobie, jak blisko siebie stali. Teraz nadeszła jej kolej na sarkazm. - Jeśli chciałeś znaleźć się w moich objęciach, wystarczyło tylko poprosić.

- Zakładasz, że taki był cel tego ćwiczenia?

Wyswobodził się z jej uścisku dokładnie w chwili, gdy drzwi frontowe się otworzyły. Jej rodzice na pewno na nich czekali, a sądząc po ich uśmiechach, najprawdopodobniej widzieli ich przybycie. Przynajmniej Severus się zarumienił. Ha!

- Wszystkiego najlepszego, Hermiono! - powiedzieli chórem, a jej mama dodała szybko: - To niespodzianka, a wszystko dzięki Severusowi. Nie świętowaliśmy wspólnie twoich urodzin od... siedmiu lat, prawda? Chodźcie, wejdźcie do środka.

- Nawet nie muszę pytać, czy o ciebie dba - zwrócił się do córki Perry. - Wyglądasz kwitnąco: te różowe policzku, błysk w oku... I ty na pewno też o niego dbasz, bo widzę u niego to samo.

- Taaaato!

- Poczuła, jak jej mąż sztywnieje. Na początku myślała, że to przez insynuację jej ojca, ale wtedy zauważyła jego zaciśnięte pięści i gorąco emanujące z jego ręki. Nigdy nie stała na tyle blisko niego, żeby wiedzieć, że Znak wydziela ciepło, gdy jest się wzywanym.

- Mam kilka spraw do załatwienia, niestety - powiedział delikatnie. - Mam nadzieję, że zdążę wrócić, by zabrać Hermionę do domu. Jeśli jednak nie wróciłbym do 22:30, niech Hermiona sama wróci. Już pokazała, że dobrze radzi sobie z aportacją.

- Severusie - złapała jego rękę i uścisnęła. Ich spojrzenia spotkały się - jej błagalne, jego ostrzegawcze. Przełknęła gulę. - Wróć bezpiecznie.

- Zawsze to robię, nieprawdaż? Do zobaczenia, Helen, Perry, Hermiono. Przykro mi, że nie mogę zostać, by skosztować tortu. - Mówiąc to, odszedł.

Rozdział 14. Wystająca drzazga

Hermiona przerwała ocenianie prac uczniów i znów skierowała wzrok w stronę drzwi. Wciąż nie wrócił. Wiedziała, że jeszcze nie powinien. Od kiedy wyszedł, wskazówka jej zegara - prezentu od Draco - cały czas wskazywała niebezpieczeństwo, co było jedynie eufemizmem spotkania z psychopatycznym, niebezpiecznym maniakiem, Czarnym Panem. Wciąż jednak czekała na jego powrót. Pociągnęła nosem i stwierdziła, że nie może zaprzątać tym sobie głowy. Miała do zrobienia zbyt dużo pracy, która sama się nie wykona. Ponownie spojrzała na esej leżący przed nią i przeszły ją ciarki.

Jeźli wszyzdgo idźe zgodnie z planem, wystajonce dżazgi zamieniajom sie w igły. Wtedy muzisz tylko zmienidź krztałt.

Ortografia osoby piszącej była fatalna. Naprawdę, nawet Crabbe i Goyle oddawali chyba lepsze prace na swoim pierwszym roku niż ten uczeń! Choć, jeśli miałaby być całkowicie szczera, czasami wątpiła, czy któryś z nich umiał pisać.

Napisała na pergaminie duże czerwone O i z ulgą odłożyła go na stos uprzednio sprawdzonych wypracowań. Po chwili jednak znów podniosła esej i spojrzała na nazwisko, żeby wpisać do dziennika ocenę odpowiedniemu uczniowi. Jackie Yoo. Patrzyła na te dwa słowa przez kilka dłuższych chwil. Kto to? Dziewczynka czy chłopiec? Och, to ten Puchon z odstającymi włosami, który został przydzielony podczas Ceremonii jako ostatni. Powinna pamiętać. Uczyła go już od półtora tygodnia, jeśli słowo uczyła było odpowiednie, bo wyglądało na to, że chłopak niczego się nie nauczył.

Potrząsnęła zegarkiem, ale nic się na nim nie zmieniło. Mimo wszystko ponownie spojrzała na drzwi. Severusa wciąż nie było. Przygryzła dolną wargę, z której wypłynęło kilka kropelek krwi. Zacisnęła pięści. Zdawała sobie sprawę, że powinna je rozluźnić, ale zamiast tego zacisnęła je jeszcze mocniej. To już godzina! Nie było go już od godziny i nie miała żadnej wskazówki, kiedy mógłby wrócić.

Była idiotką! Dlaczego nigdy wcześniej nie przyszło jej do głowy, żeby zapytać Severusa, ile trwają spotkania z Czarnym Panem? Przecież wiedziała, że takie spotkanie nastąpi prędzej czy później! Niestety, padło na to, że jest wcześniej. Postanowiła, że poruszy ten temat, gdy - jeśli - Severus wróci.

Kolejne wypracowanie było lepsze. Annette Lely miała jako takie obeznanie w temacie. Zadowalający.

Wzięła do ręki kolejny pergamin, ale szybko odłożyła go na miejsce, bo drzwi nagle się otworzyły i wszedł przez nie jej mąż, który wyglądał na zmęczonego i zdenerwowanego.


- Wszystko z tobą w porządku? - Hermiona podbiegła do niego i wyciągnęła w jego kierunku ręce, ale momentalnie zarumieniła się i cofnęła o kilka kroków, jednocześnie opuszczając ręce.

- Oczywiście, że tak. Już zdążyłaś się rozhisteryzować? - spojrzał na nią gniewnie. - Wcześniej byłaś odważniejsza.

Przełknęła nerwowo ślinę. Była głupia, skoro myślała, że obejdzie go fakt, że się o niego martwiła.

- Łatwiej jest mi być odważną, gdy jestem gdzieś indziej i coś robię, niż gdy siedzę w domu i czekam, aż ktoś wróci - powiedziała. - Zazwyczaj jestem zbyt zajęta, żeby się zamartwiać.

- Nie chodziło mi o te śmieszne kłopoty, w które dawałaś się wciągnąć przez ostatnie sześć lat. - Severus zdjął swój płaszcz i powiesił na obładowanym książkami krześle. Przez kilka chwil nie odrywał od niego wzroku. - Jeśli dobrze pamiętam, nie bałaś się dotknąć mojej ręki dwa tygodnie temu.

Przez dobrą minutę Hermiona stała ze wzrokiem utkwionym w plecach męża. Jej wargi ruszały się, lecz z gardła nie chciał wydobyć się żaden dźwięk.

- A tobie zdawało się to nie podobać. Myślałam, że nie chciałeś, żebym to robiła - wydusiła w końcu.

Severus podszedł do najdalej stojącego regału i zaczął wodzić palcem po książkach, które stały na wysokości jego wzroku. Dwie z nich były lekko przekrzywione, więc ustawił je, jak należało.

-Wtedy byłaś jeszcze moją uczennicą. To było nieodpowiednie.

- Biorąc pod uwagę okoliczności - było - odpowiedziała, podpierając dłonie na biodrach. - Nie wierzę ci! To był twój pomysł, żeby mieć oddzielne sypialnie! - Nie, żeby chciała z nim spać, ale nie zamierzała dać się oskarżać o coś, co on sam zrobił.

Severus upuścił wielką, zieloną książkę. "Zaklęcia obronne". Szukała jej trzy dni temu. Severus nie mógł czytać tej książki wcześniej - niektóre strony wciąż były nieporozcinane.

- Najnaturalniejszy środek ostrożności. Chciałabyś być zmuszona do tułaczki po korytarzach za każdym razem, gdy się pokłócimy albo gdybyś chciała trochę ode mnie odpocząć?

- To dlatego wyleciałeś z pokoju, gdy ostatnio się pokłóciliśmy o lekcje Oklumencji Harry'ego? - Hermiona potarła pięściami oczy i opuściła dłonie. - Bo nie mogłeś znieść mojego widoku?

Mężczyzna odłożył książkę na półkę i odwrócił się do żony. Z jego oczu nie dało się nic wyczytać.

- Nie rozumiem, skąd u ciebie wzięło się to groteskowe stwierdzenie, że cię nienawidzę. Mówiłem ci już, że tak nie jest.

Dziewczyna zacisnęła usta i zmrużyła oczy.

- Ale i tak niezbyt bardzo mnie lubisz! Może powiedziałbyś mi, czego ode mnie oczekujesz, a spróbowałabym sprostać tym oczekiwaniom?!

- Oczekuję od ciebie tego samego, czego ty ode mnie, niczego więcej. - Westchnął, gdy zauważył na jej twarzy wyraz niezrozumienia. - Bycia sobą. Żebyś nie bała się powiedzieć lub zrobić coś, czego nie lubię. Bo i tak będziesz to robić, bez wątpienia oboje będziemy, ale nie pozwól sobie, by rządził tobą strach. Jesteś teraz moją żoną, więc pewna swoboda jest dopuszczalna.

Spojrzała na Severusa i otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale zamknęła je stanowczo i jeszcze chwilę zatraciła się w myślach.

- Okej, dzięki. - Gdyby powiedział jej o tym wcześniej, przytuliłaby go, gdy przyszedł, ale tego nie zrobił, dlatego nie była w stanie okazać mu czułości z zachowaniem zimnej krwi. Teraz mogła posunąć się trochę dalej.

- Czego chciał od ciebie Czarny Pan?

Teraz także nie mogła nic odczytać z jego twarzy.

- To nie jest pytanie, które powinnaś mi zadać ani takie, na które ja powinienem odpowiedzieć. Takie mam zobowiązanie. Na ten temat mogę dyskutować tylko i wyłącznie z Albusem. - Severus spojrzał na spuszczona głowę żony, splótł dłonie, a dwie cienkie zmarszczki pojawiły się między jego brwiami. - Dzisiaj mamy wyjątek, bo dotyczy to ciebie.

Jej głowa nagle podskoczyła, a oczy rozszerzyły. Wróciła do biurka. Kilka pergaminów niezauważenie spadło na ziemię.

- Tak?

- W rzeczy samej. - Otaksował ją wzrokiem i uniósł wysoko głowę, z jakiegoś powodu nienaturalnie się prostując. Jego głos był zwodniczo delikatny. - Uświadomiono mi, że uczniowie rozmawiają o tym, jakim pantoflarzem jestem. Raczej nie powinnaś mieć z tym nic wspólnego, prawda?

Hermiona poczuła, że się czerwieni.

- Mogli do tego dojść po twoim zachowaniu. Nikt się nie spodziewał, że przyjmiesz Neville'a z powrotem na lekcje.

- Mogliby. - Severus spojrzał na Hermionę z ukosa, uniósł brew i czekał z przerażającą cierpliwością.

Zawstydzona dziewczyna w końcu przyznała:

- Powiedziałam Ronowi, że pokłóciliśmy się o to, że jestem władcza, a ty w końcu zgodziłeś się ze mną, bo wiedziałeś, że mam rację. Przepraszam. Nie wiedziałam, że to wyjdzie na jaw.

- Powiedziałaś coś Weasleyowi i oczekiwałaś, że to zostanie w tajemnicy? - wydukał zdziwiony. Hermiona przygryzła dolną wargę i spuściła głowę.

- Przepraszam. Nigdy bym nie przypuszczała...

- Właśnie. Nigdy byś nie przypuszczała - zaakcentował. Hermiona spojrzała na swoje splecione palce i je rozplotła. Brwi Severusa jeszcze przez chwilę były tak zmarszczone, że niemal łączyły się w jedną, ale stopniowo oddalały się od siebie, a mężczyzna - rozluźniał. - Na całe szczęście nie miało to większego znaczenia. Jak już wcześniej zauważyłaś, plotki mogły wziąć się z mojego własnego zachowania. Jednakże mam nadzieję, że już nigdy nie popełnisz swojego błędu.

Utkwiła wzrok w podłodze. Jeszcze jeden pergamin znalazł się na podłodze, tuż obok jej lewej nogi. Przykucnęła i podniosła tę pracę i kolejne, które dopiero zauważyła. Spostrzegła, że jeszcze ich nie sprawdziła. Wstała, odłożyła eseje na stos, który wyprostowała drżącymi palcami.

- Już się nie zapomnę. Naprawdę bardzo przepraszam.

- Już to mówiłaś.

Spojrzała na Severusa i ponownie odwróciła wzrok. Drugi ze stosów prac też był nierówny, więc i go wyprostowała.

- Zegarek wskazywał na niebezpieczeństwo - wymamrotała i wyciągnęła przedmiot z kieszeni. Wskazówka pokazywała teraz dom.

Severus wzruszył ramionami.


- Nie było gorzej niż zwykle.

- Nie... Nie rzucał na ciebie Crucio? - zająknęła się.

Oparł się plecami o regał. Jednym z długich palców błądził po ustach.

- Crucio? Dlaczego miałby to robić? Przypuszczam, że wyobrażałaś sobie, że Czarny Pan rzuca na nas Crusiatusy na każdym spotkaniu? Głupie dziecko. Jak myślisz, jak długo utrzymałby przy sobie swój ślizgoński gang, jeśli za każdym razem częstowałby go torturami?

Spojrzała w górę na męża i zmarszczyła czoło.

- Ale wyglądałeś na takiego... zmęczonego. Chorego. Kiedy ja... Kiedy ty...

- Kiedy mi się oświadczyłaś? - podpowiedział.

- Kiedy ja... Ja tego nie zrobiłam! Ale tak: gdy rozmawialiśmy o wzięciu ślubu. Nigdy wcześniej nie widziałam cię takiego zmęczonego.

Spojrzał na żonę znad swojego długiego, haczykowatego nosa i parsknął.

- Byłem zmęczony. Nie spałem od trzech tygodni

Z trudem przełknęła ślinę. Oczywiście! Jeśli dla niej to było przygnębiające, by oglądać w snach jego zmasakrowane ciało, to jak bardzo przerażające musiało to być dla niego. Chyba że...

- Zaoferowałeś mi Eliksir Słodkiego Snu. Dlaczego sam go nie wziąłeś?

Zamknął oczy i powoli znów je otwierał. Nie udzielił jednak odpowiedzi, ale lekko odwrócił głowę.

- Chyba że... Nie możesz go brać? Jesteś alergikiem? Nie, to nie możliwe, bo nie byłbyś w stanie warzyć eliksirów. Jesteś... uzależniony!? - To by wyjaśniało wszystko. Skutkami ubocznymi ponownego zażycia Eliksiru po wyjściu z nałogu były uszkodzenia pamięci i utrata bystrości umysłu. Było to gorsze od bezsenności i bardziej by go prowadziło do losu, którego chciał uniknąć.

- Jesteś naprawdę nieznośną panią Wiem-To-Wszystko - odpowiedział.

Puściła przytyk mimo uszu. Nie było warto psuć sobie humoru jeszcze bardziej.

- Jesteś uzależniony? - zażądała odpowiedzi.

- Nie brałem Eliksiru Słodkiego Snu od piętnastu lat, nie pragnąłem od dziesięciu.

- Aż do czasu, kiedy zacząłeś śnić o swojej śmierci każdej nocy. - W jej oczach zebrały się łzy. Nerwowo je przetarła. - Więź Przeznaczenia nie była tylko przepowiednią - zauważyła z goryczą. - Była przekleństwem!

Między nimi nastała nieznośna cisza.

- Dla ciebie nasze małżeństwo jest przekleństwem, prawda? - zapytał w końcu. - Niewiele czasu zajęło ci zmienienie zdania.

Hermiona uniosła głowę i z irytacją wciągnęła powietrze.

- Nie, Severusie! Dla ciebie! Najpierw byłeś zmuszony śnić ten okropny sen każdej nocy, a później wziąć ze mną ślub. A wiem dobrze, że tego nie chciałeś.

Wytarła nos w chusteczkę. Severus znów patrzył gniewnie na regał, a jego głowa skłoniła się tak, że jego włosy zwisały kurtyną wokół jego twarzy. Znała tę pozycję. Już ją widziała. Gdyby go nie powstrzymała, mógłby dąsać się przez kolejne dni. Ale miała pozwolenie. Pewna swoboda. To było tyle, ile potrzebowała. Trochę swobody i odwagi.

Złożyła chusteczkę, schowała do kieszeni i zmniejszyła dystans między nią a Severusem. Położyła dłoń na jego ramieniu. Drgnął, ale nie zrzucił dłoni ani nawet na nią nie spojrzał. Zbierając w sobie całą odwagę, jaką miała, zjechał dłonią powoli w dół, aż jej palce napotkały dużą dłoń Severusa - tak ciepłą, silną i twardą, jak zapamiętała. Pociągnęła ją w górę i pocałowała jej zewnętrzną stronę. Potem przyłożyła ją do swojego wilgotnego policzka. Severus nerwowo odwrócił się do Hermiony, a ich spojrzenia w końcu się spotkały. Jednak nie przemówił.

- Nie zmieniam zdania tak łatwo, Severusie - powiedziała. - Nigdy tego nie robiłam i nie zrobię.

Wciąż był zły, ale kąciki jego ust drgnęły lekko ku górze.

- Jesteś po prostu zbyt uparta, żeby przyznać się do błędu - odezwał się poważnie.

Hermiona zamknęła oczy i wtuliła się w jego dłoń z lekkim westchnieniem. Severus wciąż nie zrobił nic, żeby cofnąć dłoń.

- A ty zbyt uparty, żeby przyznać mi rację, gdy ją mam.