Rozdział 22. Ustalony sposób działania

Hermiona patrzyła, jak Harry wybiega z gabinetu i trzaska drzwiami z siłą nawet większą niż wtedy, gdy wszedł.

- Nie powinniśmy iść za nim? - wymamrotała.

Severus zaśmiał się słabo.

- Nic mu się nie stanie. Co może zrobić, poza czekaniem na powrót Dumbledore'a? Aż tak nie ufa Ministrowi, by mnie wydać, a nie napadnie na mnie na korytarzu, skoro nie odważył się mnie przekląć, gdy był tu ze mną twarzą w twarz.

- Może rozpowiedzieć ludziom. - Na pewno Ronowi i Ginny. I może Neville'owi, jeśli zdołałby odciągnąć go od kolegi-Ślizgona.

- Pewnie już to zrobił. To nie ma znaczenia.

- Dlaczego mi nie powiedziałeś? - zapytała płaczliwie.

Wstał i podszedł do kominka. Utkwił w nim swój wzrok.

- Mówiłem, że będziesz żałować naszego małżeństwa - powiedział, wciąż stojąc tyłem do niej.

- Nie bądź głupi. - Także wstała i stanęła za nim, nie na tyle blisko, by go dotknąć. - Myślisz, że nie wiem, że to wszystko moja wina? - powiedziała ze wzrokiem na jego sztywnych plecach.

- Nie jest.

- To był mój pomysł, byś zaczął ponownie uczyć Harry'ego i Neville'a. Powinnam była to wcześniej przemyśleć. Byłeś zobowiązany, by wrócić do Sam-Wiesz-Kogo i musisz mieć jakiś powód i wytłumaczenie, dlaczego to zobowiązanie istnieje. Dlaczego mi nie powiesz? Gdybyś mi wszystko wyjaśnił, wycofałabym się. A tak tylko wszystkich narażam na niebezpieczeństwo.

Zaciskała i rozluźniała pięści. W jej oczach zebrały się łzy. Wtedy poczuła na swoim policzku jego dłoń. Patrzył na nią z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.

- Nie do końca. Myślisz, że zmieniłbym ustalony sposób działania bez konsultacji z Głową Zakonu?

Otworzyła usta i powoli je zamknęła. Gorący, upokarzający ból promieniował z okolic jej mostka.

- Kiedy? Czy ty poszedłeś z nim porozmawiać tej nocy, gdy się pokłóciliśmy?

- Pewnie.

Zacisnęła pięści i szybko odsunęła się od Severusa. Była zbyt zła, by czuć zażenowanie.

- Trzasnąłeś za sobą drzwiami, udając, że jesteś na mnie wściekły i tak po prostu poszedłeś sobie do Albusa, żeby z nim porozmawiać? Myślałam, że jesteś na mnie zły, płakałam godzinami a ty... cały czas tylko udawałeś!?

Zacisnął usta.

- Jak zwykle od razu dochodzisz do najgorszych wniosków. Oczywiście, byłem wściekły, ale skoro byliśmy już w temacie, musiałem się z tym uporać.

- Mówiłeś, że do perfekcji opanowałeś zdolność do podejmowania korzystnych dla ciebie decyzji bez niczyjej pomocy - zacytowała jego słowa, patrząc na niego z goryczą.

- Co przyniesie korzyści mnie - owszem. Ale tu chodzi o zysk dla wszystkich czarodziejów i mugoli na całym świecie. W przeciwieństwie do ciebie i twoich przyjaciół nie jestem na tyle zarozumiały, by myśleć, że tak ważne decyzje mogę podejmować sam.

Normalnie pociągnęłaby kłótnię. Teraz jednak puściła jego zniewagę mimo uszu.

- Nie rozumiem - przyznała. - On się zgodził? Zapytałeś go, czy nie zrobić z moich przyjaciół przynęty... Tylko z Harry'ego czy ze wszystkich? - Czekała na odpowiedź, lecz Severus przeszedł obok niej i usiadł przy biurku, podniósł pióro i pergamin z pracą, której prawdopodobnie nie sprawdził do końca. - Severusie?

Nie spojrzał na nią.

- Tylko z Pottera.

Podążyła za nim i także usiadła. To był esej, którego ona nie skończyła pisać. Złapała pergamin za róg, by go odebrać, lecz Severus wzmocnił uścisk.

- Zapytałeś Albusa, czy zrobić z Harry'ego przynętę i on się zgodził? - zgłębiała.

Szarpnął za pergamin, lecz ona nie ustępowała.

- Dyskutowaliśmy nad twoją prośbą i jej konsekwencjami. Potem zastosowałem się do instrukcji, jak zawsze to robię - stwierdził, patrząc na nią wilkiem.

- Dlaczego się zgodził? Myślałam, że uwielbia Harry'ego. - Teraz ona szarpnęła za esej, nie na tyle mocno, by go rozedrzeć. Knykcie Severusa pobielały.

- Gryfoni zaryzykują wiele żyć, by ocalić jedno. Ślizgoni zaryzykowaliby jedno ku ocaleniu wielu. - Pergamin wyślizgnął się z jej uścisku. Severus położył go na biurku i wygładził.

- Ale Albus był Gryfonem! - zaprotestowała.

- Był. - Wzruszył ramionami. - Gdy miał jedenaście lat. - Dał jej chwilę, by przetrawiła informację. - Nie jest taki bez serca, jak teraz myślisz. Jakoś by to wyjaśnił, gdy przyszedłby na to czas.

- Gdyby nadszedł czas! - prychnęła. Oczy Severusa powędrowały na esej. - Przed czy po tym, jak wydasz Harry'ego?

- Przed, oczywiście - odparł Severus, kreśląc coś w połowie pergaminu. Zacisnęła zęby. Będzie musiała to teraz przepisać. - Znając zdolności chłopaka do partaczenia każdego planu i strategii, jakie wypróbowujemy, lepiej by było po prostu poinstruować go z wyprzedzeniem. - Podkreślił kilka słów i postawił znak zapytania. - Oczywiście sławny Harry Potter jest zbyt uparty, by się trzymać poleceń. Uważa, że musi wiedzieć już w październiku o planach, które do kwietnia go nie dotyczą.

Ponownie zacisnęła pięści.

- Musisz być taki chłodny w stosunku od Harry'ego? Wiem, że go nie lubisz, ale jest jednym z moich najlepszych przyjaciół.

Odłożył pióro i odwrócił głowę, by spojrzeć na żonę.

- Uwierz mi, Hermiono. Wcale nie jestem w stosunku do niego taki oziębły. Chroniłem skórę tego niewdzięcznika, od kiedy przyszedł na świat i nie mam najmniejszego zamiaru marnować mojego wysiłku.

- Co Albus sobie myślał? - Hermiona zapytała obojętnie. - Znaczy... Czasem się zastanawiam, co miał w planach, gdy zachęcał Harry'ego do niebezpieczeństw. Nasz pierwszy rok, na przykład, gdy przyniósł do szkoły Kamień Filozoficzny. Harry był przekonany, że to było zaplanowane, by dać mu szansę walki z Voldemortem. To miałoby sens, patrząc na to teraz... On miał tylko jedenaście lat! - Skrzywiła się. - Nie wiem, co powiedzieć. Co go skłoniło do takiego planu?

- Może miałaś przedtem rację. To wszystko twoja wina - zaśmiał się złośliwie, gdy rzuciła mu takie spojrzenie, że słodycze z Miodowego Królestwa by zgorzkniały. - To ty nalegałaś, by powiedzieć dyrektorowi o snach. Gdy mu powiedziałem, że naciskasz na powrót Pottera na lekcje Oklumencji, Albus był święcie przekonany, że ma to związek z drugą częścią naszej przepowiedni.

Rzuciła mu krótkie spojrzenie.

- Drugą częścią? Myślałam, że to tylko poetyckie ozdobniki. Ona tylko mówi, że gdy się pobierzemy, to jest szansa, by wszystko dobrze się ułożyło, nie?

- Każde słowo przepowiedni jest ważne. Jeśli druga część nie wnosiłaby niczego nowego, jej istnienie nie miałoby sensu. - Jego głos był przyjemnie niski.

- Och, to miałoby sens - powiedziała wolno i wróciła pamięcią do słów przepowiedni. Twoje wargi uszczelnią naszą więź, złamana moc uzdrowieje, zimne serca staną się czułe, a uścisk żalu zelżeje. - Twoje wargi uszczelnią naszą więź. To oczywiste - chodzi o pocałunek podczas ceremonii. - Pocałunek był tak krótki, że ledwo go poczuła. Jednak w jej pamięci wciąż tkwiła miękkość jego warg. 

- Dokładnie. - Gładził kciukiem wierzch jej dłoni, a jego kościste kolano napierało na jej własne. 

- Potem "złamana moc uzdrowieje" i "zimne serca staną się czułe". Co Albus uważa, że to znaczy? - Powiedziała, patrząc na jego palce na jej dłoni.

- Pomyśl, Hermiono. O czym Tiara Przydziału śpiewała przez ostatnie lata?

Zapomniała, że nie chciała, by znał jej myśli i spojrzała na niego z szeroko otwartymi oczyma.

- Zjednoczenie domów! - wysapała. - Oczywiście.

- Oczywiście - powtórzył. Przestał głaskać jej dłoń, lecz wciąż ją trzymał w ciepłym uścisku.

- Bo dzisiaj Hogwart osnuły złowróżbne cienie... Musimy się zjednoczyć, by złowrogi odwrócić los... Bo teraz nienawiść pali każde serce... - wyrecytowała powoli, wyławiając słowa Tiary ze swojej pamięci. - A na koniec kazała brać przykład z dopasowania i jedności, mając na myśli nas. Czemu wcześniej na to nie wpadłam?

- Jestem pewien, że wolisz zostawić to pytanie bez odpowiedzi - wymamrotał prowokacyjnie.

Udawała, że go zignorowała, lecz wiedziała, że zauważył jej gniewny tik.

- Ale czy to wystarczy? - zapytała. - Tiara śpiewała o wszystkich czterech domach. A ty i Harry próbujący się dogadać reprezentujecie tylko dwa domy. Nie, żebyś jakoś szczególnie starał się z Harry'm dogadać - dodała gorzko. 

- Slytherin i Gryffindor są najsilniejszymi domami i najbardziej wrogo do siebie nastawionymi. Albus wierzy, że jeśli one załagodzą spory między sobą, to Ravenclaw i Hufflepuff pójdą w ślad za nimi. I jeśli mogę dodać, staram się dość mocno "dogadać", jak to ujęłaś, z Potterem, jednak niechęć chłopaka do mnie jest niewzruszona.

- Mógłbyś spróbować nie obrażać Harry'go w każdym zdaniu - wytknęła.

- Nigdy go nie obrażam. Po prostu wytykam mu błędy z rygorystyczną dokładnością.

- Nazwałeś go idiotą i zasugerowałeś, że nie ma rozsądku. - Chciała wyrwać ręce z jego objęć, ale trzymał je zbyt mocno.

- To była prawda.

Otworzyła usta, w głowie układając sobie kazanie, jakie mu wyprawi, lecz jedynie westchnęła i uniosła głowę. 

- Zapomnij. Sądzę, że gdybyś go nie wyzywał, uznałby cię za oszusta.

~*~

- Wiesz, co jest z tobą nie tak? - zapytał ciemnowłosy chłopak, gdy skończył kaszleć. - Zbyt łatwo dajesz się zdenerwować. 

Drugi chłopak przeczesał dłonią swoje jasnoblond włosy i oparł się o zamknięte drzwi pracowni Eliksirów. Dwukrotnie rzucił Evanesco na powstały dym, ale czekało ich jeszcze dobre dziesięć minut, zanim mogliby wrócić do środka.

- To twoja wina - powiedział. - Gdybyś mnie nie przestraszył, nie dodałbym dwóch łodyg na raz.

- Gdybyś nie trzymał obu łodyg nad kociołkiem trzy minuty przed czasem wyznaczonym do dodania pierwszej z nich, nie dodałbyś obu na raz - wytknął Neville. - Nie mów mi, co cię trapi, jeśli nie chcesz. Snape chyba tu teraz nie przyjdzie, co? - Chłopak rozejrzał się przestraszony po korytarzu.

Draco uniósł głowę i ją także oparł o drzwi. 

- Jest teraz z Potterem. I będzie przez przynajmniej kolejne pół godziny - wymamrotał. - Nie wiedziałeś? Ma z nim zajęcia wyrównawcze, a ty masz ze mną. Zaleta bycia wybrańcem.

- Chyba zaleta nie bycia nim - zaśmiał się Neville, opierając się o drzwi i patrząc na przeciwległą ścianę. 

- Chyba się go wciąż nie boisz, co? - zapytał Draco. - Nie zauważyłeś jeszcze, że on nie gryzie?

Neville uśmiechnął się.

- Zauważyłem, dzięki. Ale nie widzę siebie gawędzącego z nim przyjacielsko nad rozgrzanym kociołkiem, nawet jeśli on w przeciwieństwie do ciebie nie stwarza zagrożenia w postaci kipiącego kociołka.

- Ha, to ty potrafisz rozmawiać?

Uśmiech nabrał złośliwości.

- Ale to ty masz coś do powiedzenia - Neville odbił piłeczkę. - Nie wiem, co tym razem cię trapi, ale to nie byle co. To dopiero drugi raz, jak widzę cię psującego eliksir, a oba razy zdarzyły się, gdy byliśmy sami.

- Mówiłem ci, że to twoja wina. Twoja nieumiejętność jest zaraźliwa. 

Zapadła cisza. Draco opuścił głowę, przetarł nos, zamknął oczy i podniósł kawałek kości, który leżał między nimi. Sunął po nim palcami. Otworzył usta, by mówić, lecz zamknął je i spojrzał nieufnie w drugą stronę.

- Dostałem list - wymamrotał w końcu. - Od ojca. Był... daleko. Wczoraj wrócił.

- Ach. I zapomniał kupić ci prezent? - To był u nich częsty temat żartów. Neville był przykładem, że jeden prezent mógł być gorszy od niedostania takiego, jaki się chciało. Ktoś mógł mieć rodziców, którzy w ogóle nie byli w stanie dawać prezentów. Inni, jak Harry, mogli po prostu nie mieć rodziców.

Draco uszczypnął go w ramię.

- Miałem wtedy dwanaście lat! - narzekał, ale usta ułożył w pół-uśmiechu. - Gryfoński przygłup!

- Ślizgoński bałwan!

Uśmiech na twarzy Dracona powoli gasł. Chłopak przygryzł dolną wargę.

- On... on chce znać szczegóły z dnia, gdy go złapano. Z dnia, gdy wasza szóstka dała się złapać w pułapkę. O to prosi. - Przetarł twarz. Każdy, kto kiedykolwiek został ofiarą Upiorogacka młodej Weasleyówny, pamiętał to paskudne uczucie na zawsze.

- To było półtora roku temu. Dlaczego prosi o to teraz? - zapytał Neville.

Policzki Dracona zaróżowiły się, a on spojrzał na podłogę. To była jego wina. Jego ojciec uciekł z Azkabanu do Albanii. Wczoraj po raz pierwszy od dnia złapania był w domu.

- Czyścił swoje biurko i znalazł list, który napisałem tamtej nocy, zanim się dowiedziałem... że nie będzie mógł na ten list odpowiedzieć. Pisałem, nie pamiętam dokładnie co, ale przypuszczam, że napisałem wszystko. Jak Umbridge zawołała mojego ojca chrzestnego, by podał Potterowi Veritaserum, a on odpowiedział, że zużyła już cały zapas. Jak Potter wykrzykiwał do Snape'a głupstwa i jak ten zakazał Crabbe'owi trzymać cię zbyt mocno. Jak znalazł nas po waszej ucieczce i ruszył, by was szukać. Wszystko. - Podparł głowę na dłoni. - Byłem idiotą, dobra? Nie zauważyłem, jak to brzmi. Nie przypuszczałem nawet. Teraz mój ojciec chce połączyć fakty.

Neville wziął głęboki oddech i znowu zaczął kaszleć.

- To o to chodziło? Musisz wybrać pomiędzy ojcem a ojcem chrzestnym - powiedział, gdy już mógł. - Chcesz mojej porady czy badasz grunt przed czymś mocniejszym?

- Nie mogę się opowiedzieć za Potterem, nie? - Draco uderzył tyłem głowy w drzwi. Przeklął, rozmasował bolące miejsce i skrzywił się. - Nienawidzi mnie od pierwszego spotkania.

Neville przytaknął.

- Ale ludzie się zmieniają.

- Nie w oczach Pottera - stwierdził gorzko Draco. - Nawet gdybyś go przekonał, zostaje jeszcze Weasley. Urodził się z nienawiścią do mnie. Ja od urodzenia też za nim nie przepadam.

- Możliwe. - Neville przejechał palcem od podbródka po czoło, zadzierając przy tym nos. - Ale teraz macie ze sobą coś wspólnego. - Odpowiedział na zdziwione spojrzenie Dracona swoim refleksyjnym. - Chcecie dobrze dla przynajmniej jednego ze Snape'ów.

Rozdział 21. Najgorszy błąd

- To już prawie dwa miesiące - oznajmiła wesoło Ginny, gdy drzwi zamknęły się za mężem Hermiony. Tym razem dziewczyna przyszła sama, bo chłopcy wciąż pracowali nad esejami z Zaklęć. - Planujesz to jakoś świętować?

Hermiona w całym swoim życiu nie była chyba aż tak niedojrzała, żeby uważać dwa miesiące sojuszu za jakiś znaczący moment w związku.

- Masz na myśli imprezę, na którą przyszliby wszyscy nasi przyjaciele i przypominaliby nam, jak bardzo się cieszą, że ja i Severus jesteśmy razem? - zapytała z kwaśną miną. Pstryknęła palcami, a dwie filiżanki przepysznej herbaty pojawiły się na stoliku. - Raczej nie. 

Ginny ukroiła dwa kawałki ulubionego makowca i nalała sobie do szklanki soku dyniowego.


- Nie, głuptasie. Myślałam o specjalnej nocy tylko dla was dwojga.

Hermiona wzruszyła ramionami i podniosła głowę. Nie potrafiła sobie wyobrazić, jak prosi swojego skrupulatnego męża, żeby odłożył ocenianie prac, patrol i wszystkie ich obowiązki na później. Poza tym nie mieliby pewności, że nie zostanie wezwany.

Wypracowali między sobą pewien komfort. Przebywali razem przez długie, zapracowane wieczory i ciche poranki, które spędzali na wspólnej pracy nad biurkiem, stołem czy kociołkiem. To był rytm jej życia - trzymanie się niewypowiedzianej umowy, by przez trudności i nieporozumienia przechodzić razem. Nie do końca czuła, że ma męża. Nie potrafiła zrozumieć jego milczenia i skrywania sekretów i nie umiała zgadnąć, o czym myśli.

- Wciąż jesteś dumna, że za niego wyszłaś, nie? Nie poszłaś po rozum do głowy i nie stwierdziłaś, że to był najgorszy błąd w twoim życiu? - Pod koniec drugiego pytania głos Ginny zmienił się z wesołego w kąśliwy.

- Oczywiście, że nie zmieniłam zdania.

Czego Severus oczekiwał od ich małżeństwa? Zaakceptował, a nawet zaczął odwzajemniać jej okazjonalne, nieśmiałe pieszczoty: dotykanie dłoni, głaskanie policzka... Czasami, gdy nabierała odwagi, przytulała go, lecz on nigdy z własnej woli jej nie przytulił. Pewnego dnia chciała go przytulić i całować przez cały tydzień. Byłaby nawet w stanie przelewitować cholerny materac do salonu, gdyby nie zmusiła go do pójścia do jej sypialni. Nie zdecydowała się jednak tak zrobić. Nie wypracowała w sobie jeszcze takiej odwagi, żeby zrobić to z zimną krwią.

- Wyglądasz na zdeterminowaną - stwierdziła Ginny, jedząc ciasto. - Mogę wiedzieć, do czego?

Na policzki Hermiony wpłynął rumieniec. Żeby zająć czymś ręce, wzięła dwie, połączone ze sobą puszyste bułeczki i rozdzieliła je.

- Uwierz mi, nie chcesz wiedzieć.

- Więc chodzi o niego. Czy ty już nie myślisz o niczym innym? Wiesz, kiedyś twoje myśli skupiały się głównie na twojej pracy domowej i trzymaniu Harry'ego i Rona z dala od niebezpieczeństwa.

- To akurat niekoniecznie mi wychodziło - przyznała Hermiona, próbując zdecydować się na jeden z dżemów: truskawkowy, malinowy i z czarnej porzeczki. Miała nadzieję, że lepiej niż z przyjaciółmi pójdzie jej z mężem. Znaczy, nie miała zamiaru pilnować, by wykonywał swoją pracę.

Pozwoliła swoim włosom opaść na twarz, by ukryły winny uśmiech. Ginny często była spostrzegawcza.

- Wciąż dbam o Harry'ego i Rona. I ciebie, i Neville'a, oczywiście.

- Wiem, że to robisz. Ale o męża dbasz bardziej. Nie przepraszaj - byłoby gorzej, gdybyś robiła na odwrót. Po prostu czasem tęsknię za starą tobą. Za Hermioną, która zawsze była obok.

- Zawsze w bibliotece, chciałaś powiedzieć. - Ręce Hermiony wciąż drżały, lecz oczy hardo utkwiła w twarzy przyjaciółki.

- Tak, ale mogliśmy tam po ciebie pójść zawsze, gdy potrzebowaliśmy rozmowy. Nie możemy ot tak wparować do twojego biura. Jesteś teraz nauczycielką i nawet, gdybyśmy mogli przychodzić do ciebie, gdy tylko byśmy chcieli, i tak słuchałabyś nas tylko jednym uchem, myślami będąc gdzie indziej. Nawet teraz tak robisz.

- Przepraszam. - Wybrała dżem na chybił trafił.

- Mówiłam: nie przepraszaj. - Ginny westchnęła. - Jestem samolubna. Jestem pewna, że mnóstwo razy my zachowywaliśmy się podobnie względem ciebie; gdy Harry podrywał Cho lub gdy ciągle paplaliśmy o Quidditchu. Będąc w temacie... Snape też fascynuje się Quidditchem czy to tylko ze względu na sprawy Domu? Przychodził na każdy mecz Ślizgonów i pamiętam, że Ron na swoim pierwszym roku napisał do domu list, że Snape sędziował jeden z meczów.

- W ogóle nie wspomina przy mnie o Quidditchu, więc nie umiem ci odpowiedzieć. Jednak czasami słyszę, jak dyskutuje z Minerwą na ten temat, szczególnie, że pierwszy mecz już niedługo. Znów wygramy, prawda!?

Miała nadzieję, że nie będzie się o to dąsał. Co mogłaby zrobić, żeby przestał się naburmuszać? Zdała sobie sprawę, że oblizywała swoje wargi, więc pospiesznie nałożyła czarnoporzeczkowy dżem i śmietankę na bułeczkę.

- Jestem pewna. Słyszałam, że nowi ślizgońscy ścigający nie są zbyt dobrzy. - Ginny zajęła się drugim kawałkiem swojego makowca. - Nie, żeby kiedykolwiek cię to obchodziło. I nawet nie próbuj mi wmówić, że teraz jest inaczej. - Zaśmiała się. - Nigdy nie byłaś tym zainteresowana. To się nie zmieniło. Zawsze byłaś do przodu. Zauważyłam to, siedząc tu z tobą co niedzielę i rozmawiając. My wciąż jesteśmy uczniami, a ty stałaś się dorosła i odpowiedzialna. Zawsze byłaś, ale nie aż tak bardzo, jak teraz. Tak jakbyś ukrywała jakiś duży sekret i nie mogła go nam wyjawić.

Hermiona zakrztusiła się kęsem bułeczki i musiała napić się herbaty. Czy Ginny wiedziała? Zgadła?

- Dorosłość taka jest - powiedziała ostrożnie. - Wydaje się, że to taka wielka tajemnica, a wcale nie jest ekscytująca. Polega na braniu odpowiedzialności za siebie i innych i świadomości, że nikt tego za ciebie nie zrobi. Nigdy od tego nie uciekniesz.


~*~

To był dziwny dzień. Poprzedniej nocy Severus został wezwany, a Dumbledore'a znowu nie było. Plotka głosiła, że przesiadywał w Ministerstwie. Hermiona akurat tłumiła ziewnięcie, gdy zauważyła, że Harry patrzy gniewnie na jej męża, który część swojej uwagi poświęcał Pomonie, opowiadającej o wyjątkowo dużej uprawie dyni na Bal Halloweenowy, odbywający się w przyszłym tygodniu. Spojrzała na przyjaciela pytająco, lecz on jedynie zwęził wargi i odwrócił się do Rona. Gdy kolejny raz na niego spojrzała, znów zabijał Severusa wzrokiem.

- O co chodzi? - szepnęła do męża, gdy Pomona wzięła się za jedzenie. - Chyba nie dałeś Harry'emu szlabanu podczas treningu Quidditcha? - Severus zacisnął dłoń na jej kolanie. Miała nadzieję, że tylko o taką błahostkę im poszło. 

Severus spojrzał na Harry'ego. Jego źrenice zwęziły się, ale jedynie wzruszył ramionami i powiedział:

- Ten chłopak zawsze wścieka się o byle co. O co, będziesz miała okazję zapytać go wieczorem na lekcji Oklumencji.

Hermiona nie miała okazji, by złapać Harry'ego na obiedzie lub kolacji, więc gdy przyjaciel przekroczył wieczorem próg gabinetu, była już poważnie zaniepokojona.

- Ron miał rację - rzucił Harry bez przywitania, stojąc w pomieszczeniu, z jedną dłonią wciąż na klamce, a z drugą zaciśniętą na różdżce. Severus spojrzał na niego i strzelił palcami. Chłopak kontynuował: - Ron powiedział, że tylko używa pan Hermiony, by do nas dotrzeć i miał rację! Widziałem pana wczoraj w nocy, obrzydliwy zdrajco!

- Pięć punktów od Gryffindoru, Potter. Pilnuj manier w obecności mojej żony.

Hermiona wstała, kładąc jedną rękę na ramieniu Severusa. Wiedziała, co powinna zrobić, jednak niechętnie zostawiłaby ich samych. Obiecała Severusowi, że zaakceptuje jego granice, ale dawniej wiedziała wszystko, o czym mówił Harry.

- Miałeś kolejną wizję, Harry? Jeśli chcesz to przedyskutować z Severusem, zostawię was samych. Wolałby, gdybym nie wiedziała, o co w tym chodzi.

Harry gorzko się zaśmiał.

- Założę się, że tak by wolał! Tak łatwo dajesz mu się omamić! Co w ciebie wstąpiło, Hermiono?! - Posłał jej kąśliwe spojrzenie. - Nie mów mi. Nie chcę takich obrazów w mojej głowie. To obrzydliwe.

Hermiona wzdrygnęła się. Długie, blade palce pokryły jej dłoń.

- Pięćdziesiąt punktów Potter, a będzie sto, jak będziesz dalej używał takiego prymitywnego słownictwa w rozmowie z moją żoną lub o niej. Siadaj i zacznij od początku.

- Severusie? - Głos Hermiony drżał. Harry usiadł na krześle, różdżką wciąż celując w znienawidzonego mężczyznę siedzącego przed nim. Obiecała, że nie będzie się wtrącać. Jeśli kazałby jej opuścić pokój, musiałaby to zrobić.

Mąż uścisnął jej dłoń i puścił, patrząc na nią chłodno. Drugą dłonią bawił się piórem.

- Ty lepiej też usiądź. Jeśli Potter wie, nadszedł czas, byś i ty się dowiedziała - powiedział wolno.

Teraz, gdy miała okazję się czegoś dowiedzieć, przeszła jej ochota. Jej wargi zadrżały.

- Jesteś pewien, że tak będzie dobrze? - Powiedz mi, że to nieporozumienie, że Harry źle coś usłyszał albo że ty kłamałeś. Powiedz, że to tylko sztuczka.

Harry ponownie parsknął.

- Co się z tobą stało, Hermiono? Kiedyś miałaś swoje niezależne zdanie, a teraz pozwalasz temu... zdrajcy decydować za ciebie!

Nawet nie zaszczyciła go spojrzeniem. Nie mogła oderwać się od tych nieprzeniknionych czarnych oczu, które patrzyły na nią ze spokojem. Na jego twarzy pojawił się cień żalu czy tylko to sobie wyobraziła? Przełknęła ślinę. Severus ponownie mocno uścisnął jej dłoń. Tym razem nie puścił jej, dopóki nie usiadła.

- Miałeś używać swojej Oklumencji, Potter. Czy dobrze rozumiem, że kolejny raz zaniedbałeś priorytetową sprawę? Chcesz, by jeszcze więcej przyjaciół za ciebie umarło?

- Może jeszcze więcej zginie, jeśli się przyłożę do nauki? Chce nas pan wydać Volde...

- Nie wypowiadaj tego imienia! - zagrzmiał Severus.

- Voldemortowi. Słyszałem, co pan mówił. 

Hermiona wzięła krótki, gwałtowny oddech. Nie dotarł on chyba do płuc, ale było za zimno, by wziąć kolejny. Severus nie zaprzeczył. Nie miał takiego zamiaru.

- Od początku, Potter. Spałeś? - Severus odłożył pióro i zaczął błądzić palcem po wargach. Hermionę zabolało w klatce piersiowej.

- Nie. Ja... To nie pana interes, co wtedy robiłem! - rzucił ze złością. - Czułem, że jest szczęśliwy. Gratulował Lucjuszowi Malfoyowi udanej misji w Albanii. Coś o wampirach, które zgodziły się dołączyć do niego po... czymś. Nie pamiętam słowa.

- Samhain, Potter. Uczta Śmierci. Halloween innymi słowy. Co potem?

- Wtedy odwrócił się do pana i zapytał, jak długo zajmie panu zaskarbienie mojego zaufania. Powiedział pan, że do Wielkanocy, a wtedy on mnie dostanie. Nigdy panu nie zaufam! Znam pana zbyt dobrze! Nie zaufam panu, choćby rzucił pan na mnie Obliviate!

Severus odchylił głowę do tyłu, żeby mieć lepszy widok na ucznia.

- Więc masz mnie za zdrajcę i postanowiłeś się rozprawić ze mną bez żadnego wsparcia? Gdybym wiedział, że ufasz mi tak bardzo, obiecałbym cię Czarnemu Panu na jutro.

Harry szarpnął różdżkę.

- Nawet nie podniósł pan na mnie różdżki - zauważył. Severus jedynie się uśmiechnął.

- Chociaż to raczej Hermionie ufasz. - Intensywne spojrzenie Severusa dotarło do bladej twarzy dziewczyny. - Nie wątpię, że spodziewałeś się, iż rozszarpie mnie na kawałki, gdy się dowie. Mam nadzieję, że byłeś na tyle rozsądny, że nie podzieliłeś się newsami z Weasleyami, zanim oddałeś się w moje ręce?

- Chce pan sztuczką wydobyć ze mnie, kto jeszcze wie o pana zdradzie! Nie powiem panu, nie jestem aż tak głupi! - wyrzucił z siebie.

- Myślisz, że komukolwiek trzeba pokazywać palcem, kto jest twoim powiernikiem? - Severus rozejrzał się po pomieszczeniu. - Mógłbym nawet przypuszczać, że oni są tutaj pod twoją peleryną, gdybyś zamknął drzwi odrobinę wolniej. Głupi chłopcze, czy wy nigdy nie używacie mózgów? Gdybym był zdrajcą, konfrontowanie się ze mną byłoby najgorszym błędem, jaki mógłbyś popełnić.

- Dumbledore'a nie ma w zamku. Myślałem... że dam panu szansę na wyjaśnienia. Ze względu na Hermionę.

- Ze względu na Hermionę? - powtórzył Severus, patrząc na dziewczynę, w oczekiwaniu na jej reakcję. Odwzajemniła spojrzenie. Ciepło znów zamieniło się w lód. Tak, to było tylko ze względu na nią. 

- To nie wina Severusa, Harry, lecz moja... - zaczęła. 

Harry podskoczył i z niedowierzaniem potrząsnął głową.

- Twoja wina!? Co jest z tobą nie tak, Hermiono? Rzucił na ciebie Imperiusa czy co?

- Harry...

Ale Harry'ego już nie było. Drzwi trzasnęły za nim.

Rozdział 20. Pokuta

Gdy kolejnego ranka Hermiona weszła do pracowni, Severus akurat rozczłonkowywał frynosomę rogatą.

- Przyszłaś coś uwarzyć? - zapytał, nie przerywając pracy. Odciął ogon i posiekał na drobne kawałki. Zręcznie unikał kolców, znajdujących się po każdej stronie gada.

Dziewczyna zamknęła za sobą drzwi i stanęła obok męża.

- Chciałam porozmawiać, ale z chęcią mogę ci pomóc.

Nie wypadając w rytmu, Severus kiwnął głową i wskazał na odległy kąt pomieszczenia, gdzie stała duża tuba, a obok niej mniejszy worek.

- Mam cysternę traszek bladoskórych, które czekają na wypatroszenie. Jeśli chcesz się za to zabrać, polecam założyć rękawice.

Skrzywiła się. On nie używał rękawic, ale przypuszczała, że skóra jego dłoni była wystarczająco stwardniała i nie wyczuwał ewentualnego kłucia.

- To rodzaj pracy, którą zwykle dajesz na szlabanach. 

- Raczej nie powinienem posuwać się do tego, żeby własnej żonie dawać karę - powiedział gładko. Była niemal pewna, że za kurtyną włosów uśmiechał się złośliwie.

- Nawet jeśli na to zasłużyłam? - zapytała.

- Jeśli odczuwasz potrzebę pokuty, mógłbym oczywiście wyświadczyć ci przysługę, ale nie będę się narzucał. Uważasz, że zasłużyłaś?

- Tak, uważam - odpowiedziała, zamykając oczy na dłuższą chwilę. - Nie mogę uwierzyć, że mówiłam ci takie okropne rzeczy! Naprawdę nie miałam tego w planach. - Zgniotła trzymany między palcami materiał szat, rozluźniła dłoń i zacisnęła ją ponownie. - Chciałam być opanowana, sympatyczna i... powiedzieć same dobre rzeczy. Ale coś jakby przejęło kontrolę nad moim językiem i przez to byłam tak nieuprzejma i powiedziałam same kłamstwa!

Uniósł głowę, jego ręce wciąż jednak pracowały.

- Coś?

Spojrzała na jego twarz. Zdawał się być zaabsorbowany tym, co robił.

- Nie dosłownie. Nie twierdzę, że byłam pod wpływem Imperiusa czy czegoś tak absurdalnego. Po prostu wczoraj nie byłam sobą. Ja... nie czułam, jakbym to ja mówiła te straszne rzeczy. - Przygryzła wargę. - Ale to byłam ja. Przepraszam.

- Mówiłem ci, że nie musisz przepraszać. - Przelotnie spojrzał na nią z ukosa. Zaciśnięte przedtem usta powoli się rozluźniały. - To niespodziewane, ale rozumiem. Podejrzewam, że siła, która przejęła nad tobą kontrolę, to była zwykła zazdrość.

- Nie jestem zazdrosna!

- Mimo to odczułaś potrzebę, by spytać, czy nie dbam bardziej o Malfoyów niż o ciebie. Nie spodobało ci się, że rozmawiałem z Draconem o jego ojcu szybciej niż z tobą.

Spojrzała na jego dłonie, bo nie mogła już na twarz. Jego nóż zabłysnął podczas krojenia. Czuła, jak puls wybija w jej gardle stały rytm. Zamrugała kilkakrotnie i przełknęła ślinę. 

- Czemu twoja złość na mnie nie jest większa? Niemal powiedziałam, że ci nie ufam...

- Dwa razy.

Skrzywiła się. Najpierw wścibsko wypytywała go o starych przyjaciół, a później wymijająco odpowiedziała na pytanie, czy mu ufa. Nie chciała, by zabrzmiało to oskarżycielsko, lecz on tak to odebrał. Ponagliła się, by kontynuować.

- A to nawet nie jest prawda. Zawsze ci ufałam. No, może poza kilkoma miesiącami w pierwszej klasie.

Spojrzał na nią, zaciskając przy tym wargi i zabrał się za traszki.

- Kilka miesięcy? Co najmniej siedem, jeśli dobrze pamiętam. Podpaliłaś moje szaty w listopadzie i do czerwca miałaś mnie za łajdaka. Ale chyba nie ma co wyciągać stare brudy...

- Tak najpierw myślałam. Teraz nie jestem pewna - przyznała.

- Nie byłaś taka ciekawska, gdy wchodziłaś w nasze małżeństwo. Nie przypominam sobie, byś zadawała jakieś pytania, które odnosiłyby się do mojej przeszłości. Byłaś raczej przekonana co do mojego honoru. Co się zmieniło?

- Nic! Oczywiście, że wciąż w niego wierzę i mu ufam!

Złapał nogę traszki i przeciął wzdłuż stawu. Tak zrobił też z drugą. 

- Nic? W takim razie nie poczyniliśmy żadnego postępu w naszych relacjach. Żadnego kroku w stronę lepszego porozumienia. 

- Znaczy... Nie zmieniło się nic, żebym w ciebie zwątpiła. Wiadomo, że poczyniliśmy postęp w poznawaniu siebie nawzajem. - Przerwała i zamyśliła się. - Chociaż to nie tak duży postęp, jakbym chciała. Wciąż wymigujesz się od odpowiedzi na każde bezpośrednie pytanie, jakie ci zadaję.

- Czyżby?

W jego oczach pojawił się drażniący błysk. Westchnęła z ulgą i podeszła krok bliżej.

- Wiesz, co mam na myśli. Trudno jest wydobyć z ciebie jakąś jasną odpowiedź. 

- Bardzo trudno?

Severus spojrzał na żonę z ukosa. Ona zrobiła to samo.

- Bardzo - odpowiedziała. Przypomniała sobie twardość mięśni jego rąk pod dotykiem jej palców wczorajszej nocy. Te same silne ręce otaczały ją po jego ostatnim powrocie z wezwania. To było poniekąd w jego stylu - tej samej siły używał do odpierania ataku i ochrony.

Jej oddech przyspieszył, gdy nagle zauważyła, że jego wargi drżą.

- Znów się ze mną droczysz! - poskarżyła się.

Zaśmiał się złośliwie. 

- Jeżeli nie chcesz patroszyć traszek, mam worek chrząszczów, którym trzeba usunąć rogi i oczy. Jest ich zaledwie sto. Powinnaś bez problemu skończyć przed śniadaniem.

- To wciąż brzmi jak szlaban - mruknęła nieufnie. 

- To nie kara, skoro robisz to z własnej woli. Podążając za twoim tokiem rozumowania, może ja też dałem sobie szlaban?

Skrzywiła się.

- Och, dobra. Sama się zaoferowałam.

- Prawda, ale nie będę cię tu trzymał siłą. Nie wątpię, że znalazłbym innego niewychowanego Gryfona, by podjął się tego zadania. Mam dziś zajęcia z siódmym rokiem.

Spojrzała na niego wilkiem. Znów złośliwie się uśmiechał. Ten uśmiech przyspieszył bicie jej serca i zmiękczył kolana. Nawet przeszła jej ochota, by go spoliczkować. 

- Niech zgadnę. Wziąłbyś Harry'ego lub Rona. Albo Neville'a.

- Pana Longbottoma raczej nie. Jest niesamowicie praworządny, chyba że reszta jego przyjaciół sprowadzi go na złą drogę. Jednakże są na to małe szanse, bo chłopak pracuje przy biurku Dracona. 

- Jak wychodzi im współpraca? - zapytała, podnosząc worek z chrząszczami i zaniosła go na drugi koniec biurka Severusa. Rozluźniła sznurki i spojrzała do środka. Owady były dorosłymi samcami i wszystkie wyglądały na martwe. Przynajmniej nie było szans, że któryś ją ugryzie. 

- Lepiej, niż się spodziewałem. Chłopak dorósł. Może jeszcze stać się kompetentnym warzycielem. - Wziął w obroty kolejną traszkę. 

- Nigdy bym nie przypuszczała, że z twoich ust padnie pochwała dla Neville'a. - Wyłożyła około dwudziestu chrząszczy na stół. Wydłubywanie oczu wymagało niesamowitej zręczności. Im więcej o tym myślała, tym bardziej wątpiła, że Severus powierzyłby tę robotę któremuś z jej przyjaciół. Nie byli aż tak staranni. Znów się ze mną drażnił!

- Nigdy byś nie przypuszczała, że będziesz moją żoną. - Uniósł brew. - Mam nadzieję...

Zaśmiała się i uniosła głowę. Szybko się uspokoiła.

- Czy to byłoby aż tak złe? - zapytała, wyczarowując lampę, która płonęła niebieskim światłem i postawiła ją w miejscu, gdzie tego światła dawała najwięcej. Jedną ręką podniosła chrząszcza, a drugą pęsetę. - Nigdy bym nie przypuszczała, że zainteresujesz się głupimi snami uczennicy.

- To nie byłoby aż tak złe. Jednak powszechnie wiadomo, że namiętność zniekształca osąd, a ja raczej wolałbym, żeby twoja decyzja o ślubie wynikała z rozsądku niż uwielbienia.

- W ogóle nie rozumiem - przyznała szczerze. - Jak dla mnie to zawsze jest tak, że branie ślubu z osobą, którą kochasz jest lepsze niż małżeństwo z... kalkulacji. Związek jest zbyt ważną rzeczą, by podchodzić do niego z wyrachowaniem! - Zapłonęła rumieńcem. - Nawet jeśli sami uczyniliśmy inaczej. Nie powiem, że jest mi przykro, że tak wyszło, bo nie jest. Jedynie uważam, że byłoby znacznie łatwiej, gdybyśmy na samym początku czuli do siebie sympatię. Nie, to nie to... - Położyła ręce na stole i zwiesiła głowę. - Chyba powinnam się zamknąć.

- Z każdym słowem kopiesz sobie coraz głębszy grób.

- Wiem, co chcę powiedzieć, przynajmniej przeważnie, a zawsze i tak wychodzi źle - wymamrotała.

- Może dobrze się złożyło, że mam szesnaście lat doświadczenia w rozumieniu nielogicznych wypowiedzi nastolatków.

Zajęła się kolejnym chrząszczem.

- Byłoby miło, gdybyś przestał mi wciąż wypominać, że jestem dzieckiem.

- Może mógłbym to zrobić, gdyby twoje zachowanie ciągle mi o tym nie przypominało.

Wzdrygnęła się i mocno przygryzła wnętrze policzka.

- Przepraszam - powiedziała stłumionym głosem. - Zasłużyłam sobie po wczorajszym.

Nie odpowiedział od razu.

- Nie. Nie zasłużyłaś.

Spojrzała na niego. Zauważyła, że przyglądał się jej z tą rzadką uprzejmością, która zmieniła jego twarz. Gdyby jej ręce nie były ubrudzone cząstkami owadów, wyciągnęłaby je w stronę męża. 

- Prędzej czy później chciałabyś znać wszystkie moje młodzieńcze głupoty i przyjaźnie. Klapki idealizmu właśnie opadły i doświadczyłaś realnego życia - kontynuował. - Jak mogę porzucić przeszłość, skoro wciąż muszę udawać, że jestem jej częścią?

Westchnęła.

- Nie możesz.

- Musisz zaakceptować moje granice, Hermiono. Jest wiele rzeczy, o których nie mogę z tobą rozmawiać, bo nawet cisza może być wtedy zbyt dużą informacją. Upór to twoja cecha rozpoznawalna, ale musisz go powstrzymać. Wiem, że to będzie trudne. - Teraz już się nie drażnił. - Zdaję sobie sprawę, że jeśli przestaniesz mnie o wszystko przepytywać, zrobisz to wbrew sobie. Ale musisz to zrobić.

- Spróbuję. - Gdy patrzył na nią w ten sposób jak teraz, nie potrafiła odwrócić wzroku. - Kiedy moja Oklumencja się polepszy...

- To nie kwestia Oklumencji, tylko zaufania. 

- Zawsze ci ufałam! - przypomniała.

- Ufasz mojemu honorowi. Ale czy ufasz mojemu osądowi?

Spuściła wzrok, widząc blask w jego oczach.

- Przepraszam.

- Nie wiesz o tym, ale nie możesz próbować tego naprawić. Wiem, że masz dobre zamiary, ale czasem to nie wystarcza. Obiecaj mi. 

- Obiecuję. 

- A ja przyrzekam, że będę z tobą szczery we wszystkim innym. Myślę, że jest to nam potrzebne. 

- To chyba będzie dla ciebie tak samo trudne jak dla mnie powstrzymanie się od pytań.

- Czasami zapominam, że to, co przez sześć lat było właściwe, teraz jest niestosowne. - Spojrzał w dół na swoje ręce i wznowił odkrawanie nóżek od krwawego bezkształtu leżącego przed nim. - Jednak znałaś mój temperament, zanim postanowiłaś za mnie wyjść. Myślę, że nie spodziewałaś się niczego lepszego.

- Nie - przyznała, kontynuując swoją pracę. - Szczerze? Myślałam, że będzie gorzej. 

- A jednak mimo wszystko mnie poślubiłaś, głupia dziewucho. - Szybkimi, zdecydowanymi ruchami odcinał kolejne nogi. 

- Nie żałuję - powiedziała. 

Odpowiedział tak delikatnie, że nie była pewna, czy dobrze usłyszała.

- Mam nadzieję, że nigdy nie będziesz.

Rozdział 19. Zacieśniać obrożę

Przygryzając dolną wargę, Hermiona patrzyła na drzwi, które jej mąż przed chwilą zatrzasnął za sobą. Nie otwierały się. Gdy przypomniała sobie, by spojrzeć na swój zegarek, wskazywał on patrol. Przynajmniej wiedziała, że wciąż jest w zamku. Przetarła wilgotne oczy zewnętrzną częścią dłoni i wróciła do oceniania. Skończyła z pracami o wampirach, co znaczyło, że nie mogła już dłużej zwlekać z esejami trzeciego roku na temat: Ożywianie nieżywego. Wypadki i etyczne względy.

Na jej twarzy pojawił się grymas, gdy przypomniała sobie wąski uśmiech Minerwy i to, jak przyznała, że ulżyło jej, że nie musi sprawdzać prac trzeciego roku. 

Źle napisane, wylewane żale dorastających komików, którzy są za starzy, by byli nieświadomi oczywistych biologicznych popędów i za młodzi, by były one dla nich pospolite. Szczególnie trzecioroczni sprawiają wrażenie chętnych, by zamienić każdy temat w raczej prymitywny dowcip, a Transmutacja jest najwidoczniej dla nich dobrą okazją do takich wybryków, powiedziała jej.

Coś, czego nienawidziła w swojej pracy, to harowanie jak wół. Kiedy powiedziała to Severusowi, uśmiechnął się złośliwie i przypomniał, że to proces, przez który każdy asystent musi przejść. Odważyła się wtedy na żart, że ma kogoś, kto mógłby odwalić za nią brudną robotę. Severus uniósł brew i zapytał, z których obowiązków miała zamiar się wykręcić.

Chłopcy nigdy by nie uwierzyli, że za swoją całą złośliwością i wrednością Severus potrafi być żartobliwy. Na początku sama w to nie wierzyła. Zastanawiała się, czy aby nie śni, gdy przesadnie udawał ją, kiedy kpił sobie z jej zachowania w klasie, gdy sprowokował ją do aportowania ich do domu rodziców i kiedy zaproponował zamoczenie pióra Rity w Veritaserum. Kto by pomyślał, że jego usta potrafią ułożyć się do uśmiechu, jego brwi unieść się, a jego oczy spojrzeć na nią z tym drażniącym blaskiem, który łagodził jego twarz i sprawiał, że zapierało jej dech?

Nerwowo przełknęła ślinę, pociągnęła nosem i przetarła oczy. Jestem idiotką. Zniszczyłam wszystko. Poczuła na kolanach nieznaczny ciężar. To Krzywołap na nie wskoczył i zaczął się wiercić. Przejechał łapą po jej nodze.

- Auć! Tylko nie ty też - wymamrotała ostrzegawczo, trącając go lekko. Krzywołap obrócił się wokół własnej osi i ułożył wygodnie do spania. Ostrożnie sięgnęła po pracę Abdurrahmana.

Łatwiej jest zmienić skarpetę w kurę niż skałę, bo nie trzeba tak bardzo zmieniać kształtu. 

Ścisnęła mocniej zamknięte oczy, otworzyła je i przeczytała zdanie po raz kolejny. Uświadomiła sobie swój błąd. Przeczytała esej po raz kolejny, ale to było nawet więcej niż wystarczająco. W głowie wciąż miała obraz kłopotu, który nie chciał jej opuścić. Severus od razu znalazłby odpowiednio miażdżący komentarz do tej pracy.

Jedyne, co mogła zrobić, to skrzywić się, zamoczyć pióro w czerwonym atramencie i czekać na inspirację. Krzywołap ponownie ją podrapał i zeskoczył z jej kolan na podłogę. Zauważyła czerwoną, podejrzanie wilgotną plamkę na jego ogonie. Musiała ubrudzić go atramentem.

- Przepraszam - powiedziała głosem winowajcy. Wróciła do eseju. Przebiegła po tekście wzrokiem tak szybko, jak się nauczyła. Najwidoczniej Adburrahman wiele razy znajdował się na Oddziale Urazów Pozaklęciowych w Św. Mungu, bo posiadał bardzo szerokie pojęcie o wypadkach, jakie mogą się zdarzyć. Nie mogła powiedzieć, żeby była zaskoczona. 

Wzięła kolejną pracę i skrzywiła się.

Ważne jest, aby zachować bezpieczny dystans od przedmiotu, który chce się zmienić. Nie chciałaby pani zamienić zamka od spodni, które akurat ma pani na sobie, w szczypce kraba.

Następnym razem musi ostrzec klasę, by nie sugerowali żadnych niecodziennych zaklęć, bo mogłaby się skusić i zaprezentować je jako przykład w klasie.

~*~

W ciszy, jaka zapanowała w zamku w czasie ciszy nocnej, Severus usłyszał ich, zanim ich ujrzał. Zatrzymał się i nadsłuchiwał. Draco i najmłodszy chłopak Weasleyów znów się spierali. Tym razem tuż za zakrętem korytarza.

- Fretka.

Skrzywił się. Szkolne przezwiska cały czas go irytowały. Niektórzy z jego własnych prześladowców musieli umrzeć, by Smarkerus w końcu się wyplenił.

- Łasica. Czego chcesz?

Głos Draco sugerował jego zmęczenie. Severus zacisnął usta.

- Mam dość twojej obecności - odpowiedział Weasley.

- Więc dlaczego cały czas mnie śledzisz?

- Nie ufam ci. Nie ważne, czy jesteś prefektem naczelnym czy nie. Tęsknisz za tatusiem?

Chłopak miał ewidentnie chrapkę na bójkę. To nie było nic nadzwyczajnego. Chłopcy wychowali się w nienawiści do siebie. W końcu wszystkie dni ich pobytu w szkole były naznaczone drobnymi wybuchami wrogości. Prawdopodobnie ostatnia ucieczka z Azkabanu motywowała rudowłosego do walki. Severus zastanawiał się, czy jego chrześniak poradzi sobie z Weasleyem.

- To raczej nie powinno cię interesować. 

Uniósł głowę i westchnął. Draco był nadwrażliwy na krytykę, a to nie była najlepsza obrona przed Weasleyem. Gdyby urwał temat od razu, byłoby to bardziej efektywne, a całkowite odwrócenie od niego uwagi jeszcze lepsze. Maska Dracona znów się zsuwała. Nigdy nie był dobry w ukrywaniu uczuć.

- Od kiedy trafił za kratki, siedziałeś dość cicho, ale założę się, że teraz znów pokażesz swoje prawdziwe oblicze.

- Też tak myślę. Ale nie aż tak, aby taki bezmyślny prostak jak ty był w stanie to zauważyć.

Severus bezdźwięcznie posunął się do przodu. Draco właśnie stracił swój temperament. Musiał interweniować.

- Jak wspaniałomyślnie te słowa brzmią w ustach dupka, którego ojciec musiał kupić mu miejsce w drużynie Quidditcha.

- Powiedział bałwan, którego siostra musi...

Jeszcze jeden krok i już stał za zakrętem korytarza.

- Odłóż różdżkę, Weasley i wracaj do wieży. Pięć punktów od Gryffindoru za zachowanie niegodne prefekta - warknął, patrząc w dół na rudowłosego. Chłopak z ponurą miną zastosował się do poleceń. Zaczekał, aż Gryfon odszedł na tyle daleko, by nie mógł nic usłyszeć i odwrócił się do chrześniaka, który ze wściekłością wpatrywał się w podłogę.

- Cóż za potworne przedstawienie. Masz autorytet. Następnym razem go użyj, zamiast wykrzykiwać obelgi jak pierwszoroczny dzieciak - powiedział.

- Draco wzruszył ramionami i odwrócił wzrok na ścianę. 

- On po prostu bardzo mnie denerwuje. Zawsze wymyśla coś o moim ojcu.

Snape miał przygotowaną odpowiedź. Draco był prawie tak wysoki jak on, nawet gdy stał ze spuszczonymi ramionami i głową. To irytowało go jeszcze bardziej, jednak w swoim głosie wyraził cierpliwość.

- I to jest powód, dla którego powinieneś myśleć, zanim się odezwiesz - zaznaczył. - Jesteś świadomy zagrożenia. Teraz jest czas, żeby zawierać sojusze, a nie urządzać bitwy. Nie możesz pozwolić, by temperament rządził twoim językiem.

Draco jeszcze bardziej przygarbił ramiona i wymamrotał.

- On także.

- Jego otaczają przyjaciele. Ciebie nie. Jego rodzina go wspiera, a twoja...

Blada twarz chłopaka uniosła się, a oczy zapłonęły.

- Wiem. Jeśli Czarny Pan nie wygra, będziemy wystawieni na pastwę losu.

Snape ponuro kiwnął głową. 

- Dokładnie. Więc pilnuj się. Jeśli potrzebujesz przypomnienia, wyobraź sobie jego siostrę i jej reakcję, gdybyś jej powiedział, co przed chwilą chciałeś wykrzyczeć. 

Draco skrzywił się i odwrócił głowę.

- Znowu strzeliłaby mi upiorogackiem prosto w twarz. Tak, dobrze, wiem... Tylko przestań udawać, że cokolwiek cię to obchodzi.

- Nie dbam o ciebie mniej tylko dlatego, że mam nowe obowiązki.

Draco zacisnął pięści.

- Nie mogę znieść myśli o was dwojgu razem.

- Więc tego nie rób. Nic na tym nie zyskasz. Wiesz, jak bardzo mi przykro.

- Jak może ci być przykro? - wyrzucił z siebie.

- Przykro mi, że chciałeś, by było inaczej. I przykro mi, że reagujesz na to jak pięciolatek, płacząc do księżyca. Rok temu kontrolowałeś swoje emocje w obliczu wielkiej prowokacji. To w ten sposób zostałeś prefektem naczelnym. Zasłużyłeś na to. W tym roku powinieneś być nawet silniejszy.

~*~

Nieco później Hermiona obudziła się z drzemki. Severus pochylał się nad nią i trzymał rękę na jej ramieniu. Podniosła głowę z poduszki, którą były niesprawdzone wypracowania z Transmutacji. Spojrzała niewyraźnie na męża. 

- Hermiono - powtórzył, ponownie nią potrząsając. Odszedł i kazał jej iść do łóżka. Dziewczyna przypomniała sobie, dlaczego czekała.

- Severusie! - Podskoczyła i podążyła za nim, uczepiając się jego rękawa. Zbliżali się do drzwi jego pokoju. - Nie to miałam na myśli! Przepraszam. 

Zatrzymał się, ale nie odwrócił się do niej ani nie rozluźnił spiętych mięśni. 

- Wiem - powiedział.

Jego głos był znużony. Jak długo przemierzał korytarze, zanim wrócił, by się z nią zmierzyć? Przecież ona chciała, żeby jego życie było lepsze!

- Jednak wciąż jesteś na mnie zły. - Nie odważyła się, by go przytulić, jednak pozwoliła swoim palcom mocniej zacisnąć się na jego szacie. Severus jej nie odepchnął.

- Niekoniecznie zły. Po prostu czasami wystawiasz moją cierpliwość na próbę.

- Nie wiedziałam, że masz jakąkolwiek - odparła nieostrożnie. Zbyt późno ugryzła się w język. Idiotka!

- Dużo jej nie mam - zgodził się. - Szczególnie, gdy ty zaczynasz zachowywać się jak władcza i głośna jedenastolatka, która musi wszystko wiedzieć, nawet jeśli coś nie leży w jej interesie.

Nie musiał wspominać, że życie poza tymi murami nie powinno jej obchodzić. Usłyszała to pomiędzy wersami, głośno i wyraźnie. Puściła jego rękę. Oddaliła się nieznacznie i odwróciła.

- Przepraszam - powiedziała, przełykając twardą, kłującą gulę, która powstała w jej gardle.

- Nie przepraszaj. Powinienem być ci wdzięczny. I jestem. Tylko następnym razem postaraj się nie zacieśniać mojej obroży tak mocno.

Powinien na nią nakrzyczeć. Mniej by ją to bolało.

- Ale tego nie robiłam. Nie zacieśniałam obroży ani nie rządziłam tobą. - Pociągnęła nosem i potarła go zewnętrzną częścią dłoni. - Nigdy nie chciałam, byś miał wobec mnie zobowiązania. Nie powinieneś myśleć, że to był mój zamiar. 

- Jest późno. Nie mam siły na kolejne histerie. Czy mogę... - polał głos odpowiednią dawką sarkazmu - iść już do łóżka?

- Jesteś niesprawiedliwy - wymamrotała. Nigdy nie był. Za każdym razem, gdy odbierał punkty jej przyjaciołom, gdy to była wina jego Ślizgonów. Za każdym razem, gdy szyderczo się uśmiechał i drwił, kiedy udzielał im nagany. Mrugnęła, by pozbyć się pieczenia oczu. - Mówiłam ci, że nie chcę, byś był posłuszny, ale robił, co uważasz za stosowne. Nie jestem twoim władcą. Nie chcę nim być.

- Nie władcą. Moją władczynią. 

- Nie władczynią, a żoną! - Zamknęła oczy. Pieczenie nie chciało ustąpić. - Czy ty chociaż mnie lubisz?

- Nie powiedziałem już tego wystarczająco jasno?

- W ogóle nie powiedziałeś. Nigdy. Myślałam, że powiedziałeś to moim rodzicom, ale to tylko była sztuczka, nie? Podziw, zaufanie i prawdziwa troska o drugą osobę pomogą rozwinąć się uczuciu sympatii - zacytowała. - Nigdy nie wspomniałeś, że to miało dotyczyć dokładnie ciebie i mnie.

Przechylił głowę i westchnął.

- Będziesz usatysfakcjonowana, jeśli teraz to powiem?

Wzrok Hermiony spacerował po surowych liniach pleców jej męża, jego prostych ramionach, sztywnych rękach i zaciśniętej pięści. Wciąż nie zaszczycił jej spojrzeniem. Wargi Hermiony zadrżały.

- Czy to będziesz miał wtedy na myśli?

- Zawsze mówię to, co mam na myśli - wysyczał zza zaciśniętych zębów.

- Chyba że pewne okoliczności na to nie pozwalają - przypomniała mu. - Jest to jedna z tych chwil?

- Czy prosiłbym, byś była sobą, gdybym cię nie lubił?

Teraz to ona zacisnęła zęby. Jak zwykle dwuznaczny. Czy on nie może powiedzieć tego wprost?

- Nie wiem. Zrobiłbyś tak?

Odwrócił się nieznacznie, tak, że mógł spojrzeć na Hermionę znad ramienia. 

- Ufasz mi na tyle, by uwierzyć, że mówię prawdę?

Czy mi ufasz? Te słowa krążyły miedzy nimi. Chciała odpowiedzieć twierdząco. Tak, ufała jego uczciwości. Jego lojalności. Jego zamiarom. Jednak on wciąż nie odpowiedział, czy teraz były pewne okoliczności.

- Mogę?

Zacisnął usta. Przez dłuższą chwilę Hermiona myślała, że Severus nie odpowie.

- W tej sprawie - zawsze.

Czekała. I czekała.

- Więc? Czy mnie lubisz? - zapytała ponownie.

Uśmiechnął się nieznacznie.

- Czasami.

Miała zbyt zesztywniałą twarz, by odwzajemnić uśmiech, ale spróbowała.

- Teraz też?

- Przerwałaś moją pracę, urządziłaś mi przesłuchanie i obraziłaś mój charakter. Chcesz jeszcze wiedzieć, czy w tym momencie cię lubię? - Wziął długi oddech. - Idź do łóżka.

- To nie była odpowiedź - uparła się. Dlaczego on był taki śliski? Też byś była, gdyby od dwudziestu lat od tego zależało twoje życie, przypomniała sobie w myślach.

- To była odpowiedź, na jaką teraz zasługujesz.

Spuściła ramiona. Położyła rękę na klamce drzwi łazienki. 

- Przypuszczam, że to znaczy nie - powiedziała, otwierając drzwi.

- Nie - urwał i dodał: - Nie znaczy. Ale nie zasługujesz, by ci to dziś powiedzieć. 

Trzasnęła za sobą drzwiami.

Rozdział 18. Jeśli masz jakieś pytania...

Po raz siódmy w ciągu ostatnich trzydziestu minut Hermiona zerknęła znad ocenianych prac drugoklasistów o wampirach na męża, który tym razem wyjątkowo też zaszczycił ją spojrzeniem. Zarumieniła się i szybko wróciła do eseju Alice Carter o pięknej lady Sanguinie i jej kąpielowych zwyczajach.

- Powiedz to - poradził.

- Co mam powiedzieć?

Wpisała niestaranne Z na pergaminie Alice i podniosła pracę Cindy. Był to dialog wampira ze swoją zdobyczą. Bliźniaczki zawsze pisały te same informacje, ale w różnych formach. Hermiona nigdy nie była całkowicie pewna, czy to był jakiś rodzaj żartu czy próba zaprzeczenia ściąganiu. Nabazgrała kolejne Z.

- To, o czym myślisz. To, o co twoje oczy wciąż pytają. - Severus zauważył, jak Hermiona spuszcza wzrok i dodał. - Może się boisz?

- Nie boję się ciebie od dawna. 

Jej palce zatrzęsły się, gdy sięgała po kolejne wypracowanie.

- I wciąż nic nie mówisz. Mam to zrobić za ciebie?

W końcu spojrzała na męża.

- Skoro wiesz, o czym myślę, to po co chcesz to ode mnie usłyszeć? - zapytała.

- Nie musisz mi mówić. Ale ci się to przyda, bo widocznie cię to zadręcza. 

Severus podniósł kolejny pergamin i spojrzał na niego krzywo, wzrokiem przeleciał po tekście z wyćwiczoną szybkością i automatycznie zamoczył pióro w czerwonym atramencie.

Znów spuściła wzrok na esej, mocno przygryzając wargę. Zamrugała powiekami, próbując pozbyć się pieczenia w oczach, lecz przez to literki rozmyły się i widziała tylko nieczytelne szlaczki. Niektórych rzeczy nie powinno się mówić. Tych słów nie chciała wypowiedzieć. Dopiero co między nimi zaczęło się układać i zaczęli czuć się komfortowo w swoim towarzystwie. 

- Ty i Lucjusz byliście przyjaciółmi przez długi czas - w końcu się odezwała.

- Tak. - Hermiona odniosła wrażenie, że Severus właśnie przekreślił całe wypracowanie jakiegoś ucznia.

Odpowiedź jej męża nie była szczególnie informatywna.

- Bardzo dobrymi przyjaciółmi? - brnęła dalej.

- Nawet nawet. - Severus odłożył pergamin na stos reszty sprawdzonych i zabrał się za ocenianie kolejnego.

- Jesteś ojcem chrzestnym jego syna - powiedziała ostrzej.

- Nie mogę zaprzeczyć niczemu, co mówisz. - Pochylił się nad sprawdzanym pergaminem.

- A teraz? - Hermiona obracała w dłoniach pióro. Odłożyła je jednak, bo nie chciała nachlapać czerwonym atramentem na pracę Harbina. Głos Severusa był marudny, choć sam Severus taki nie był. Nie było potrzeby dawać mu powodów do zmiany.

- Nie zostaniesz zaproszona do Malfoy Manor na obiad, jeśli o to ci chodzi - powiedział. - Nasza przyjaźń się nieco... oziębiła. On ma swoje obowiązki, ja mam swoje, a one rzadko miewają wspólny mianownik.

Hermiona nabrała ochoty, by spoliczkować męża. Sam chciał, by zadawała pytania, a teraz tak bardzo jej to utrudniał. Oparła się o krzesło i wróciła do tematu.

- O co cię prosił?

- O bycie ojcem chrzestnym Dracona, oczywiście. - Skończył sprawdzać pracę i wpisał na niej ocenę.

- Tak, ale o co jeszcze?

Severus zamknął i otworzył oczy. Wziął kolejną pracę i pochylił się nad  nią.

- Zbyt wiele rzeczy - odpowiedział.

- Skoro nie chcesz o tym rozmawiać, to dlaczego nalegałeś, bym pytała?

W niewielkiej przestrzeni między kurtyną jego włosów zauważyła, że zacisnął usta.

- Dałem ci najlepszą radę, jaką mogłem. To nie sala lekcyjna i nie musimy za każdym razem mieć tematu do omówienia. Jeśli masz jakieś pytania - pytaj. Nie obiecałem, że na każde z nich udzielę odpowiedzi. Chyba, że mi nakażesz? - Przy pytaniu jego głos nabrał ostrzejszego tonu.

- Nie. - Przygarbiła ramiona. - Wiesz, że do niczego cię nie zmuszę.

- Więc kontynuuj.

- Jaki w tym cel, skoro i tak nie odpowiesz?

- Jak na razie odpowiedziałem na wszystkie pytania, które mi zadałaś. - Ocenił kolejny esej i zabrał się za inny.

- Ale nic ważnego mi nie powiedziałeś! - załkała.

Odłożył pióro i odsunął krzesło z irytacją wypisaną na twarzy.

- Co chcesz wiedzieć? - zapytał.

Dlaczego zostałeś Śmierciożercą, pomyślała. Dlaczego odwróciłeś się od Voldemorta i zostałeś szpiegiem. I wszystko pomiędzy tym.

- Nie wiem - odpowiedziała.

Otaksował ją wzrokiem. Hermiona położyła ręce na swoich kolanach i bezczelnie spojrzała w bok, unikając spojrzenia męża. Prychnął.

- Zbyt długo cię znam, by w to uwierzyć. Czego NIE chcesz wiedzieć?

Lewa dłoń Hermiony ścisnęła prawą tak mocno, że aż zabolało. Spojrzała na ręce, przygryzając dolną wargę.

- Więc mi powiedz.

Spojrzał na nią znad swojego długiego haczykowatego nosa i uniósł pytająco brew.

- Co mam ci powiedzieć?

Otworzyła usta i już chciała coś powiedzieć, ale się powstrzymała. Spróbowała ponownie.

- To, co chcę wiedzieć. Powiedziałeś, że wiesz, o co chcę cię zapytać.

Jeden z jego długich palców błądził po jego ustach, gdy rozważał jej słowa.

- Niepokoi cię, że Lucjusz jest na wolności - powiedział wolno.

- Tak.

Usiadł prosto i sztywno. Hermiona podniosła nieco głowę, by widzieć jego twarz.

- Jesteś zła, że nie powiedziałem ci od razu, a zamiast tego powiedziałem innym.

- Ja... Tak, tak przypuszczam. Jestem o to zła.

Spojrzał na Hermionę z ukosa i kiwnął głową. Znów błądził palcem po ustach, tym razem jednak w drugą stronę. Uniósł brew.

- Zastanawiasz się, czy Malfoyowie są przeze mnie bardziej szanowani niż ty.

Zarumieniła się.

- Ja... Tak, zastanawiam się. Szanujesz ich bardziej?

- Nie - odpowiedział głosem wypranym z emocji.

- Możesz odpowiedzieć bardziej szczegółowo? - Zauważyła błysk w jego oczach i szybko się poprawiła. - Znaczy... Proszę, czy mógłbyś odpowiadać bardziej szczegółowo?

- Draco to mój chrześniak. Trzymałem go w rękach, gdy był malutki i opiekowałem się nim, gdy był dzieckiem. Lucjusz i Narcyza są przyjaciółmi z mojej młodości. Mojej zmarnowanej młodości, można by powiedzieć. Ty jesteś moją żoną. Potrzebujesz większego zapewnienia o moim szacunku niż to?

Nie potrafiła spojrzeć mu w oczy.

- Potrzebujesz? - zapytał po raz kolejny.

Wzruszyła jednym ramieniem. Palcami skubała skórkę przy paznokciu kciuka.

- Hermiono, spójrz na mnie. Czy przyjąłbym twoich przyjaciół z powrotem na lekcje dla kogokolwiek innego niż ty?

- Zrobiłeś to, bo musiałeś - wymamrotała, wciąż skubiąc skórkę.

- Musiałem?

Uniosła głowę.

- A nie? - zapytała.

- Co obiecałem na naszym ślubie?

Zarumieniła się. Wiara, łaska, wierność. Miłość, prawda, lojalność. Serce, nadzieja, otwarta dłoń. Ona też to obiecała.

- Myślisz, że składam obietnice bez pokrycia?

Zamknęła usta i przełknęła nerwowo ślinę.

- Nigdy tego nie powiedziałeś.

- Nigdy to mocne słowo na czas czterech tygodni - wytknął. - Czy nie powiedziałem tego teraz? Jesteś... dla mnie najważniejsza. Jesteś jedyną osobą, która stawia mnie na pierwszym miejscu, od kiedy moja matka zmarła. Jak mógłbym cię mniej szanować?

- To wszystko jest dla ciebie tylko tym? - spytała. - Zobowiązaniem?

- Uważasz, że nazwałbym zobowiązania najważniejszymi dla mnie?

Wbrew sobie uśmiechnęła się. Ponownie spojrzała na swoje niespokojne dłonie.

- Przypuszczam, że myślisz teraz, że jestem głupia i dziecinna - wymamrotała.

- Gdy weszłaś do mojej klasy po raz pierwszy, byłaś prawie trzy razy młodsza ode mnie. Wciąż jesteś połowę młodsza. Nie mogę nic poradzić, że cały czas zauważam ten fakt. Ty też zauważasz mój wiek. Muszę ci przypomnieć, co powiedziałaś w dniu, gdy mi się oświadczyłaś?

Jak gdyby mogła zapomnieć. Różnica wieku będzie miała mniejsze znaczenie, gdy się zestarzejemy. Spróbowała spojrzeć na niego z ukosa.

- Przestań mówić, że ci się oświadczyłam. To brzmi okropnie.

Prychnął.

- Jeśli to wszystko, moglibyśmy wrócić do oceniania. Czeka na nas twoje zadanie domowe z Zaklęć. Zaklęcia Zmieniające, prawda? - przypomniał.

- Potrafiłam je rzucać na piątym roku - powiedziała. - Wolałabym uwarzyć Veritaserum. - Kolejny eliksir w programie siódmego roku.

Uniósł głowę, a potem brwi.


- Wiesz, że ten eliksir jest bezużyteczny przy Oklumencji, prawda?

- Tak, oczywiście, ale co... Nie chciałam użyć go na tobie! - zaprotestowała. Zauważyła, że jego wargi nieco uniosły się, jakby do uśmiechu, więc i ona szczerze się do niego uśmiechnęła.

- O, a może na pannie Skeeter? - zasugerował.

- Chciałabym - zgodziła się. - Gdyby nie było to kontrolowane przez ścisłe reguły Ministerstwa, pożyczyłabym pelerynę Harry'ego i dolała trzy krople do jej soku dyniowego przed napisaniem kolejnego artykułu.

- Zamoczenie jej pióra w Veritaserum byłoby chyba lepszym rozwiązaniem. Ma paskudny nawyk władania go do ust.

- I to jest dobry pomysł - przyznała Hermiona. Zaczęła zastanawiać się, kiedy Severus był na tyle blisko Rity, by zauważyć ten szczegół. Wątpiła, by mogła o to zapytać, bez zapłonięcia rumieńcem. - Chyba że znów by o nas pisała, to lepiej nie. Mogłaby wypaplać, że od czwartego roku wiem, że jest nierejestrowanym animagiem. I bez wątpienia wspomniałaby, że nie jest godna, by iść do Azkabanu.

- Chyba że najpierw zmienilibyśmy jej pamięć, jakby ona rzuciła na ciebie Obliviate po tym, jak ją wypuściłaś. Ale to by wymagało dużo pracy, a oboje mamy jej już niewyobrażalnie dużo - powiedział, rzucając wymowne spojrzenie na stos nieocenionych prac, oczekujących na jego uwagę.

Westchnęła i oboje wrócili do oceniania. Esej Harbina był tak samo precyzyjny jak jego charakter pisma. Dała mu P i wzięła kolejną pracę, skrzywiając się, gdy zobaczyła nazwisko. Gdyby tego oceniła pozytywnie, musiałaby podnieść innym uczniom stopnie. 

- Severusie - powiedziała chwilę później, gdy wpisała O na pergaminie. Zacisnęła palce na piórze. - Gdy byłeś przyjacielem Lucjusza Malfoya, zanim między wami się oziębiło, jak to ująłeś... Przypuszczam, że myśleliście o większości rzeczy podobnie.

- Tak. - Jego włosy zasłoniły mu całą twarz, bo pochylił się mocniej nad pracą.

- I myślę, że wiele rzeczy robiliście razem.

- Niektóre - odparł.

- Takie rzeczy... jakie zrobił Ginny, gdy dał jej dziennik?

- Zapewniam cię - wysyczał zza zaciśniętych zębów - że nigdy nie wysłałem żadnemu dziecku żadnego przeklętego przedmiotu.

Nastała cisza. Oceniła kolejny esej. Winford napisał oryginalny romans, jakoby sławni piosenkarze-wampiry, Bloodwyn Bludd i Lorcan D'eath byli ojcem i synem. Dała mu N po długim namyśle. Przynajmniej daty się zgadzały, a komentarze do imion idealnie pasujących do ciemnych istot były nawet zabawne. 

- Severusie... - zagadnęła ponownie.

- Hmmm? - Przestał pisać.

- Kiedyś musiało być coś, co was łączyło.

- Kilka rzeczy. Zaczęło się od zamiłowania do szkolnej perfekcji. Ale raczej nie łączyło nas nic więcej niż ciebie i twoich przyjaciół. Mogę ci tylko powiedzieć, że nigdy nie rozumiałem, co to może być. - Spojrzał na nią długim, przytłaczającym spojrzeniem. - Albo raczej powinienem dodać: nigdy nie chciałem o to pytać.

Oceniła kolejne dwa wypracowania. Pirie myślał, że wampiry można identyfikować po ich tendencji do wyczuwania zapachu ząbka czosnku z odległości dziesięciu kroków, skąd wynika ich obrzydzenie. Aguilar zapisała czterdzieści centymetrów pergaminu anegdotkami o jej mamy wujka szwagra szefa ojca najlepszym przyjacielu, który zniknął podczas swojej drugiej podróży do Rumunii. Długość pracy była częściowo związana ze szczegółowymi opisami zależności powiązań między wszystkimi wymienionymi osobami, a częściowo ze spekulacjami, dlaczego ten pan wrócił. Dopiero w ostatnim calu wypracowania wspomniała o bladej cerze wampirów, wychudłej sylwetce i ich niechęci do czosnku. Postawiła kolejne dwa Nędzne.

- Severusie?

- Tak? - wysyczał.

- Czy on... Byliście przyjaciółmi. Czy on kiedyś powiedział ci o dzienniku?

Podniósł głowę, by wziąć długi, głęboki oddech. Ponownie spuścił głowę, chowając twarz za włosami. Jedynym słyszalnym dźwiękiem był szelest pergaminu. W końcu przemówił, z tonem świadczącym o udawanej cierpliwości.

- Powiedzieć jednemu z nauczycieli, jak zatrzymać ten cały chaos? Czemu uważasz, że on jest aż tak głupi?

Nie powiedział, że nie był powiadomiony. Zabolało ją serce.

- To... To nie jest odpowiedź - wymamrotała.

Upuścił pióro. Jego końcówka urwała się i wielki czerwony kleks zalał górę sprawdzanej pracy. Twarz Severusa była zaczerwieniona, jego oczy płonęły. Stanął nad Hermioną, zaciskając pięści aż do zbielenia knykci.

- Nie! Nigdy mi nie powiedział! Nie przedtem! Nie w trakcie! Nie później! Czy kiedykolwiek dałem ci powód, żebyś wyobrażała sobie, że mógłbym siedzieć bezczynnie, gdy dzieci w szkole są w niebezpieczeństwie, nieważne z jakiego domu są i jaki jest status ich krwi? Dałem?!

- Nie. Nie to miałam na myśli... Przepraszam.

- Przepraszam!?

Zatrzasnął za sobą drzwi. Zanim Hermiona wygrzebała się zza biurka i do nich dobiegła, było już za późno, by go dogonić.