Rozdział 24. Pod przymusem

W Pokoju Życzeń pojawiła się szkarłatna trzyosobowa sofa i dwa żółte miękkie fotele. Na podłodze leżał włochaty dywan, a koślawy stolik z imbryczkami stał w kącie. W przeciwległym rogu pomieszczenia stał regał pełen książek do Obrony przed Czarną Magią. Ginny i Harry siedzieli w odległych krańcach sofy, Ron rozsiadł się na jednym z foteli, a Luna, którą spotkali po drodze i spontanicznie zaprosili na spotkanie, usiadła na zgiętych nogach na dywanie, ukrywając w nim swoje stopy, a plecami opierając się o podnóżek drugiego fotela.

- Wiemy, co ty wiesz, że widziałeś - powiedziała Krukonka, gładząc włókna wokół siebie, niektóre z nich skręcając w małe pęczki. - Pytanie brzmi: czy to, co twierdzisz, że widziałeś, było tym, co myślałeś, że widzisz czy to tylko wyglądało jak to, co myślałeś, że widzisz?

Chłopcy spojrzeli na dziewczynę z niezrozumieniem. Luna tego nie zauważyła, bo wzrok miała utkwiony w dywanie.

- Szpiedzy cały czas kłamią, bo muszą - zgodziła się Ginny. - Fakt, że on coś powiedział, nie znaczy, że miał to na myśli.

- Oczywiście, że miał. Nienawidzi mnie tak samo jak mojego ojca.

Oczy Harry'ego powędrowały na regał stojący w kącie. Gdyby Hermiona tu była, podeszłaby tam na samym początku i siedziałaby teraz w fotelu otoczona stosem grubych tomiszczy. Tęsknił za Hermioną. Dlaczego musiała wyjść za nietoperza? Jak ona mogła? Spojrzał na najwyższą półkę, gdzie stał komplet wysokich zielonych woluminów rozdzielonych zestawem grubych czerwonych książek.

- Ludzie, których Snape nienawidzi, kończą w grobie - Ron wtrącił swoje trzy grosze. Harry stanowczo mu przytaknął. Dlaczego dziewczyny tego nie zauważały?

- Mamy wojnę - stwierdziła Ginny. - Ona niestety ma swoje ofiary. Nie możesz o wszystko obwiniać Snape'a.

Harry uderzył ręką w poduszkę leżącą między nim a Weasleyówną i zostawił ją tam, ignorując pulsujący ból promieniujący do jego ramienia.

- To jego wina, że Syriusz nie żyje! Zawsze z niego drwił!

Dłoń Ginny spoczęła na jego zdrętwiałych palcach i ześlizgnęła się, kładąc zaraz obok dłoni Harry'ego w niemym zaproszeniu. Zignorował je, zaciskając wargi. Chłopak przypomniał sobie słowa Hermiony: Syriusz i tak poszedłby do Ministerstwa, Harry. Kochał cię zbyt mocno, by siedzieć w domu, gdy ty byłeś w niebezpieczeństwie. Może by tak zrobił, ale gdyby nie był tak zirytowany, byłby bardziej ostrożny!

- Tak, ale on nie zmuszał go do pójścia do Ministerstwa. Powiedziałeś nam, że Dumbledore mówił ci, że Snape próbował zatrzymać Syriusza w domu - zauważyła Ginny.

- To pewnie bzdura wyssana z palca - powiedział Ron. - Pewnie wynalazł w swoim mieszkaniu sprawy niecierpiące zwłoki do załatwienia, by tylko mieć pewność, że Syriusz pójdzie.

- To możliwe - przyznała. - Ale wszyscy by o tym wiedzieli. Nawet gdyby powiedział to, gdy nie byłoby innych przy Syriuszu, poznalibyśmy to po kipiącej złości Syriusza. Dodatkowo Szalonooki Moody nie lubi Snape'a tak samo jak ty. Gdyby podejrzewał go o sabotowanie Syriusza lub któregokolwiek członka Zakonu, powiedziałby to głośno i powtarzał tak często, że nawet my byśmy o tym usłyszeli.

- Szkoda, że nie poprosił o brązowe sztuczne oko zamiast niebieskiego, nie? - powiedziała Luna, zaczynając splatać kolejne warkoczyki z dywanu ćwierć odległości między jej biodrem a kolanem. - Na Oddziale Protez Św. Munga używają takich magicznych oczu. I tylko posiadacze niebieskich szaleją. Myślałam, że wszyscy to wiedzą.

Ron, jako jedyny niebieskooki w pokoju, nastawił się ofensywnie do słów Luny.

- Jeśli ktoś tu jest pomylony... - zaczął, jednak nie skończył, bo Ginny wybuchła śmiechem i nawet Harry musiał ukrywać swój szeroki uśmiech.

- To by wyjaśniało ciebie i Dumbledore'a - powiedziała bratu Weasleyówna.

- Och, nie. Przecież oni nie są cyklopami - odpowiedziała panna Lovegood.

Harry spuścił głowę, wyginając wargi w uśmiechu. Dłoń Ginny wciąż leżała obok jego. Jej palce trzęsły się wraz z nią ze śmiechu. Harry odwrócił swoją dłoń wewnętrzną stroną do góry i wsunął pod dłoń Ginny.

Luna zaczynała już trzeci warkoczyk. Jej palce ciągnęły włochaty materiał, skręcały go i splatały.

Ron uznał, że to on powinien wrócić do tematu.

- Dobrze, że możemy chociaż mieć cień szansy, że to Dumbledore kazał Snape'owi zaoferować Harry'ego. Przypuszczam, że to może być pułapka, sztuczka lub manewr mający na celu wywindować Snape'a w Wewnętrznym Kręgu lub coś w tym rodzaju. Nawet jeśli tak jest, to nie znaczy, że Snape jest uczciwy. Może planuje zmienić sztuczkę w prawdziwe zdarzenie, gdy będzie już za późno, by go powstrzymać.

- Pytanie brzmi: czy myślisz, że połączenie Voldemorta i Snape'a dorównuje Dumbledore'owi - powiedziała Ginny.

- Nie - uciął jej brat. - Pytaniem jest, czy Harry zaryzykuje życie wierze, że to połączenie nie dorównuje Dumbledore'owi.

Luna zaczęła kolejny warkoczyk. Zarys wokół jej nogi zaczynał nabierać kształtu. Przelotnie podniosła wzrok i westchnęła.

- Według mnie prawdziwe pytanie brzmi: dlaczego wampiry wolą zupę cebulową od ravioli. Może to z powodu koloru?


~*~

Osiem pięter niżej Severus uniósł wzrok znad listu swojego chrześniaka i skrycie go podziwiał. Chłopak wodził wzrokiem po słoikach pełnych martwych ingrediencji, które zapełniały całe półki.

- Zakładam, że masz jakiś powód, że mi to pokazujesz.

Draco osunął się na twardym krześle i podniósł głowę.

- Nie jestem głupi. Nie mogę tego udowodnić, ale to ty uprzedziłeś Dumbledore'a, gdzie Potterzątka szły tamtej nocy. McGonagall była wciąż w Św. Mungu, a żaden inny nauczyciel nic nie wiedział. To by ci zaszkodziło, gdybym napisał ojcu prawdę. Co powinienem zrobić?

Severus oparł się o tył krzesła, błądząc palcem po ustach.

- Draco, pytasz mnie, czy powinieneś powiadomić ojca o mojej zdradzie?

Chłopak przeczesał drżącymi palcami swoje lśniące blond włosy, rozglądając się po pokoju. Otworzył usta, zamknął je, oblizał wargi i spróbował ponownie.

- Nie. Pytam, dlaczego nie powinienem tego robić.

- Skoro jestem zdrajcą, powinieneś znać odpowiedź; ona jest oczywista - wytknął Severus. - Lecz jeśli pytasz mnie o wybór strony - nie zrobię tego za ciebie. To byłoby nic niewarte. 

Jabłko Adama Dracona kilkukrotnie poruszyło się w górę i dół.

- Jesteś moim ojcem chrzestnym. Ale on jest moim ojcem. Nie chcę zdradzić żadnego z was. Jednak ty to zrobiłeś i ja także muszę. To nie fair. Dlaczego oboje nie możecie być po jednej stronie?

- Twierdzisz, że powinniśmy układać nasze życia tak, by tobie to pasowało?

Draco przełknął ślinę.

- Jesteś okrutny.

Severus uniósł brwi.

- Wiadomo. Jestem Śmierciożercą. Jeśli jeszcze nie zdecydowałeś, że będziesz milczał, rozmowa ze mną jest głupia. Czy mogę w takim razie przypuszczać, że podjąłeś już decyzję?

Draco podniósł głowę, zaciskając mocno wargi.

- Kocham moich rodziców. Zmuszasz mnie, bym ich zdradził.

- Do niczego cię nie zmuszam. Jeśli ktoś wymusza na tobie decyzję, to twój ojciec za pomocą tego listu. - Severus uniósł wspomniany list i oddał chłopakowi. Ten wyrwał go z ręki ojca chrzestnego, zgniótł w dłoni i schował do kieszeni.

- Potrzebuję czasu - załkał Draco.

Severus spojrzał w dół na stos esejów o Veritaserum leżący przed nim.

- Nie ma czasu.

Draco ukrył twarz w dłoniach.

- Nie wiem, co robić. Nie chcę stracić żadnego z was.

Severus dotknął palcem wargi i zjechał nim na brodę. Przechylił głowę tak, że jego tłuste włosy opadały prosto na jeden z policzków. 

- Może powinieneś przestać wybierać pomiędzy lojalnościami, a zacząć myśleć perspektywicznie - o konsekwencjach - zasugerował w końcu. - Skoro jestem zdrajcą, a ty nie powiesz o tym ojcu, zwiększysz jego szanse na powrót do Azkabanu. Wątpię, by skazali go na Pocałunek, nawet gdyby odzyskali kontrolę nad Dementorami, ale nie możemy całkowicie wykluczyć tej możliwości. Twoja matka, tak myślę, będzie działać pod przymusem. Biorąc pod uwagę twoje wsparcie, prawdopodobnie uwolnią ją za wysoką kaucję. Większość posiadłości przypadnie tobie - w zaufaniu i dożywotnio.

- A jeśli cię wydam, od razu będą cię torturować do śmierci. I Hermionę też.

- Idealna śmierć dla zdrajcy, chciałoby się powiedzieć - zripostował Severus, ponownie błądząc palcem po wargach. - Mógłbyś dostać ją jako nagrodę. Po kilku seriach Cruciatusów, oczywiście. Prawdopodobnie sam musiałbyś rzucić kilka z nich, ale to byłby plus - zraniłbyś ją słabiej niż inni.

Draco zamknął oczy.

- W ogóle bym jej nie zranił. Nie potrafiłbym.

- Nawet gdyby to miało ocalić jej życie? - zapytał Severus. - Czyżbyś nie miał instynktu mordercy tak potrzebnego Śmierciożercom?

Draco gwałtownie otworzył oczy i zacisnął pięści.

- Jesteś okrutny. - Chciał przekląć złośliwy uśmieszek ojca chrzestnego. Ale nigdy nie rzuciłby Cruciatusa!

- To żadna nowość. Gryfoni mogli ci to powiedzieć wielokrotnie podczas sześciu lat wspólnych Eliksirów - przypomniał Severus.

- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytał chłopak.

- Co zrobiłem? Zostałem Śmierciożercą? Przestałem nim być? Poślubiłem Hermionę?

- Wiedziałeś, że to może się stać. Jak mogłeś wpakować ją w tak wielkie ryzyko niebezpieczeństwa? - obwinił Severusa. Niewiarygodne, ale jeden kącik ust Snape'a uniósł się ku górze, jednak tak szybko, że Draco nie był pewien, czy mu się to nie przywidziało.

- Wiedziała, że to może się stać. Uznała, że jestem wart ryzyka.

- Może ma po prostu zbyt słabą wyobraźnię, by to zrozumieć - odpowiedział Draco wypranym z emocji głosem.

- Upewniam cię, że nie zostawiłem jej żadnych wątpliwości. Mimo wszystko wybrała ślub ze mną. To nie powinno cię dziwić. Była po stronie Pottera przeciw Czarnemu Panu od pierwszego roku i dotychczas widmo ryzyka jej nie powstrzymało.

- Chciałbym być jak ona - wymamrotał Draco. - Ja zawsze boję się konsekwencji.

- Ona też się boi. Ale bardziej martwi się o przyjaciół niż o siebie. - Severus ponownie spojrzał na stos esejów i wygładził go.

Draco wyprostował ramiona i usiadł wygodniej.

- Co mam napisać, żeby was ochronić? - zapytał i zauważył, że blade ręce Snape'a zawisły w powietrzu.

- Trzymaj się tego, co widziałeś i powiedz, że reszta to pogłoski, których nie możesz poprzeć dowodami. Pomiń, dlaczego uważasz, że to ja mogłem ostrzec dyrektora. Możesz na przykład zasugerować, że podejrzewasz o to panią Pomfrey, bo widocznie gdzieś jej się spieszyło po tym, jak w ekspresowym tempie cię uleczyła. Zaraz po zajęciu się tobą wyszła ze Skrzydła Szpitalnego. To będzie tak wymijające, że nie powinno nikogo obarczyć winą.

- Poszedłeś do lasu - Draco oświadczył stanowczo.

- Nie byłeś tego świadkiem, bo... panna Weasley rzuciła na ciebie zaklęcie, prawda? Następnego dnia byłem w podłym nastroju i słyszałeś, jak narzekam na włóczenie się między drzewami przez całą noc w poszukiwaniu Umbridge, cudem unikając centaurów i akromantuli - odparł gładko.

- I wtedy?

Severus dotknął pergaminu.

- Zaczniesz pisać o swoim życiu i o tym, że czekasz na następny list. Mi zostawisz radzenie sobie ze śledztwem, które twój ojciec może wszcząć. Dobrze mi idzie z takimi rzeczami. - Severus spojrzał prosto na Dracona. - A ty myśl. Jak na razie nie wybrałeś ostatecznie żadnej ze stron. Zawsze możesz napisać do ojca list, w którym wyjawisz całą prawdę, wyjaśniając, że próbowałeś wmanewrować mnie w ujawnienie moich lojalności i zostaniesz uznany raczej za głupca niż za zdrajcę.

- Nie przypuszczam, żeby Czarny Pan gardził głupcami mniej niż zdrajcami - wymamrotał Draco, czerwieniąc się, gdy jego ojciec chrzestny spojrzał na niego z błyskiem w oczach.

- Chyba nie myślisz, że twój ojciec by mu powiedział? Przecież to jego interes, by ludzie nie widzieli w nim ojca głupca, bo nim nie jesteś. Nigdy nie wątp, że rodzice cię kochają, Draco. Rzuciliby się pod Avadę, by cię chronić, gdyby zaszła taka potrzeba.

Draco przeszedł dreszcz.

- Jeśli ja ochroniłbym ciebie, równałoby się to ze zdradzeniem ich.

Severus podniósł pergaminy i dotknął palcami krawędzi biurka.

- Wybierasz swoją własną drogę. Każdy syn robi to prędzej czy później. Dla twoich rodziców to byłoby wielkie zmartwienie, gdybyś obrał inną drogę niż oni. Siarczysty policzek. Bo oni zrobili to dla ciebie. Chcieli zbudować ci lepszy świat, jak to rodzice zwykle robią. Ale ostateczna decyzja należy do ciebie. To ty wybierasz świat, w którym będziesz żyć.

- Dlaczego po prostu nie rzucisz na mnie Oblivate? Czy to nie byłoby bezpieczniejsze?

Severus odłożył pergaminy, przeczytawszy uprzednio fragmenty wypracowań.

- Wręcz przeciwnie. Twój ojciec oczekuje od ciebie odpowiedzi. Taka, która mu się nie spodoba, jest wciąż mniej podejrzana niż jej brak lub odpowiedź całkowicie podyktowana przeze mnie. O cokolwiek twój ojciec mnie zapyta, dam radę mu odpowiedzieć. 

Spojrzał na Draco i odwrócił wzrok, podnosząc jedną ręką pióro.

- Jak? - zapytał Draco, patrząc, jak Snape pisze swym piórem miażdżące komentarze.

- Czy niewinność nie jest najlepszą tarczą?

- Czy Czarny Pan uwierzy w twoją niewinność, jeśli mu przekażę, co mi dzisiaj powiedziałeś?

Severus na chwilę zaprzestał pisania, ale już po chwili kontynuował czynność, lecz nieco wolniej.

- Chciałbyś być w takim wypadku głupcem w oczach Czarnego Pana? - zapytał Severus.

- Nie pogrywaj ze mną, ojcze chrzestny. Jak byś mu wytłumaczył to, co mi wyjawiłeś?

- Nic łatwiejszego. Nie uznałby mnie za głupca ani zdrajcę, gdybym powiedział, że cię testowałem. Skoro poruszyłeś taki, a nie inny temat w mojej obecności, nie oczekiwałby ode mnie niczego innego, jak sprawdzenia twojej lojalności.

- Wtedy ja jestem przegrany. Powiedzieć i być torturowanym za bycie idiotą lub nie powiedzieć i być zabitym za zdradę.

Starszy mężczyzna wzruszył ramionami, kręcąc leniwie piórem.

- I to jest problem bycia niezdecydowanym.

Draco ukrył twarz w dłoniach.

- Nigdy nie powinienem był ci ufać - powiedział gorzko. - Zdradziłeś moich rodziców. Jak mogłem myśleć, że i ze mną tego nie zrobisz?

- To świat, który zbudował twój ojciec, gdzie osobisty interes jest ważniejszy od przyjaźni i lojalności. Uważasz, że podjął rozsądny wybór?

Draco podniósł głowę i napotkał wpatrzone w niego czarne oczy.

- Nie. Nie uważam - wymamrotał.

- Widzisz, Draco - odpowiedział delikatnie starszy mężczyzna, kładąc pióro na biurku między nimi. - Ja też nie.


~*~

Dumbledore wrócił na Noc Duchów. Harry poszedł się z nim spotkać zaraz po zakończeniu imprezy. Starał się nie patrzeć gniewnie na dyrektora siedzącego za biurkiem.

- Całkowicie ufam Severusowi Snape'owi - powiedział spokojnie Dumbledore.

- Tak, ale nigdy nie powiedział mi pan, dlaczego - zauważył Harry. Pochylił się do przodu i oparł ręce na biurku. - Nienawidził moich rodziców. Teraz nienawidzi mnie i planuje wydać mnie Voldemortowi.

Oczy Dumbledore'a zamigotały.

- Już ci to tłumaczyłem, Harry. Zachował się tak, jak mu kazałem. Powinieneś kontynuować lekcje Oklumencji z nim. Jeśli informacje, które posiadasz, będą bezpieczne, możesz uzyskać ich więcej.

- Powiedział mi pan, że Voldemort nie lubi być w mojej głowie, bo za bardzo go to boli - przypomniał.

- Prawda, ale może wytrzymać okazjonalny ból w imię końcowego rezultatu. Oklumencja jest początkiem odpowiedzi, do której dążysz.

- Trudno jest pozwolić osobie, której się nie ufa, szperać w swoich myślach - uskarżył się Harry.

Dumbledore posłał mu surowe spojrzenie.

- Jak dotąd nie okazałeś niezadowolenia, że tak czyni Voldemort - powiedział dyrektor uprzejmym głosem.

Harry skrzywił się. 

- Będę się przykładał do nauki jeszcze bardziej, obiecuję. Byłoby mi łatwiej uczyć się ze Snape'em, gdybym wiedział, dlaczego mu pan ufa.

Dumbledore uśmiechnął się łagodnie.

- Bo mogę, mój drogi chłopcze. Bo mogę.

Rozdział 23. Roztopiony kocioł

Chcecie dobrze dla przynajmniej jednego ze Snape'ów.

Draco powtórzył sobie w myślach słowa Neville'a i uniósł głowę. Gdyby tylko Potter w to uwierzył! Albo Weasley, ale to Pottera opinia się liczyła. Zawsze.


Nieco dalej w korytarzu drzwi do gabinetu Snape'ów otworzyły się z trzaskiem i zamknęły z jeszcze większym. Neville podskoczył przerażony, ale odetchnął z ulgą, gdy zauważył, że to nie Snape, ale jego przyjaciel. Harry uderzył pięścią w ścianę. Dopiero wtedy zauważył, że kolega mu się przygląda i oddalił się od ściany, jednak wciąż zaciskał pięści, a jego twarz czerwieniała od złości.

- O wilku mowa - wymamrotał Draco. Odwrócił głowę, gdy zauważył, że Neville macha do Harry'ego. - Nie wołaj go, idioto. Mówiłem, że nie będę z nim gadać.

Neville miał teraz jednak większe zmartwienie niż fochy kolegi.

- Czy Snape jest zajęty? - zapytał, patrząc spod przymrużonych powiek ponad czarnymi włosami Harry'ego na ciężkie drzwi, spodziewając się, że nagle się otworzą i wyjdzie zza nich ziejący ogniem Mistrz Eliksirów. - Chyba nie będzie cię gonił, co? Nie chcę, by przyłapał mnie na korytarzu, gdy powinienem być w sali i warzyć eliksiry.

- Więc idź je warzyć. Właściwie, to co wy tu robicie? - Harry schował różdżkę, ale wciąż trzymał na niej rękę, mierząc wzrokiem towarzysza Neville'a.

- Eliksirowa katastrofa. Czekamy, aż opary znikną i będziemy mogli wrócić do klasy i spróbować ponownie.

W oczach Harry'ego pojawiły się ostre iskierki.

- Och, ty wciąż roztapiasz kociołki?

Draco przygarbił się i intensywnie spojrzał na swoje dłonie. Neville się roześmiał.

- Tak, coś w tym rodzaju - zgodził się.

Draconowi ulżyło, że Neville uznał, że Harry nie musi wiedzieć, czyja ręka wrzuciła łodygi raptuśnika zbyt szybko, jednak i tak czuł na sobie pogardliwe spojrzenie zielonych oczu.

- Nie powinieneś, jeśli Malfoy prawidłowo cię uczy. Pewnie sabotował eliksir celowo.

Draco skrzywił się. To nie była prawda, ale tak można by pomyśleć, gdyby ktoś widział, jak głupi błąd popełnił. Nie mógł się powstrzymać i spojrzał na Neville'a. Był ciekaw, czy uwierzy w słowa Pottera. Zdawało się, że nie.

- Dlaczego miałby to robić? To oznaczałoby dla niego więcej pracy, a przecież już teraz ma jej wystarczająco dużo - zauważył Neville.

- Szantaż - powiedział Harry. - Jeśli by zrujnował twoją miksturę, mógłby ci grozić, że powie Snape'owi, że ty to zrobiłeś, a on znów wyrzuciłby cię z zajęć. Szczerze, nie byłbym zdziwiony, gdyby to między sobą zaplanowali. Zawsze mówiłem, że to dziwne, że pozwolił ci wrócić na lekcje.

- On jest stuknięty - wymamrotał Draco i zacisnął pięści. - Kompletnie stuknięty.

To nie był odpowiedni czas, by obrażać Wybrańca. Nigdy nie było na to odpowiedniej chwili. Szkoda.

- Jesteś pewien, że wszystko z tobą w porządku, Harry? - zapytał Neville, patrząc na przyjaciela podejrzliwie. - Oboje dobrze wiemy, dlaczego pozwolił mi wrócić. To był pomysł Hermiony, pamiętasz?

- Ha! Założę się, że on tak ją omotał, że tak jej się tylko wydawało, że to był jej pomysł. To zdrajca. Zawsze mówiłem, że nim jest! Mam nadzieję, że kiedyś dostanie za swoje.

Draco zacisnął wargi w przypływie złości. Potter był gnidą, ale nic by nie osiągnął, gdyby tak go teraz nazwał. Przypomniał sobie, co mówił Snape o sojuszach i ich konsekwencjach oraz o trzymaniu temperamentu na wodzy. To była czysta prawda, z którą trudno było się kłócić.

- Nie mów mi, że znowu się z nim pokłóciłeś - powiedział Neville. - Wiem, że różnie bywało w przeszłości, ale Dumbledore mu ufa i wątpię, by Hermiona z nim była, gdyby był zdrajcą.

- Ona po prostu nie chce tego dostrzec. Latami mówiłem jej, by mu nie ufała, ale ona nigdy nie chciała tego słuchać.

Draco przewrócił oczami i zachował dla siebie złośliwy komentarz o różnicy między pojemnością mózgów Harry'ego i Hermiony.

- Hermiona to najmądrzejsza i najbystrzejsza dziewczyna, jaką znam - stwierdził Neville. - Jaką każdy z nas zna. Spójrz na Umbridge. Hermiona odkryła jej zamiary na samym początku, na samej Ceremonii Przydziału. Pamiętasz? Powiedziała, że przemowa Umbridge znaczy, że Ministerstwo miesza się w sprawy Hogwartu i miała rację!

- Tak, ale to tylko Umbridge. A co z Lockhartem?

Draco znów przewrócił oczami. Ta... Jego ojciec chrzestny ma przecież tyle wspólnego z Lockhartem! Te falowane blond włosy i zabójcze uśmiechy! Ta, jasne. Chociaż złośliwy uśmiech Snape'a można było nazwać zabójczym uśmiechem, albo raczej uśmiechem zabójcy. W końcu Śmierciożercy nie słyną ze spokoju.

Gdy Neville unosił głowę, jego wargi były zaciśnięte.

- Wszystkie dziewczyny wielbiły Lockharta na początku, nie tylko Hermiona.

- A co ze wszą*? Zwariowała na punkcie skrzatów domowych. Jeśli byś kiedykolwiek spotkał Stworka...

- Ma miękkie serce - przyznał chłopak. - Ale Snape to nie skrzat domowy. I, jeśli chcesz znać moją opinię, uważam, że Hermiona go lubi i on ją też. Przynajmniej tak to wygląda.

- Albo on udaje, że ją lubi i będzie udawał, aż zapędzi nas do pułapki. Do tego roku zawsze był dla niej okropny.

- Wiesz, on uważa wszystkich uczniów za niższe formy życia. No, poza Draconem. - Chłopak spojrzał na blondyna, a ten wykrzywił twarz w odpowiedzi i uniósł oczy ku górze. - To powinna być wskazówka, że potrafi lubić ludzi i nie zawsze jest dla nich okropny. Dlatego zastanawiam się, jak będzie nas traktował, gdy skończymy Hogwart i nie będziemy niższymi formami życia, ale dorosłymi absolwentami szkoły. Nigdy bym nie przypuszczał, że tak pomyślę, ale może się wtedy okazać nawet sympatyczny.

- Albo okaże się, że gra na dwa fronty i jest to daleko bardziej prawdopodobne. Przecież nie może tak działać w nieskończoność. Ktoś w końcu się skapnie, a on wtedy dostanie za swoje. - Harry uśmiechnął się prawie tak złośliwie jak Snape, gdy odejmuje Gryffindorowi pięćdziesiąt punktów.

Ciepliwość Draco, która nigdy nie była tak wielka jak teraz, właśnie wyparowała.

- Już to przedtem mówiłeś. Co to dokładnie według ciebie znaczy? - zapytał, przymrużając oczy i unosząc podbródek. - Snape jest najlepszym nauczycielem w tej cholernej szkole i założę się, że także najlepszą Głową Domu. Dostanie na co zasłużył, ale od kogo?

- A jak myślisz? Wężej mordy.

- Harry, według mnie... Pewnie nie pomyślałeś... To pewnie odbiłoby się na osobie, która jest z nim związana - zaprotestował Neville.

- Mogła o tym pomyśleć, zanim za niego wyszła! - marudził dalej Harry. - Pani Nietoperzyca z Lochów. Ugh!

Draco rzucił się na Wybrańca. Harry uniknął ciosu i zadał Ślizgonowi nie do końca trafione uderzenie w ramię, druga ręką sięgając po różdżkę. Przez przypadek zawadził knykciami o zęby Dracona, by po chwili zdecydować się na mocniejszy cios w to miejsce. Neville patrzył na chłopaków, przygryzając wargę ze zdegustowaniem.

- Przestańcie, obaj! - zarządził. Był wyższy od Harry'ego i szerszy w barkach od Dracona, ale nie był na tyle silny, by ich rozdzielić. Rzucił okiem na drzwi do gabinetu Snape'a, ale one wciąż się nie otwierały. - Expelliarmus! - Miał nadzieję, że efekty zaklęcia podzielą się równo między kolegów. Jeśli upadliby zbyt mocno, Snape mógłby przyjść i sprawdzić, co się stało.

Odlecieli od siebie. Ich różdżki wylądowały na podłodze u stóp Neville'a. Draco uderzył w ścianę. Harry wylądował niezgrabnie na jednej nodze, resztą ciała wgniatając się w podłogę. Neville podniósł różdżki, ponownie zerkając w stronę profesorskiego gabinetu.

- Wy idioci - powiedział niesympatycznie, gdy chłopcy masowali obolałe miejsca, patrząc jeden na drugiego. - Jeśli musicie się bić, nie róbcie tego przy gabinecie Snape'a i nie w czasie, gdy powinienem warzyć eliksiry. Draco, jeśli możesz, sprawdź, czy można już wejść do klasy. A ty, Harry, pomyśl dwa razy, zanim coś powiesz. Wiesz, że Sam-Wiesz-Kto niszczy całe rodziny. Hermiona jest twoją najlepszą przyjaciółką od pierwszej klasy. Naprawdę chcesz, żeby coś paskudnego jej się przytrafiło, tylko dlatego, że nie lubisz Snape'a?

Harry zaczerwienił się i wstał niezgrabnie, nieco kulejąc.

- Nie, oczywiście, że nie! Nie to miałem na myśli. Tylko mówiłem, że mogła postąpić lepiej i nie wychodzić za Snape'a, tyle. - Spojrzał na Dracona w sposób, jakiego nie powstydziłby się bazyliszek. Blondyn skrzywił się i potarł obolały łokieć. - Jest zdrajcą. Wiem, że to prawda, ale ona mi nie wierzy.

- Może uważa, że zna go nieco lepiej niż ty - wytknął Neville. Od strony drzwi nie było żadnych przesłanek, żeby Snape miał przyjść. Na ich szczęście ściany były wykonane z solidnego kamienia i niezbyt dobrze przewodziły dźwięk. Odetchnął z ulgą.

- Ale ona nie widzi go, gdy on... - Harry przerwał i spojrzał w stronę Draco. - Powiem ci, gdy go nie będzie w pobliżu.

- Chyba jest trochę zbyt późno na sekrety, nie uważasz? - burknął Draco. - Już i tak za dużo powiedziałeś. Uważasz, że on gra na dwa fronty, czyli twierdzisz, że utrzymuje kontakty ze Śmierciożercami lub sam jest jednym z nich, a skoro Dumbledore ufa mu mimo to, musi być szpiegiem. Jeśli myślisz, że jest to prawdopodobne, bym wydał go przed Sam-Wiesz-Kim, to właśnie pchnąłeś go w moje ręce, a... ją razem z nim. - Niewiele brakowało. Zarumienił się, ale na szczęście Potter nie był tak spostrzegawczy jak Neville.

- Byłbyś głupi, gdybyś uważał, że Draco chciałby, aby coś stało się Snape'owi, Harry. Sam widziałeś, jak się wściekł, gdy źle mu życzyłeś - dodał Neville. - Donoszenie Sam-Wiesz-Komu jest ostatnią rzeczą, jaką Draco by zrobił. Możemy pogadać o tym później. Ja wracam do kociołka, żeby jutro na lekcji niczego nie spieprzyć. Mój okres próbny wciąż trwa. Mogę zwrócić wam różdżki, jeśli nie macie zamiaru użyć ich teraz przeciw sobie.

Spojrzał znacząco na Harry'ego i oddał mu różdżkę. Chłopak powoli ją schował.

- Nie miałem na myśli, że chcę, żeby Hermiona cierpiała. Dobrze wiesz, że tego nie chcę.

- Jak ja mogłem w to uwierzyć? - wymamrotał Draco.

- Żadne z was nie chce, by Snape'om się coś stało. - Neville spojrzał ponad Draconem na Harry'ego. - Cokolwiek rani jednego z nich, rani i drugiego. To znaczy, że ty, Harry, nie chcesz, żeby cierpiał Snape, a Draco, by cierpiała Hermiona. Proste.

- Mówisz, jakbyś ufał Malfoyowi - stwierdził Harry, odwzajemniając spojrzenie Neville'a. - Jak możesz? On nas nienawidzi od zawsze, nazywa ludzi szlamami, a jego ojciec jest Śmierciożercą!

- Dzięki za przypomnienie, ale wiem o jego ojcu. A na resztę powinieneś spojrzeć chyba świeżym spojrzeniem.

- Był dla nas dupkiem przez sześć lat. Znęcał się nad słabszymi. Nie możesz ot tak o tym zapomnieć!

- Teraz tak nie robi. - Neville wzruszył ramionami i otworzył drzwi do sali na jedynie taką szerokość, by wciągnąć powietrze. Kiwnął głową i otworzył je na oścież. - Ja byłem matołkiem, teraz nim nie jestem. Ludzie się zmieniają, jeśli im pozwalasz.

Draco podążył za Neville'em do klasy, zamykając Harry'emu drzwi przed nosem. W ciszy przyjął różdżkę. Przyniósł nowy zestaw składników z szafki. Neville sprawdził czystość kociołka i postawił go na miejsce, podpalając ogień o średnim płomieniu. Przez dłuższą chwilę chłopcy nie powiedzieli ani słowa, ani nawet nie spojrzeli na siebie.

- W pewien sposób Potter ma rację - powiedział w końcu Draco, odchodząc od kociołka, by ustąpić miejsca Neville'owi. - Dlaczego miałbyś mi ufać? Wiesz, jaki jestem.

Neville skończył liczyć zamieszania i dopiero wtedy odpowiedział.

- Ufam twoim zamiarom. Może nie jesteś osobą, która wyniosłaby mnie z płonącego budynku, to akurat muszę przyznać. Ale czy to najważniejsza cecha przyjaciela?

Draco podniósł łodygę raptuśnika, ale pod wpływem znaczącego spojrzenia, którym Neville przypominał mu o poprzednim wybuchu, odłożył ją.

- Mamy wojnę, więc ta cecha chyba jest teraz najważniejsza - przyznał. - Wyciągnięcie z płonącego budynku, ochrona twoich pleców w walce, utrzymanie twoich sekretów podczas tortur... Takie zachowania mogą zaważyć na twoim życiu. Nie wiem, czy byłbym skłonny do którejkolwiek z nich.

Neville wzruszył ramionami, patrząc na miksturę, której srebrnoszary kolor pogłębił się i zaczął czerwienieć do matowego kasztanowego.

- Szczerze, nie wiem, czy sam byłbym zdolny do czegoś takiego - przyznał Neville, gdy proces zmiany koloru skończył się.

Draco uniósł łodygę nad samym środkiem kociołka i odczekał chwilę, zanim dotknął palcami mikstury. Uniósł drugą łodygę i odczekał, aż obłoki dymu ustąpią.

- Ty! Oczywiście, że byłbyś. Jesteś Gryfonem! Nawet Potter byłby zdolny.

Neville wykrzywił usta i uniósł głowę.

- Jak dotąd nie byłem w pełni Gryfonem. Teraz staram się nim być.


~*~

- Severusie. - Mężczyzna wciąż trzymał jej dłonie zbyt mocno, by mogła je wyswobodzić. Odwzajemniła uścisk. - Wampiry...

Podniósł głowę i zacisnął usta. 

- Nie pytaj.

- Nie zamierzałam. Nie o plany wobec nich. Tylko... one nie są dla ciebie niebezpieczne? Nie będziesz w większym niebezpieczeństwie niż dotychczas? - Przełknęła ślinę i przygryzła wnętrze policzka. Wolała czuć taki ból niż mrowienie w oczach i czubku nosa. - Chciałabym, żeby było coś, co mogłabym zrobić.

Jego dłoń była ciepła i szorstka, gdy ją trzymała. Jego kciuk znów głaskał wierzch jej dłoni, od knykci do nadgarstka. 

- Było coś, co mogłaś zrobić. I zrobiłaś to. Jeśli przeżyję ten semestr, będzie to dzięki naszemu  małżeństwu i temu, że nieświadomie włączyłaś przyjaciół do dbania o to, bym przeżył. Nawet jeśli ty o tym zapomnisz, ja zawsze będę o tym pamiętał. - Kąciki jego ust nieznacznie się uniosły. - Nie mogę się doczekać dnia, gdy im wyjawimy prawdziwy powód naszego małżeństwa, przepowiednię i ich udział w jej wypełnieniu. Chcę widzieć wtedy ich twarze.

- A co, jeśli to nie wystarczy? Tak bardzo się o ciebie boję. Za każdym razem, gdy wychodzisz z pokoju, boję się, że nie wrócisz.

- Martwię się o to samo więcej lat, niż ty żyjesz. Bałem się nawet podczas cichych lat. Zawsze siedziało to gdzieś z tyłu mojej głowy.  - Severus podniósł wolną dłoń i pogłaskał policzek Hermiony. Drugą dłonią objął jej własną jeszcze mocniej. - Nie mogę ci nic obiecać. Jedyne, co mogę powiedzieć, to to, że jeśli będę w stanie, będę wracał. Dałaś mi do tego powód - wyznał. Oboje zamknęli oczy. - Nigdy w to nie wątp.

* Autorka tłumaczy tę pisownię faktem, że Harry i Ron sceptycznie podchodzili do idei W.E.S.Z. i, żeby zirytować Hermionę, mówili niepoprawnie: wesz.

Rozdział 22. Ustalony sposób działania

Hermiona patrzyła, jak Harry wybiega z gabinetu i trzaska drzwiami z siłą nawet większą niż wtedy, gdy wszedł.

- Nie powinniśmy iść za nim? - wymamrotała.

Severus zaśmiał się słabo.

- Nic mu się nie stanie. Co może zrobić, poza czekaniem na powrót Dumbledore'a? Aż tak nie ufa Ministrowi, by mnie wydać, a nie napadnie na mnie na korytarzu, skoro nie odważył się mnie przekląć, gdy był tu ze mną twarzą w twarz.

- Może rozpowiedzieć ludziom. - Na pewno Ronowi i Ginny. I może Neville'owi, jeśli zdołałby odciągnąć go od kolegi-Ślizgona.

- Pewnie już to zrobił. To nie ma znaczenia.

- Dlaczego mi nie powiedziałeś? - zapytała płaczliwie.

Wstał i podszedł do kominka. Utkwił w nim swój wzrok.

- Mówiłem, że będziesz żałować naszego małżeństwa - powiedział, wciąż stojąc tyłem do niej.

- Nie bądź głupi. - Także wstała i stanęła za nim, nie na tyle blisko, by go dotknąć. - Myślisz, że nie wiem, że to wszystko moja wina? - powiedziała ze wzrokiem na jego sztywnych plecach.

- Nie jest.

- To był mój pomysł, byś zaczął ponownie uczyć Harry'ego i Neville'a. Powinnam była to wcześniej przemyśleć. Byłeś zobowiązany, by wrócić do Sam-Wiesz-Kogo i musisz mieć jakiś powód i wytłumaczenie, dlaczego to zobowiązanie istnieje. Dlaczego mi nie powiesz? Gdybyś mi wszystko wyjaśnił, wycofałabym się. A tak tylko wszystkich narażam na niebezpieczeństwo.

Zaciskała i rozluźniała pięści. W jej oczach zebrały się łzy. Wtedy poczuła na swoim policzku jego dłoń. Patrzył na nią z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.

- Nie do końca. Myślisz, że zmieniłbym ustalony sposób działania bez konsultacji z Głową Zakonu?

Otworzyła usta i powoli je zamknęła. Gorący, upokarzający ból promieniował z okolic jej mostka.

- Kiedy? Czy ty poszedłeś z nim porozmawiać tej nocy, gdy się pokłóciliśmy?

- Pewnie.

Zacisnęła pięści i szybko odsunęła się od Severusa. Była zbyt zła, by czuć zażenowanie.

- Trzasnąłeś za sobą drzwiami, udając, że jesteś na mnie wściekły i tak po prostu poszedłeś sobie do Albusa, żeby z nim porozmawiać? Myślałam, że jesteś na mnie zły, płakałam godzinami a ty... cały czas tylko udawałeś!?

Zacisnął usta.

- Jak zwykle od razu dochodzisz do najgorszych wniosków. Oczywiście, byłem wściekły, ale skoro byliśmy już w temacie, musiałem się z tym uporać.

- Mówiłeś, że do perfekcji opanowałeś zdolność do podejmowania korzystnych dla ciebie decyzji bez niczyjej pomocy - zacytowała jego słowa, patrząc na niego z goryczą.

- Co przyniesie korzyści mnie - owszem. Ale tu chodzi o zysk dla wszystkich czarodziejów i mugoli na całym świecie. W przeciwieństwie do ciebie i twoich przyjaciół nie jestem na tyle zarozumiały, by myśleć, że tak ważne decyzje mogę podejmować sam.

Normalnie pociągnęłaby kłótnię. Teraz jednak puściła jego zniewagę mimo uszu.

- Nie rozumiem - przyznała. - On się zgodził? Zapytałeś go, czy nie zrobić z moich przyjaciół przynęty... Tylko z Harry'ego czy ze wszystkich? - Czekała na odpowiedź, lecz Severus przeszedł obok niej i usiadł przy biurku, podniósł pióro i pergamin z pracą, której prawdopodobnie nie sprawdził do końca. - Severusie?

Nie spojrzał na nią.

- Tylko z Pottera.

Podążyła za nim i także usiadła. To był esej, którego ona nie skończyła pisać. Złapała pergamin za róg, by go odebrać, lecz Severus wzmocnił uścisk.

- Zapytałeś Albusa, czy zrobić z Harry'ego przynętę i on się zgodził? - zgłębiała.

Szarpnął za pergamin, lecz ona nie ustępowała.

- Dyskutowaliśmy nad twoją prośbą i jej konsekwencjami. Potem zastosowałem się do instrukcji, jak zawsze to robię - stwierdził, patrząc na nią wilkiem.

- Dlaczego się zgodził? Myślałam, że uwielbia Harry'ego. - Teraz ona szarpnęła za esej, nie na tyle mocno, by go rozedrzeć. Knykcie Severusa pobielały.

- Gryfoni zaryzykują wiele żyć, by ocalić jedno. Ślizgoni zaryzykowaliby jedno ku ocaleniu wielu. - Pergamin wyślizgnął się z jej uścisku. Severus położył go na biurku i wygładził.

- Ale Albus był Gryfonem! - zaprotestowała.

- Był. - Wzruszył ramionami. - Gdy miał jedenaście lat. - Dał jej chwilę, by przetrawiła informację. - Nie jest taki bez serca, jak teraz myślisz. Jakoś by to wyjaśnił, gdy przyszedłby na to czas.

- Gdyby nadszedł czas! - prychnęła. Oczy Severusa powędrowały na esej. - Przed czy po tym, jak wydasz Harry'ego?

- Przed, oczywiście - odparł Severus, kreśląc coś w połowie pergaminu. Zacisnęła zęby. Będzie musiała to teraz przepisać. - Znając zdolności chłopaka do partaczenia każdego planu i strategii, jakie wypróbowujemy, lepiej by było po prostu poinstruować go z wyprzedzeniem. - Podkreślił kilka słów i postawił znak zapytania. - Oczywiście sławny Harry Potter jest zbyt uparty, by się trzymać poleceń. Uważa, że musi wiedzieć już w październiku o planach, które do kwietnia go nie dotyczą.

Ponownie zacisnęła pięści.

- Musisz być taki chłodny w stosunku od Harry'ego? Wiem, że go nie lubisz, ale jest jednym z moich najlepszych przyjaciół.

Odłożył pióro i odwrócił głowę, by spojrzeć na żonę.

- Uwierz mi, Hermiono. Wcale nie jestem w stosunku do niego taki oziębły. Chroniłem skórę tego niewdzięcznika, od kiedy przyszedł na świat i nie mam najmniejszego zamiaru marnować mojego wysiłku.

- Co Albus sobie myślał? - Hermiona zapytała obojętnie. - Znaczy... Czasem się zastanawiam, co miał w planach, gdy zachęcał Harry'ego do niebezpieczeństw. Nasz pierwszy rok, na przykład, gdy przyniósł do szkoły Kamień Filozoficzny. Harry był przekonany, że to było zaplanowane, by dać mu szansę walki z Voldemortem. To miałoby sens, patrząc na to teraz... On miał tylko jedenaście lat! - Skrzywiła się. - Nie wiem, co powiedzieć. Co go skłoniło do takiego planu?

- Może miałaś przedtem rację. To wszystko twoja wina - zaśmiał się złośliwie, gdy rzuciła mu takie spojrzenie, że słodycze z Miodowego Królestwa by zgorzkniały. - To ty nalegałaś, by powiedzieć dyrektorowi o snach. Gdy mu powiedziałem, że naciskasz na powrót Pottera na lekcje Oklumencji, Albus był święcie przekonany, że ma to związek z drugą częścią naszej przepowiedni.

Rzuciła mu krótkie spojrzenie.

- Drugą częścią? Myślałam, że to tylko poetyckie ozdobniki. Ona tylko mówi, że gdy się pobierzemy, to jest szansa, by wszystko dobrze się ułożyło, nie?

- Każde słowo przepowiedni jest ważne. Jeśli druga część nie wnosiłaby niczego nowego, jej istnienie nie miałoby sensu. - Jego głos był przyjemnie niski.

- Och, to miałoby sens - powiedziała wolno i wróciła pamięcią do słów przepowiedni. Twoje wargi uszczelnią naszą więź, złamana moc uzdrowieje, zimne serca staną się czułe, a uścisk żalu zelżeje. - Twoje wargi uszczelnią naszą więź. To oczywiste - chodzi o pocałunek podczas ceremonii. - Pocałunek był tak krótki, że ledwo go poczuła. Jednak w jej pamięci wciąż tkwiła miękkość jego warg. 

- Dokładnie. - Gładził kciukiem wierzch jej dłoni, a jego kościste kolano napierało na jej własne. 

- Potem "złamana moc uzdrowieje" i "zimne serca staną się czułe". Co Albus uważa, że to znaczy? - Powiedziała, patrząc na jego palce na jej dłoni.

- Pomyśl, Hermiono. O czym Tiara Przydziału śpiewała przez ostatnie lata?

Zapomniała, że nie chciała, by znał jej myśli i spojrzała na niego z szeroko otwartymi oczyma.

- Zjednoczenie domów! - wysapała. - Oczywiście.

- Oczywiście - powtórzył. Przestał głaskać jej dłoń, lecz wciąż ją trzymał w ciepłym uścisku.

- Bo dzisiaj Hogwart osnuły złowróżbne cienie... Musimy się zjednoczyć, by złowrogi odwrócić los... Bo teraz nienawiść pali każde serce... - wyrecytowała powoli, wyławiając słowa Tiary ze swojej pamięci. - A na koniec kazała brać przykład z dopasowania i jedności, mając na myśli nas. Czemu wcześniej na to nie wpadłam?

- Jestem pewien, że wolisz zostawić to pytanie bez odpowiedzi - wymamrotał prowokacyjnie.

Udawała, że go zignorowała, lecz wiedziała, że zauważył jej gniewny tik.

- Ale czy to wystarczy? - zapytała. - Tiara śpiewała o wszystkich czterech domach. A ty i Harry próbujący się dogadać reprezentujecie tylko dwa domy. Nie, żebyś jakoś szczególnie starał się z Harry'm dogadać - dodała gorzko. 

- Slytherin i Gryffindor są najsilniejszymi domami i najbardziej wrogo do siebie nastawionymi. Albus wierzy, że jeśli one załagodzą spory między sobą, to Ravenclaw i Hufflepuff pójdą w ślad za nimi. I jeśli mogę dodać, staram się dość mocno "dogadać", jak to ujęłaś, z Potterem, jednak niechęć chłopaka do mnie jest niewzruszona.

- Mógłbyś spróbować nie obrażać Harry'go w każdym zdaniu - wytknęła.

- Nigdy go nie obrażam. Po prostu wytykam mu błędy z rygorystyczną dokładnością.

- Nazwałeś go idiotą i zasugerowałeś, że nie ma rozsądku. - Chciała wyrwać ręce z jego objęć, ale trzymał je zbyt mocno.

- To była prawda.

Otworzyła usta, w głowie układając sobie kazanie, jakie mu wyprawi, lecz jedynie westchnęła i uniosła głowę. 

- Zapomnij. Sądzę, że gdybyś go nie wyzywał, uznałby cię za oszusta.

~*~

- Wiesz, co jest z tobą nie tak? - zapytał ciemnowłosy chłopak, gdy skończył kaszleć. - Zbyt łatwo dajesz się zdenerwować. 

Drugi chłopak przeczesał dłonią swoje jasnoblond włosy i oparł się o zamknięte drzwi pracowni Eliksirów. Dwukrotnie rzucił Evanesco na powstały dym, ale czekało ich jeszcze dobre dziesięć minut, zanim mogliby wrócić do środka.

- To twoja wina - powiedział. - Gdybyś mnie nie przestraszył, nie dodałbym dwóch łodyg na raz.

- Gdybyś nie trzymał obu łodyg nad kociołkiem trzy minuty przed czasem wyznaczonym do dodania pierwszej z nich, nie dodałbyś obu na raz - wytknął Neville. - Nie mów mi, co cię trapi, jeśli nie chcesz. Snape chyba tu teraz nie przyjdzie, co? - Chłopak rozejrzał się przestraszony po korytarzu.

Draco uniósł głowę i ją także oparł o drzwi. 

- Jest teraz z Potterem. I będzie przez przynajmniej kolejne pół godziny - wymamrotał. - Nie wiedziałeś? Ma z nim zajęcia wyrównawcze, a ty masz ze mną. Zaleta bycia wybrańcem.

- Chyba zaleta nie bycia nim - zaśmiał się Neville, opierając się o drzwi i patrząc na przeciwległą ścianę. 

- Chyba się go wciąż nie boisz, co? - zapytał Draco. - Nie zauważyłeś jeszcze, że on nie gryzie?

Neville uśmiechnął się.

- Zauważyłem, dzięki. Ale nie widzę siebie gawędzącego z nim przyjacielsko nad rozgrzanym kociołkiem, nawet jeśli on w przeciwieństwie do ciebie nie stwarza zagrożenia w postaci kipiącego kociołka.

- Ha, to ty potrafisz rozmawiać?

Uśmiech nabrał złośliwości.

- Ale to ty masz coś do powiedzenia - Neville odbił piłeczkę. - Nie wiem, co tym razem cię trapi, ale to nie byle co. To dopiero drugi raz, jak widzę cię psującego eliksir, a oba razy zdarzyły się, gdy byliśmy sami.

- Mówiłem ci, że to twoja wina. Twoja nieumiejętność jest zaraźliwa. 

Zapadła cisza. Draco opuścił głowę, przetarł nos, zamknął oczy i podniósł kawałek kości, który leżał między nimi. Sunął po nim palcami. Otworzył usta, by mówić, lecz zamknął je i spojrzał nieufnie w drugą stronę.

- Dostałem list - wymamrotał w końcu. - Od ojca. Był... daleko. Wczoraj wrócił.

- Ach. I zapomniał kupić ci prezent? - To był u nich częsty temat żartów. Neville był przykładem, że jeden prezent mógł być gorszy od niedostania takiego, jaki się chciało. Ktoś mógł mieć rodziców, którzy w ogóle nie byli w stanie dawać prezentów. Inni, jak Harry, mogli po prostu nie mieć rodziców.

Draco uszczypnął go w ramię.

- Miałem wtedy dwanaście lat! - narzekał, ale usta ułożył w pół-uśmiechu. - Gryfoński przygłup!

- Ślizgoński bałwan!

Uśmiech na twarzy Dracona powoli gasł. Chłopak przygryzł dolną wargę.

- On... on chce znać szczegóły z dnia, gdy go złapano. Z dnia, gdy wasza szóstka dała się złapać w pułapkę. O to prosi. - Przetarł twarz. Każdy, kto kiedykolwiek został ofiarą Upiorogacka młodej Weasleyówny, pamiętał to paskudne uczucie na zawsze.

- To było półtora roku temu. Dlaczego prosi o to teraz? - zapytał Neville.

Policzki Dracona zaróżowiły się, a on spojrzał na podłogę. To była jego wina. Jego ojciec uciekł z Azkabanu do Albanii. Wczoraj po raz pierwszy od dnia złapania był w domu.

- Czyścił swoje biurko i znalazł list, który napisałem tamtej nocy, zanim się dowiedziałem... że nie będzie mógł na ten list odpowiedzieć. Pisałem, nie pamiętam dokładnie co, ale przypuszczam, że napisałem wszystko. Jak Umbridge zawołała mojego ojca chrzestnego, by podał Potterowi Veritaserum, a on odpowiedział, że zużyła już cały zapas. Jak Potter wykrzykiwał do Snape'a głupstwa i jak ten zakazał Crabbe'owi trzymać cię zbyt mocno. Jak znalazł nas po waszej ucieczce i ruszył, by was szukać. Wszystko. - Podparł głowę na dłoni. - Byłem idiotą, dobra? Nie zauważyłem, jak to brzmi. Nie przypuszczałem nawet. Teraz mój ojciec chce połączyć fakty.

Neville wziął głęboki oddech i znowu zaczął kaszleć.

- To o to chodziło? Musisz wybrać pomiędzy ojcem a ojcem chrzestnym - powiedział, gdy już mógł. - Chcesz mojej porady czy badasz grunt przed czymś mocniejszym?

- Nie mogę się opowiedzieć za Potterem, nie? - Draco uderzył tyłem głowy w drzwi. Przeklął, rozmasował bolące miejsce i skrzywił się. - Nienawidzi mnie od pierwszego spotkania.

Neville przytaknął.

- Ale ludzie się zmieniają.

- Nie w oczach Pottera - stwierdził gorzko Draco. - Nawet gdybyś go przekonał, zostaje jeszcze Weasley. Urodził się z nienawiścią do mnie. Ja od urodzenia też za nim nie przepadam.

- Możliwe. - Neville przejechał palcem od podbródka po czoło, zadzierając przy tym nos. - Ale teraz macie ze sobą coś wspólnego. - Odpowiedział na zdziwione spojrzenie Dracona swoim refleksyjnym. - Chcecie dobrze dla przynajmniej jednego ze Snape'ów.

Rozdział 21. Najgorszy błąd

- To już prawie dwa miesiące - oznajmiła wesoło Ginny, gdy drzwi zamknęły się za mężem Hermiony. Tym razem dziewczyna przyszła sama, bo chłopcy wciąż pracowali nad esejami z Zaklęć. - Planujesz to jakoś świętować?

Hermiona w całym swoim życiu nie była chyba aż tak niedojrzała, żeby uważać dwa miesiące sojuszu za jakiś znaczący moment w związku.

- Masz na myśli imprezę, na którą przyszliby wszyscy nasi przyjaciele i przypominaliby nam, jak bardzo się cieszą, że ja i Severus jesteśmy razem? - zapytała z kwaśną miną. Pstryknęła palcami, a dwie filiżanki przepysznej herbaty pojawiły się na stoliku. - Raczej nie. 

Ginny ukroiła dwa kawałki ulubionego makowca i nalała sobie do szklanki soku dyniowego.


- Nie, głuptasie. Myślałam o specjalnej nocy tylko dla was dwojga.

Hermiona wzruszyła ramionami i podniosła głowę. Nie potrafiła sobie wyobrazić, jak prosi swojego skrupulatnego męża, żeby odłożył ocenianie prac, patrol i wszystkie ich obowiązki na później. Poza tym nie mieliby pewności, że nie zostanie wezwany.

Wypracowali między sobą pewien komfort. Przebywali razem przez długie, zapracowane wieczory i ciche poranki, które spędzali na wspólnej pracy nad biurkiem, stołem czy kociołkiem. To był rytm jej życia - trzymanie się niewypowiedzianej umowy, by przez trudności i nieporozumienia przechodzić razem. Nie do końca czuła, że ma męża. Nie potrafiła zrozumieć jego milczenia i skrywania sekretów i nie umiała zgadnąć, o czym myśli.

- Wciąż jesteś dumna, że za niego wyszłaś, nie? Nie poszłaś po rozum do głowy i nie stwierdziłaś, że to był najgorszy błąd w twoim życiu? - Pod koniec drugiego pytania głos Ginny zmienił się z wesołego w kąśliwy.

- Oczywiście, że nie zmieniłam zdania.

Czego Severus oczekiwał od ich małżeństwa? Zaakceptował, a nawet zaczął odwzajemniać jej okazjonalne, nieśmiałe pieszczoty: dotykanie dłoni, głaskanie policzka... Czasami, gdy nabierała odwagi, przytulała go, lecz on nigdy z własnej woli jej nie przytulił. Pewnego dnia chciała go przytulić i całować przez cały tydzień. Byłaby nawet w stanie przelewitować cholerny materac do salonu, gdyby nie zmusiła go do pójścia do jej sypialni. Nie zdecydowała się jednak tak zrobić. Nie wypracowała w sobie jeszcze takiej odwagi, żeby zrobić to z zimną krwią.

- Wyglądasz na zdeterminowaną - stwierdziła Ginny, jedząc ciasto. - Mogę wiedzieć, do czego?

Na policzki Hermiony wpłynął rumieniec. Żeby zająć czymś ręce, wzięła dwie, połączone ze sobą puszyste bułeczki i rozdzieliła je.

- Uwierz mi, nie chcesz wiedzieć.

- Więc chodzi o niego. Czy ty już nie myślisz o niczym innym? Wiesz, kiedyś twoje myśli skupiały się głównie na twojej pracy domowej i trzymaniu Harry'ego i Rona z dala od niebezpieczeństwa.

- To akurat niekoniecznie mi wychodziło - przyznała Hermiona, próbując zdecydować się na jeden z dżemów: truskawkowy, malinowy i z czarnej porzeczki. Miała nadzieję, że lepiej niż z przyjaciółmi pójdzie jej z mężem. Znaczy, nie miała zamiaru pilnować, by wykonywał swoją pracę.

Pozwoliła swoim włosom opaść na twarz, by ukryły winny uśmiech. Ginny często była spostrzegawcza.

- Wciąż dbam o Harry'ego i Rona. I ciebie, i Neville'a, oczywiście.

- Wiem, że to robisz. Ale o męża dbasz bardziej. Nie przepraszaj - byłoby gorzej, gdybyś robiła na odwrót. Po prostu czasem tęsknię za starą tobą. Za Hermioną, która zawsze była obok.

- Zawsze w bibliotece, chciałaś powiedzieć. - Ręce Hermiony wciąż drżały, lecz oczy hardo utkwiła w twarzy przyjaciółki.

- Tak, ale mogliśmy tam po ciebie pójść zawsze, gdy potrzebowaliśmy rozmowy. Nie możemy ot tak wparować do twojego biura. Jesteś teraz nauczycielką i nawet, gdybyśmy mogli przychodzić do ciebie, gdy tylko byśmy chcieli, i tak słuchałabyś nas tylko jednym uchem, myślami będąc gdzie indziej. Nawet teraz tak robisz.

- Przepraszam. - Wybrała dżem na chybił trafił.

- Mówiłam: nie przepraszaj. - Ginny westchnęła. - Jestem samolubna. Jestem pewna, że mnóstwo razy my zachowywaliśmy się podobnie względem ciebie; gdy Harry podrywał Cho lub gdy ciągle paplaliśmy o Quidditchu. Będąc w temacie... Snape też fascynuje się Quidditchem czy to tylko ze względu na sprawy Domu? Przychodził na każdy mecz Ślizgonów i pamiętam, że Ron na swoim pierwszym roku napisał do domu list, że Snape sędziował jeden z meczów.

- W ogóle nie wspomina przy mnie o Quidditchu, więc nie umiem ci odpowiedzieć. Jednak czasami słyszę, jak dyskutuje z Minerwą na ten temat, szczególnie, że pierwszy mecz już niedługo. Znów wygramy, prawda!?

Miała nadzieję, że nie będzie się o to dąsał. Co mogłaby zrobić, żeby przestał się naburmuszać? Zdała sobie sprawę, że oblizywała swoje wargi, więc pospiesznie nałożyła czarnoporzeczkowy dżem i śmietankę na bułeczkę.

- Jestem pewna. Słyszałam, że nowi ślizgońscy ścigający nie są zbyt dobrzy. - Ginny zajęła się drugim kawałkiem swojego makowca. - Nie, żeby kiedykolwiek cię to obchodziło. I nawet nie próbuj mi wmówić, że teraz jest inaczej. - Zaśmiała się. - Nigdy nie byłaś tym zainteresowana. To się nie zmieniło. Zawsze byłaś do przodu. Zauważyłam to, siedząc tu z tobą co niedzielę i rozmawiając. My wciąż jesteśmy uczniami, a ty stałaś się dorosła i odpowiedzialna. Zawsze byłaś, ale nie aż tak bardzo, jak teraz. Tak jakbyś ukrywała jakiś duży sekret i nie mogła go nam wyjawić.

Hermiona zakrztusiła się kęsem bułeczki i musiała napić się herbaty. Czy Ginny wiedziała? Zgadła?

- Dorosłość taka jest - powiedziała ostrożnie. - Wydaje się, że to taka wielka tajemnica, a wcale nie jest ekscytująca. Polega na braniu odpowiedzialności za siebie i innych i świadomości, że nikt tego za ciebie nie zrobi. Nigdy od tego nie uciekniesz.


~*~

To był dziwny dzień. Poprzedniej nocy Severus został wezwany, a Dumbledore'a znowu nie było. Plotka głosiła, że przesiadywał w Ministerstwie. Hermiona akurat tłumiła ziewnięcie, gdy zauważyła, że Harry patrzy gniewnie na jej męża, który część swojej uwagi poświęcał Pomonie, opowiadającej o wyjątkowo dużej uprawie dyni na Bal Halloweenowy, odbywający się w przyszłym tygodniu. Spojrzała na przyjaciela pytająco, lecz on jedynie zwęził wargi i odwrócił się do Rona. Gdy kolejny raz na niego spojrzała, znów zabijał Severusa wzrokiem.

- O co chodzi? - szepnęła do męża, gdy Pomona wzięła się za jedzenie. - Chyba nie dałeś Harry'emu szlabanu podczas treningu Quidditcha? - Severus zacisnął dłoń na jej kolanie. Miała nadzieję, że tylko o taką błahostkę im poszło. 

Severus spojrzał na Harry'ego. Jego źrenice zwęziły się, ale jedynie wzruszył ramionami i powiedział:

- Ten chłopak zawsze wścieka się o byle co. O co, będziesz miała okazję zapytać go wieczorem na lekcji Oklumencji.

Hermiona nie miała okazji, by złapać Harry'ego na obiedzie lub kolacji, więc gdy przyjaciel przekroczył wieczorem próg gabinetu, była już poważnie zaniepokojona.

- Ron miał rację - rzucił Harry bez przywitania, stojąc w pomieszczeniu, z jedną dłonią wciąż na klamce, a z drugą zaciśniętą na różdżce. Severus spojrzał na niego i strzelił palcami. Chłopak kontynuował: - Ron powiedział, że tylko używa pan Hermiony, by do nas dotrzeć i miał rację! Widziałem pana wczoraj w nocy, obrzydliwy zdrajco!

- Pięć punktów od Gryffindoru, Potter. Pilnuj manier w obecności mojej żony.

Hermiona wstała, kładąc jedną rękę na ramieniu Severusa. Wiedziała, co powinna zrobić, jednak niechętnie zostawiłaby ich samych. Obiecała Severusowi, że zaakceptuje jego granice, ale dawniej wiedziała wszystko, o czym mówił Harry.

- Miałeś kolejną wizję, Harry? Jeśli chcesz to przedyskutować z Severusem, zostawię was samych. Wolałby, gdybym nie wiedziała, o co w tym chodzi.

Harry gorzko się zaśmiał.

- Założę się, że tak by wolał! Tak łatwo dajesz mu się omamić! Co w ciebie wstąpiło, Hermiono?! - Posłał jej kąśliwe spojrzenie. - Nie mów mi. Nie chcę takich obrazów w mojej głowie. To obrzydliwe.

Hermiona wzdrygnęła się. Długie, blade palce pokryły jej dłoń.

- Pięćdziesiąt punktów Potter, a będzie sto, jak będziesz dalej używał takiego prymitywnego słownictwa w rozmowie z moją żoną lub o niej. Siadaj i zacznij od początku.

- Severusie? - Głos Hermiony drżał. Harry usiadł na krześle, różdżką wciąż celując w znienawidzonego mężczyznę siedzącego przed nim. Obiecała, że nie będzie się wtrącać. Jeśli kazałby jej opuścić pokój, musiałaby to zrobić.

Mąż uścisnął jej dłoń i puścił, patrząc na nią chłodno. Drugą dłonią bawił się piórem.

- Ty lepiej też usiądź. Jeśli Potter wie, nadszedł czas, byś i ty się dowiedziała - powiedział wolno.

Teraz, gdy miała okazję się czegoś dowiedzieć, przeszła jej ochota. Jej wargi zadrżały.

- Jesteś pewien, że tak będzie dobrze? - Powiedz mi, że to nieporozumienie, że Harry źle coś usłyszał albo że ty kłamałeś. Powiedz, że to tylko sztuczka.

Harry ponownie parsknął.

- Co się z tobą stało, Hermiono? Kiedyś miałaś swoje niezależne zdanie, a teraz pozwalasz temu... zdrajcy decydować za ciebie!

Nawet nie zaszczyciła go spojrzeniem. Nie mogła oderwać się od tych nieprzeniknionych czarnych oczu, które patrzyły na nią ze spokojem. Na jego twarzy pojawił się cień żalu czy tylko to sobie wyobraziła? Przełknęła ślinę. Severus ponownie mocno uścisnął jej dłoń. Tym razem nie puścił jej, dopóki nie usiadła.

- Miałeś używać swojej Oklumencji, Potter. Czy dobrze rozumiem, że kolejny raz zaniedbałeś priorytetową sprawę? Chcesz, by jeszcze więcej przyjaciół za ciebie umarło?

- Może jeszcze więcej zginie, jeśli się przyłożę do nauki? Chce nas pan wydać Volde...

- Nie wypowiadaj tego imienia! - zagrzmiał Severus.

- Voldemortowi. Słyszałem, co pan mówił. 

Hermiona wzięła krótki, gwałtowny oddech. Nie dotarł on chyba do płuc, ale było za zimno, by wziąć kolejny. Severus nie zaprzeczył. Nie miał takiego zamiaru.

- Od początku, Potter. Spałeś? - Severus odłożył pióro i zaczął błądzić palcem po wargach. Hermionę zabolało w klatce piersiowej.

- Nie. Ja... To nie pana interes, co wtedy robiłem! - rzucił ze złością. - Czułem, że jest szczęśliwy. Gratulował Lucjuszowi Malfoyowi udanej misji w Albanii. Coś o wampirach, które zgodziły się dołączyć do niego po... czymś. Nie pamiętam słowa.

- Samhain, Potter. Uczta Śmierci. Halloween innymi słowy. Co potem?

- Wtedy odwrócił się do pana i zapytał, jak długo zajmie panu zaskarbienie mojego zaufania. Powiedział pan, że do Wielkanocy, a wtedy on mnie dostanie. Nigdy panu nie zaufam! Znam pana zbyt dobrze! Nie zaufam panu, choćby rzucił pan na mnie Obliviate!

Severus odchylił głowę do tyłu, żeby mieć lepszy widok na ucznia.

- Więc masz mnie za zdrajcę i postanowiłeś się rozprawić ze mną bez żadnego wsparcia? Gdybym wiedział, że ufasz mi tak bardzo, obiecałbym cię Czarnemu Panu na jutro.

Harry szarpnął różdżkę.

- Nawet nie podniósł pan na mnie różdżki - zauważył. Severus jedynie się uśmiechnął.

- Chociaż to raczej Hermionie ufasz. - Intensywne spojrzenie Severusa dotarło do bladej twarzy dziewczyny. - Nie wątpię, że spodziewałeś się, iż rozszarpie mnie na kawałki, gdy się dowie. Mam nadzieję, że byłeś na tyle rozsądny, że nie podzieliłeś się newsami z Weasleyami, zanim oddałeś się w moje ręce?

- Chce pan sztuczką wydobyć ze mnie, kto jeszcze wie o pana zdradzie! Nie powiem panu, nie jestem aż tak głupi! - wyrzucił z siebie.

- Myślisz, że komukolwiek trzeba pokazywać palcem, kto jest twoim powiernikiem? - Severus rozejrzał się po pomieszczeniu. - Mógłbym nawet przypuszczać, że oni są tutaj pod twoją peleryną, gdybyś zamknął drzwi odrobinę wolniej. Głupi chłopcze, czy wy nigdy nie używacie mózgów? Gdybym był zdrajcą, konfrontowanie się ze mną byłoby najgorszym błędem, jaki mógłbyś popełnić.

- Dumbledore'a nie ma w zamku. Myślałem... że dam panu szansę na wyjaśnienia. Ze względu na Hermionę.

- Ze względu na Hermionę? - powtórzył Severus, patrząc na dziewczynę, w oczekiwaniu na jej reakcję. Odwzajemniła spojrzenie. Ciepło znów zamieniło się w lód. Tak, to było tylko ze względu na nią. 

- To nie wina Severusa, Harry, lecz moja... - zaczęła. 

Harry podskoczył i z niedowierzaniem potrząsnął głową.

- Twoja wina!? Co jest z tobą nie tak, Hermiono? Rzucił na ciebie Imperiusa czy co?

- Harry...

Ale Harry'ego już nie było. Drzwi trzasnęły za nim.

Rozdział 20. Pokuta

Gdy kolejnego ranka Hermiona weszła do pracowni, Severus akurat rozczłonkowywał frynosomę rogatą.

- Przyszłaś coś uwarzyć? - zapytał, nie przerywając pracy. Odciął ogon i posiekał na drobne kawałki. Zręcznie unikał kolców, znajdujących się po każdej stronie gada.

Dziewczyna zamknęła za sobą drzwi i stanęła obok męża.

- Chciałam porozmawiać, ale z chęcią mogę ci pomóc.

Nie wypadając w rytmu, Severus kiwnął głową i wskazał na odległy kąt pomieszczenia, gdzie stała duża tuba, a obok niej mniejszy worek.

- Mam cysternę traszek bladoskórych, które czekają na wypatroszenie. Jeśli chcesz się za to zabrać, polecam założyć rękawice.

Skrzywiła się. On nie używał rękawic, ale przypuszczała, że skóra jego dłoni była wystarczająco stwardniała i nie wyczuwał ewentualnego kłucia.

- To rodzaj pracy, którą zwykle dajesz na szlabanach. 

- Raczej nie powinienem posuwać się do tego, żeby własnej żonie dawać karę - powiedział gładko. Była niemal pewna, że za kurtyną włosów uśmiechał się złośliwie.

- Nawet jeśli na to zasłużyłam? - zapytała.

- Jeśli odczuwasz potrzebę pokuty, mógłbym oczywiście wyświadczyć ci przysługę, ale nie będę się narzucał. Uważasz, że zasłużyłaś?

- Tak, uważam - odpowiedziała, zamykając oczy na dłuższą chwilę. - Nie mogę uwierzyć, że mówiłam ci takie okropne rzeczy! Naprawdę nie miałam tego w planach. - Zgniotła trzymany między palcami materiał szat, rozluźniła dłoń i zacisnęła ją ponownie. - Chciałam być opanowana, sympatyczna i... powiedzieć same dobre rzeczy. Ale coś jakby przejęło kontrolę nad moim językiem i przez to byłam tak nieuprzejma i powiedziałam same kłamstwa!

Uniósł głowę, jego ręce wciąż jednak pracowały.

- Coś?

Spojrzała na jego twarz. Zdawał się być zaabsorbowany tym, co robił.

- Nie dosłownie. Nie twierdzę, że byłam pod wpływem Imperiusa czy czegoś tak absurdalnego. Po prostu wczoraj nie byłam sobą. Ja... nie czułam, jakbym to ja mówiła te straszne rzeczy. - Przygryzła wargę. - Ale to byłam ja. Przepraszam.

- Mówiłem ci, że nie musisz przepraszać. - Przelotnie spojrzał na nią z ukosa. Zaciśnięte przedtem usta powoli się rozluźniały. - To niespodziewane, ale rozumiem. Podejrzewam, że siła, która przejęła nad tobą kontrolę, to była zwykła zazdrość.

- Nie jestem zazdrosna!

- Mimo to odczułaś potrzebę, by spytać, czy nie dbam bardziej o Malfoyów niż o ciebie. Nie spodobało ci się, że rozmawiałem z Draconem o jego ojcu szybciej niż z tobą.

Spojrzała na jego dłonie, bo nie mogła już na twarz. Jego nóż zabłysnął podczas krojenia. Czuła, jak puls wybija w jej gardle stały rytm. Zamrugała kilkakrotnie i przełknęła ślinę. 

- Czemu twoja złość na mnie nie jest większa? Niemal powiedziałam, że ci nie ufam...

- Dwa razy.

Skrzywiła się. Najpierw wścibsko wypytywała go o starych przyjaciół, a później wymijająco odpowiedziała na pytanie, czy mu ufa. Nie chciała, by zabrzmiało to oskarżycielsko, lecz on tak to odebrał. Ponagliła się, by kontynuować.

- A to nawet nie jest prawda. Zawsze ci ufałam. No, może poza kilkoma miesiącami w pierwszej klasie.

Spojrzał na nią, zaciskając przy tym wargi i zabrał się za traszki.

- Kilka miesięcy? Co najmniej siedem, jeśli dobrze pamiętam. Podpaliłaś moje szaty w listopadzie i do czerwca miałaś mnie za łajdaka. Ale chyba nie ma co wyciągać stare brudy...

- Tak najpierw myślałam. Teraz nie jestem pewna - przyznała.

- Nie byłaś taka ciekawska, gdy wchodziłaś w nasze małżeństwo. Nie przypominam sobie, byś zadawała jakieś pytania, które odnosiłyby się do mojej przeszłości. Byłaś raczej przekonana co do mojego honoru. Co się zmieniło?

- Nic! Oczywiście, że wciąż w niego wierzę i mu ufam!

Złapał nogę traszki i przeciął wzdłuż stawu. Tak zrobił też z drugą. 

- Nic? W takim razie nie poczyniliśmy żadnego postępu w naszych relacjach. Żadnego kroku w stronę lepszego porozumienia. 

- Znaczy... Nie zmieniło się nic, żebym w ciebie zwątpiła. Wiadomo, że poczyniliśmy postęp w poznawaniu siebie nawzajem. - Przerwała i zamyśliła się. - Chociaż to nie tak duży postęp, jakbym chciała. Wciąż wymigujesz się od odpowiedzi na każde bezpośrednie pytanie, jakie ci zadaję.

- Czyżby?

W jego oczach pojawił się drażniący błysk. Westchnęła z ulgą i podeszła krok bliżej.

- Wiesz, co mam na myśli. Trudno jest wydobyć z ciebie jakąś jasną odpowiedź. 

- Bardzo trudno?

Severus spojrzał na żonę z ukosa. Ona zrobiła to samo.

- Bardzo - odpowiedziała. Przypomniała sobie twardość mięśni jego rąk pod dotykiem jej palców wczorajszej nocy. Te same silne ręce otaczały ją po jego ostatnim powrocie z wezwania. To było poniekąd w jego stylu - tej samej siły używał do odpierania ataku i ochrony.

Jej oddech przyspieszył, gdy nagle zauważyła, że jego wargi drżą.

- Znów się ze mną droczysz! - poskarżyła się.

Zaśmiał się złośliwie. 

- Jeżeli nie chcesz patroszyć traszek, mam worek chrząszczów, którym trzeba usunąć rogi i oczy. Jest ich zaledwie sto. Powinnaś bez problemu skończyć przed śniadaniem.

- To wciąż brzmi jak szlaban - mruknęła nieufnie. 

- To nie kara, skoro robisz to z własnej woli. Podążając za twoim tokiem rozumowania, może ja też dałem sobie szlaban?

Skrzywiła się.

- Och, dobra. Sama się zaoferowałam.

- Prawda, ale nie będę cię tu trzymał siłą. Nie wątpię, że znalazłbym innego niewychowanego Gryfona, by podjął się tego zadania. Mam dziś zajęcia z siódmym rokiem.

Spojrzała na niego wilkiem. Znów złośliwie się uśmiechał. Ten uśmiech przyspieszył bicie jej serca i zmiękczył kolana. Nawet przeszła jej ochota, by go spoliczkować. 

- Niech zgadnę. Wziąłbyś Harry'ego lub Rona. Albo Neville'a.

- Pana Longbottoma raczej nie. Jest niesamowicie praworządny, chyba że reszta jego przyjaciół sprowadzi go na złą drogę. Jednakże są na to małe szanse, bo chłopak pracuje przy biurku Dracona. 

- Jak wychodzi im współpraca? - zapytała, podnosząc worek z chrząszczami i zaniosła go na drugi koniec biurka Severusa. Rozluźniła sznurki i spojrzała do środka. Owady były dorosłymi samcami i wszystkie wyglądały na martwe. Przynajmniej nie było szans, że któryś ją ugryzie. 

- Lepiej, niż się spodziewałem. Chłopak dorósł. Może jeszcze stać się kompetentnym warzycielem. - Wziął w obroty kolejną traszkę. 

- Nigdy bym nie przypuszczała, że z twoich ust padnie pochwała dla Neville'a. - Wyłożyła około dwudziestu chrząszczy na stół. Wydłubywanie oczu wymagało niesamowitej zręczności. Im więcej o tym myślała, tym bardziej wątpiła, że Severus powierzyłby tę robotę któremuś z jej przyjaciół. Nie byli aż tak staranni. Znów się ze mną drażnił!

- Nigdy byś nie przypuszczała, że będziesz moją żoną. - Uniósł brew. - Mam nadzieję...

Zaśmiała się i uniosła głowę. Szybko się uspokoiła.

- Czy to byłoby aż tak złe? - zapytała, wyczarowując lampę, która płonęła niebieskim światłem i postawiła ją w miejscu, gdzie tego światła dawała najwięcej. Jedną ręką podniosła chrząszcza, a drugą pęsetę. - Nigdy bym nie przypuszczała, że zainteresujesz się głupimi snami uczennicy.

- To nie byłoby aż tak złe. Jednak powszechnie wiadomo, że namiętność zniekształca osąd, a ja raczej wolałbym, żeby twoja decyzja o ślubie wynikała z rozsądku niż uwielbienia.

- W ogóle nie rozumiem - przyznała szczerze. - Jak dla mnie to zawsze jest tak, że branie ślubu z osobą, którą kochasz jest lepsze niż małżeństwo z... kalkulacji. Związek jest zbyt ważną rzeczą, by podchodzić do niego z wyrachowaniem! - Zapłonęła rumieńcem. - Nawet jeśli sami uczyniliśmy inaczej. Nie powiem, że jest mi przykro, że tak wyszło, bo nie jest. Jedynie uważam, że byłoby znacznie łatwiej, gdybyśmy na samym początku czuli do siebie sympatię. Nie, to nie to... - Położyła ręce na stole i zwiesiła głowę. - Chyba powinnam się zamknąć.

- Z każdym słowem kopiesz sobie coraz głębszy grób.

- Wiem, co chcę powiedzieć, przynajmniej przeważnie, a zawsze i tak wychodzi źle - wymamrotała.

- Może dobrze się złożyło, że mam szesnaście lat doświadczenia w rozumieniu nielogicznych wypowiedzi nastolatków.

Zajęła się kolejnym chrząszczem.

- Byłoby miło, gdybyś przestał mi wciąż wypominać, że jestem dzieckiem.

- Może mógłbym to zrobić, gdyby twoje zachowanie ciągle mi o tym nie przypominało.

Wzdrygnęła się i mocno przygryzła wnętrze policzka.

- Przepraszam - powiedziała stłumionym głosem. - Zasłużyłam sobie po wczorajszym.

Nie odpowiedział od razu.

- Nie. Nie zasłużyłaś.

Spojrzała na niego. Zauważyła, że przyglądał się jej z tą rzadką uprzejmością, która zmieniła jego twarz. Gdyby jej ręce nie były ubrudzone cząstkami owadów, wyciągnęłaby je w stronę męża. 

- Prędzej czy później chciałabyś znać wszystkie moje młodzieńcze głupoty i przyjaźnie. Klapki idealizmu właśnie opadły i doświadczyłaś realnego życia - kontynuował. - Jak mogę porzucić przeszłość, skoro wciąż muszę udawać, że jestem jej częścią?

Westchnęła.

- Nie możesz.

- Musisz zaakceptować moje granice, Hermiono. Jest wiele rzeczy, o których nie mogę z tobą rozmawiać, bo nawet cisza może być wtedy zbyt dużą informacją. Upór to twoja cecha rozpoznawalna, ale musisz go powstrzymać. Wiem, że to będzie trudne. - Teraz już się nie drażnił. - Zdaję sobie sprawę, że jeśli przestaniesz mnie o wszystko przepytywać, zrobisz to wbrew sobie. Ale musisz to zrobić.

- Spróbuję. - Gdy patrzył na nią w ten sposób jak teraz, nie potrafiła odwrócić wzroku. - Kiedy moja Oklumencja się polepszy...

- To nie kwestia Oklumencji, tylko zaufania. 

- Zawsze ci ufałam! - przypomniała.

- Ufasz mojemu honorowi. Ale czy ufasz mojemu osądowi?

Spuściła wzrok, widząc blask w jego oczach.

- Przepraszam.

- Nie wiesz o tym, ale nie możesz próbować tego naprawić. Wiem, że masz dobre zamiary, ale czasem to nie wystarcza. Obiecaj mi. 

- Obiecuję. 

- A ja przyrzekam, że będę z tobą szczery we wszystkim innym. Myślę, że jest to nam potrzebne. 

- To chyba będzie dla ciebie tak samo trudne jak dla mnie powstrzymanie się od pytań.

- Czasami zapominam, że to, co przez sześć lat było właściwe, teraz jest niestosowne. - Spojrzał w dół na swoje ręce i wznowił odkrawanie nóżek od krwawego bezkształtu leżącego przed nim. - Jednak znałaś mój temperament, zanim postanowiłaś za mnie wyjść. Myślę, że nie spodziewałaś się niczego lepszego.

- Nie - przyznała, kontynuując swoją pracę. - Szczerze? Myślałam, że będzie gorzej. 

- A jednak mimo wszystko mnie poślubiłaś, głupia dziewucho. - Szybkimi, zdecydowanymi ruchami odcinał kolejne nogi. 

- Nie żałuję - powiedziała. 

Odpowiedział tak delikatnie, że nie była pewna, czy dobrze usłyszała.

- Mam nadzieję, że nigdy nie będziesz.