Rozdział 9. Każdy mały spór

Ron złapał ją po obiedzie. Myślał, że będzie bardzo sprytny, jeśli czekał na Hermionę, podczas gdy jej mąż był pogrążony w rozmowie z profesorem Flitwickiem. Zaciągnął ją do mało używanego korytarza, bo chciał uniknąć spojrzeń i kiwnięć głową pełnych aprobaty, które niechybnie czekałyby ich w Wielkiej Sali.

- Już cię skrzywdził, prawda? Mówiłem ci, że popełniasz błąd. Wyglądasz okropnie!

W innych okolicznościach naskoczyłaby na niego za to stwierdzenie, ale teraz była po prostu szczęśliwa, że znów chciał z nią rozmawiać.

- To tylko dlatego, że przeżyłam swoją pierwszą lekcję Obrony Slytherin - Gryffindor, Ron - powiedziała. Kątem oka spojrzała na grupkę uczniów stojących w kącie, a ta zaraz się rozpierzchła. - I za chwilę będę mieć kolejną.

Mówiła o Mrocznych Znakach i Voldemorcie (wszyscy wręcz piszczeli na dźwięk tego imienia) oraz o Tiarze Przydziału i jej pieśni o zjednoczeniu domów.

- Odwaga jest istotnym czynnikiem obu waszych domów. Odwaga i gotowość do podejmowania działań. Jednak Gryfoni sami siebie pakują w niebezpieczeństwo, a Ślizgoni manipulują innymi. Puchoni i Krukoni też mogą być tak odważni, ale prawdopodobnie lepiej nadawaliby się na zwolenników niż liderów. Bardziej cenią sobie inne wartości - lojalność i obowiązkowość lub logiczne myślenie, naukę i indywidualność. Potrzebujemy was wszystkich, serc i głów domów, myślicieli i wykonawców, zwolenników i liderów. Już trzeci rok z kolei Tiara śpiewała o zjednoczeniu. Nie robiłaby tego bez powodu.


Później uczyła ich zaklęcia Expelliarmus - trudnego dla pierwszorocznych, lecz wartego wysiłku.


- Harry Potter powiedział mi kiedyś, że użył tego zaklęcia przeciw Voldemortowi. Słuchajcie uważnie. Ex-pell-ii-AR-mus. Ex-pell-ii-AR-mus. Powtórzcie.


Wtedy podzieliła ich w pary gryfońsko-ślizgońskie, by użyli zaklęć na sobie. Oczywiście Jamison usiłował rzucić zaklęcie na nią. Severus ostrzegał ją, by spodziewać się czegoś takiego po tym chłopaku, więc była na to gotowa.


Zadała karne eseje trzem Gryfonom - w tym Jamisonowi - i dwóm Ślizgonom, a całej klasie esej na temat "Docenianie innych domów". Teraz miała robić mniej więcej to samo na innych lekcjach. Z tym wyjątkiem, że teraz będzie jej pilnować Rolanda, a nie Minerwa.


- Co? Gryfoni i Ślizgoni razem? Od kiedy? - zapytał zdziwiony Ron. Gryfoni nigdy nie mieli Obrony ze Slytherinem.


- Nie martw się. Tak mają tylko moje klasy. Tak mi ułożyli plan lekcji. Kiedyś muszę mieć trochę wolnego czasu, inaczej w życiu nie zdam owutemów. - To znaczyło, że inni nauczyciele musieli siedzieć dłużej w klasach. Ron skrzywił się.

- Musisz uczyć się do owutemów i je zdać? Przecież jesteś profesorem!

Hermiona spojrzała na niego. Czy już zapomniał jej walizki tamtego dnia na Pokątnej? Najwidoczniej tak. Późniejsze wiadomości musiały sprawić, że tak się stało.

- Asystentką profesora, Ron. W tym roku zdaję Eliksiry, Zaklęcia i Transmutację, a za rok Obronę, Runy i Numerologię. Wszystko jest omówione.

Uważała, że powinna zdawać Obronę w tym roku, bo w końcu na stanowisko nauczyciela tego przedmiotu została przyjęta. Severus odpowiedział jej na to, że ubogi poziom nauczania w poprzednich latach sprawił, że potrzebuje więcej czasu, by poprawić swoje umiejętności, zanim on narzuci jej bardziej wymagający program. Tym argumentem postanowiła pozwolić mu wygrać. Nie chciała się kłócić o tak błahą sprawę, choć Severus i tak nie zdołał jej przekonać do swoich racji. Nie widziała powodu, dla którego miałaby potrzebować więcej czasu do nauki niż reszta siódmiorocznych.

- Bardzo mądrze, Hermiono. Ale i tak nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. Próbujesz zmienić temat. Co Snape zrobił ci ostatniej nocy, że wyglądasz tak źle? - Pięści Rona zacisnęły się, a czubki uszu poczerwieniały.


- Ron, myślę, że nie chcesz słyszeć o tym, co ja i Severus robimy razem w nocy - powiedziała znacząco i pozwoliła mu zinterpretować jej słowa, jak tylko chciał. Nie musiał wiedzieć, że Severus nigdy nie posunął się dalej niż do pocałunku na ślubie.

Ron zbladł tak bardzo, jak na drugim roku, gdy wymiotował ślimakami.

- Fuj! Nie, dzięki. Ale nie zwiedziesz mnie. Musiałaś płakać godzinami, żeby mieć tak zaczerwienione oczy.

I płakała. Nawet Krzywołap zwinięty w kłębek przy jej stopach nie mógł powstrzymać łez płynących po jej policzkach. Może bardziej by pomógł, gdyby miała go na swoich kolanach i mogła przytulić, ale nie lubiła mokrego futra. Odcięła się od wszystkich swoich przyjaciół. I dla kogo? Dla niemożliwego, kłótliwego człowieka, który prędzej by umarł niż ustąpił.

- Spójrz, nie możesz obwiniać Severusa o każdy mały spór, jaki między nami wynika. Jesteś moim najlepszym przyjacielem. Z tobą też się kłóciłam, a nawet przez ciebie płakałam.


Przestąpił z nogi na nogę i wzruszył ramionami.

- Och, to tylko dlatego, że jesteś taka apodyktyczna - wymamrotał.

- I dokładnie o to pokłóciłam się wczoraj z Seveusem. O to, że jestem apodyktyczna.

Severus wrócił około drugiej w nocy z ponurym wyrazem wymalowanym na twarzy i zmęczeniem w oczach. Stał dłużej w drzwiach i myślała, że znów wyjdzie, ale jednak zamknął je za sobą i wszedł do pokoju.


- Powinnaś być w łóżku - odezwał się.


- Ty też. - Hermiona przełknęła ślinę, gdy jego brwi niebezpiecznie podjechały do góry i wtedy dodała: - Nie mogłam spać - pociągnęła nieelegancko nosem i spojrzała mu w oczy. - Nie jestem pomocna, gdy się martwię. Ale nie mogę się nie martwić. Nie po tym, co widziałam w snach. Widziałam, jak umierasz i co potem się działo z twoim ciałem.


Skrzywił się i spojrzał na nią, stojąc tak blisko, że mogła złapać go za szaty i przyciągnąć tak, by stał jeszcze bliżej, owinąć mu ręce wokół szyi i uspokoić, czując jego naturalne ciepło. Severus nawet nie zdawał sobie sprawy, jak Hermiona była bliska temu, by tak uczynić.


- Spróbuję zrobić coś, by powiadamiać cię, gdy będę wzywany - obiecał. - Często patroluję korytarze po nocach, a ty rozchorujesz się, jeśli za każdym razem będziesz na mnie czekać.


- Myślałam, że to przeze mnie tak długo nie wracałeś.


Zacisnął usta w cienką linię, wzrok przeniósł na półkę z książkami po jej lewej stronie, ale już nie odpowiedział.


- Chodziło o nas? - zapytał Ron, patrząc na nią z taką koncentracją, jak na tłuczka podczas meczu Quidditcha. - Znowu pastwił się nad Harry'm tak, jak zwykle?

Hermiona zmusiła się do uśmiechu.

- Nie. Poszło o lekcje.

- Przepraszam. Nie pytałabym cię o nic, gdyby to nie było ważne - usiłowała się uśmiechnąć. - Przecież to nie tak, że proszę cię o możliwość powrotu Neville'a na twoje lekcje lub o to, byś przyznał punkty Gryffindorowi. Wiesz, że poruszyłam ten temat tylko dlatego, że to może wyjść ci na dobre.

- Układałem sobie życie bez twojego mieszania się w nie przez wiele lat. Uwierz mi, jestem zdolny do podejmowania decyzji dotyczących tego, co jest dla mnie dobre, a co nie.


- I kto miał rację?


- Ja. On dobrze o tym wiedział i nie miał nic do mówienia.

- Przepraszam - wyszeptała ponownie. - Wiem, że nie chcesz tych lekcji, ale wiem też, że i tak je wznowisz. 

- Dlaczego tak uważasz? - powiedział, podnosząc książkę ze stolika i obracając ją w dłoniach.


- Jeśli miałeś jakiś dobry powód, by nie ponawiać tych lekcji, to już mi go podałeś.


- Założę się, że i tak powiedział coś o Harry'm - stwierdził Ron.


- Nie do końca. Jest dla mnie bardzo uprzejmy od czasu ślubu. To ty ubzdurałeś sobie, że on wyładowuje na mnie swoje nerwy.

Ron schował swoje dłonie do kieszeni szat i powiedział:

- Wiesz, dzięki za ostrzeżenie. Syriusz powiedział kiedyś, że możesz ocenić kogoś po tym, jak traktuje swoich podopiecznych. I co by to powiedziało o Snapie?

Jej wzrok zapłonął.

- A co to mówi o Syriuszu? Ostatecznie to nie mój mąż próbował nakarmić kolegą wilkołaka tylko dlatego, że był oślizgły i tłustowłosy i to nie Severus wściubił nos w nieswoje sprawy!

- Racja. Snape chciał go wydać dementorom!

- Nie, dopóki nie zaczęli z niego szydzić. Na początku chciał ich tylko wysłać do Azkabanu. I miał ku temu właściwy powód! Nie możesz go winić za to, że myślał, że Syriusz był mordercą i to na dodatek w zmowie z Lupinem. Tak właściwie to Severus i tak nikogo nie wydał, choć miał okazję. Harry i ja widzieliśmy, jak się obudził. Nawet nie pomyślał o tym, żeby wezwać dementorów. On po prostu wziął nas wszystkich, nawet Syriusza, na nosze i przelewitował do zamku.

Zadbał wtedy o nas, nawet jeśli tego nie chcieliśmy, a teraz jest moja kolej, by mu się odwdzięczyć.

Ron spojrzał na nią z dezaprobatą.


- Rzucił na ciebie Imperiusa czy co? - zapytał.

- Szczerze, Ron. Czy ja wyglądam na zaczarowaną?

- No wiesz, bronisz go! - uskarżył się.

Hermiona wyprostowała się i rzuciła mu sceptyczne spojrzenie spod przymrużonych powiek.

- Zawsze go broniłam - zaznaczyła.

Ron chwycił swoją torbę, zarzucił ją na ramię i skrzywił się.

- Tak, ale chociaż zgadzałaś się w kwestii, że jest paskudnym dupkiem. Teraz zdajesz się go traktować jak pępek świata.

Być może dla obojga było lepiej, że tak bardzo spieszyli się na swoje lekcje, że Hermiona nie zdążyła odpowiedzieć.

Liebster Award


Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na pytania otrzymane od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz kilka osób, informujesz je o tym oraz zadajesz im pytania. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Nominację otrzymałam od wiele kropek z bloga:

Szczerze, nie bardzo wiem, co mogę powiedzieć. Jest mi bardzo miło, że zostałam dostrzeżona i doceniona. Dziękuję!

Czas odpowiedzieć na pytania...

1. Przez jeden dzień masz możliwość używania magii. Jak to wykorzystasz?

Wstyd przyznać, ale jestem bałaganiarą. Zapewne próbowałabym wykombinować, jak sprawić, żeby Chłoszczyść działało przez cały czas w moim pokoju ;)

2. Który z żywiołów jest najbliższy twojej osobowości?

Myślę, że ogień. Jestem dość temperamentna.

3. Którego z bohaterów HP zabrałabyś na romantyczną kolację we dwoje?

Z tych, którzy przeżyli Voldemorta, chyba żadnego. Gdybym mogła kogoś wskrzesić i wtedy się z nim umówić, to byłby to Sev albo Fred. 

4. Złoto czy srebro?

Srebro, zdecydowanie.

5. Co przeniosłabyś z mugolskiego świata do magicznego i na odwrót?

Z mugolskiego do magicznego chyba gumową kaczkę. Artur by się ucieszył :D
Z magicznego do mugolskiego... Hm, dość trudny wybór. Jednak chyba sklep bliźniaków. Zawsze by można znaleźć tam coś do poprawy humoru.

6. Najlepsze wakacje życia?

Nad morzem ze znajomymi. Choć myślę, że gdybym miała okazję pojechać do Anglii, to takie wakacje byłyby dla mnie najlepsze.

7. Miejsce, które chciałabyś zobaczyć?

Jest wiele takich miejsc. Najbardziej z nich wszystkich chyba właśnie Anglię, a nawet całą Wielką Brytanię.

8. Gdybyś miała papugę.... jakiego słowa chciałabyś ją nauczyć?

Och, ja bym jej nauczyła wielu słów, nie tylko jednego!

9. Czego pragniesz najbardziej?

Teraz, w tym momencie? Wyspać się.

10. Marzenie, które udało ci się spełnić to...

Byłam na meczach moich ulubionych polskich drużyn piłkarskich i siatkarskich. Naprawdę, to były wspaniałe przeżycia.

Bardzo miło jest mi nominować:



Teraz to ja zadam pytania:

1. Jak zaczęła się Twoja przygoda z pisaniem?
2. Jakie pairingi należą do Twoich ulubionych?
3. Kawa czy herbata?
4. Wolisz film czy książkę?
5. Jaki jest Twój sposób na spędzenie wolnego czasu?
6. Co sprawia Ci największą radość?
7. Co jest Twoją słabością?
8. Który kolor jest Twoim ulubionym?
9. Pesymistka czy optymistka?
10. Jaka jest twoja ulubiona postać książkowa?

Życzę powodzenia w odpowiadaniu!
I jeszcze raz dziękuję za nominację. :)

Rozdział 8. Większy kontakt

Ku czci zmarłemu Alanowi Rickmanowi...

Hermiona przyglądała się Ceremonii Przydziału z zainteresowaniem większym niż dotychczas. Jako uczennica, nawet po otrzymaniu tak cennej odznaki prefekta, zajmowała się raczej identyfikacją potencjalnych kolegów z domu, ale jako nauczycielka będzie miała większy kontakt z uczniami wszystkich domów. Będzie w końcu prowadzić po trzy lekcje w każdej z tych klas przez trzy lata.

- Benson, Zoaida... Deloraine, Frank... Dubonnet Amandine... - Hufflepuff, Slytherin, Ravenclaw.

- Zobacz, jaka malutka - powiedziała Hermiona, patrząc na ciemnoskórego skrzata z dredami o wszystkich kolorach tęczy. - Nie może mieć więcej niż siedem lat. - Tyle, że nie byłoby jej tu, gdyby nie miała skończonych jedenastu.

W tym momencie do Wielkiej Sali wleciał Irytek i rzucił bombę szlamu pomiędzy piszczących pierwszorocznych. Krwawy Baron skierował się w stronę poltergeista i przegonił go z sali. Minerwa sprawnie rzuciła zaklęcie czyszczące i kontynuowała ceremonię. Niestety, musiała ponownie przerwać, ponieważ dwie dziewczynki popłakały się, bo ich szaty uczniowskie w jakiś sposób zniknęły. Chudy chłopiec z niewyróżniającą się urodą i uśmiechem wymalowanym na twarzy powtórzył zaklęcie na kolegach stojących obok niego.

- Pięć punktów od domu, do którego zostaniesz przydzielony! - głos Minerwy wyrażał, jaka była wściekła. - Dodatkowo szlaban jutro wieczorem - sprzątanie bez magii korytarzy i sal, chłopcze. Pamiętaj, żeby nigdy nie rzucać zaklęć na inne osoby!

- Będzie w Gryffindorze - szepnął Snape, śmiejąc się. - Cóż za obiecujący początek roku.

Więcej imion, więcej dzieci. Dowcipnisiem okazał się być Martin Jamison, przydzielony, według przewidywań, do Gryffindoru, a jego ofiarami - Cathie Keaney i Annette Lety, późniejsze Puchonka i Krukonka.

- Newfoil, Melanie.

- Kolejna twoja, zobaczysz - Severus powiedział Hermionie, patrząc na pełną energii dziewczynkę z krzywym nosem. I rzeczywiście dołączyła do Gryffindoru.

- Patil, Argave. - Z tym chłopcem Tiara nie miała problemu. Padma i Parvati spojrzały na swojego kuzyna, gdy tryumfująco przybił piątkę pierwszorocznym kolegom ze Slytherinu. Blaise spojrzał na grupkę chłopców surowo, a Draco z lekką dezorientacją.

- On jest chyba zbyt mugolski dla Slytherinu - Hermiona szepnęła do Severusa, który w odpowiedzi parsknął.

- Jesteś po prostu zazdrosna, że jest u mnie.

Z jego drugiej strony zaśmiała się Pomona.

- Zawsze uważasz, że masz najlepszych z możliwych, ale jakoś od sześciu lat nie przyniosło ci to pucharu, czyż nie?

Hermiona drgnęła. Wiedziała, że Severus obwiniał o to Harry'ego.

- Ten mi wygląda na Krukona - próbowała zgadnąć, ale chwilę po tym Tiara zawołała: "Gryffindor!".

W końcu ostatnie dziecko zostało przydzielone do Hufflepuffu, a żołądek Hermiony ścisnął się z nerwów, gdy profesor Dumbledore wstał, by wygłosić coroczne przemówienie. Zakaz wejścia do Zakazanego Lasu, rzucania zaklęć na korytarzach i oczywiście przygotowana przez Filcha, wciąż wydłużająca się Lista Przedmiotów Zakazanych. Na samym końcu nadeszło to, czym tak się stresowała.

- Dzisiejszego wieczora witamy naszą najmłodszą nauczycielkę od 1784 roku, panią Hermionę Snape, praktykującą profesorkę Zaklęć, Transmutacji i Obrony. Pojawiła się tutaj dzięki jednej z reguł powstałych przy założeniu naszej szkoły, a mianowicie Zasadzie Zastępstwa. Mówi ona: Kiedy nie zaoferuje się żaden kandydat na nauczyciela danego przedmiotu, dyrektor może wybrać ucznia z siódmego roku na asystenta profesora pod warunkiem, że ten uczeń poślubi innego nauczyciela Hogwartu z przynajmniej pięcioletnim stażem. Pierwszeństwo ma najmłodszy nauczyciel stanu wolnego odpowiedniej płci. Rzadko kiedy zdarzało się, by na siódmym roku był tak wybitny uczeń jak Hermiona, lecz tym razem mieliśmy takie szczęście. W związku z tym mogliśmy wykorzystać tę regułę. Mam nadzieję, że dołączycie się do moich gratulacji profesorowi i pani Snape ich niedawnego ślubu.

Państwo Snape wstali - Hermiona rumieniąc się, a jej mąż patrząc groźnie na uczniów. Snape skinął ironicznie głową, dziękując za uprzejme oklaski. Trzeba wspomnieć, że te, które dało się słyszeć od stołu nauczycielskiego były głośniejsze niż uczniów z jakiegokolwiek domu. Przynajmniej nikt nie odważył się ich wygwizdać, chociaż w kilku miejscach sali dało się słyszeć złowieszcze pomruki. Severus skinął do żony, dając jej znak, że powinna usiąść pierwsza. Odczekał, aż wypełniła jego niemą prośbę i dopiero wtedy zajął miejsce obok niej.


~*~

Hermiona ziewnęła nad notatkami, gdy jej mąż wrócił z tradycyjnego powitania uczniów w Slytherinie. Nie zabrało mu to dużo czasu. Dziesięć minut, by przedstawić pierwszorocznym prefektów, resztę Ślizgonów i siebie i czterdzieści minut swobodnej rozmowy. Oczywiście w tym roku dotyczyła ona w całości niej, jako w pewnym stopniu Drugiej Głowy Slytherinu.

- Jak to przyjęli? - zapytała, gdy tylko przekroczył próg.

- Dokładnie tak, jak każdy by się spodziewał - z wewnętrzną pogardą, a publicznymi gratulacjami. Chyba nie myślałaś, że któreś z nich będzie mi prawić kazania na temat mojego prywatnego życia? - zapytał, siadając w swoim fotelu, z którego uprzednio zdjęła książki, gdy robiła to także ze swoim fotelem. Wewnętrznie pogratulowała sobie, że zachęciła męża do siebie na tyle, że siedział blisko niej.

- Żadne z nich nie jest na tyle odważne, by ci pyskować, prawda?

- Wręcz przeciwnie. Potter zaczął na pierwszej lekcji i wciąż się nie oduczył. Jest zupełnie jak jego ojciec.

Hermiona wstrzymała się przed odpowiedzią. Powinna powiedzieć mu to, co myśli, ale nie chciała wysłuchiwać już krytyki na temat jej przyjaciół na nowo. Powinna mu powiedzieć, że nie chce tego słuchać? Coś, co powiedział jej rodzicom, powstrzymało ją: Kłótnie i wymiany zdań lepiej pasują do szczęścia niż cichy gniew. W tych słowach była prawda. Może powinna delikatnie przekonać go, że źle ich ocenił? Ostatecznie to ona znała lepiej swoich przyjaciół niż on.

- Wszyscy tak mówią, ale jakim cudem Harry mógłby być jak ojciec? Jestem pewna, że James nie był trzymany w schowku pod schodami i nie był traktowany jak służący.

- Nie. James Potter był rozpieszczony, zepsuty i zarozumiały, a innych traktował jak służących. - Severus przewrócił stopą stos książek, ale leniwy ruch różdżki poskładał je z powrotem.

- No cóż - powiedziała, jak gdyby był to wystarczający argument. - Harry nigdy nikogo tak nie traktował.

- Nie traktuje mnie o wiele lepiej.

Przygryzła wargę.

- Tylko dlatego, że od kiedy się spotkaliście po raz pierwszy, robisz wszystko, żeby go do siebie zrazić. Zawsze myślałam, że znienawidziłeś go od pierwszego wejrzenia.

- Głupia dziewczyno. Już ci mówiłem, że żadnego z moich uczniów nie nienawidzę. Musiałbym życzyć im jak najgorzej, a uwierz mi, że tego nie robię. Kłamałaś, gdy mówiłaś rodzicom, że wierzysz w to, że zaryzykowałbym własne życie dla waszego bezpieczeństwa?

- Oczywiście, że nie! I postąpiłabym nieinteligentnie, gdybym zmieniła zdanie. Ratowałeś Harry'ego na każdym roku, od kiedy jest w Hogwarcie. - Ponownie przygryzła wargę, spojrzała w dół na notatki i zaczęła je wygładzać, choć nie było to potrzebne.

- Jakoś chyba tego nie zauważył - skomentował Severus, podnosząc książkę z najbliższego stosu i obracając ją w dłoniach.

- Jesteś dobry w ukrywaniu prawdy, wiesz o tym. Myślę, że robisz to, by utrzymać swoją maskę. Ale Harry o tym wie. W głębi serca zdaje sobie z tego sprawę.

Prychnął.

- Szkoda mi tego chłopca. On jest naszą jedyną nadzieją?! Zbyt nieostrożny, by pomyśleć, zanim wpakuje się w kłopoty. Zbyt zarozumiały i arogancki, żeby zdobyć umiejętności, których będzie potrzebował, by przeżyć.

Hermiona zacisnęła dłonie na kolanach. Harry nie był lekkomyślny ani zarozumiały, tylko samodzielny i zdecydowany. Musiał taki być u Dursley'ów. Nie miał nikogo, na kim mógłby polegać. Dlatego teraz, kiedy widział, że coś trzeba zrobić - robił to. Jeśli przez to ludzie, którzy go nie znali, uważali go za impulsywnego i pochopnego - niech tak zostanie. Fakt, że poświęcał swoje życie i zdrowie i tak pewnie nie zmieni opinii tych ludzi. Chciała powiedzieć o tym Severusowi, jednak wolałaby porozmawiać o czymś innym niż naprawianiu jego skostniałych relacji z jej przyjacielem. Tym bardziej nie miała zamiaru udawać, że nie zrozumiała ostatniego zarzutu.

- Masz na myśli lekcje Oklumencji, prawda? Zawsze zastanawiałam się, dlaczego je zakończyliście. Harry zawsze mówił, że powiedziałeś mu, że umie już wystarczająco dużo, ale widziałam, że kłamał. Inaczej nie miałby wciąż tych snów.


Czarne oczy spojrzały na nią oceniająco i ze zdziwieniem. 

- Nie powiedział ci?

- Czego mi nie powiedział?

- Zazwyczaj przed każdą lekcją myśli, których nie chciałem, by widział, umieszczałem w Myślodsiewni. Jednej nocy zostałem wezwany, a gdy wróciłem, zastałem go podczas ich oglądania - przyznał gorzko jej mąż. Odwrócił się jeszcze raz i odłożył książkę na stół. Hermiona siedziała w milczeniu i przyswajała nowe informacje, gdy jej ręce nerwowo zadrżały.

- Co zrobił? Jak on mógł?! Nie dziwię się, że nie chciał się przyznać! Musiałeś być wściekły!

Severus spojrzał na stos książek, który leniwie przesuwał lewą nogą.

- Zrzuciłem mu słoik martwych karaluchów na głowę i powiedziałem, żeby już nigdy nie wracał na lekcje.

Hermiona stanowczo skinęła głową.

- Należało mu się! Nie sądzę, bym ja skończyła na jednym słoiku.

Spojrzała na swoje rozłożone dłonie. W duchu modliła się o to, by nie powiedziała czegoś, przez co między nimi znów wyrośnie bariera. Jego następne słowa nieco ją zdziwiły.

- Spoliczkowałabyś go jak kiedyś Dracona?

- Gdybym przyłapała kogoś na czytaniu mojego pamiętnika, to postarałabym się zrobić mu coś, co zapamiętałby dalece dłużej niż spoliczkowanie. A przecież Myślodsiewnia to rzecz jeszcze bardziej intymna niż pamiętnik! - Hermiona przerwała i spojrzała na swojego rozmówcę. - Czy Sam-Wiesz-Kto jest Mistrzem Legilimencji, Severusie?

Jego twarz przyjęła nagle nieugięty wyraz.

- Nie. Będę. Go. Uczył.

Zmusiła się do kontynuacji.

- Sam ślub nie wystarczy, by zmienić twój los. Wszystkie zmiany, jakie przynosi małżeństwo mają stanowić różnicę. Myślałam o tym, co mogłoby działać na taką wielką skalę, by uchronić cię od śmierci. I to może być to.

- Zdecydowanie za dużo myślisz - warknął.

- Ale...

- Nauczanie go jest niebezpieczne. Jeśli Czarny Pan spojrzałby przez jego oczy w nieodpowiednim momencie...

- Brak nauki jest bardziej niebezpieczny. Twoje sekrety w jego głowie są łatwe do przejęcia...

- Potter jest bardziej zniechęcony do nauki ze mną niż ja do nauczania go. Nie, żeby on kiedykolwiek chciał wznowić te lekcje. Nawet Albus mnie już o to nie prosi. - Severus zerwał się z krzesła i zaczął chodzić dookoła pokoju. Przez nieuwagę przewrócił jeden ze stosów książek. Na jego skroni dostrzegła pulsującą, fioletową żyłę, a jego zęby zgrzytnęły tak mocno, że mogła to usłyszeć.

- Albusowi najbardziej zależy na dobru Harry'ego. Tak jak mi na twoim. Nie brałam z tobą ślubu, żeby zaraz wyprawiać twój pogrzeb!

- Nie prosiłem cię o ślub.

- Nie, ale się zgodziłeś - zaznaczyła.

- Dziecko nie będzie mi matkować! Jesteś moją żoną, nie opiekunką!

Zamrugała kilkakrotnie, ale i tak nie powstrzymała łez, które piekły ją w oczy. Otarła je jednak i spróbowała ponownie.

- Pozwolisz Czarnemu Panu wygrać tylko dlatego, że nie mogłeś dogadać się z Harrym? Nie możecie po prostu dojść do porozumienia? To, co zrobił, było złe, szokujące i jestem przez to na niego wściekła, ale czy zobaczył coś gorszego, niż robiłeś na lekcjach? Myślisz, że gdyby mógł, to nie zostawiałby swoich myśli w Myślodsiewni przed lekcjami? Że nie zrobiłby wszystkiego, żeby zachować je dla siebie?

- Najwidoczniej nie, skoro zaniedbał jedyną rzecz, którą mógł zrobić, czyli treningi! - wysyczał zza zaciśniętych zębów.

- Ja tylko chcę, żebyś żył. - Nie mogła już powstrzymać łez, które co chwilę ścierała.

- Nie chcę dalej o tym rozmawiać. - I już go nie było. Pozostał po nim tylko trzask zamykających się za nim drzwi.

Rozdział 7. Ogromna głowa Godryka

Hermiona spojrzała na swoją klasę. Uczniowie byli teraz spokojni. Jeden z nich, drobny uczeń, patrzył na nią z wytrzeszczonymi oczyma, przez co ona przez nieuwagę warknęła.

- Kto może mi powiedzieć, która część Mantykor jest najbardziej niebezpieczna? - zapytała.

Siedzący za nim wysoki kolega podniósł rękę, machając nią z taką desperacją, że mogła poczuć powiewy wiatru, jakie powodował. Przewróciła oczami, ale pozwoliła mu mówić. Nikt inny nawet się nie zgłosił. Uczeń wstał i zaczął recytować formułkę:

- Mantykory to bardzo niebezpieczne greckie bestie z głową człowieka, tułowiem lwa i ogonem skorpiona. Skóra Mantykor odpiera prawie każde znane zaklęcie. Użądlenie bestii powoduje natychmiastową śmierć. Mantykory są tak niebezpieczne jak Chimery i tak samo rzadkie. One...

- Tyle wystarczy. Nie musisz prowadzić za mnie lekcji - spojrzała na niego, ale on tylko uśmiechnął się i wciąż stał. - Proszę usiąść, panie Snape. I dwa punkty od Slytherinu za bycie panem Wiem-To-Wszystko.

Inna uczennica wyskoczyła z krzesła z rękoma podpartymi na biodrach.

- To niesprawiedliwe! On tylko udzielił odpowiedzi na pani pytanie. Nie może go pani za to karać!

- Mogę robić w mojej klasie to, co mi się podoba, panno McGonagall. Pięć punktów od Gryffindoru za pani nieuprzejmość. Jeśli usłyszę od pani jeszcze słowo, załatwię pani weekendowy szlaban u Filcha.

- Ależ pani Snape!

- Cisza. Wszyscy usiądźcie i otwórzcie podręczniki na stronie 219. - Odczekała, aż wszyscy wykonali jej polecenie z ponurymi minami i pokręciła głową ze smutkiem. - W porządku. Powiedzcie mi, co znowu zrobiłam źle. - Spojrzała na męża ostrzegawczo. - Tylko nie ty. Już wystarczająco się od ciebie nasłuchałam. Byłam aż tak beznadziejna?

- Gorzej - powiedział z wyższością.

- Och, Severusie, nie dokuczaj biednej dziewczynie. Choć muszę przyznać, że na moich lekcjach wyglądałeś tak, jak teraz to przedstawiłeś.

- Nie wierzę, że kiedykolwiek tak podskakiwałem, prosząc wybierz mnie!, nawet jako pierwszoroczny.

- Wiesz, że może wyjść ci na niekorzyść pamiętanie wszystkich szczegółów z przeszłości, Severusie? - ostrzegła Hermiona. - Wiedz, że ja także mogę pamiętać twoje hm... mniej doskonałe momenty. Na przykład lekcja o wilkołakach, kiedy powiedziałeś Deanowi lub Seamusowi, że Wodniki Kappa żyją w Mongolii - mówiąc, uniosła brew, a w zamian on zaszczycił ją swoim spojrzeniem.

- Nie musisz obawiać się o swoje nauczanie - pisnął Filius. Nie lubił kłótni. - Jesteś w tym naprawdę dobra.

- Tylko pamiętaj, żeby objąć dowództwo w klasie od pierwszej chwili, gdy do niej wejdziesz - podpowiedziała Minerwa. - Nawet, jeśli będzie to równoznaczne z byciem surową.

- I nigdy nie odwracaj się tyłem do uczniów, chyba że wyczarujesz sobie oczy z tyłu głowy - dodał Severus,

Hermiona skinęła głową. Nauczyła się tego wszystkiego na własnej skórze.

- Dzięki, że nauczyłeś mnie tego zaklęcia, którego używasz do pisania instrukcji na tablicy. - Skoro mogła użyć magii do pisania na tablicy, nie będzie musiała odwracać się od uczniów.  Spojrzała na dwie pozostałe Głowy Domów. - I dziękuję wam obojgu za poświęcenie mi czasu, gdy sami musieliście się przygotować do roku szkolnego. - Oni także musieli się dobrze przygotować. Hermiona miała uczyć młodsze klasy przedmiotów tej dwójki i Obrony, a oni w zamian w starszych klasach dodatkowo uczyli jej przedmiotu.

- Na całe szczęście Severus przygotował genialne notatki, z którymi możemy pracować - zaznaczył Filius.

Nauczyciele przez ostatnie trzy dni przygotowywali plan lekcji, od czasu do czasu robiąc sobie przerwy na takie sesje treningowe dla Hermiony jak ta. Nie byliby w stanie tego robić, gdyby konikiem Severusa nie było przepisywanie programu nauczania Obrony dla własnej satysfakcji. Gdy zapytała go, dlaczego to robi, wydął usta i odpowiedział, że to bezpieczniejsze hobby niż wymyślanie kar dla mało lubianych uczniów. Postanowiła więc milczeć.

- Mamy godzinę do Ceremonii Przydziału - zauważyła Hermiona, gdy już była sama ze swoim mężem w ich salonie. Na początku nie wiedziała, czego spodziewać się po jego komnatach, ale okazały się dość przytulne. Jedyny jej przytyk dotyczył tego, że za każdym razem, gdy chciała usiąść musiała zdejmować z fotela książki. Teraz także musiała to zrobić. - Boję się reakcji uczniów, gdy zobaczą mnie przy stole nauczycielskim.

- Powinnaś skorzystać z okazji do odpoczynku - powiedział. Wiedział, że jego młoda żona posiada energię charakterystyczną dla jej wieku, ale nie była tak wytrzymała, jak osoby starsze. Od ich ślubu, codziennie opuszczała sypialnię o 7:30 i wracała ziewając o 22:30. - Nie byłoby chyba najlepiej, gdybyś usnęła z głową w puddingu. Musiałbym cię lewitować przez całą Wielką Salę do twojego pokoju.

- Nie. Położyłbyś mnie raczej na noszach - powiedziała nieostrożnie, przypominając sobie swój trzeci rok nauki w Hogwarcie. Przygryzła wargę, a Severus nienaturalnie się wyprostował.

- Byłaś wtedy nieprzytomna.

- Miałam zmieniacz czasu - powiedziała nieśmiało. Nie było sensu udawać, że nie wie, o co chodzi. - Druga ja patrzyłam na ciebie.

Przez dłuższą chwilę miała nadzieję, że Snape nie miał zamiaru mówić już nic więcej, bo nagle zainteresował się zdzieraniem skóry z odcisków. Bolało, ale nie przestał.

- Wiedziałem o zmieniaczu. Użyłaś go do uratowania osoby, która, jak podejrzewam, poobijała moją głowę i ręce, gdy byłem nieprzytomny. Wróciłaś, żeby zobaczyć to jeszcze raz? Bez wątpliwości był to bardzo przyjemny widok - powiedział głosem pozornie łagodnym.

- Nie! Jak możesz tak myśleć? Nie oglądałam tego kolejny raz. Jesteś pewien, że... - Tak, zapewne był pewien, że ocknął się bardziej poobijany niż spowodowało to uderzenie zaklęcia. I było tylko jedno miejsce, gdzie te obrażenia mogły powstać. - Ok, przyznaję. To był Syriusz. On przelewitował twoje ciało przez przejście. Przypuszczam, że trudno było mu to wykonać tak, by się przy tym nie posiniaczyć.

- Widzę. Oczywiście nie zasłużyłem na nosze.

Utkwiła wzrok w kamiennej podłodze.

- Nie - przyznała. Jej żołądek ścisnął się ze wstydu na wspomnienie, jak długo Severus leżał na podłodze, zanim ktokolwiek pomyślał, by sprawdzić, czy żyje. Nie była pewna, czy nosze zmieściłyby się w przejściu, ale nie mogła zaprzeczyć, że nie zadbali o jego bezpieczeństwo. - Nie pomyślałam o tym. Przepraszam. Teraz postąpiłabym inaczej.

- Muszę przyznać, że dla mnie twoje zachowanie jest dość dziwne. Teraz byś mnie uratowała, choć wtedy byłaś tak bardzo obojętna na mój los. Ewidentnie bardziej ufałaś jakiemuś przypadkowemu mężczyźnie, który okazał się być wilkołakiem.

- Lupin nie był przypadkowym mężczyzną - zaprotestowała cicho. - To nie było dokładnie tak, że ci nie ufaliśmy. Ale podkreślałeś, że zamierzasz oddać Remusa i Syriusza w ręce dementorów, a my nie mogliśmy na to pozwolić. Co, jeśli później okazaliby się niewinni? A byli! Nie mogę powiedzieć, że dziś nie zrobiłabym tego ponownie, bo wciąż myślę, że w tamtych okolicznościach pewnie i tak bym cię rozbroiła. Jedynie lepiej bym o ciebie zadbała i upewniła, że jesteś przytomny, żebyś chociaż usłyszał, jak było naprawdę. Wszystko byłoby inaczej, gdybyśmy tak zrobili. Glizdogon zostałby złapany, Syriusz oczyszczony z zarzutów, a Sam-Wiesz-Kto nie odrodził się.

Severus wyciągnął się na swoim krześle, prostując swoje długie nogi. To był jeden z tych niewielu momentów, w których zachowywał się swobodnie.

- Możliwe.

Przez dłuższy czas Hermiona gładziła palcem słoje na drewnianym stole.

- Wciąż wydałbyś sekret Lupina?

Snape odpowiedział, śmiejąc się uprzednio.

- On prawie zjadł całą waszą trójkę, a ty wciąż masz wątpliwości, czy dobrze uczyniono, wyrzucając go z roboty? On sam przyznał się, że oszukiwał Dumbledore'a przez cały rok, mówiąc, że nie wie, jak morderca dostał się do szkoły.

- Syriusz nie był mordercą!

- Już myślałem, że jesteś choć trochę inteligentna... Skąd Lupin mógł wiedzieć, że Syriusz był niewinny, gdy go chronił? - powiedział, ponownie siadając prosto.

- Och... Już chyba rozumiem twój punkt widzenia. Czyli nie jest ci przykro. - Spodziewała się, że ostatnie zdanie sprawi, że Severus wybuchnie, ale myliła się.

- Nie wiem - odpowiedział wolno, pocierając usta szczupłym palcem. - Ale muszę przyznać, że spomiędzy Lupina, Barty'ego i drogiej Dolores, to on był najmniejszym złem.


~*~

Hałas oznaczający przyjazd uczniów do szkoły po ciszy kilku ostatnich dni był jak obudzenie się w kinie z dźwiękiem przestrzennym. Uczniowie tłoczyli się i wołali nawzajem, gdy znaleźli swoje miejsca przy czterech długich stołach. Hermiona spojrzała na nową prefekt naczelną, Morag MacDougal, która akurat konfiskowała pudełko petard braci Weasleyów jakiemuś irytującemu czwartorocznemu. Poczuła ucisk w gardle i pieczenie w oczach. Plakietka prefekt naczelnej byłaby teraz jej, gdyby nie wyszła za Severusa. Spojrzała na niego z ukosa. On z kolei patrzył oczywiście na stół swoich ukochanych Ślizgonów, gdzie Millicenta Bulstrode rozdzielała małą grupkę buntowników, sadzając ich na odległych siebie miejscach.

- Co szlama robi przy stole nauczycielskim? - jeden z głosów wybił się ponad wszystkie.

Nagle w ciszy około trzystu głów odwróciło się w jej stronę i zaczęło gapić, oczekując odpowiedzi. Udzielił jej Draco, którego delikatny głos był idealnie słyszalny.

- Wątpię, by nasza Głowa Domu była z ciebie dumna, skoro ubliżasz jego żonie, Parkinson. Lepiej pilnuj swojego języka. - Draco odwrócił się do reszty osób w sali, a jego odznaka zamigotała w blasku świec. Hermiona zamrugała z niedowierzaniem. Wybrali go? Nie pomyślała, by zapytać o wybór prefektów kogokolwiek, bo nie spodziewałaby się w życiu, że Draco zostanie wybrany. Chociaż musiała przyznać, że był w zeszłym roku tak pracowity jak ona i tak samo rzadko spotykany na korytarzach. - To tyczy się was wszystkich. Każdy obraźliwy komentarz będzie przekazywany profesorowi Snape'owi.

Prawdopodobnie pierwszy raz w historii nikt nie odwrócił się, żeby zobaczyć wejście pierwszorocznych. Nawet pieśń Tiary Przydziału była rozczarowująca.

Już tysiąc lat mija, od kiedy oddzielam
Żółty, niebieski i zielony od czerwieni.
Robię to od kiedy Salazar upatrzył mnie
Na wspaniałej głowie Godryka.

Znad stołu Ślizgonów dało się słyszeć śmiechy. Hermiona spojrzała pytająco na Severusa.

- Ślizgoński żart - parsknął. - No wiesz, Tiara jest dość duża*.

Hermiona zakrztusiła się, powstrzymując śmiech.

Ale niewiele zdziałała wiedza Założycieli.
Między czwórką zjednoczonych przyjaciół
Zakiełkowało ziarno nienawiści,
Co podzieliło ich domy.

Gryffindor najbardziej cenił odwagę,
Uwielbiał ludzi dzielnych i śmiałych,
A Slytherin faworyzował przebiegłość
I chłodną kalkulację.

Ravenclaw ukochała intelekt,
Ludzi najzdolniejszych i najlepszych,
A Hufflepuff brała resztę uczniów
- lojalnych i cierpliwych.

Minęło wiele lat, wy dorastaliście osobno,
Nie potrafiliście zaufać drugiemu,
Do teraz nienawiść pali każde serce
Każdej siostry i każdego brata.

Stoicie obok siebie, spadek został podzielony,
Lecz to nic nie zmienia.
Dobre społeczeństwo jest tym, czego potrzebujemy,
Bo bez tego pewnie zginiemy.

Macie przed sobą dobry przykład
Dopasowania i jedności.
Głowa Slytherinu i Gryfonka 
Żyją wspólnie w harmonii.

Przy stołach Gryffindoru i Slytherinu zawrzało. Dało się słyszeć głuche krzyki. Jednak tylko Draco i Ginny swój wzrok skierowali na Hermionę.

Niech oczy skrzyżują wzrok, znajdując przyjaźń,
Pozwólmy uścisnąć sobie dłonie z zaufaniem,
Niech wszystkie domy staną razem
Bo to zrobić możemy, a nawet - musimy.

* gra słów - great po angielsku znaczy wspaniały, ale też wielki

Rozdział 6. Uroczysta uczta


Hermiona spoglądała na zaimprowizowane spotkanie przy herbacie jak na małe okno, za którym szykowała się czarująca burza. Spotkanie wynikało z powodu kapitulacji jej rodziców. Zmarszczyła brwi, widząc roześmiane twarze nad Earl Grey i Chocolate Wheaten'ami*. Jej ojciec uroczyście świętował jej wybór!

Spojrzała na narzeczonego. Odniosła wrażenie, że przyglądał jej się z głębokim zainteresowaniem, jak dziecko, które po raz pierwszy głaskało kota. Nie mogła stłumić nadziei, że tak właśnie było.

W każdym razie, dla jej przyjaciół wszystko wyglądało podejrzanie. Szczególnie po jej dzisiejszych zakupach. Kupiła dwie szaty wyjściowe, pięć roboczych (każda w innym kolorze), trzy flanelowe pidżamy, wełniany szlafrok, zestaw podręczników dla początkującego studenta i tylko połowę książek na siódmy rok, ogromną ilość dziwnie wyglądających czasopism i plików, dużą butelkę niekończącego się czerwonego atramentu oraz najdziwniejszą ze wszystkich, srebrną spinkę do włosów ze szmaragdem.

Po powrocie na Grimmauld Place czekała na nią kłótnia, wynikająca z faktu, że jej przyjaciele odkryli, co zakupiła. Oczywiście zaczęło się od Rona, gdy dowiedział się, o jej pracy i w poczuciu zdrady wpadł w furię.

- Pięknie! Cholernie pięknie! Będziesz dawać Malfoy'owi szlabany!

Gdy usłyszeli warunki, jakie musiała spełnić, by zostać profesorką, osłupieli i przez dłuższą chwilę nie mogli wydusić z siebie słowa. Albo, tak jak w przypadku Ginny, po prostu nie chcieli nic mówić. Na nieszczęście, gdy szok minął, ponownie nastąpił wybuch.

- Nie zrobisz tego! - krzyknął Ron, uderzając pięścią w stół. - Nie poślubisz tego głupka! Nie możesz!

- Nie nazywaj go tak! - odwarknęła Hermiona. - I zrobię to, bo chcę i mogę.

- Nie wiem co gorsze - odezwał się Harry z niedowierzaniem. - To, że poświęcasz się dla pracy, czy to, że lubisz osobę, która jest winna śmierci Syriusza.

- Nie oskarżaj o to Severusa. On nie miał z tym nic do czynienia - zaprotestowała.

- Więc teraz to Severus, tak? - warknął Ron.

- Gdyby Snape nie szydził z Syriusza... - przekrzykiwał Rona Harry.

- Wtedy Syriusz i tak poszedłby do Ministerstwa, Harry. Dobrze wiesz, że tak właśnie by było.  - Był zbyt nieostrożny. Gdyby siedział w domu, cierpiałby, jakby był w więzieniu. Zawsze z nim tak było. - Kochał cię zbyt bardzo, by siedzieć w domu, gdy ty byłeś w niebezpieczeństwie.

- Więc to moja wina, tak? - Wybraniec zacisnął usta i odwrócił się od niej. To było ostatnie, co powiedział tego dnia.

- To wina Bellatrix, nie twoja. - No, może trochę twoja... - I Voldemorta, oczywiście. Wszystko to, co się dzieje, jest jego winą. Nie możesz winić Severusa za to, że powiedział Syriuszowi coś, co Syriusz by mu także powiedział, gdyby ich miejsca się zamieniły.

- Ale ty go lubisz - zauważyła Ginny z grymasem wypisanym na twarzy. - Lubisz go, mimo że on nas nienawidzi.

- On nie...

- Ona zawsze go lubiła - odezwał się Ron. - Zawsze go broniła! - zerwał się z krzesła i zaczął chodzić w kółko, wykrzywiając twarz i naśladując głos Hermiony. - Och, Ron, Dumbledore mu ufa. Jest nauczycielem, nie zrobił nic złego. Założę się, że miałaś na niego ochotę już jako jedenastolatka!

- Nie, Ron. To jest po prostu obrzydliwe! - Hermiona zacisnęła pięści i spojrzała na swoje białe knykcie.

- Jedyne, co jest tu obrzydliwe, to ty, Hermiono. To ty chcesz wyjść za tłustowłosego dupka z lochów. On jest dwa razy starszy od ciebie! Wiem, że zawsze uwielbiałaś nauczycieli, ale nie zdawałem sobie sprawy, że jednego z nich chcesz usidlić!

- Przestań!

Ron wycelował w nią palcem.

- Jeżeli kiedykolwiek byłaś naszą przyjaciółką, to pójdziesz teraz do niego i powiesz, że zmieniłaś zdanie.

- Nie jestem twoją własnością, Ronaldzie Billiusie Weasley! Jeśli kiedykolwiek byliście moimi przyjaciółmi, to przyjdziecie jutro na mój ślub z uśmiechami na ustach.

- Bez uśmiechu - wtrąciła Ginny. - Nie możesz od nas oczekiwać, że będziemy się uśmiechać. Ale czekaj... Czy ty powiedziałaś jutro?! Masz wziąć ślub jutro? Dlaczego tak szybko?

Hermiona spojrzała na nią.

- Wiesz... Szkoła, przygotowania, treningi...

- Założę się, że po prostu nie może się doczekać, aż te jego tłuste ręce zaczną ją dotykać. - Ron uśmiechnął się szyderczo. Od tego momentu robiło się coraz gorzej. Pół godziny później Hermiona wymierzyła mu siarczysty policzek i szybko wybiegła z pokoju.

- Wariatka! - skomentował tylko Ron.

Inni członkowie Zakonu byli bardziej uprzejmi, choć też pełni dezaprobaty. Wszyscy, z wyjątkiem pana Weasleya. Artur poklepał ją po ramieniu, gdy mijali się na schodach przed kolacją.

- Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa. - Może brzmiałoby to bardziej pocieszająco, gdyby w jego głosie nie było nutki wątpliwości, ale podziękowała mu uśmiechem.

- Jestem pewna, że tak będzie - skłamała.

Ginny wróciła do ofensywy przed snem, gdy Hermiona odłożyła szczotkę do włosów i zaczęła splatać włosy - dzięki temu rano łatwiej było je rozczesać.

- Dlaczego tak zaprawdę chcesz wziąć z nim ślub? Nie chodzi ci tylko o samo zostanie tak szybko profesorem, prawda? Jest coś jeszcze?

- Chcę być nauczycielem, to prawda. To wspaniale, że o mnie pomyślano, gdy doszło do wyboru praktykanta. Ale nie możesz myśleć, że biorę ślub tylko ze względu na to.

- Więc czemu? Może Ron jest durniem, ale nie możesz zaprzeczyć, że Snape zawsze był dla nas okropny.

- Severus - powiedziała stanowczo Hermiona, nakładając na splecione włosy gumkę. - Severus nie jest okropny. Może trochę zbyt temperamentny...

- Trochę? Trochę?! - zakwestionowała Ginny.

- No dobra, jest najbardziej drażliwym człowiekiem, jakiego znam. I co z tego? Nie zawsze go lubiłam, ale on się liczy. - Rzuciła się na łóżko i wzięła głęboki oddech. Ulżyło jej, że chociaż teraz mogła mówić prawdę. Ale prawda nie była prosta. - Ogromnie się liczy. Nie spodziewałam się, że to powiem, ale taka jest prawda.

Ginny położyła się wpółubrana na łóżku.

- I co się do tego zmusiło? Nieodparta chęć bycia obrażaną? W tej kwestii nie musiałabyś za niego wychodzić, bo on i tak to robi. Irytująca obecność, olbrzymi mózg, drobne problemy... Pamiętasz?

Hermiona oparła głowę o poduszkę i spojrzała w sufit. Na jej usta powoli wkradł się uśmiech.

- Jeśli znów to powie, będę mogła mu wytknąć, że teraz on sam należy do moich drobnych problemów. Uwierz mi, Ginny, on nie może mnie teraz obrazić bez pewności, że mu odpyskuję - zaznaczyła i miała nadzieję, że chociaż jej przyjaciółka zmieni trochę zdanie o jej zamążpójściu i samym mężu. Severus obiecał jej, że będą dyskutować na równi. Brzmiało, jakby to właśnie miał na myśli. Chociaż Voldemort prawdopodobnie myślał podobnie o obietnicach Severusa, a on okłamywał go na każdym kroku. - Więc czego tu nie lubić?

- Um... Wszystkiego? - zaproponowała Ginny, żartobliwie przechylając głowę.

Hermiona sięgnęła po buteleczkę Eliskiru Słodkiego Snu. Po dzisiejszej nocy nie będzie już miała żadnych złych snów. Cóż, proroczych snów, dla sprostowania.

- Fuj, obrzydlistwo! - powiedziała, bawiąc się korkiem. - Całe szczęście, jutro nie będę musiała już tego brać.

Ginny spojrzała na nią z twarzą o niezdrowym odcieniu śliwki. Nie pasowało to do jej rudych włosów.

- Em, Snape, noc poślubna... Hermiono, nie potrzebuję takich myśli w mojej głowie.

Jej przyjaciółka nie wiedziała, że noc poślubna nie będzie miała nic wspólnego z łóżkiem. Hermiona pozwoliła sobie na uśmiech.

- Przepraszam - powiedziała i pogłaskała Krzywołapa, który zwinął się obok niej w kłębek. - Mam nadzieję, że Severus lubi koty. Chyba powinnam go zapytać, nie? - Nie, żeby to miało znaczenie; nie pozwoli mu się skarżyć.

Cieszyła się, że miała Ginny w swoim pokoju. Następnego poranka namówiła Harry'ego i Rona, żeby jednak pojawili się na ślubie w domu Grangerów. Później pomogła Hermionie w upięciu włosów w eleganckiego koka z kilkoma luźnymi kręconymi kosmykami, okalającymi jej twarz i spadającymi swobodnie na jej ramiona i plecy. We fryzurę wpięła jeszcze nową srebrną spinkę.

- Wyglądasz jak księżniczka - powiedziała ze smutkiem, wkładając na przyjaciółkę szaty koloru kości słoniowej. Wciąż trudno jej było uwierzyć, że przyjaciółka marnowała szaty i siebie samą dla Snape'a. Jej własne szaty były cytrynowo żółte. Otrzymała je od bliźniaków na urodziny. Bracia prawdopodobnie nie daliby jej takiego prezentu, gdyby wiedzieli, że ubierze go na uroczystość dotyczącą ich najmniej lubianego nauczyciela, zaraz po Umbridge.

Dumbledore zabrał ze sobą sześciu współpracowników: McGonagall, Flitwicka, Vector, Sinistrę, Sprout i Hagrida. Molly i Remus reprezentowali Zakon. Wtedy pojawił się pan młody ze swoim druhem i wszystkim szczęki opadły. Stanowili kontrast. Jeden w czerni, z płaszczem zapiętym srebrną broszką ze szmaragdem, a drugi w perłowej szarości, pasującej do jego włosów. Oboje wysocy i smukli. Wyglądali jak przeciwni królowie z szachów czarodziejów, ale to nie ich wygląd wywołał zamieszanie.

- Jasna cholera! Co on tu robi? - Ron zadał pytanie, które wszystkim cisnęło się na usta, a Harry zacisnął palce na różdżce.

Malfoy znakomicie ich zignorował i przepchnął się do panny młodej. Uścisnął jej dłoń na tyle mocno, że nie mogła jej wyrwać bez zrobienia niepotrzebnego przedstawienia. Spojrzała na swojego przyszłego męża, który w tym samym momencie odwrócił się do jej rodziców.

- Moje zobowiązanie i honor, matko chrzestna - powiedział Draco, górując nad nią. Kiedy, do cholery, on zdążył tak urosnąć? Jego twarz była idealnie spokojna, lecz w jego oczach dostrzegła drwinę. 

Hermiona zamknęła usta ze słyszalnym haustem. On? I ona? A Severus jej nie ostrzegł! Na szczęście czytała dość dużo i miała niemal fotograficzną pamięć, więc wiedziała, co odpowiedzieć.

- Moje uznanie i przyjaźń, Draco.

Widziała, jak odszedł i uścisnął dłonie jej rodzicom tylko z formalnej uprzejmości, choć bez wyrazu niechęci. Później skinął głową i chłodno uśmiechnął się do jej przyjaciół. Zacisnęła dłoń na nadgarstku pana młodego i odciągnęła go na bok. Spojrzał na jej dłoń, a później twarz, unosząc pytająco brew. Pochyliła się do niego i wysyczała:

- Co on robi w domu moich rodziców?

- Myślę, że już ci powiedział - mruknął i uścisnął jej dłoń, więc stali teraz ramię w ramię, jak każda szczęśliwa para. - Jest moim chrześniakiem, a teraz także i twoim. - To był nie tylko tytuł grzecznościowy, ale także i nowy obowiązek. - Twierdziłaś, że mi ufasz. Już zmieniłaś zdanie?

Poczuła wielką chęć uderzenia go, ale tak jak Mal... Draco, trzymał jej dłoń zbyt mocno.

- On nie wie, gdzie się znajdujemy. Aportowałem go do frontowego ogrodu, a Filius deportuje go później do domu. Albo ja. Wciąż masz czas, by się wycofać. 

Spojrzała na niego z ukosa. Czy to dlatego ją tym zaskoczył, żeby się przestraszyła i wycofała?

- To słodko z twojej strony - skłamała. - Ale nie mam zamiaru . Jesteś mężczyzną moich snów - powiedziała nieco głośniej. Ron wyglądał, jakby był chory, ale Severus nie wyglądał na zdenerwowanego.

- Więc możemy zaczynać.

Odwaga Hermiony wyparowała gwałtownie, ale udało jej się mówić tylko z lekkim drżeniem głosu.

- Moja wiara, moja łaska, moja wierność... Moja miłość, moja praca, moja lojalność... Moje serce, moja nadzieja, moja otwarta dłoń.

Wypiła połowę napoju z podała Severusowi do opróżnienia.

- Zaufaniu powierzamy nasze zaufanie - powiedział swoim głębokim głosem razem z nią. - Zawsze i na zawsze, od tego dnia; moje życie dla ciebie, twoje życie dla mnie.

Wyciągnął spinkę z jej włosów, uwalniając kaskadę loków i podał ją Ginny, która transmutowała ją w obrączkę i zwróciła Hermionie, by włożyła Severusowi na palec. Hermiona odpięła wtedy jego pelerynę, a broszkę podałą Draconowi. W krótkim czasie broszka także zamieniła się w obrączkę, którą Severus wsunął na jej palec. Następnie pan młody otoczył peleryną siebie i pannę młodą, ochraniając przed spojrzeniami gapiów, gdy ich usta spotkały się w niezbędnym pocałunku i trzymał ich w ukryciu, aż świadkowie dokończyli deklaracje.

- Świadczymy ten związek. Dwoje tworzy jedność. Jak było powiedziane, niech się stanie.

Jej dłoń powędrowała do ust, gdy jego twarz odsunęła się od niej. Nie mogła powiedzieć, czy jego usta były zimne czy ciepłe, wilgotne czy suche. Płaszcz opadł. Zamrugała, żeby przyzwyczaić się do światła i ponownie, gdy oślepił ją błysk flesza. Później porwał ją wir uścisków i życzeń, podczas gdy jej mąż cierpliwie znosił uściski dłoni i klepanie po plecach.

- Nigdy nie myśleliśmy, że dożyjemy tego dnia, czyż nie? - pisnął Filius Flitwick.

- Jestem tak bardzo szczęśliwy! - zagrzmiał Hagrid.

Tylko Harry stał obok, patrząc na to wszystko z rękoma w kieszeniach.

Poprzez rozmowy i żarty przy bufecie Hermiona słyszała urywki rozmowy prof... Minerwy z jej rodzicami, gdy tłumaczyła im, o co chodziło w ceremonii. 

- Rozpuszczanie włosów symbolizuje łoże małżeńskie, a odpinanie peleryny obietnicę pana młodego, by dać żonie schronienie i dom.

Z drugiej strony stołu Harry poczuł, jak pieką go oczy od patrzenia na Hermionę. Ron go szturchnął.

- Więc to jest to - powiedział ciężko. - Po tym nie ma już odwrotu. Myślę, że właśnie nas straciła.

Hermiona nie słyszała ich szeptów, ale nie musiała. Już to wiedziała. Przygryzła mocno wargę. Jej twarz była sztywna od uśmiechu. Jej mąż pojawił się nagle przed nią i wcisnął w dłonie talerz pełen jedzenia.

- Zjedz to.

- Nie jestem głodna - mruknęła. Była mężatką. Żoną nauczyciela. Jedynego nauczyciela, któremu musiała coś udowadniać. Jedynego nauczyciela, którego nie wiedziała, jak zadowolić.

- Ale będziesz - obiecał. - Uczniowie do szkoły przyjadą za trzy dni. Twoje treningi zaczną się zaraz po powrocie stąd. Pamiętałaś, żeby spakować swoje stare notatki?

Skrzywiła się i skinęła głową. Posłusznie wzięła kanapkę z jajkiem i spojrzała na nią. Jej żołądek był pusty, ale nie chciała jeść. Cokolwiek spróbowałaby połknąć, stanęłoby jej kością w gardle. Jednak nadgryzła skórkę. 

- Co miałeś wczoraj na myśli, gdy rozmawiałeś z moimi rodzicami? - Zaryzykowała i spojrzała na jego dłoń, którą teraz zdobiła obrączka. Głos Severusa był tak samo chłodny, jak jego wypowiedź.

- Zawsze mówię to, co mam na myśli, chyba że pewne względy na to nie pozwalają. - Nawet teraz nie mówił otwarcie o szpiegostwie.

Spojrzała na niego z ukosa spod przymrużonych powiek. Czy teraz był jeden z tych momentów?

- Powiedziałeś, że jestem odważna, zdeterminowana i inteligentna - powiedziała z nadzieją.

- Nie wierzę, że powiedziałem coś takiego. Pytałem, czy sądzą, że jakikolwiek nauczyciel mógłby nie dostrzec takich cech w swoim uczniu.

Przygryzła wargę. Spróbowała ponownie.

- Powiedziałeś, że zawsze traktowałeś mnie z takim szacunkiem, na jaki zasługiwałam.

Parsknął.

- I wciąż będę. Z dokładnie takim, na jaki zasługujesz.


Chocolate Wheaten - po prostu ciastka z polewą czekoladową. Ale skoro autorka odczuła potrzebę, żeby użyć tej nazwy, to ja także jej użyłam :)

UWAGA! Przyda mi się mała pomoc. Mianowicie, aktualna playlista już mnie nudzi, Was zapewne także. Byłabym wdzięczna, gdybyście zechciały pomóc mi w wyborze piosenek do nowej playlisty! ;)