Rozdział 13. Obowiązek

Severus spojrzał znad kociołka na wchodzącą do sali żonę i szybko odwrócił wzrok.

- Wcześnie wstałaś - zauważył.

Hermiona patrzyła tępo w jego wyprostowane plecy i długie, śliskie włosy. Zwykle zastanawiała się, czy ich przetłuszczenie spowodowane jest tłustą skórą głowy czy codziennym używaniem Balsamu do Włosów Mistrzów Eliksirów, ale dziś miała ważniejsze sprawy na głowie.

- Nie mogłam spać - wyjaśniła.

Severus dodał do wywaru dwie szczypty czegoś, czego nazwy nie była pewna i odezwał się.

- Czyli dlatego jesteś taka blada i masz zaczerwienione oczy. Mogę dać ci eliksir na ból głowy, ale jeśli to nie pomoże, o coś mocniejszego będziesz musiała poprosić Poppy.

Zamieszał wywar dziesięć razy i dodał kolejną szczyptę.

Hermiona przełknęła ślinę i zamknęła za sobą drzwi.

- Nie jestem chora, tylko zdenerwowana. Nie wiem, co robić.

- Mówiłem ci od samego początku, że będziesz żałować, że za mnie wyszłaś.

Przygryzła wargę. Niezbyt dobrze zaczęli rozmowę. Ruszyła się z miejsca i stanęła u boku męża.

- Nie żałuję tego! Nawet jeśli miałabym być nieszczęśliwa przez resztę swojego życia, to i tak wolę cię widzieć żywego niż martwego.

Spojrzał na nią krzywo. Po chwili wziął pół garści posiekanych korzeni i wrzucił każdy z nich po kolei do wywaru. Mikstura przybrała zielony kolor, a nad kociołkiem wzrastały opary, które Severus rozproszył, mieszając w kociołku po pięć razy w prawo i lewo. Proces powtórzył, a ze słoiczka po jego lewej stronie wyjął dwa szczurze ogony.

- Nie ma potrzeby, żebyś była melodramatyczna. 

- Nie jestem - zaprotestowała cicho, patrząc, jak jej mąż tnie ogony w półcalowe kawałki. - Myślałam o tym całą noc i rozważyłam każde słowo. Nawet jeśli do końca życia nie usłyszę od ciebie nic miłego i tak będę wolała to, niż życzliwość z obowiązku. Wolę nie mieć u ciebie żadnych względów, niż zastanawiać się, czy nie mają one jakiegoś drugiego dna.

- Każesz mi wzbraniać się od swoich obowiązków? - Severus dodał do kociołka świeżo przygotowane składniki, które chlupnęły po napotkaniu cieczy. Eliksir stopniowo przybierał niebieskawą barwę.

- Nie każę; proszę. Proszę, Severusie. Nie zachowuj się względem mnie, jak sługa. Bądź sobą.

- Bądź sobą? Cóż, ja nie uciekam od obowiązków.

Hermiona wzięła długi, głęboki oddech.

- Czy ty musisz mieć taki trudny charakter? - zaczęła marudzić, ale za chwilę pożałowała swoich słów. - Znaczy... Nie to miałam na myśli. Po prostu... Dlaczego wszystko odnośnie tego musi być zawsze takie trudne?

Severus zgasił ogień pod kociołkiem i zaczął sprzątanie.

- Myślałaś, że nasze charaktery magicznie się zmienią w momencie wsunięcia na nasze palce obrączek? Nawet gdybyśmy wzięli ślub z miłości, a nie z konieczności, to przyzwyczajenie się do wspólnego życia byłoby zadaniem dość kłopotliwym i trudnym.

Hermiona zamrugała, czując w oczach narastające pieczenie, ale wciąż przyglądała się pracowitym dłoniom Severusa, który właśnie sprawdził szczelność zamkniętych słoiczków i włożył deskę do krojenia do zlewu.

- Więc tak o mnie myślisz? Obowiązek pełen kłopotów i trudności?

Rzucił jej lakoniczne spojrzenie i uniósł brwi.

- Gdy piszesz eseje, oczekujesz, że zdania same się ot tak ułożą? Czy miałaś nadzieję, że w pierwszej książce, jaką przeczytałaś, znajdziesz wszystkie informacje, jakich szukałaś, a po pierwszej wykonanej pracy, że będzie idealna? Dlaczego więc myślałaś, że nasze małżeństwo będzie łatwe? - Wziął głęboki oddech. - Typowe gryfońskie dziecko.

- A ty nienawidzisz Gryfonów - odpowiedziała, dusząc w sobie szloch. Nie była dzieckiem! Nie była!

- Jest niewielu ludzi, których nienawidzę, a ty się do nich nie zaliczasz - powiedział stanowczo. - Proszę, oszczędź mi zgadywania i zdecyduj się, czego ode mnie chcesz. Nie podoba ci się, gdy staram się wyświadczyć ci przysługę. Nie podoba ci się, gdy tego nie robię. Więc czego właściwie ode mnie oczekujesz?

Podążyła za Severusem do magazynu, pocierając nos, który dawał jej ostrzegawcze sygnały, że zaraz może zacząć z niego ciec.

- Chcę, żebyś był szczęśliwy. Bezpieczny, zdrowy i wolny. - Chcę, byś mnie lubił.

Prychnął. Jego ręka zawisła w powietrzu, gdy wybierał słoik. Po chwili wybrał jeden z nich i jeszcze kolejny z półki obok.


- Małżeństwo i wolność poniekąd się wykluczają. Pomyśl jeszcze raz.

- Więc... chcę, żebyś był na tyle wolny, na ile pozwala na to małżeństwo. Chcę wprowadzić w twoje życie poprawki, a nie kolejne trudności.

Severus spojrzał na nią nad ramieniem. Hermiona starała się spojrzeć mu w oczy, będąc świadomą, że jej są czerwone i podrażnione. Niespodziewanie wyraz jego twarzy złagodniał.

- Nigdy w to nie wątpiłem - odpowiedział.


~*~

- Jestem - powiedział Harry, wchodząc do gabinetu Mistrza Eliksirów, robiąc wystarczająco długą przerwę, by kolejne dwa słowa, które wypowie nabrały dość obraźliwego znaczenia. - Proszę pana.

Harry spojrzał na Hermionę, która siedziała obok Snape'a i trzymała zwój pergaminu, który najwidoczniej czytali wspólnie i skinął jej głową. Odwrócił się, gdy posłała mu powitalny uśmiech, a kątem oka zauważył, że zwiesza z dezaprobatą głowę, jakby to on był winien rozpadu ich przyjaźni, a nie ona. Wtedy jej wzrok znów powędrował do tłustowłosego dupka, którego poślubiła, a jej twarz znowu rozświetlił uśmiech, jakby podobało jej się to, co widziała. Robiła tak wielokrotnie podczas obiadu i kolacji dzisiejszego dnia. Harry'ego przyprawiało to o dreszcze.

- Siadaj, Potter i zetrzyj ze swojej twarzy ten uparty wyraz - odezwał się Snape. - Wierzę, że teraz w końcu masz pojęcie, jak ważna jest nauka Oklumencji i nie zmarnujesz mojego czasu po raz kolejny. Co pamiętasz z poprzednich lekcji?

Harry usiadł i zacisnął pięści na kolanach. Rzucił Hermionie oskarżycielskie spojrzenie, a ta jedynie wzruszyła ramionami przepraszająco.

- Oklumencja to sposób, w który możemy ochronić nasz umysł przed złymi czarodziejami, którzy chcą się do niego dostać, profesorze.

- Niezbyt obszernie się wypowiedziałeś, ale najgorzej nie było. Jestem zaskoczony, że opisałeś dyrektora Dumbledore'a jako złego czarodzieja. Musisz wiedzieć, Potter, że on jest znakomitym Mistrzem Legilimencji. Ty również możesz mieć jakieś uzdolnienia w tym kierunku - powiedział Snape.

Harry spojrzał na nauczyciela spod przymrużonych powiek.

- Powiedziałeś mi, że jestem słaby. Powiedziałeś, że jestem łatwą zdobyczą. 

- I tak pozostanie, dopóki nie przyłożysz się do nauki. To nie powinno być najtrudniejsze. Na czwartym roku wyswobodziłeś się spod Imperiusa; najwidoczniej musisz umieć rozpoznać i wyrzucić z głowy intruza, skoro udało ci się przełamać ten urok. Jeden raz dostałeś się do mojej głowy, używając Protego. Dlaczego nigdy więcej tego nie spróbowałeś?

Harry zamrugał ze zdziwieniem. Nigdy nie brał tego pod uwagę. Gdy niedługo po wspomnianym wydarzeniu znów używał Oklumencji, pierwszy raz miał widzenie drzwi Departamentu Tajemnic, jednak wizję przerwał mu krzyk zwalnianej Trelawney. Gdy pobiegł do Wielkiej Sali, zobaczył starcie dyrektora z Umbridge. Kto po czymś takim pomyślałby jeszcze o Oklumencji? 

Snape skrzywił się.

- Jakkolwiek dużą przyjemność sprawia mi widok twojej pustej ekspresji i otwartych ze zdziwienia ust, Potter, to jednak moglibyśmy już zacząć. Przypuszczam, że nie powinienem mieć dużej nadziei na to, że wziąłeś sobie do serca mojej rady, żebyś oczyszczał umysł przed snem i nie zastosowałeś jej?

Harry także się skrzywił. Nie przegapił pełnego wyrzutu spojrzenia Hermiony, skierowanego do starego nietoperza, jednak czego ona oczekiwała? Założę się, że Snape co noc bierze ją do łóżka i dlatego Herm nie ma mdłości, gdy on podchodzi blisko niej - pomyślał złośliwie.

- Nie jestem całkowicie głupi! Oczywiście, że to robiłem. Od kiedy... od kiedy ktoś postanowił mi wytłumaczyć, co to daje - kontynuował niezręcznie. Spodziewał się kpiny na temat niego i Syriusza, ale ta nie nadeszła.

- Bardzo dobrze. Więc zaczniemy od sprawdzenia, czy przez ostatnie półtora roku zrobiłeś jakieś postępy. Wstań, Potter.

- Severusie, czy stanie jest konieczne? - zapytała Hermiona. 

Harry czekał na sarkastyczną odzywkę, ale głos Snape'a był tylko lekko zirytowany, gdy odpowiedział.

- Muszę patrzeć w jego oczy. Jeśli będzie stał, będzie mi łatwiej.

- Ale moglibyście oboje usiąść, prawda? Wtedy Harry byłby mniej narażony na ewentualne urazy, jeśli by upadł.

To było niespodziewane, że Hermiona kłóciła się z nauczycielem. Cóż, teraz sama była nauczycielem.

- Na piątym roku przetrwał trzy miesiące lekcji bez poważniejszych obrażeń. Jeśli ty chcesz, to proszę - usiądź.

- Ale...

- Nie, Hermiono. On będzie stał. Myślisz, że Czarny Pan zaproponuje mu miejsce siedzące?

- Nigdy dotąd jeszcze tego nie robił - mruknął Harry, zmieniając wyraz twarzy.

- Skoro jesteś gotowy, Potter... Raz, dwa, trzy. Legilimens.

Szary obłok wysnuł się z różdżki Harry'ego, a Lupin na to patrzył... 
Ciocia Petunia mieszała coś w zlewie...
Jęcząca Marta płynęła przed nim, chichocząc, gdy jego oddech zmienił się w bańkę...
Harry siedział na dachu swojej podstawówki...
Ron obmył resztką herbaty fusy i wlał je do ust...
Ginny w bibliotece...
Nie! Nie Ginny! Wyjdź!

Zacisnął oczy, a gdy ponownie je otworzył, był już w obskurnym gabinecie Mistrza Eliksirów i patrzył prosto na dobrze znany, duży, haczykowaty nos.

- Lepiej - przyznał kwaśno Snape. - Wyrzuciłeś mnie dopiero pod koniec, pozwoliłeś mi zajść zbyt daleko. Następnym razem postaraj się wyrzucić mnie na samym wstępie. Hermiono, co zauważyłaś podczas naszej pierwszej próby?

Harry spojrzał na dziewczynę, potem na jej męża i znów na nią. Wiedział, że Snape próbował go upokorzyć tym, że to jego przyjaciółka będzie go krytykować. Zastanawiał się, czy Hermiona znała plany swojego męża. Założę się, że następnym razem przywlecze tu tego cholernego Malfoya - pomyślał.

- Harry zdawał się nie móc odwrócić wzroku - zaczęła Hermiona. - Zauważyłam drganie mięśni jego oczu, jakby próbował nimi ruszyć, ale nie mógł. Ale zaraz przed tym, gdy cię wyrzucił,... Nie umiem tego wytłumaczyć, ale jego twarz... jakby się zmieniła. 

Snape przejechał palcem wskazującym po wargach. Harry'emu zrobiło się niedobrze, gdy zauważył, jak ochoczo Hermiona wodzi za nim wzrokiem.

- Rzeczywiście. W większości przypadków kontakt wzrokowy jest kluczem praktyki Legilimencji, więc uważaj, gdy patrzysz wrogowi lub wątpliwemu sprzymierzeńcowi w oczy. Unikanie kontaktu wzrokowego nie zawsze jest możliwe. Przejdźmy do kolejnego kroku. Pamiętajcie - wasze myśli są atakowane. Zanim mnie wyrzucicie, zobaczycie wszystko to, co ja wybiorę do oglądania. Dla was będzie to wyglądać, jakbyście zatracali się we wspomnieniach. Musicie mnie wypchnąć ze swojej głowy w każdy możliwy sposób: jeśli nie siłą umysłu, to różdżką lub fizycznie. Jesteś gotowa, Hermiono? Będziesz stać czy siedzieć?

Hermiona zacisnęła rękę na różdżce i stanęła naprzeciw męża. 

- Czarny Pan raczej nie zaoferuje mi miejsca siedzącego, prawda? - odpowiedziała półżartem.

- Raczej nie pozwoliłby ci się zbliżyć na tyle. by mógł użyć na tobie Legilimencji, jeśli tylko nie będziesz działać z mniejszą niż dotychczas dyskrecją. Dobrze... Raz, dwa, trzy. Legilimens.


Ręka Harry'ego zacisnęła się na różdżce, gdy zobaczył Hermionę patrzącą w oczy tego dupka. To było dziwne - widzieć, jak zaklęcie jest rzucane na kogoś innego. Powieki Hermiony także trzepotały jak skrzydła ptaka. Zaczynała blednąć, wyglądała na przestraszoną. Spojrzał na Snape'a akurat w momencie, gdy więź została zerwana, co przejawiło się błyskiem złości w oczach profesora i zaciśnięciem przez niego ust.

- Więc to byłaś ty - powiedział powoli. - Byłaś częścią tego haniebnego planu.

- Hermiono? - wyszeptał Harry. Hermiona posłała mu przepraszające i zawstydzone spojrzenie. Z ruchu jej ust wyczytał: ELIKSIR WIELOSOKOWY.

Harry głośno wciągnął powietrze. Zastanawiał się, czy Snape widział Hermionę warzącą eliksir w łazience Jęczącej Marty czy gorzej - wykradającą ingrediencje z jego magazynku.

- Nie obwiniaj Harry'ego, Severusie. Kradzież była moim pomysłem - jęknęła, wyciągając drżącą dłoń w stronę mężczyzny, ale to tylko wzmogło niebezpieczne błyski w jego oczach.

- Wiedziałem o twojej kradzieży, od kiedy wylądowałaś z kocim ogonem w skrzydle szpitalnym - zauważył lekceważąco. - Tym, czego nie wiedziałem, przed tym, jak spojrzałaś na Pottera, gdy wróciłaś na lekcje, był fakt, kiedy to się stało i jak. Czyim pomysłem było wrzucenie petardy do klasy?

Hermiona dwa razy zwilżyła usta, dziko błądząc oczami między mężczyznami. Harry otworzył usta, żeby wziąć winę na siebie, ale przyjaciółka go uprzedziła. 

- Poprosiłam chłopców, by odwrócili twoją uwagę. Ja ponoszę za to odpowiedzialność.

- Spodziewałem się po tobie czegoś lepszego, Hermiono. To było bardzo niebezpieczne - wysyczał.

Harry nie mógł uwierzyć własnym uszom. To wszystko? Żadnych wybuchów złości, krzyków i gróźb zemsty?

- Przepraszam. - Dziewczyna zamrugała kilkakrotnie i utkwiła wzrok w kamiennej podłodze. - Próbowaliśmy znaleźć dziedzica Slytherina, zanim ktokolwiek zginie - broniła się.

- I prawie zabiłaś połowę swoich kolegów z klasy! Powiedz mi, Hermiono, jak szybko złamie ci się kark, gdy głowa zacznie ci nagle rosnąć z zadziwiającą szybkością? Jak szybko się udławisz, jeśli gardło stanie się zbyt wąskie, by móc przełknąć antidotum?

- Um... ja nigdy...

- Nigdy o tym nie pomyślałaś? Więc pomyśl teraz. Oboje pomyślcie! - dodał, odwracając się do Harry'ego. - Co, gdybyś nie trafił do kociołka? Wiesz, co dzieje się z osobą stojącą obok petardy, która ląduje w ogniu?

Harry poczuł się źle.

- Rozrywa ją na kawałki, profesorze - wymamrotał.

- Dokładnie. Rozrywa. Albo podpala ubrania. Gdyby coś stało się w rękę Goyla, nie obeszłoby cię to, prawda? Wydawałeś się być nawet rozbawiony - dodał uszczypliwie. - Nigdy więcej nie róbcie takich rzeczy.

Harry nie wierzył, że Snape na tym odpuszcza.

- Groził pan, że jeśli znajdzie winowajcę, to postarałby się o wyrzucenie go ze szkoły.

- Jeśli wciąż nie jesteś świadomy, że wasza dwójka i pan Weasley jesteście ostatnimi osobami, na których wydalenie ze szkoły pozwoliłby dyrektor Dumbledore, to musisz być znacznie głupszy, niż myślałem. 

- Czy to w ogóle możliwe? - wymsknęło się Harry'emu, zanim zdążył się powstrzymać.

- Prawdopodobnie nie, Potter. Prawdopodobnie nie.

Rozdział 12. Możecie wejść

- Możecie wejść - usłyszeli głos profesora Snape'a.

Neville odwrócił się do Ginny i spojrzał na nią oskarżycielsko. Co prawda, nie bał się człowieka, którego przed chwilą usłyszeli, ale nie znaczyło to wcale, że chciałby pić z nim przyjacielską herbatkę.

- Czy ty czasem nie mówiłaś, że go tu nie będzie, gdy przyjdziemy?

Ginny spuściła głowę i potrząsnęła nią.

- Bo tak myślałam. Wiesz, może on chce pokazać Hermionie, że potrafi być miły. - Dziewczyna niespodziewanie uśmiechnęła się. - Chciałabym to zobaczyć, a ty?

- Tak bardzo jak śpiewającą Mantykorę - mruknął. Każdy wiedział, że Mantykory robią to tylko wtedy, gdy pożerają swoją zdobycz. - A Snape wydaje dźwięki podobne do śpiewającej Mantykory, jeśli pytasz mnie o zdanie.

Drzwi przed nimi otworzyły się, zanim Ginny zdążyła odpowiedzieć.

- Czy do waszych licznych nieumiejętności zaliczacie także głuchotę, panno Weasley, panie Longbottom? - odezwał się Snape, stając w drzwiach. - Pozwoliłem wam wejść.

- I to by było na tyle z bycia miłym - mruknęła pod nosem Ginny, kryjąc uśmieszek. - Mam nadzieję, że jesteśmy na czas? - zapytała głośniej.

- Jesteście punktualnie. - Snape cofnął się wgłąb pokoju, by umożliwić im wejście, a potem odwrócił się do żony i powiedział: - Dokończymy po kolacji. Twoi przyjaciele przyszli cię odwiedzić.

Wyszedł, nie czekając na odpowiedź. Hermiona odprowadziła go wzrokiem.

- Czy to on zaaranżował waszą wizytę? To takie słodkie z jego strony! - powiedziała po chwili, gdy przypomniała sobie o obecności przyjaciół. Neville zachłysnął się powietrzem.

- Chciałabym zobaczyć, jak mu mówisz, że zrobił coś słodkiego! - wydusiła z siebie Ginny, z trudem dławiąc śmiech.

Hermiona potrząsnęła głową.

- Jak mu się odwdzięczycie? Severus może być tak złośliwy, że posłałby was na szlaban na przykład z Filchem. Jesteście pewni, że nasze spotkanie jest tego warte?

Hermiona podsunęła Neville'owi krzesło swojego męża, a Ginny posadziła bliżej siebie.

- Jeżeli masz się przez to z nim kłócić, to nie. Ale teraz to jest nieważne. Opowiadaj o swoim małżeńskim życiu. Wyglądasz na bardzo zmęczoną.

Hermiona ziewnęła.

- Bo trochę jestem. Dam wam radę: nigdy nie miejcie nawet najmniejszego zamiaru zostać nauczycielem. Nie macie pojęcia, jak ciężka jest to praca. Mój plan lekcji był zawsze dość przeładowany, ale godziny spędzone na nauczaniu to nawet nie połowa czasu, który muszę poświęcać - wyznała, układając pergaminy w rogu swojego biurka. - Severus pracuje nawet ciężej ode mnie. Codziennie rano wstaje przed piątą, żeby zacząć warzenie eliksirów i nigdy nie kładzie się spać przed północą. - Hermiona rozejrzała się dookoła i uśmiechnęła niepewnie. - Harry i Ron nie chcieli przyjść czy nie zostali zaproszeni?

Ginny i Neville wymienili spojrzenia.

- Może przyjdą później - odpowiedział chłopak. - Gdy wychodziliśmy, pracowali nad esejami z Transmutacji.

- Jasne... - westchnęła Hermiona i dodała nieco zmienionym głosem: - Podwieczorek dla trzech osób proszę.

Natychmiast na jej biurku znalazły się talerze z plackiem, rogaliki i paluchy, dzbanek herbaty i jeszcze jeden dzbanek z sokiem dyniowym. Trzy filiżanki i trzy talerzyki pojawiły się później. Dziewczyna skrzywiła się lekko.

- Wciąż źle się czuję, gdy wykorzystuję skrzaty domowe - wyjaśniła. - Ale naprawdę nie mam czasu na wiele czynności, a one chętnie pomagają.

Hermiona wskazała ręką na poczęstunek, zachęcając gości do degustacji.

- Koniec ze wszą? - zapytał Neville, podnosząc rogalika i smarując go porzeczkowym dżemem.

- To nie wesz, tylko W.E.S.Z.! - Hermiona odpowiedziała z tęgą miną, a po chwili westchnęła i dodała. - Nie, nie na zawsze. Minerwa przekonała Griggy, żeby ze mną rozmawiała. Jest najstarszą skrzatką w zamku i czasami wpędza mnie w niemałe zakłopotanie. Wiedziałeś, że skrzaty bały się sprzątać w wieży Gryffindoru po tym, jak zostawiałam im czapeczki i to Zgredek musiał brać całą pracę na siebie? Musiałam obiecać, że nie będę ich obdarowywać, dopóki nie będę miała żadnego z nich za współpracownika.

Jej policzki oblały się szkarłatem, gdy sobie o tym przypomniała. Była miło przyjęta do grona nauczycieli przez większość z nich - poza Sybillą, która przewidywała szczególnie makabryczne proroctwa i, co zaskakujące, Vereną Vector, która była postrzegana za raczej miłą - ale nie spodziewała się, aby którykolwiek z jej nowych kolegów zgadzał się z jej poglądem o uwolnieniu skrzatów. Severus nie komentował tego tematu, ale Hermiona podejrzewała, że on po prostu zachowywał treściwe komentarze na lepsze okazje.

- Wszyscy ci to mówiliśmy - zauważyła Ginny, mówiąc z buzią pełną ciasta. - Skrzaty domowe lubią swoją pracę. Do niej się urodziły.

- Fakt, że urodziły się w niewoli nie oznacza, że tak musi być! - stwierdziła Granger, nalewając sobie słodkiej herbaty z mlekiem.

- Ale może zmuszanie ich do samodzielności, podczas gdy one tego nie chcą i nie są na to gotowe, też nie jest dobrym postępowaniem - wtrącił Neville. - To tak, jakby zmuszać pisklę, by wyleciało z gniazda, gdy nie ma na to jeszcze wystarczająco dużo sił. Pisklak spadłby i zginął na miejscu. - Jego okrągła, wesoła twarz nagle przybrała poważniejszy wyraz. - To dlatego byłem taki słaby na lekcjach Snape'a. Bałem się być magiczny. Babcia i reszta rodziny zmuszała mnie, żebym był taki jak ojciec, poszedł w jego ślady. Tyle, że jedynym, co wiedziałem o tacie było to, że ostatecznie razem z mamą wylądowali w Mungu. Ja tego nie chcę.

- Ale to Severusa się bałeś. Na trzecim roku był twoim boginem, pamiętasz? - wytknęła Hermiona.

- To było głupie, prawda? - powiedział Neville, przypominając sobie jeden nieuważny moment jego dzieciństwa. - Mój wujek Algie, ten sam, który dał mi ropuchę, zwykle zrzucał mnie z mostu, żeby zmusić mnie do użycia magii. Profesor Snape nigdy nie podniósłby na mnie ręki i wątpię, by kiedykolwiek to zrobił.

- Groził ci, że otruje Teodorę - przypomniała Hermiona, nerwowo gniotąc rogalika w dłoni. Ginny odkroiła kolejny kawałek ciasta, obserwując swoimi jasnymi oczami okruchy spadające na talerz jej przyjaciółki.

- Tak, jak mówiłem - to było zmuszenie mnie do rzeczy, do której nie byłem gotowy. Patrząc na tamto zdarzenie z perspektywy czasu zakładam, że Snape miał pod ręką jakieś antidotum. W końcu przywrócił Teodorze normalne rozmiary dość szybko, nie? - uśmiechnął się ciepło do Hermiony. - Jeszcze nie zdążyłem ci podziękować.

- Za co?

- Myślałem, że nie mam już szans na kontynuację Eliksirów do OWTMów. Zbyt późno odkryłem, że jednak chciałbym zdawać ten przedmiot i nie nadrobiłbym pewnie całego materiału.

Hermiona skinęła głową. Wiedziała o tym.

- Musiałabyś widzieć, jak bardzo zdziwiony byłem, gdy Snape podszedł do mnie w poniedziałek i zaproponował jeszcze jedną szansę. Oczywiście przez cały rok będę musiał pracować z Malfoy'em, ale to jest odpowiednia cena. Teraz, gdy jesteś nauczycielką, Malfoy jest najlepszy w klasie.

- Severus dał ci drugą szansę? Pozwolił ci wrócić na lekcje? - zdziwiła się Hermiona.

- Tak. Ty go o to nie prosiłaś? Byłem prawie pewien, że ty za tym stoisz.

Przecież to nie tak, że proszę cię o możliwość powrotu Neville'a na twoje lekcje lub o to, byś przyznał punkty Gryffindorowi.

- Chyba jednak byłam to ja. Szczerze mówiąc, Severus nie przyznał, że ma zamiar dać ci szansę. Nawet nie przypuszczałam, że to zrobi. 

Powinna czuć się szczęśliwa, ale poczuła lodowate ukłucie w okolicy serca. Takie zachowanie nie było do niego podobne. Tak bardzo narzekał, że musiał mieć lekcje Oklumencji z Harrym, a Neville'a przyjął na Eliksiry ot tak? Małżeństwo - czy nawet sama wdzięczność za nie - nie powinno tak zmienić jej męża. Severus musiał mieć jakiś powód i cokolwiek to było, miała pewność, że nie była to taka przyczyna, jakiej by oczekiwała.

Głośne pukanie do drzwi wyrwało ją z wiru myśli.

- Proszę - powiedziała, a zza drzwi wyłoniły się dwie zawstydzone twarze - twarze Rona i Harry'ego.

- Och, jednak przyszliście! - wykrzyknęła z wielkim uśmiechem.

- No ba, że tak - powiedział Ron, spuszczając oczy z poczuciem winy. Ona go nie odwiedzała. Ale on i Harry do niej przyszli. To i tak dużo, prawda? Może nie do końca wybaczyli jej ślub ze Snape'em, ale teraz powinno już być tylko lepiej.


~*~

To nie było w porządku. Nie mogła tak tego zostawić. Odłożyła pióro. Eseje trzecioklasistów z Zaklęć mogą zaczekać. Odwróciła się do swojego męża, który także sprawdzał prace uczniów, choć ze znacznie większą wydajnością. Sprawdzał pięć esejów w czasie, w jakim ona zaledwie jeden. Miała nadzieję, że po kilku tygodniach nabierze wprawy, ale w tej chwili nie było to ważne.

- Severusie!

- Hm? - mruknął  i uśmiechnął się wrednie, gdy skreślił cały tekst pracy ucznia.

- Severusie, Neville powiedział mi dziś coś, co bardzo mnie zadziwiło.

Mężczyzna spojrzał na nią z ukosa.

- Nic, co zrobiłby ten chłopak, nie byłoby w stanie mnie zadziwić - odpowiedział kwaśno.

Próbował wcisnąć jej kit. Jej serce zamarło.

- To nie on coś zrobił, ale ty! - spauzowała, ale Severus wciąż tylko pochylał się nad tym samym esejem i niewątpliwie pisał na nim złośliwy komentarz dotyczący pojemności mózgu autora. - Powiedział mi, że przyjąłeś go z powrotem na lekcje.

- I? - Odłożył pracę, którą właśnie ocenił i zabrał się za kolejną.

- Przyjąłeś go... Dlaczego? - powiedziała i spojrzała w dół na stos pergaminów na jej biurku, a później znów na swojego męża. On jednak nie zaszczycił jej swoim spojrzeniem. - Dlatego, że cię o to prosiłam?

- Jeżeli mnie pamięć nie myli, to nie prosiłaś mnie o to.

Przygryzła wargę.

- Bezpośrednio nie. Ale poruszyłam ten temat. A ty następnego dnia dałeś mu drugą szansę. Nie uwierzę, że to zbieg okoliczności. Mam rację, prawda?

Jego ręka znieruchomiała.

- Tak.

- Więc dlaczego?

- Jestem pewien, że umiesz sama sobie na to pytanie odpowiedzieć.

- Proszę cię, nie bądź względem mnie taki sarkastyczny. Chcę wiedzieć.

- Oczywiście. A ja muszę spełnić wszystkie twoje zachcianki? - prychnął.

Zawsze mówię to, co mam na myśli, chyba że pewne względy na to nie pozwalają. To jego słowa. Czy to był jeden z takich momentów? Przełknęła ślinę i spojrzała na męża, a w jej umyśle zrodziło się okropne i szalone podejrzenie.

- Tak, musisz. Czyż nie? - Nie żartowała. Przyłożyła pięść do ust i zacisnęła powieki. - Och, co ja zrobiłam?

- O czym ty mówisz?

Nie sprawdzał już prac. Oczy Hermiony, które piekły od zbierających się łez, napotkały mętne spojrzenie Severusa.

- Myślałam, że mam cię chronić, a nie niewolić! - załkała. Od pierwszej klasy wiedziała, że Severus poważnie traktuje dług życia, ale w ostatnim czasie nawet o tym nie pomyślała. Jak mogła być tak głupia?

- Wiesz, te dwie czynności niekoniecznie się wykluczają - zaznaczył łagodnie.

- Więc to prawda! O cokolwiek poproszę, jakąkolwiek głupotę wymyślę - ty to zrobisz. Co do joty. Nawet dałbyś Gryffindorowi punty, gdybym o tym wspomniała!

- Lepiej by było, gdybym tego nie robił? Powinienem czuć się zadowolony, mogąc wyświadczyć ci przysługę.

Poczuła się źle.

- Oczywiście, że wolałabym, żebyś tego nie robił. Nie, jeśli robisz to tylko z poczucia obowiązku. Nie potrzebuję tego. Nie chcę tego!

Wzruszył ramionami.

- Może powinnaś szybciej myśleć o konsekwencjach swoich działań? - zapytał.

- Może powinieneś mi powiedzieć, jakie one będą? - odpowiedziała, chowając twarz w dłoniach.

- Czy to zmieniłoby twoje zdanie? Nie. Więc nie powinnaś mnie winić za to, że nie zwróciłem twojej uwagi na fakt, że nie chcę, abyś o tym wiedziała. - Podniósł kolejny esej. - Powinnaś wrócić do pracy, chyba że chcesz stracić całą noc. A może poprosisz mnie, żebym zrobił to za ciebie?

Drgnęła, słysząc pogardliwy ton. Nigdy nie chciała nikogo niewolić; ani skrzatów, ani tym bardziej Severusa. Teraz jednak niewoliła ich wszystkich.

Rozdział 11. Pierwsza zasada szantażu

Nie zważając na czujne oczy i uszy nastawione na nią, Hermiona upuściła łyżkę z płatkami owsianymi i spojrzała na artykuł. Gdyby mogła wzrokiem wzniecać pożary, gazeta już stałaby w płomieniach.

- Zabiję ją! - wymamrotała. - Transmutuję w talerz i zbiję!

Jej mąż spojrzał na nią znad swojego śniadania i wyrwał gazetę z rąk.

- Na Salazara - powiedział, czytając z uniesionymi brwiami. Po chwili oddał Proroka Hermionie, a jej ręce zacisnęły się na gazecie. Pomona Sprout, która przeczytała artykuł nad ramieniem Severusa, odwróciła się teraz do reszty nauczycieli i przekazała im świeże informacje. - Co zrobiłaś Ricie, że tak ją rozzłościłaś?

Hermiona nie miała najmniejszego zamiaru ukrywać, że to ona, a nie Severus, jest przyczyną tej publikacji. Jej ostrzegawcze spojrzenie nie zdołało zmazać tego wrednego uśmieszka z ust jej męża, więc pochyliła się ku niemu i wysyczała do ucha.

- Jest nierejestrowanym animagiem. Złapałam ją latem, po czwartym roku, gdy była przemieniona w żuka i zamknęłam w słoiku, żeby dać jej nauczkę. 

Severus zacisnął usta i rzucił Muffliato, zanim się odezwał. Zarumieniła się na nieme upomnienie, że szept nie jest wystarczającą ochroną przed podsłuchiwaniem.

- Właśnie widzę. Wybrałaś opcję, by skonfrontować się z nią i utrzeć jej nosa swoim zwycięstwem. Tak bardzo w stylu Gryfonki. Pewnie uważałaś się za niezwykle mądrą.

Skrzywiła się.

- Szkoda, że nigdy nie uczyłaś się przebiegłości od Ślizgonów - ciągnął Severus. - Pierwsza zasada szantażu brzmi: Nigdy nie sprawiaj, by część zarzutów przeszła na ciebie. Nie mam wątpliwości, że Rita zdała sobie sprawę, że teraz nie możesz jej wydać bez stawienia czoła oskarżeniom, że pomagałaś jej i kryłaś ją przez ostatnie dwa lata. Byłoby bezpieczniej, gdybyś wtedy powiedziała o tym chociaż Albusowi, jeśli nawet nie samemu Ministrowi.

- Teraz to wiem - mruknęła. - Ale wtedy myślałam, że może być później użyteczna. I była. Zmusiłam ją do napisania artykułu do Żonglera o powrocie Voldemorta.

Snape przemyślał, co powiedziała mu żona, w trakcie jedzenia drugiego tosta z dżemem. Hermiona wygładziła wtedy pomiętą gazetę ciężkimi, nerwowymi ruchami.

- Nie jestem pewien, czy było warto. Żongler jest tak niepoczytny i rzadko drukowany, że nie osiągnęłaś tym niczego poza tym, że wrogość, jaką do ciebie czuje, przerosła najprawdopodobniej nawet jej złą sławę. Niestety, zemsta rzadko idzie w parze ze strategią, jakiej oczekujesz. Jeśli twoim celem było zapewnienie sobie możliwości współpracy z Ritą w przyszłości, nie powinnaś jej nastawiać wrogo do siebie. Boję się, że postawiłaś przed nami złego wroga.

Hermiona spojrzała na męża, zapominając o gazecie.

- Przed NAMI?

Severus spojrzał na nią, jak na idiotkę. Hermiona nie była jednak pewna, czy spojrzenie miało być naganą czy ostrzeżeniem, że siedzą w tym razem.

- Przypuszczam, że powiedziałaś przyjaciołom o Ricie. Mam jedynie nadzieję, że odpowiednio postarałaś się, by nikt was nie podsłuchiwał.

Przygryzła wargę.

- Byliśmy w pociągu, w drodze do domu - przyznała, czerwieniąc się i spuszczając głowę. - Nie wydaje mi się, byśmy mogli zostać podsłuchani.

Severus uniósł brew.

- Co się stało, to się nie odstanie. Mogę tylko mieć nadzieję, że wyciągniesz z tego wydarzenia jakąś lekcję - powiedział, potrząsając głową i powoli wypuszczając z siebie powietrze. - Nie polecałbym ci jej teraz wydawać. Wie, że to byłaś ty i będzie chciała zrobić ci na złość, a przede wszystkim zaszkodzić. Jednak nie wszystko jest jeszcze stracone. Czy Rita może udowodnić, że to byłaś ty? Chyba nie trzymałaś jej w pomieszczeniu, które mogłaby łatwo zidentyfikować, prawda? Albo gdziekolwiek indziej, gdzie mogłaby zobaczyć ciebie lub kogokolwiek innego z wyróżniającymi się cechami?

Hermiona wzdrygnęła się na samą myśl o tym.

- Nie jestem aż tak głupia! - zaprotestowała. - Na pewno nie na tyle głupia, żeby robić reporterce striptiz, żeby zobaczyła jakieś znaki szczególne! - powiedziała i spojrzała na męża, który wykrzywił usta z przekąsem. Oblała się rumieńcem i dodała pośpiesznie: - Ani nikomu innemu.

On także się zarumienił. Sięgnął do koszyka z tostami i wziął kolejną kromkę. 

- No ja myślę - odpowiedział w końcu.

Hermiona spojrzała na jego dłonie. Miały takie długie, zgrabne palce. Spod skóry było dokładnie widać niebieskie żyły. Teraz jedna z tych dłoni trzymała zgrabnie nóż, którym Severus smarował tosta cienką warstwą masła i nałożył truskawkowy dżem. Przypomniała sobie szorstkość tych rąk, gdy ją dotykał. De facto stało się to tylko raz, podczas ślubu, gdy musiał ją pocałować. Hermiona złączyła swoje drobne dłonie i położyła na kolanach. Najwidoczniej ich rozmowa dobiegła końca.

Przyjście Filiusa zwróciła jej uwagę. Rozmawiał z kimś przy stole Ślizgonów, a później podszedł do niej i pokazał małe, aczkolwiek wykwintne, srebrne, emaliowane pudełko.

- Prezent ślubny od młodego pana Malfoya. Pomyślał, że wolałabyś, gdybym to najpierw sprawdził. To było proste, nie tak jak to było z Błyskawicą pana Pottera na waszym trzecim roku. Przejrzałem to wczoraj i zdaje się być wolne od wszelkich klątw i przekleństw. Chciałem to oddać panu Malfoyowi, żeby sam wam to przekazał, ale stwierdził, że będzie lepiej, jeśli ja to zrobię.

- Dziękuję. - Hermiona odebrała od kolegi paczuszkę i zachwyciła się jej wzorem. Czerwone róże i zielone liście - po prostu śliczne. Spojrzała na stół Slytherinu, gdzie Draco patrzył na nią z uśmiechem wymalowanym na twarzy i podniósł dłoń, by jej pomachać. Odwróciła się z powrotem do Filiusa. - Nie wiem, jak znalazłeś czas, żeby tak szybko się tym zająć.

Nigdy nie zwracała uwagi na plan lekcji nauczycieli, dopóki sama nie dołączyła do ich grona. Plany były horrendalnie przepełnione. Prawie pięćdziesiąt godzin lekcji w klasie plus sprawdzanie wypracowań, nadzór szlabanów, patrolowanie korytarzy i w przypadku niektórych - obowiązki Głowy Domu. Filius uśmiechnął się i wyjaśnił:

- Nie miałem jeszcze żadnych wypracowań do ocenienia, więc to nie był żaden problem - powiedział i udał się na swoje miejsce.

Nie mogła już dłużej zwlekać. Czuła na sobie wyczekujące spojrzenia Dracona i Severusa. Jęknęła, gdy otworzyła paczuszkę. W środku leżała para podręcznych zegarków wysadzanych rubinami i szmaragdami, każdy ze srebrnym łańcuszkiem. Takie mniejsze wersje zegara z kuchni pani Weasley - zamiast liczb miały słowa: klasa, dom, patrol, podróż, niebezpieczeństwo, śmiertelne zagrożenie. Spojrzała promiennie na męża.

- Są dokładnie takie, o jakich marzyłam. Skąd wiedział?

Dwie noce temu tak bardzo pragnęła jakiegoś sposobu, by dowiedzieć się, że Severus jest bezpieczny gdzieś w szkole i teraz go miała. Nie mogła zapomnieć o tym, że przepowiednia mówiła może, a nie na pewno, a ich związek opierał się na nadziei, nie obietnicach,

- Myślę, że zgadł. Wie o mnie trochę więcej niż przeciętny uczeń. 

Wyciągnął z pudełka zegarek wysadzany szmaragdami i włożył do kieszeni.

- Bardzo wygodny prezent. To musisz mi przyznać.

- Muszę, oczywiście. - Podniosła wzrok, by znaleźć Dracona i zauważyła, że wstał i własnie idzie w jej stronę. Zgryzła wargi, gdy to spostrzegła. Chłopak był wyprostowany, na jego twarzy nie było już śladu uśmiechu. Hermiona nie mogła nie przypomnieć sobie nienawiści, jaką Draco ją darzył.

- Matko chrzestna, ojcze chrzestny, mam nadzieję, że przyjmiecie te drobne upominki - powiedział grzecznie. Znowu ją tytułował, choć naprawdę jeszcze na to nie zasłużyła. Jednak mówiąc do niej, nie patrzył jej w oczy, lecz na dłonie. - Proszę, wybaczcie to opóźnienie. Czas od zawiadomienia o ślubie do samej ceremonii był zbyt krótki, by znaleźć wcześniej odpowiedni prezent.

- Wspaniale wybrałeś, Draco. Nie mogłeś lepiej trafić.

Wciąż się nie uśmiechał.

- Możesz dodać do zegarka dodatkową osobę, jeśli chcesz. Na razie oba są ustawione tylko na waszą dwójkę, ale zmiana nie jest trudna. Profesor Flitwick może ci pomóc. - Chłopak ukłonił się, odwrócił i odszedł, nie patrząc nawet na swojego ojca chrzestnego. Odwróciła wzrok od maszerującego nieustępliwie Malfoya i spojrzała na męża, który zmarszczył brwi.

- Jest na ciebie zły - zdumiała się. - Dlaczego? Bo wziąłeś ze mną ślub?

Severus skrzywił się, wciąż patrząc na Dracona, który właśnie opuszczał Wielką Salę. 

- Jest rozgoryczony. Powody nie powinny cię interesować.

- Zawsze mnie nienawidził - powiedziała. - Przypuszczam, że jest na ciebie zły, bo poślubiłeś mugolaczkę.

- Może za poślubienie osoby, która przyczyniła się do umieszczenia jego ukochanego rodzica w Azkabanie? Czyż to nie byłby wystarczający powód?

Jej dłonie zacisnęły się na pudełku, gdzie leżał samotnie jeden ze srebrnych zegarków.

- To nie moja wina, że jego ojciec to kryminalista!

- Żaden z powodów jego rozżalenia nie jest twoją winą. - Severus wyciągnął zegarek i spojrzał na niego, zaciskając usta. - Znam Dracona od kiedy się urodził. Będzie traktował cię z całkowitym szacunkiem, bo jesteś moją żoną i będzie chronił ciebie zamiast mnie, jeśli tego wymagać będzie sytuacja. To i tak o niebo więcej niż wiele osób mogłoby się spodziewać.

Oczy Hermiony zaszczypały, gdy wyczuła w głosie męża zimną nutę. Opuściła głowę.

- Rozumiem.

- Nie - powiedział. - Nie rozumiesz.

W tonie jego głosu wyczuła zdanie, którego nie wypowiedział. I nigdy nie zrozumiesz.

Rozdział 10. Zimna odraza

Profesor Snape stał pochylony nad próbkami Eliksiru Eterycznego, które zostały wykonane i oddane przez jego uczniów. Czekał, aż siódmioklasiści się spakują. Gdy pierwszy z nich otworzył drzwi, by wyjść, przemówił:

- Potter, na słówko.

Harry Potter zdjął torbę z ramienia i spojrzał na nauczyciela, który właśnie obrócił w palcach jedną z fiolek, spojrzał na nią po światło i potrząsnął nią z powątpiewaniem. Eliksir powinien mieć fioletową barwę i konsystencję gęstej śmietany. Ten wywar przypominał raczej powidła.

Między Harrym a Snape'em wciąż toczyła się wojna, podobnie jak w zeszłym roku. Harry zastanawiał się, czy odchrząknąć, by przykuć uwagę nauczyciela czy próbować opuścić klasę, podczas gdy tłustowłosy dupek odłożył fiolkę, wpisał krótką notatkę do dziennika i wziął w palce kolejną. Gdyby chłopak odezwał się jako pierwszy, musiałby odnotować to jako porażkę. Jednak z drugiej strony jakiejkolwiek odezwy zostałby przyjęty jako nieposłuszeństwo i ukarany wieczorowym szorowaniem kociołków. To też byłaby klęska.

Gdy wszyscy oprócz tej dwójki opuścili już klasę, Snape w końcu podniósł głowę, spojrzał na Harry'ego i zamknął klasę.

- W przyszłym tygodniu zaczynam uczyć moją żonę Oklumencji. Hermiona chce, żebyś do niej dołączył.

Harry zesztywniał. Miał nadzieję, że w swoim repertuarze miał śmiercionośne spojrzenie godne samego bazyliszka, ale tak nie było. Potrząsnął ponuro głową.

- Nie zapomniałem, jak skończyły się nasze ostatnie sesje - ciągnął Snape. - Ale jeśli nie zechcesz kontynuować lekcji, może to zaważyć na życiach każdego członka Zakonu, w tym na moim.

Usta Harry'ego wykrzywiły się w paskudnym uśmiechu. O tak.

- Chciałbyś tego, prawda, Potter? - wycedził Snape i spojrzał na swojego rozmówcę z zimną odrazą. - Nawet, jeśli przez to Hermiona i jej bezbronni rodzice byliby torturowani razem ze mną. Ilu przyjaciół chcesz jeszcze stracić?

Szmaragdowe oczy płonęły gniewem, gdy patrzyły na bladą twarz profesora. Harry wbił paznokcie w skórę, ale nie odezwał się. Znienawidzony głos znienawidzonego profesora kontynuował. 

- Weasley'ów? Lupina? Pannę Tonks?

- To, że Syriusz nie żyje... To twoja wina! - warknął Harry.

- Czy na pewno? Czy to ja nie ćwiczyłem? Czy to ja byłem tym nieposłusznym głupkiem, który wgłębiał się w swoje sny, chociaż miał się tego wystrzegać? Czy to ja rzuciłem się w pułapkę, bo nie uwierzyłem, że członkowie Zakonu się tym zajmą? Przez kogo zginęli pańscy przyjaciele. panie Potter? Który z nas jest za to odpowiedzialny?

Harry'emu drżały wargi, ale nie spuścił wzroku.

- Nigdy wcześniej nam nie pomogłeś - powiedział.

- Nigdy nie prosiłeś o pomoc. Ba, nawet jej nie chciałeś!

Harry pochylił się do przodu z zaciśniętymi pięściami i iskrami w oczach.

- To nieprawda! A co było na moim czwartym roku, gdy powiedziałem panu, że potrzebuję Dumbledore'a, a pan go nie wezwał? Później, gdy znaleźliśmy Croucha, był już martwy i transmutowany w kość.

Oczy Mistrza Eliksirów zwęziły się ze skupienia.

- O czym ty gadasz? Wiedziałem, że Dumbledore za chwilę wychodzi. I miałem zamiar oduczyć cię tego głupiego przywileju biegania ze wszystkim do dyrektora, Potter.

Harry skierował na profesora swój wzrok.

- Skąd mogłem to wiedzieć? Myślałem, że u Umbridge tylko grał pan głupie... - zacisnął usta i spiął ramiona. - Próbowałem powiedzieć o panu o Syriuszu w gabinecie Umbridge. Nie dał mi pan żadnego znaku, że wie, o co mi chodzi.

- Może twój mózg jest na tyle niezaradny, że tego nie zakodował? - zadrwił Snape.

Harry cofnął się pamięcią do tamtego wydarzenia. Według tego, co pamiętał, Snape powiedział mu, że wygaduje głupstwa i kazał Crabbe'owi nie trzymać Nevilla tak mocno, bo nie chce mu się wypełniać papierkowej roboty po uduszeniu Gryfona. Potem wyszedł z sali.

Chwila... Powiedział Ślizgonowi, żeby nie krzywdził Gryfona? Och...

- Pomyślę o tym - wymamrotał.

- Szacunek, Potter. Masz mnie tytułować - sir albo profesorze.

- Sir - wycedził Harry i podniósł z ziemi torbę.

- Zaczynamy w przyszłym tygodniu. Będziemy na ciebie czekać w moim gabinecie w poniedziałek o dwudziestej.

Snape przysunął do siebie fiolki i jedną z nich podniósł. Eliksir w niej miał kolor błota z pomarańczowymi przebłyskami.

- Okropny, oczywiście... - wymamrotał profesor z uśmieszkiem na ustach. - Zapomniałeś wyłączyć palnik po dodaniu golterii, Potter. Może powinienem załatwić ci korepetycje z Eliksirów? Miałbyś na nie czas, gdybyś zrezygnował z Quidditcha.

Harry zacisnął zęby, a w myślach uspokajał się, mówiąc sobie, że to tylko puste groźby. Po chwili opuścił klasę i zamknął za sobą cicho drzwi.

Potter kipiał ze złości przez resztę dnia i unikał nawet Rona. Gdy zbliżała się godzina ciszy nocnej, wsunął na siebie pelerynę niewidkę i przemierzał korytarze, aż upewnił się, że wszyscy śpią. Rano zszedł na śniadanie i dowiedział się, że nie był jedynym Gryfonem, z którym Snape odbył rozmowę.

- CO powiedział?

Neville pochylił głowę i rozdziabywał na talerzu jajko, gdy Harry'ego wzrok na nim spoczął.

- Powiedział, że mógłby pozwolić mi wrócić na jego lekcje, jeśli tylko spędzałbym cały tydzień na warzeniu eliksirów z szóstego roku z Malfoy'em i nie wysadził ani jednego kociołka. Później, gdy już byśmy z Malfoy'em skończyli, dwa razy w tygodniu Snape robiłby mi próby. Wiesz, jestem dobry w Zielarstwie, a w Eliksirach roślin jest dość dużo, więc to mi pewnie pomoże...

- On sobie z ciebie żartuje. Wiesz, że on nie przepuszcza na swoje lekcje nikogo, kto miał ocenę poniżej W na SUMach - powiedział Harry.

- To jest Snape, Harry, a nie bracia Rona. On nigdy nie żartuje. - Neville podniósł wzrok znad talerza. - Zapytał mnie, czy wciąż jest moim boginem. Odpowiedziałem, że nie, bo nie jest nawet w połowie tak straszny, jak Bellatrix. Powiedział, że chciałby zobaczyć, czy fakt, że stałem się pewniejszy siebie wpłynie na to, bym był mniej beznadziejny. - Przy ostatnim słowie Neville starał się jak mógł, by odwzorować szyderczy ton głosu profesora.

- Ale dlaczego? Przecież on nienawidzi cię prawie tak bardzo, jak mnie.

- To proste - wtrącił się Dean. - Założę się, że to dzięki Hermionie. Ron mówił, że Hermiona już rozstawia Snape'a po kątach. Podobno tak mu wczoraj powiedziała.

Harry pochylił głowę, a czoło i usta ściągnął w wyrazie niedowierzania. Snape nienawidził Hermiony od zawsze. Fakt, że wzięli ślub, nie oznaczał, że miał być dla niej milszy niż dotychczas. Gdzie w ogóle był Ron? Rozejrzał się po sali i zobaczył go, podrywającego Hannę Abbott.

Lavender roześmiała się srebrzystym, złośliwym śmiechem.

- Przecież ma to, czego potrzebuje Snape, nie? I założę się, że profesor nie znalazłby nigdzie chętniejszej partnerki.

- Przypuszczam, że durzyła się w nim od lat - dodała Parvati. - Zawsze była skryta, więc nawet nie mogliśmy tego podejrzewać.

- Zawsze było wiadomo, że zrobiłaby wszystko dla dobrych ocen - powiedziała Lavender. Dziewczyna wciąż nie zapomniała, że Hermiona nie pochwalała jej związku z Ronem w zeszłym roku i chowała o to do niej cichą urazę.

- Mam nadzieję, że Snape będzie w lepszym nastoju, gdy zaliczy Herm kilka razy... - zapowiedział Dean i dodał, gdy Harry odwrócił się do niego z podniesionymi pięściami. - Ej, Harry, nie atakuj. W końcu są małżeństwem, mogą robić, co chcą, nie?

Żołądek Harry'ego zwinął się w ciasny, twardy supeł. Nie chciał nawet myśleć o czymś takim. To nie było w porządku. Po prostu nie było. Hermiona i ten tłustowłosy, oślizgły, ohydny dupek... Wolał zmienić temat.

- Malfoy ci nie pomoże - zwrócił się do Neville'a. - Nienawidzi nas.

Neville wzruszył ramionami i spojrzał na stół Ślizgonów. Malfoy nawet nie udawał, że na nich nie patrzy. Mrugnął do nich i zaśmiał się. Żołądek Harry'ego ścisnął się jeszcze bardziej.

- Powiedział, że mógłby, bo w końcu będzie podlizywać się nauczycielowi, jak na dobrego Ślizgona przystało.

- HA! Przecież nie ma dobrych Ślizgonów.

Niespodziewanie Neville zarumienił się.

- Też coś takiego powiedziałem. On odpowiedział sztywno i uprzejmie, że ma nadzieję, iż nasza współpraca będzie miła i już nie może się doczekać.

- Nie rób tego, stary - powiedział Ron, który własnie pojawił się przy stole i zajął miejsce obok Harry'ego. - Przecież to sztuczka. Jestem pewien!

- Sztuczka? - nie dowierzał Neville.

- Tak. Rozmyślałem o tym całą noc i według mnie już chyba wszystko zrozumiałem. Próbują do nas przeniknąć, a gdy już opuścimy nasze mury obronne - BUM! Odwrócą się przeciwko nam i zaprowadzą do wrogów. Pomyślcie - dlaczego Snape zgodził się na ślub z Hermioną? Cholera, on jej nigdy nie lubił.

Harry pokiwał entuzjastycznie głową. W końcu ktoś gadał z sensem.

Sowia poczta rzuciła na jego tosty najnowszy numer Proroka. Sięgnął do kieszeni po kilka Knutów.

- Och, Ron, na litość Kirke! Daj sobie spokój... - Kilka miejsc dalej Ginny usłyszała końcówkę rozmowy brata z Potterem. - Snape nie wyda Hermiony ani żadnego z nas Voldemortowi. Nie myślicie chyba, że Dumbledore nie zdążył przez szesnaście lat zorientować się, komu Snape jest posłuszny? Och, i przestańcie rozmawiać o nauczycielach Obrony. Żaden z nich nie wytrzymał na tej posadzce dłużej niż rok.

- Ale Snape zawsze nienawidził Hermiony. Wyśmiewał jej zęby, gdy Malfoy je zaczarował - Ron wycelował w nią swoją bułką z masłem, a później wziął dużego gryza.

- Ludzie się zmieniają. - Ginny odgarnęła jasne włosy z twarzy, by spojrzeć na brata. - Herm powiedziała mi, że nazwałeś ją koszmarem, a to nie popsuło całkowicie waszej przyjaźni. Jeśli nie przeszkadza jej, że mąż jej nie lubi, to tobie tym bardziej nie powinno to wadzić. Poza tym, Snape musi chociaż trochę o nią dbać, bo inaczej zabroniłby jej się z nami zadawać albo robiłby z tego wielki problem. I dba o nią - powiedział mi o tym, gdy go zapytałam - uśmiechnęła się z rozrzewnieniem. - Chociaż tak dokładnie, to powiedział, że nie jest jej opiekunem i zapytał, dlaczego oczekiwałam czegoś innego.

Szczęka Harry'ego, gdyby mogła, uderzyłaby z hukiem o podłogę. Czy wszyscy przymilali się do tego dupka?

- Zapytałaś go? Kiedy? - zażądał odpowiedzi. Był pewny, że ktoś rzucił na nią Confundusa.

- Po wczorajszej lekcji. Powiedział, że moglibyśmy spędzać ze sobą niedzielne popołudnia na wspólnej herbacie, bo Hermiona potrzebuje kilka godzin przerwy, ale w zamian za to mamy jej nie zatrzymywać na przerwach między lekcjami, gdy jest zajęta.

- On też będzie brał udział w tych herbatkach? - zapytał zdziwiony Neville.

- Chyba nie sądzisz, że on chciałby spędzać z nami czas?

Przetrawiając wstrząsające informacje, Harry spojrzał na zwiniętą w dłoniach gazetę i rozwinął ją, by zobaczyć pierwszą stronę. Pod ogromnym nagłówkiem znalazł równie duże zdjęcie Hermiony sprzed dwóch czy trzech lat. Jej włosy były rozwichrzone jak przy silnym wietrze. Obok znajdowało się zdjęcie wysokiego, szczupłego mężczyzny z prostymi, czarnymi włosami, który stał tyłem do aparatu.

SZKOLNA AFERA

Notoryczna łamaczka serc, Hermiona Granger - pisze Rita Skeeter, Specjalna Korespondentka - która jako czternastolatka uwodziła jednocześnie Harry'ego Pottera i bułgarskiego gracza Quidditcha Wiktora Kruma, może dodać kolejną osobę do swojej listy. Tym razem zuchwała nastolatka chyba złapała się w swoją własną pułapkę. Nie będzie jej w końcu łatwo pozbyć się męża, który potrafi wyczuć każdą truciznę.

To był podejrzanie szybki ślub. Niegrzeczna nastolatka i jej nauczyciel, Hogwarcki Mistrz Eliksirów i Głowa Slytherinu, profesor Severus Snape, zawarli małżeństwo podczas prywatnej ceremonii, zaledwie kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego. Rzekomo miało to na celu umożliwienie dziewczynie ubiegania się bez zastrzeżeń o stanowisko nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią. Taka oferta zaskoczy każdego, kto nie słyszał wcześniej o ekscentrycznych ofertach pracy, jakie składał dyrektor szkoły, Albus Dumbledore.

Trudniejsza do wytłumaczenia jest pieczęć Ministerstwa Magii na akcie małżeństwa tej bardzo osobliwej pary...

Nie mogąc znaleźć odpowiednich słów, Harry podał Ronowi gazetę. Chłopak przeczytał artykuł, trzymając papier w rękach, jakby ten go parzył, a później zgniótł go w kulkę.

- Co się stało? - zapytała Ginny, patrząc na brata. Ron pochylił głowę, wskazując na stół nauczycielski i obrócił kulkę w dłoniach. - O nią chodzi? O Hermionę? - spytała ponownie, wychyliła się zza Colina i Deana, zabrała bratu Proroka i ostrożnie rozprostowała.

- Hermiona ZABIJE Ritę - z przekonaniem odpowiedział jej Ron.

Rozdział 9. Każdy mały spór

Ron złapał ją po obiedzie. Myślał, że będzie bardzo sprytny, jeśli czekał na Hermionę, podczas gdy jej mąż był pogrążony w rozmowie z profesorem Flitwickiem. Zaciągnął ją do mało używanego korytarza, bo chciał uniknąć spojrzeń i kiwnięć głową pełnych aprobaty, które niechybnie czekałyby ich w Wielkiej Sali.

- Już cię skrzywdził, prawda? Mówiłem ci, że popełniasz błąd. Wyglądasz okropnie!

W innych okolicznościach naskoczyłaby na niego za to stwierdzenie, ale teraz była po prostu szczęśliwa, że znów chciał z nią rozmawiać.

- To tylko dlatego, że przeżyłam swoją pierwszą lekcję Obrony Slytherin - Gryffindor, Ron - powiedziała. Kątem oka spojrzała na grupkę uczniów stojących w kącie, a ta zaraz się rozpierzchła. - I za chwilę będę mieć kolejną.

Mówiła o Mrocznych Znakach i Voldemorcie (wszyscy wręcz piszczeli na dźwięk tego imienia) oraz o Tiarze Przydziału i jej pieśni o zjednoczeniu domów.

- Odwaga jest istotnym czynnikiem obu waszych domów. Odwaga i gotowość do podejmowania działań. Jednak Gryfoni sami siebie pakują w niebezpieczeństwo, a Ślizgoni manipulują innymi. Puchoni i Krukoni też mogą być tak odważni, ale prawdopodobnie lepiej nadawaliby się na zwolenników niż liderów. Bardziej cenią sobie inne wartości - lojalność i obowiązkowość lub logiczne myślenie, naukę i indywidualność. Potrzebujemy was wszystkich, serc i głów domów, myślicieli i wykonawców, zwolenników i liderów. Już trzeci rok z kolei Tiara śpiewała o zjednoczeniu. Nie robiłaby tego bez powodu.


Później uczyła ich zaklęcia Expelliarmus - trudnego dla pierwszorocznych, lecz wartego wysiłku.


- Harry Potter powiedział mi kiedyś, że użył tego zaklęcia przeciw Voldemortowi. Słuchajcie uważnie. Ex-pell-ii-AR-mus. Ex-pell-ii-AR-mus. Powtórzcie.


Wtedy podzieliła ich w pary gryfońsko-ślizgońskie, by użyli zaklęć na sobie. Oczywiście Jamison usiłował rzucić zaklęcie na nią. Severus ostrzegał ją, by spodziewać się czegoś takiego po tym chłopaku, więc była na to gotowa.


Zadała karne eseje trzem Gryfonom - w tym Jamisonowi - i dwóm Ślizgonom, a całej klasie esej na temat "Docenianie innych domów". Teraz miała robić mniej więcej to samo na innych lekcjach. Z tym wyjątkiem, że teraz będzie jej pilnować Rolanda, a nie Minerwa.


- Co? Gryfoni i Ślizgoni razem? Od kiedy? - zapytał zdziwiony Ron. Gryfoni nigdy nie mieli Obrony ze Slytherinem.


- Nie martw się. Tak mają tylko moje klasy. Tak mi ułożyli plan lekcji. Kiedyś muszę mieć trochę wolnego czasu, inaczej w życiu nie zdam owutemów. - To znaczyło, że inni nauczyciele musieli siedzieć dłużej w klasach. Ron skrzywił się.

- Musisz uczyć się do owutemów i je zdać? Przecież jesteś profesorem!

Hermiona spojrzała na niego. Czy już zapomniał jej walizki tamtego dnia na Pokątnej? Najwidoczniej tak. Późniejsze wiadomości musiały sprawić, że tak się stało.

- Asystentką profesora, Ron. W tym roku zdaję Eliksiry, Zaklęcia i Transmutację, a za rok Obronę, Runy i Numerologię. Wszystko jest omówione.

Uważała, że powinna zdawać Obronę w tym roku, bo w końcu na stanowisko nauczyciela tego przedmiotu została przyjęta. Severus odpowiedział jej na to, że ubogi poziom nauczania w poprzednich latach sprawił, że potrzebuje więcej czasu, by poprawić swoje umiejętności, zanim on narzuci jej bardziej wymagający program. Tym argumentem postanowiła pozwolić mu wygrać. Nie chciała się kłócić o tak błahą sprawę, choć Severus i tak nie zdołał jej przekonać do swoich racji. Nie widziała powodu, dla którego miałaby potrzebować więcej czasu do nauki niż reszta siódmiorocznych.

- Bardzo mądrze, Hermiono. Ale i tak nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. Próbujesz zmienić temat. Co Snape zrobił ci ostatniej nocy, że wyglądasz tak źle? - Pięści Rona zacisnęły się, a czubki uszu poczerwieniały.


- Ron, myślę, że nie chcesz słyszeć o tym, co ja i Severus robimy razem w nocy - powiedziała znacząco i pozwoliła mu zinterpretować jej słowa, jak tylko chciał. Nie musiał wiedzieć, że Severus nigdy nie posunął się dalej niż do pocałunku na ślubie.

Ron zbladł tak bardzo, jak na drugim roku, gdy wymiotował ślimakami.

- Fuj! Nie, dzięki. Ale nie zwiedziesz mnie. Musiałaś płakać godzinami, żeby mieć tak zaczerwienione oczy.

I płakała. Nawet Krzywołap zwinięty w kłębek przy jej stopach nie mógł powstrzymać łez płynących po jej policzkach. Może bardziej by pomógł, gdyby miała go na swoich kolanach i mogła przytulić, ale nie lubiła mokrego futra. Odcięła się od wszystkich swoich przyjaciół. I dla kogo? Dla niemożliwego, kłótliwego człowieka, który prędzej by umarł niż ustąpił.

- Spójrz, nie możesz obwiniać Severusa o każdy mały spór, jaki między nami wynika. Jesteś moim najlepszym przyjacielem. Z tobą też się kłóciłam, a nawet przez ciebie płakałam.


Przestąpił z nogi na nogę i wzruszył ramionami.

- Och, to tylko dlatego, że jesteś taka apodyktyczna - wymamrotał.

- I dokładnie o to pokłóciłam się wczoraj z Seveusem. O to, że jestem apodyktyczna.

Severus wrócił około drugiej w nocy z ponurym wyrazem wymalowanym na twarzy i zmęczeniem w oczach. Stał dłużej w drzwiach i myślała, że znów wyjdzie, ale jednak zamknął je za sobą i wszedł do pokoju.


- Powinnaś być w łóżku - odezwał się.


- Ty też. - Hermiona przełknęła ślinę, gdy jego brwi niebezpiecznie podjechały do góry i wtedy dodała: - Nie mogłam spać - pociągnęła nieelegancko nosem i spojrzała mu w oczy. - Nie jestem pomocna, gdy się martwię. Ale nie mogę się nie martwić. Nie po tym, co widziałam w snach. Widziałam, jak umierasz i co potem się działo z twoim ciałem.


Skrzywił się i spojrzał na nią, stojąc tak blisko, że mogła złapać go za szaty i przyciągnąć tak, by stał jeszcze bliżej, owinąć mu ręce wokół szyi i uspokoić, czując jego naturalne ciepło. Severus nawet nie zdawał sobie sprawy, jak Hermiona była bliska temu, by tak uczynić.


- Spróbuję zrobić coś, by powiadamiać cię, gdy będę wzywany - obiecał. - Często patroluję korytarze po nocach, a ty rozchorujesz się, jeśli za każdym razem będziesz na mnie czekać.


- Myślałam, że to przeze mnie tak długo nie wracałeś.


Zacisnął usta w cienką linię, wzrok przeniósł na półkę z książkami po jej lewej stronie, ale już nie odpowiedział.


- Chodziło o nas? - zapytał Ron, patrząc na nią z taką koncentracją, jak na tłuczka podczas meczu Quidditcha. - Znowu pastwił się nad Harry'm tak, jak zwykle?

Hermiona zmusiła się do uśmiechu.

- Nie. Poszło o lekcje.

- Przepraszam. Nie pytałabym cię o nic, gdyby to nie było ważne - usiłowała się uśmiechnąć. - Przecież to nie tak, że proszę cię o możliwość powrotu Neville'a na twoje lekcje lub o to, byś przyznał punkty Gryffindorowi. Wiesz, że poruszyłam ten temat tylko dlatego, że to może wyjść ci na dobre.

- Układałem sobie życie bez twojego mieszania się w nie przez wiele lat. Uwierz mi, jestem zdolny do podejmowania decyzji dotyczących tego, co jest dla mnie dobre, a co nie.


- I kto miał rację?


- Ja. On dobrze o tym wiedział i nie miał nic do mówienia.

- Przepraszam - wyszeptała ponownie. - Wiem, że nie chcesz tych lekcji, ale wiem też, że i tak je wznowisz. 

- Dlaczego tak uważasz? - powiedział, podnosząc książkę ze stolika i obracając ją w dłoniach.


- Jeśli miałeś jakiś dobry powód, by nie ponawiać tych lekcji, to już mi go podałeś.


- Założę się, że i tak powiedział coś o Harry'm - stwierdził Ron.


- Nie do końca. Jest dla mnie bardzo uprzejmy od czasu ślubu. To ty ubzdurałeś sobie, że on wyładowuje na mnie swoje nerwy.

Ron schował swoje dłonie do kieszeni szat i powiedział:

- Wiesz, dzięki za ostrzeżenie. Syriusz powiedział kiedyś, że możesz ocenić kogoś po tym, jak traktuje swoich podopiecznych. I co by to powiedziało o Snapie?

Jej wzrok zapłonął.

- A co to mówi o Syriuszu? Ostatecznie to nie mój mąż próbował nakarmić kolegą wilkołaka tylko dlatego, że był oślizgły i tłustowłosy i to nie Severus wściubił nos w nieswoje sprawy!

- Racja. Snape chciał go wydać dementorom!

- Nie, dopóki nie zaczęli z niego szydzić. Na początku chciał ich tylko wysłać do Azkabanu. I miał ku temu właściwy powód! Nie możesz go winić za to, że myślał, że Syriusz był mordercą i to na dodatek w zmowie z Lupinem. Tak właściwie to Severus i tak nikogo nie wydał, choć miał okazję. Harry i ja widzieliśmy, jak się obudził. Nawet nie pomyślał o tym, żeby wezwać dementorów. On po prostu wziął nas wszystkich, nawet Syriusza, na nosze i przelewitował do zamku.

Zadbał wtedy o nas, nawet jeśli tego nie chcieliśmy, a teraz jest moja kolej, by mu się odwdzięczyć.

Ron spojrzał na nią z dezaprobatą.


- Rzucił na ciebie Imperiusa czy co? - zapytał.

- Szczerze, Ron. Czy ja wyglądam na zaczarowaną?

- No wiesz, bronisz go! - uskarżył się.

Hermiona wyprostowała się i rzuciła mu sceptyczne spojrzenie spod przymrużonych powiek.

- Zawsze go broniłam - zaznaczyła.

Ron chwycił swoją torbę, zarzucił ją na ramię i skrzywił się.

- Tak, ale chociaż zgadzałaś się w kwestii, że jest paskudnym dupkiem. Teraz zdajesz się go traktować jak pępek świata.

Być może dla obojga było lepiej, że tak bardzo spieszyli się na swoje lekcje, że Hermiona nie zdążyła odpowiedzieć.

Liebster Award


Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na pytania otrzymane od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz kilka osób, informujesz je o tym oraz zadajesz im pytania. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Nominację otrzymałam od wiele kropek z bloga:

Szczerze, nie bardzo wiem, co mogę powiedzieć. Jest mi bardzo miło, że zostałam dostrzeżona i doceniona. Dziękuję!

Czas odpowiedzieć na pytania...

1. Przez jeden dzień masz możliwość używania magii. Jak to wykorzystasz?

Wstyd przyznać, ale jestem bałaganiarą. Zapewne próbowałabym wykombinować, jak sprawić, żeby Chłoszczyść działało przez cały czas w moim pokoju ;)

2. Który z żywiołów jest najbliższy twojej osobowości?

Myślę, że ogień. Jestem dość temperamentna.

3. Którego z bohaterów HP zabrałabyś na romantyczną kolację we dwoje?

Z tych, którzy przeżyli Voldemorta, chyba żadnego. Gdybym mogła kogoś wskrzesić i wtedy się z nim umówić, to byłby to Sev albo Fred. 

4. Złoto czy srebro?

Srebro, zdecydowanie.

5. Co przeniosłabyś z mugolskiego świata do magicznego i na odwrót?

Z mugolskiego do magicznego chyba gumową kaczkę. Artur by się ucieszył :D
Z magicznego do mugolskiego... Hm, dość trudny wybór. Jednak chyba sklep bliźniaków. Zawsze by można znaleźć tam coś do poprawy humoru.

6. Najlepsze wakacje życia?

Nad morzem ze znajomymi. Choć myślę, że gdybym miała okazję pojechać do Anglii, to takie wakacje byłyby dla mnie najlepsze.

7. Miejsce, które chciałabyś zobaczyć?

Jest wiele takich miejsc. Najbardziej z nich wszystkich chyba właśnie Anglię, a nawet całą Wielką Brytanię.

8. Gdybyś miała papugę.... jakiego słowa chciałabyś ją nauczyć?

Och, ja bym jej nauczyła wielu słów, nie tylko jednego!

9. Czego pragniesz najbardziej?

Teraz, w tym momencie? Wyspać się.

10. Marzenie, które udało ci się spełnić to...

Byłam na meczach moich ulubionych polskich drużyn piłkarskich i siatkarskich. Naprawdę, to były wspaniałe przeżycia.

Bardzo miło jest mi nominować:



Teraz to ja zadam pytania:

1. Jak zaczęła się Twoja przygoda z pisaniem?
2. Jakie pairingi należą do Twoich ulubionych?
3. Kawa czy herbata?
4. Wolisz film czy książkę?
5. Jaki jest Twój sposób na spędzenie wolnego czasu?
6. Co sprawia Ci największą radość?
7. Co jest Twoją słabością?
8. Który kolor jest Twoim ulubionym?
9. Pesymistka czy optymistka?
10. Jaka jest twoja ulubiona postać książkowa?

Życzę powodzenia w odpowiadaniu!
I jeszcze raz dziękuję za nominację. :)