Rozdział 15. Pełnoletność

Hermiona obudziła się gwałtownie z niepokojącą myślą, że tego dnia wypadały jej urodziny. Osiemnaste. W świecie mugoli oznaczały one pełnoletność. W świecie magii, który wybrała, był to po prostu kolejny, zwykły dzień. Zdawało się, że fakt jej urodzin nie będzie miał teraz dla Severusa większego znaczenia, jednak wciąż pamiętała, jak martwiła go ich różnica wieku i jak nalegał na zgodę jej rodziców na ślub. Poza tym czasami zdarzało mu się nazywać ją dzieckiem zamiast po prostu Hermioną.

Ze wciąż zamkniętymi oczyma ziewnęła i rozprostowała kości. Przypomniała sobie poprzednie lata. Od kiedy skończyła jedenaście lat, nigdy właściwie nie obchodziła urodzin. Na pierwszym roku nie dostała nawet laurki czy życzeń od kolegów z klasy, a rodzice podarowali jej starannie zapakowaną przed rozpoczęciem roku szkolnego do jej kufra, trzytomową Młodzieżową Encyklopedię Naukową, o którą prosiła. Kiedy otworzyła ją na przypadkowej stronie i natrafiła na drugą zasadę termodynamiki, uświadomiła sobie, że jej zainteresowania są tak samo odstające, jak ona w nowym świecie, przez co urodzinowy wieczór spędziła na płaczu.

Fakt, że nie obchodziła urodzin od tak dawna, był dość przykry, ale nie zapadał aż tak bardzo w pamięć. Z resztą, od chłopców dostawała pudełka Fasolek Wszystkich Smaków i Czekoladowych Żab, w późniejszym czasie Ginny obdarzała ją łańcuszkami i zawieszkami. Oczywiście, na spodzie jej kufra zawsze czekał na nią prezent od rodziców. Tylko w tym roku nie mieli szansy, by schować podarunek w tym szalonym pośpiechu, który panował przed rozpoczęciem roku.

Nie potrafiła powstrzymać obaw, że jej przyjaciele mogliby o niej zapomnieć. Albo, że po jej ślubie byliby zbyt zmartwieni, by pamiętać. Próbowała zwalczyć bezlitosne swędzenie w nosie i gardle, które niewątpliwie mogłyby przerodzić się w płacz.

- Jestem za stara, żeby martwić się o takie błahostki - mruknęła sama do siebie. - Teraz jestem już dorosła.

Westchnęła i podniosła się do pozycji siedzącej. Wtedy w nogach łóżka zauważyła mały stosik prezentów, których nie spodziewała się tam ujrzeć. Uśmiechnęła się szeroko. Tak, były tam Miętowe Nici Dentystyczne, Czekoladowe Żaby i Fasolki Wszystkich Smaków od chłopców, zestaw żółtych i zielonych piór z Fwoopera i ... Och! Nie spodziewała się, że dostanie prezenty od nowych kolegów, jednak znalazła ciasteczka od Minerwy, wełniany szalik od Filiusa, delikatną ramkę do zdjęć ze srebrnymi ozdobami od Dracona i, pod tym wszystkim, intensywnie zieloną paczkę, która mogła być tylko od Severusa. Jej serce załomotało. Pamiętał o jej urodzinach albo w każdym razie zadał sobie tyle trudu, żeby sprawdzić, kiedy one wypadają.

Dotknęła gładkiej powierzchni papieru. Było oczywiste, że dostała książkę. I to nawet dużą! Miała nadzieję, że takiej jeszcze nie posiadała.

Rozerwała taśmę i papier. Zakryła dłonią usta, powstrzymując nadchodzący wybuch śmiechu. Na Merlina! Podarował jej Najsilniejsze Eliksiry!

Otworzyła książkę i znalazła ręcznie pisaną dedykację na wklejce.

Dla Hermiony,
z nadzieją, że tym razem użyje tej książki rozsądniej niż ostatnio.
Teraz jesteś już w odpowiednim wieku, by z niej korzystać.
Severus

Poniżej znajdował się prosty rysuneczek dziewczynki z długimi, nieokiełznanymi lokami, który zmieniał się w obrazek dziewczynki z kocimi oczyma i ogonem. Gdy na to patrzyła, dziewczynka-kot zmieniła się z powrotem w dziewczynkę z lokami, która nabrała pełną szklankę bulgoczącej mikstury z kociołka, wypiła i znów była częściowo kotem.

Ponownie się zaśmiała. Tylko on potrafił dać prezent, który jednocześnie wyrażał uznanie, ostrzegał, przypominał, ganił, przekazywał wybaczenie i deklarował zaufanie. Przyszło jej do głowy, że książka, którą dostała, mogła być dokładnie tą, którą wypożyczyła pięć lat wcześniej z Działu Ksiąg Zakazanych, ale Irma raczej nie pozwoliłaby Severusowi jej zabrać.

Przekartkowała księgę. Obrazki były takie, jakimi je zapamiętała - tak samo nieprzyjemne, jednak kartki nie były poplamione od wilgoci, a strona z Eliksirem Wielosokowym nie była brudna od resztek jej wywaru. Wniosek był jeden - książka była nowa.

Spuściła nogi z łóżka, szybko się ubrała i rzuciła okiem na zegar wiszący na ścianie. Severus prawdopodobnie warzył teraz mikstury. Zawsze rano o tej porze to robił. 

Kilka minut później była już w drodze do niego, trzymając książkę w ręku.

- Severusie, dziękuję! - krzyknęła i machnęła mu woluminem przed nosem. - To wspaniały prezent!

Akurat był w trakcie krojenia dzięgielu, ale odłożył nóż, odwrócił się, spojrzał na nią ukradkiem z zaciśniętymi ustami i uniesionymi brwiami.

- Twój entuzjazm mnie satysfakcjonuje, chociaż trochę niepokoi. Odważę się zapytać: Który eliksir masz zamiar uwarzyć jako pierwszy i kogo nim napoisz? Mam nadzieję, że nie mnie.

- Oczywiście, że nie ciebie - parsknęła. - Jeśli każda z tych mikstur smakuje tak ohydnie, jak Wielosokowy, to wątpię, żebyś to wypił. Ale gdybyś podsunął mi pomysł, jak podać Ricie Eliksir Wywewnętrzania, nie miałabym nic przeciwko, by go na niej użyć.

- Nie polecałbym tego. Jeden Merlin wie, ile kwasu by się z niej wylało. I jeszcze uchodząc z niej, przeżarłby się przez dywan i zniszczyłby twoje buty, jeśli stałabyś dość blisko niej, żeby podziwiać swoje dzieło. A zapewne stałabyś, bo inaczej wysiłek nie byłby tego wart.

Westchnęła.

- Pewnie masz rację. Czy jest coś, co mogłabym zrobić, żeby ją powstrzymać? Po tym, co napisała na czwartym roku dostałam wiele wyjców, a jeden list wypełniony był ropą z czyrakobulwy, przez co dłonie piekły mnie przez kilka dni.

- Nie przypominam sobie, żebym którekolwiek z nich widział na stole śniadaniowym - powiedział ostrożnie.

- Bo moje listy przychodzą z lekkim opóźnieniem. Ale nie było w nich takiej reakcji, jakiej się spodziewałam. - Głowa Hermiony nagle szarpnęła się do góry. Dziewczyna spojrzała na męża spod przymrużonych powiek. - Przejąłeś moją pocztę?

- Tak, przefiltrowałem ją.

- Ale ja nigdy nie pozwoliłam ci czytać moich listów! - Hermiona podeszła bliżej i wycelowała palcem wskazującym w jego tors. Drugą ręką rzuciła książkę z hukiem na stół. Poszatkowany dzięgiel podskoczył i rozprzestrzenił się po pracowni. - Jak śmiałeś czytać moją pocztę?!

Severus bez wysiłku zatrzymał Hermionę i oplótł dłońmi jej nadgarstki.

- Cierpliwości, Hermiono. Twój przypływ złości mógłby wprawić w zakłopotanie dziele dziewczyn w zamku, gdybym nie miał zapasu dzięgielu. Ciebie także.
Kilka chwil zajęło jej zrozumienie, o czym mówił. Wtedy wyszarpnęła dłonie z uścisku Severusa, który łagodnie patrzył na poczynania żony.

- Ja nie potrzebuję... Nie oczekuję... Ugh! Nie mam aż tak bolesnych miesiączek, żeby brać eliksir. Czytałeś MOJE listy!
Severus podniósł głowę.

- Nie musiałem czytać, by wykryć ewentualne wyjce. Nie miałem złych zamiarów. Zwykłe zaklęcie wystarczyło, by wychwycić niechciane listy. Reszta nietknięta - NIEPRZECZYTANA - ląduje na stoliku. - Odstąpił od Hermiony i wybrał z koszyka kolejny dzięgiel i obrał go z liści. - Może zechciałabyś naprawić szkody, jakie wyrządziłaś i będziesz mi asystować przy eliksirze? Może ty go nie potrzebujesz, ale Poppy twierdzi, że wiele uczennic tak.
Przygryzła wargę i podniosła książkę, którą po chwili odłożyła na krzesło. Później rzuciła Evanesco i uprzątnęła podłogę z dzięgielu. Spojrzała na męża kątem oka.

- Chcesz, żebym ci pomogła? - Nigdy wcześniej jej o to nie prosił.

- Urodziny odebrały ci zdolność rozumowania czy tylko przytępiły słuch? Nie poproszę drugi raz. Jeśli nie chcesz mi pomóc, idź i odbierz punkty jakiemuś uczniowi czy cokolwiek robisz, żeby wypracować sobie charakter.

Hermiona stanęła obok Severusa i wyjęła z koszyka dzięgiel, który zaczęła kroić.

- Gdybym miała odjąć punkty, to tylko jakiemuś Ślizgonowi - powiedziała.

- Niewątpliwie. A to mnie oskarżasz, że jestem stronniczy!

~*~

Po zakończeniu lekcji Hermiona spędzała czas, próbując zdecydować, czy była bardziej wdzięczna mężowi za prezent czy zła za jego despotyzm. Jednakże jeszcze wtedy nie spodziewała się drugiej części prezentu.

- Sprawdzanie esejów z transmutacji magicznych zwierząt w ich niemagiczne odpowiedniki może zaczekać do jutra. Chyba nie chcesz kazać swoim rodzicom czekać? - powiedział, gdy przemierzali salę wejściową, gdzie zaprowadził ją po szybkiej kolacji.

Zatrzymała się i spojrzała na niego.

- Moi rodzice? O czym ty mówisz?

Mężczyzna wciąż szedł.

- Nauczyciele mogą opuszczać szkołę na krótki czas, gdy nie mają zajęć. Albus zgodził się, że powinnaś skorzystać z tego przywileju.

- Odwiedzimy moich rodziców? - powtórzyła.

- Dlaczego nie? Mam nadzieję, że umiesz się wystarczająco dobrze aportować? Raczej nie powinno ci to wychodzić gorzej od latania na miotle.

Pobiegła za mężem i złapała go za rękaw. Ciągnęła tak długo, aż w końcu odwrócił się do niej ze złośliwym uśmieszkiem na ustach.

- Umiem latać! Muszę, inaczej nie pomogłabym Harry'emu w przebyciu labiryntu na pierwszym roku! Po prostu niezbyt to lubię... Gdy mówisz takie rzeczy jak ta, nie wiem, czy cię spoliczkować czy przytulić.

- Czy twoim mózgiem rządzą nogi czy nie potrafisz chodzić, gdy podejmujesz tak trudną decyzję?

Spojrzała na niego.

- Coraz bardziej skłaniam się ku opcji spoliczkowania - ostrzegła. - Zapytaj Dracona, czy warto ryzykować. - Musiał rozumieć, o co jej chodzi. W końcu sam jej kiedyś o tym przypomniał.

- Sądzę, że Draco był zbyt dżentelmeński, żeby się za to mścić. Ty lepiej zapytaj samą siebie, czy ja pozwoliłbym ci podnieść na mnie rękę.

- Czemu ciągle to robisz? - jęknęła. - Dlaczego cały czas celowo robisz mi na złość?

- Przyzwyczajenie?

- Umiesz zrobić coś miłego, nie będąc przy tym złośliwym?

- Najwyraźniej nie. Jesteśmy na miejscu. - Otworzył główną bramę, przepuścił żonę przodem i ostrożnie zamknął za nimi przejście. - Mam aportować się po tobie czy robimy to razem?

Skrzywiła się i nierozważnie postawiła wszystko na jedną kartę.

- Możemy aportować się razem, jeśli pozwolisz mi to zrobić.

Uniósł brew.

- Jesteś pewna, że dasz radę?

Hermiona pokonała dzielący ich dystans, objęła Severusa ramionami i mocno do niego przylgnęła.

- Trzymaj się mocno - zarządziła. Cel, determinacja, rozwaga i obrót.

Dała radę. Stali teraz w ogrodzie jej rodziców, ochronieni żywopłotem przed ciekawskimi spojrzeniami. Tak, teraz to mu dopiero pokazałam! Wyszło mi całkiem dobrze! Spojrzała na niego tryumfująco, a on jedynie uśmiechnął się ironicznie.

- Chciałeś, żebym to zrobiła! - odgadła. - Celowo mnie sprowokowałeś!

- Tak łatwo cię sprowokować - mruknął. - Typowa Gryfonka.

- Typowy Ślizgon! - odgryzła się. W tym momencie uzmysłowiła sobie, jak blisko siebie stali. Teraz nadeszła jej kolej na sarkazm. - Jeśli chciałeś znaleźć się w moich objęciach, wystarczyło tylko poprosić.

- Zakładasz, że taki był cel tego ćwiczenia?

Wyswobodził się z jej uścisku dokładnie w chwili, gdy drzwi frontowe się otworzyły. Jej rodzice na pewno na nich czekali, a sądząc po ich uśmiechach, najprawdopodobniej widzieli ich przybycie. Przynajmniej Severus się zarumienił. Ha!

- Wszystkiego najlepszego, Hermiono! - powiedzieli chórem, a jej mama dodała szybko: - To niespodzianka, a wszystko dzięki Severusowi. Nie świętowaliśmy wspólnie twoich urodzin od... siedmiu lat, prawda? Chodźcie, wejdźcie do środka.

- Nawet nie muszę pytać, czy o ciebie dba - zwrócił się do córki Perry. - Wyglądasz kwitnąco: te różowe policzku, błysk w oku... I ty na pewno też o niego dbasz, bo widzę u niego to samo.

- Taaaato!

- Poczuła, jak jej mąż sztywnieje. Na początku myślała, że to przez insynuację jej ojca, ale wtedy zauważyła jego zaciśnięte pięści i gorąco emanujące z jego ręki. Nigdy nie stała na tyle blisko niego, żeby wiedzieć, że Znak wydziela ciepło, gdy jest się wzywanym.

- Mam kilka spraw do załatwienia, niestety - powiedział delikatnie. - Mam nadzieję, że zdążę wrócić, by zabrać Hermionę do domu. Jeśli jednak nie wróciłbym do 22:30, niech Hermiona sama wróci. Już pokazała, że dobrze radzi sobie z aportacją.

- Severusie - złapała jego rękę i uścisnęła. Ich spojrzenia spotkały się - jej błagalne, jego ostrzegawcze. Przełknęła gulę. - Wróć bezpiecznie.

- Zawsze to robię, nieprawdaż? Do zobaczenia, Helen, Perry, Hermiono. Przykro mi, że nie mogę zostać, by skosztować tortu. - Mówiąc to, odszedł.

Rozdział 14. Wystająca drzazga

Hermiona przerwała ocenianie prac uczniów i znów skierowała wzrok w stronę drzwi. Wciąż nie wrócił. Wiedziała, że jeszcze nie powinien. Od kiedy wyszedł, wskazówka jej zegara - prezentu od Draco - cały czas wskazywała niebezpieczeństwo, co było jedynie eufemizmem spotkania z psychopatycznym, niebezpiecznym maniakiem, Czarnym Panem. Wciąż jednak czekała na jego powrót. Pociągnęła nosem i stwierdziła, że nie może zaprzątać tym sobie głowy. Miała do zrobienia zbyt dużo pracy, która sama się nie wykona. Ponownie spojrzała na esej leżący przed nią i przeszły ją ciarki.

Jeźli wszyzdgo idźe zgodnie z planem, wystajonce dżazgi zamieniajom sie w igły. Wtedy muzisz tylko zmienidź krztałt.

Ortografia osoby piszącej była fatalna. Naprawdę, nawet Crabbe i Goyle oddawali chyba lepsze prace na swoim pierwszym roku niż ten uczeń! Choć, jeśli miałaby być całkowicie szczera, czasami wątpiła, czy któryś z nich umiał pisać.

Napisała na pergaminie duże czerwone O i z ulgą odłożyła go na stos uprzednio sprawdzonych wypracowań. Po chwili jednak znów podniosła esej i spojrzała na nazwisko, żeby wpisać do dziennika ocenę odpowiedniemu uczniowi. Jackie Yoo. Patrzyła na te dwa słowa przez kilka dłuższych chwil. Kto to? Dziewczynka czy chłopiec? Och, to ten Puchon z odstającymi włosami, który został przydzielony podczas Ceremonii jako ostatni. Powinna pamiętać. Uczyła go już od półtora tygodnia, jeśli słowo uczyła było odpowiednie, bo wyglądało na to, że chłopak niczego się nie nauczył.

Potrząsnęła zegarkiem, ale nic się na nim nie zmieniło. Mimo wszystko ponownie spojrzała na drzwi. Severusa wciąż nie było. Przygryzła dolną wargę, z której wypłynęło kilka kropelek krwi. Zacisnęła pięści. Zdawała sobie sprawę, że powinna je rozluźnić, ale zamiast tego zacisnęła je jeszcze mocniej. To już godzina! Nie było go już od godziny i nie miała żadnej wskazówki, kiedy mógłby wrócić.

Była idiotką! Dlaczego nigdy wcześniej nie przyszło jej do głowy, żeby zapytać Severusa, ile trwają spotkania z Czarnym Panem? Przecież wiedziała, że takie spotkanie nastąpi prędzej czy później! Niestety, padło na to, że jest wcześniej. Postanowiła, że poruszy ten temat, gdy - jeśli - Severus wróci.

Kolejne wypracowanie było lepsze. Annette Lely miała jako takie obeznanie w temacie. Zadowalający.

Wzięła do ręki kolejny pergamin, ale szybko odłożyła go na miejsce, bo drzwi nagle się otworzyły i wszedł przez nie jej mąż, który wyglądał na zmęczonego i zdenerwowanego.


- Wszystko z tobą w porządku? - Hermiona podbiegła do niego i wyciągnęła w jego kierunku ręce, ale momentalnie zarumieniła się i cofnęła o kilka kroków, jednocześnie opuszczając ręce.

- Oczywiście, że tak. Już zdążyłaś się rozhisteryzować? - spojrzał na nią gniewnie. - Wcześniej byłaś odważniejsza.

Przełknęła nerwowo ślinę. Była głupia, skoro myślała, że obejdzie go fakt, że się o niego martwiła.

- Łatwiej jest mi być odważną, gdy jestem gdzieś indziej i coś robię, niż gdy siedzę w domu i czekam, aż ktoś wróci - powiedziała. - Zazwyczaj jestem zbyt zajęta, żeby się zamartwiać.

- Nie chodziło mi o te śmieszne kłopoty, w które dawałaś się wciągnąć przez ostatnie sześć lat. - Severus zdjął swój płaszcz i powiesił na obładowanym książkami krześle. Przez kilka chwil nie odrywał od niego wzroku. - Jeśli dobrze pamiętam, nie bałaś się dotknąć mojej ręki dwa tygodnie temu.

Przez dobrą minutę Hermiona stała ze wzrokiem utkwionym w plecach męża. Jej wargi ruszały się, lecz z gardła nie chciał wydobyć się żaden dźwięk.

- A tobie zdawało się to nie podobać. Myślałam, że nie chciałeś, żebym to robiła - wydusiła w końcu.

Severus podszedł do najdalej stojącego regału i zaczął wodzić palcem po książkach, które stały na wysokości jego wzroku. Dwie z nich były lekko przekrzywione, więc ustawił je, jak należało.

-Wtedy byłaś jeszcze moją uczennicą. To było nieodpowiednie.

- Biorąc pod uwagę okoliczności - było - odpowiedziała, podpierając dłonie na biodrach. - Nie wierzę ci! To był twój pomysł, żeby mieć oddzielne sypialnie! - Nie, żeby chciała z nim spać, ale nie zamierzała dać się oskarżać o coś, co on sam zrobił.

Severus upuścił wielką, zieloną książkę. "Zaklęcia obronne". Szukała jej trzy dni temu. Severus nie mógł czytać tej książki wcześniej - niektóre strony wciąż były nieporozcinane.

- Najnaturalniejszy środek ostrożności. Chciałabyś być zmuszona do tułaczki po korytarzach za każdym razem, gdy się pokłócimy albo gdybyś chciała trochę ode mnie odpocząć?

- To dlatego wyleciałeś z pokoju, gdy ostatnio się pokłóciliśmy o lekcje Oklumencji Harry'ego? - Hermiona potarła pięściami oczy i opuściła dłonie. - Bo nie mogłeś znieść mojego widoku?

Mężczyzna odłożył książkę na półkę i odwrócił się do żony. Z jego oczu nie dało się nic wyczytać.

- Nie rozumiem, skąd u ciebie wzięło się to groteskowe stwierdzenie, że cię nienawidzę. Mówiłem ci już, że tak nie jest.

Dziewczyna zacisnęła usta i zmrużyła oczy.

- Ale i tak niezbyt bardzo mnie lubisz! Może powiedziałbyś mi, czego ode mnie oczekujesz, a spróbowałabym sprostać tym oczekiwaniom?!

- Oczekuję od ciebie tego samego, czego ty ode mnie, niczego więcej. - Westchnął, gdy zauważył na jej twarzy wyraz niezrozumienia. - Bycia sobą. Żebyś nie bała się powiedzieć lub zrobić coś, czego nie lubię. Bo i tak będziesz to robić, bez wątpienia oboje będziemy, ale nie pozwól sobie, by rządził tobą strach. Jesteś teraz moją żoną, więc pewna swoboda jest dopuszczalna.

Spojrzała na Severusa i otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale zamknęła je stanowczo i jeszcze chwilę zatraciła się w myślach.

- Okej, dzięki. - Gdyby powiedział jej o tym wcześniej, przytuliłaby go, gdy przyszedł, ale tego nie zrobił, dlatego nie była w stanie okazać mu czułości z zachowaniem zimnej krwi. Teraz mogła posunąć się trochę dalej.

- Czego chciał od ciebie Czarny Pan?

Teraz także nie mogła nic odczytać z jego twarzy.

- To nie jest pytanie, które powinnaś mi zadać ani takie, na które ja powinienem odpowiedzieć. Takie mam zobowiązanie. Na ten temat mogę dyskutować tylko i wyłącznie z Albusem. - Severus spojrzał na spuszczona głowę żony, splótł dłonie, a dwie cienkie zmarszczki pojawiły się między jego brwiami. - Dzisiaj mamy wyjątek, bo dotyczy to ciebie.

Jej głowa nagle podskoczyła, a oczy rozszerzyły. Wróciła do biurka. Kilka pergaminów niezauważenie spadło na ziemię.

- Tak?

- W rzeczy samej. - Otaksował ją wzrokiem i uniósł wysoko głowę, z jakiegoś powodu nienaturalnie się prostując. Jego głos był zwodniczo delikatny. - Uświadomiono mi, że uczniowie rozmawiają o tym, jakim pantoflarzem jestem. Raczej nie powinnaś mieć z tym nic wspólnego, prawda?

Hermiona poczuła, że się czerwieni.

- Mogli do tego dojść po twoim zachowaniu. Nikt się nie spodziewał, że przyjmiesz Neville'a z powrotem na lekcje.

- Mogliby. - Severus spojrzał na Hermionę z ukosa, uniósł brew i czekał z przerażającą cierpliwością.

Zawstydzona dziewczyna w końcu przyznała:

- Powiedziałam Ronowi, że pokłóciliśmy się o to, że jestem władcza, a ty w końcu zgodziłeś się ze mną, bo wiedziałeś, że mam rację. Przepraszam. Nie wiedziałam, że to wyjdzie na jaw.

- Powiedziałaś coś Weasleyowi i oczekiwałaś, że to zostanie w tajemnicy? - wydukał zdziwiony. Hermiona przygryzła dolną wargę i spuściła głowę.

- Przepraszam. Nigdy bym nie przypuszczała...

- Właśnie. Nigdy byś nie przypuszczała - zaakcentował. Hermiona spojrzała na swoje splecione palce i je rozplotła. Brwi Severusa jeszcze przez chwilę były tak zmarszczone, że niemal łączyły się w jedną, ale stopniowo oddalały się od siebie, a mężczyzna - rozluźniał. - Na całe szczęście nie miało to większego znaczenia. Jak już wcześniej zauważyłaś, plotki mogły wziąć się z mojego własnego zachowania. Jednakże mam nadzieję, że już nigdy nie popełnisz swojego błędu.

Utkwiła wzrok w podłodze. Jeszcze jeden pergamin znalazł się na podłodze, tuż obok jej lewej nogi. Przykucnęła i podniosła tę pracę i kolejne, które dopiero zauważyła. Spostrzegła, że jeszcze ich nie sprawdziła. Wstała, odłożyła eseje na stos, który wyprostowała drżącymi palcami.

- Już się nie zapomnę. Naprawdę bardzo przepraszam.

- Już to mówiłaś.

Spojrzała na Severusa i ponownie odwróciła wzrok. Drugi ze stosów prac też był nierówny, więc i go wyprostowała.

- Zegarek wskazywał na niebezpieczeństwo - wymamrotała i wyciągnęła przedmiot z kieszeni. Wskazówka pokazywała teraz dom.

Severus wzruszył ramionami.


- Nie było gorzej niż zwykle.

- Nie... Nie rzucał na ciebie Crucio? - zająknęła się.

Oparł się plecami o regał. Jednym z długich palców błądził po ustach.

- Crucio? Dlaczego miałby to robić? Przypuszczam, że wyobrażałaś sobie, że Czarny Pan rzuca na nas Crusiatusy na każdym spotkaniu? Głupie dziecko. Jak myślisz, jak długo utrzymałby przy sobie swój ślizgoński gang, jeśli za każdym razem częstowałby go torturami?

Spojrzała w górę na męża i zmarszczyła czoło.

- Ale wyglądałeś na takiego... zmęczonego. Chorego. Kiedy ja... Kiedy ty...

- Kiedy mi się oświadczyłaś? - podpowiedział.

- Kiedy ja... Ja tego nie zrobiłam! Ale tak: gdy rozmawialiśmy o wzięciu ślubu. Nigdy wcześniej nie widziałam cię takiego zmęczonego.

Spojrzał na żonę znad swojego długiego, haczykowatego nosa i parsknął.

- Byłem zmęczony. Nie spałem od trzech tygodni

Z trudem przełknęła ślinę. Oczywiście! Jeśli dla niej to było przygnębiające, by oglądać w snach jego zmasakrowane ciało, to jak bardzo przerażające musiało to być dla niego. Chyba że...

- Zaoferowałeś mi Eliksir Słodkiego Snu. Dlaczego sam go nie wziąłeś?

Zamknął oczy i powoli znów je otwierał. Nie udzielił jednak odpowiedzi, ale lekko odwrócił głowę.

- Chyba że... Nie możesz go brać? Jesteś alergikiem? Nie, to nie możliwe, bo nie byłbyś w stanie warzyć eliksirów. Jesteś... uzależniony!? - To by wyjaśniało wszystko. Skutkami ubocznymi ponownego zażycia Eliksiru po wyjściu z nałogu były uszkodzenia pamięci i utrata bystrości umysłu. Było to gorsze od bezsenności i bardziej by go prowadziło do losu, którego chciał uniknąć.

- Jesteś naprawdę nieznośną panią Wiem-To-Wszystko - odpowiedział.

Puściła przytyk mimo uszu. Nie było warto psuć sobie humoru jeszcze bardziej.

- Jesteś uzależniony? - zażądała odpowiedzi.

- Nie brałem Eliksiru Słodkiego Snu od piętnastu lat, nie pragnąłem od dziesięciu.

- Aż do czasu, kiedy zacząłeś śnić o swojej śmierci każdej nocy. - W jej oczach zebrały się łzy. Nerwowo je przetarła. - Więź Przeznaczenia nie była tylko przepowiednią - zauważyła z goryczą. - Była przekleństwem!

Między nimi nastała nieznośna cisza.

- Dla ciebie nasze małżeństwo jest przekleństwem, prawda? - zapytał w końcu. - Niewiele czasu zajęło ci zmienienie zdania.

Hermiona uniosła głowę i z irytacją wciągnęła powietrze.

- Nie, Severusie! Dla ciebie! Najpierw byłeś zmuszony śnić ten okropny sen każdej nocy, a później wziąć ze mną ślub. A wiem dobrze, że tego nie chciałeś.

Wytarła nos w chusteczkę. Severus znów patrzył gniewnie na regał, a jego głowa skłoniła się tak, że jego włosy zwisały kurtyną wokół jego twarzy. Znała tę pozycję. Już ją widziała. Gdyby go nie powstrzymała, mógłby dąsać się przez kolejne dni. Ale miała pozwolenie. Pewna swoboda. To było tyle, ile potrzebowała. Trochę swobody i odwagi.

Złożyła chusteczkę, schowała do kieszeni i zmniejszyła dystans między nią a Severusem. Położyła dłoń na jego ramieniu. Drgnął, ale nie zrzucił dłoni ani nawet na nią nie spojrzał. Zbierając w sobie całą odwagę, jaką miała, zjechał dłonią powoli w dół, aż jej palce napotkały dużą dłoń Severusa - tak ciepłą, silną i twardą, jak zapamiętała. Pociągnęła ją w górę i pocałowała jej zewnętrzną stronę. Potem przyłożyła ją do swojego wilgotnego policzka. Severus nerwowo odwrócił się do Hermiony, a ich spojrzenia w końcu się spotkały. Jednak nie przemówił.

- Nie zmieniam zdania tak łatwo, Severusie - powiedziała. - Nigdy tego nie robiłam i nie zrobię.

Wciąż był zły, ale kąciki jego ust drgnęły lekko ku górze.

- Jesteś po prostu zbyt uparta, żeby przyznać się do błędu - odezwał się poważnie.

Hermiona zamknęła oczy i wtuliła się w jego dłoń z lekkim westchnieniem. Severus wciąż nie zrobił nic, żeby cofnąć dłoń.

- A ty zbyt uparty, żeby przyznać mi rację, gdy ją mam.

Rozdział 13. Obowiązek

Severus spojrzał znad kociołka na wchodzącą do sali żonę i szybko odwrócił wzrok.

- Wcześnie wstałaś - zauważył.

Hermiona patrzyła tępo w jego wyprostowane plecy i długie, śliskie włosy. Zwykle zastanawiała się, czy ich przetłuszczenie spowodowane jest tłustą skórą głowy czy codziennym używaniem Balsamu do Włosów Mistrzów Eliksirów, ale dziś miała ważniejsze sprawy na głowie.

- Nie mogłam spać - wyjaśniła.

Severus dodał do wywaru dwie szczypty czegoś, czego nazwy nie była pewna i odezwał się.

- Czyli dlatego jesteś taka blada i masz zaczerwienione oczy. Mogę dać ci eliksir na ból głowy, ale jeśli to nie pomoże, o coś mocniejszego będziesz musiała poprosić Poppy.

Zamieszał wywar dziesięć razy i dodał kolejną szczyptę.

Hermiona przełknęła ślinę i zamknęła za sobą drzwi.

- Nie jestem chora, tylko zdenerwowana. Nie wiem, co robić.

- Mówiłem ci od samego początku, że będziesz żałować, że za mnie wyszłaś.

Przygryzła wargę. Niezbyt dobrze zaczęli rozmowę. Ruszyła się z miejsca i stanęła u boku męża.

- Nie żałuję tego! Nawet jeśli miałabym być nieszczęśliwa przez resztę swojego życia, to i tak wolę cię widzieć żywego niż martwego.

Spojrzał na nią krzywo. Po chwili wziął pół garści posiekanych korzeni i wrzucił każdy z nich po kolei do wywaru. Mikstura przybrała zielony kolor, a nad kociołkiem wzrastały opary, które Severus rozproszył, mieszając w kociołku po pięć razy w prawo i lewo. Proces powtórzył, a ze słoiczka po jego lewej stronie wyjął dwa szczurze ogony.

- Nie ma potrzeby, żebyś była melodramatyczna. 

- Nie jestem - zaprotestowała cicho, patrząc, jak jej mąż tnie ogony w półcalowe kawałki. - Myślałam o tym całą noc i rozważyłam każde słowo. Nawet jeśli do końca życia nie usłyszę od ciebie nic miłego i tak będę wolała to, niż życzliwość z obowiązku. Wolę nie mieć u ciebie żadnych względów, niż zastanawiać się, czy nie mają one jakiegoś drugiego dna.

- Każesz mi wzbraniać się od swoich obowiązków? - Severus dodał do kociołka świeżo przygotowane składniki, które chlupnęły po napotkaniu cieczy. Eliksir stopniowo przybierał niebieskawą barwę.

- Nie każę; proszę. Proszę, Severusie. Nie zachowuj się względem mnie, jak sługa. Bądź sobą.

- Bądź sobą? Cóż, ja nie uciekam od obowiązków.

Hermiona wzięła długi, głęboki oddech.

- Czy ty musisz mieć taki trudny charakter? - zaczęła marudzić, ale za chwilę pożałowała swoich słów. - Znaczy... Nie to miałam na myśli. Po prostu... Dlaczego wszystko odnośnie tego musi być zawsze takie trudne?

Severus zgasił ogień pod kociołkiem i zaczął sprzątanie.

- Myślałaś, że nasze charaktery magicznie się zmienią w momencie wsunięcia na nasze palce obrączek? Nawet gdybyśmy wzięli ślub z miłości, a nie z konieczności, to przyzwyczajenie się do wspólnego życia byłoby zadaniem dość kłopotliwym i trudnym.

Hermiona zamrugała, czując w oczach narastające pieczenie, ale wciąż przyglądała się pracowitym dłoniom Severusa, który właśnie sprawdził szczelność zamkniętych słoiczków i włożył deskę do krojenia do zlewu.

- Więc tak o mnie myślisz? Obowiązek pełen kłopotów i trudności?

Rzucił jej lakoniczne spojrzenie i uniósł brwi.

- Gdy piszesz eseje, oczekujesz, że zdania same się ot tak ułożą? Czy miałaś nadzieję, że w pierwszej książce, jaką przeczytałaś, znajdziesz wszystkie informacje, jakich szukałaś, a po pierwszej wykonanej pracy, że będzie idealna? Dlaczego więc myślałaś, że nasze małżeństwo będzie łatwe? - Wziął głęboki oddech. - Typowe gryfońskie dziecko.

- A ty nienawidzisz Gryfonów - odpowiedziała, dusząc w sobie szloch. Nie była dzieckiem! Nie była!

- Jest niewielu ludzi, których nienawidzę, a ty się do nich nie zaliczasz - powiedział stanowczo. - Proszę, oszczędź mi zgadywania i zdecyduj się, czego ode mnie chcesz. Nie podoba ci się, gdy staram się wyświadczyć ci przysługę. Nie podoba ci się, gdy tego nie robię. Więc czego właściwie ode mnie oczekujesz?

Podążyła za Severusem do magazynu, pocierając nos, który dawał jej ostrzegawcze sygnały, że zaraz może zacząć z niego ciec.

- Chcę, żebyś był szczęśliwy. Bezpieczny, zdrowy i wolny. - Chcę, byś mnie lubił.

Prychnął. Jego ręka zawisła w powietrzu, gdy wybierał słoik. Po chwili wybrał jeden z nich i jeszcze kolejny z półki obok.


- Małżeństwo i wolność poniekąd się wykluczają. Pomyśl jeszcze raz.

- Więc... chcę, żebyś był na tyle wolny, na ile pozwala na to małżeństwo. Chcę wprowadzić w twoje życie poprawki, a nie kolejne trudności.

Severus spojrzał na nią nad ramieniem. Hermiona starała się spojrzeć mu w oczy, będąc świadomą, że jej są czerwone i podrażnione. Niespodziewanie wyraz jego twarzy złagodniał.

- Nigdy w to nie wątpiłem - odpowiedział.


~*~

- Jestem - powiedział Harry, wchodząc do gabinetu Mistrza Eliksirów, robiąc wystarczająco długą przerwę, by kolejne dwa słowa, które wypowie nabrały dość obraźliwego znaczenia. - Proszę pana.

Harry spojrzał na Hermionę, która siedziała obok Snape'a i trzymała zwój pergaminu, który najwidoczniej czytali wspólnie i skinął jej głową. Odwrócił się, gdy posłała mu powitalny uśmiech, a kątem oka zauważył, że zwiesza z dezaprobatą głowę, jakby to on był winien rozpadu ich przyjaźni, a nie ona. Wtedy jej wzrok znów powędrował do tłustowłosego dupka, którego poślubiła, a jej twarz znowu rozświetlił uśmiech, jakby podobało jej się to, co widziała. Robiła tak wielokrotnie podczas obiadu i kolacji dzisiejszego dnia. Harry'ego przyprawiało to o dreszcze.

- Siadaj, Potter i zetrzyj ze swojej twarzy ten uparty wyraz - odezwał się Snape. - Wierzę, że teraz w końcu masz pojęcie, jak ważna jest nauka Oklumencji i nie zmarnujesz mojego czasu po raz kolejny. Co pamiętasz z poprzednich lekcji?

Harry usiadł i zacisnął pięści na kolanach. Rzucił Hermionie oskarżycielskie spojrzenie, a ta jedynie wzruszyła ramionami przepraszająco.

- Oklumencja to sposób, w który możemy ochronić nasz umysł przed złymi czarodziejami, którzy chcą się do niego dostać, profesorze.

- Niezbyt obszernie się wypowiedziałeś, ale najgorzej nie było. Jestem zaskoczony, że opisałeś dyrektora Dumbledore'a jako złego czarodzieja. Musisz wiedzieć, Potter, że on jest znakomitym Mistrzem Legilimencji. Ty również możesz mieć jakieś uzdolnienia w tym kierunku - powiedział Snape.

Harry spojrzał na nauczyciela spod przymrużonych powiek.

- Powiedziałeś mi, że jestem słaby. Powiedziałeś, że jestem łatwą zdobyczą. 

- I tak pozostanie, dopóki nie przyłożysz się do nauki. To nie powinno być najtrudniejsze. Na czwartym roku wyswobodziłeś się spod Imperiusa; najwidoczniej musisz umieć rozpoznać i wyrzucić z głowy intruza, skoro udało ci się przełamać ten urok. Jeden raz dostałeś się do mojej głowy, używając Protego. Dlaczego nigdy więcej tego nie spróbowałeś?

Harry zamrugał ze zdziwieniem. Nigdy nie brał tego pod uwagę. Gdy niedługo po wspomnianym wydarzeniu znów używał Oklumencji, pierwszy raz miał widzenie drzwi Departamentu Tajemnic, jednak wizję przerwał mu krzyk zwalnianej Trelawney. Gdy pobiegł do Wielkiej Sali, zobaczył starcie dyrektora z Umbridge. Kto po czymś takim pomyślałby jeszcze o Oklumencji? 

Snape skrzywił się.

- Jakkolwiek dużą przyjemność sprawia mi widok twojej pustej ekspresji i otwartych ze zdziwienia ust, Potter, to jednak moglibyśmy już zacząć. Przypuszczam, że nie powinienem mieć dużej nadziei na to, że wziąłeś sobie do serca mojej rady, żebyś oczyszczał umysł przed snem i nie zastosowałeś jej?

Harry także się skrzywił. Nie przegapił pełnego wyrzutu spojrzenia Hermiony, skierowanego do starego nietoperza, jednak czego ona oczekiwała? Założę się, że Snape co noc bierze ją do łóżka i dlatego Herm nie ma mdłości, gdy on podchodzi blisko niej - pomyślał złośliwie.

- Nie jestem całkowicie głupi! Oczywiście, że to robiłem. Od kiedy... od kiedy ktoś postanowił mi wytłumaczyć, co to daje - kontynuował niezręcznie. Spodziewał się kpiny na temat niego i Syriusza, ale ta nie nadeszła.

- Bardzo dobrze. Więc zaczniemy od sprawdzenia, czy przez ostatnie półtora roku zrobiłeś jakieś postępy. Wstań, Potter.

- Severusie, czy stanie jest konieczne? - zapytała Hermiona. 

Harry czekał na sarkastyczną odzywkę, ale głos Snape'a był tylko lekko zirytowany, gdy odpowiedział.

- Muszę patrzeć w jego oczy. Jeśli będzie stał, będzie mi łatwiej.

- Ale moglibyście oboje usiąść, prawda? Wtedy Harry byłby mniej narażony na ewentualne urazy, jeśli by upadł.

To było niespodziewane, że Hermiona kłóciła się z nauczycielem. Cóż, teraz sama była nauczycielem.

- Na piątym roku przetrwał trzy miesiące lekcji bez poważniejszych obrażeń. Jeśli ty chcesz, to proszę - usiądź.

- Ale...

- Nie, Hermiono. On będzie stał. Myślisz, że Czarny Pan zaproponuje mu miejsce siedzące?

- Nigdy dotąd jeszcze tego nie robił - mruknął Harry, zmieniając wyraz twarzy.

- Skoro jesteś gotowy, Potter... Raz, dwa, trzy. Legilimens.

Szary obłok wysnuł się z różdżki Harry'ego, a Lupin na to patrzył... 
Ciocia Petunia mieszała coś w zlewie...
Jęcząca Marta płynęła przed nim, chichocząc, gdy jego oddech zmienił się w bańkę...
Harry siedział na dachu swojej podstawówki...
Ron obmył resztką herbaty fusy i wlał je do ust...
Ginny w bibliotece...
Nie! Nie Ginny! Wyjdź!

Zacisnął oczy, a gdy ponownie je otworzył, był już w obskurnym gabinecie Mistrza Eliksirów i patrzył prosto na dobrze znany, duży, haczykowaty nos.

- Lepiej - przyznał kwaśno Snape. - Wyrzuciłeś mnie dopiero pod koniec, pozwoliłeś mi zajść zbyt daleko. Następnym razem postaraj się wyrzucić mnie na samym wstępie. Hermiono, co zauważyłaś podczas naszej pierwszej próby?

Harry spojrzał na dziewczynę, potem na jej męża i znów na nią. Wiedział, że Snape próbował go upokorzyć tym, że to jego przyjaciółka będzie go krytykować. Zastanawiał się, czy Hermiona znała plany swojego męża. Założę się, że następnym razem przywlecze tu tego cholernego Malfoya - pomyślał.

- Harry zdawał się nie móc odwrócić wzroku - zaczęła Hermiona. - Zauważyłam drganie mięśni jego oczu, jakby próbował nimi ruszyć, ale nie mógł. Ale zaraz przed tym, gdy cię wyrzucił,... Nie umiem tego wytłumaczyć, ale jego twarz... jakby się zmieniła. 

Snape przejechał palcem wskazującym po wargach. Harry'emu zrobiło się niedobrze, gdy zauważył, jak ochoczo Hermiona wodzi za nim wzrokiem.

- Rzeczywiście. W większości przypadków kontakt wzrokowy jest kluczem praktyki Legilimencji, więc uważaj, gdy patrzysz wrogowi lub wątpliwemu sprzymierzeńcowi w oczy. Unikanie kontaktu wzrokowego nie zawsze jest możliwe. Przejdźmy do kolejnego kroku. Pamiętajcie - wasze myśli są atakowane. Zanim mnie wyrzucicie, zobaczycie wszystko to, co ja wybiorę do oglądania. Dla was będzie to wyglądać, jakbyście zatracali się we wspomnieniach. Musicie mnie wypchnąć ze swojej głowy w każdy możliwy sposób: jeśli nie siłą umysłu, to różdżką lub fizycznie. Jesteś gotowa, Hermiono? Będziesz stać czy siedzieć?

Hermiona zacisnęła rękę na różdżce i stanęła naprzeciw męża. 

- Czarny Pan raczej nie zaoferuje mi miejsca siedzącego, prawda? - odpowiedziała półżartem.

- Raczej nie pozwoliłby ci się zbliżyć na tyle. by mógł użyć na tobie Legilimencji, jeśli tylko nie będziesz działać z mniejszą niż dotychczas dyskrecją. Dobrze... Raz, dwa, trzy. Legilimens.


Ręka Harry'ego zacisnęła się na różdżce, gdy zobaczył Hermionę patrzącą w oczy tego dupka. To było dziwne - widzieć, jak zaklęcie jest rzucane na kogoś innego. Powieki Hermiony także trzepotały jak skrzydła ptaka. Zaczynała blednąć, wyglądała na przestraszoną. Spojrzał na Snape'a akurat w momencie, gdy więź została zerwana, co przejawiło się błyskiem złości w oczach profesora i zaciśnięciem przez niego ust.

- Więc to byłaś ty - powiedział powoli. - Byłaś częścią tego haniebnego planu.

- Hermiono? - wyszeptał Harry. Hermiona posłała mu przepraszające i zawstydzone spojrzenie. Z ruchu jej ust wyczytał: ELIKSIR WIELOSOKOWY.

Harry głośno wciągnął powietrze. Zastanawiał się, czy Snape widział Hermionę warzącą eliksir w łazience Jęczącej Marty czy gorzej - wykradającą ingrediencje z jego magazynku.

- Nie obwiniaj Harry'ego, Severusie. Kradzież była moim pomysłem - jęknęła, wyciągając drżącą dłoń w stronę mężczyzny, ale to tylko wzmogło niebezpieczne błyski w jego oczach.

- Wiedziałem o twojej kradzieży, od kiedy wylądowałaś z kocim ogonem w skrzydle szpitalnym - zauważył lekceważąco. - Tym, czego nie wiedziałem, przed tym, jak spojrzałaś na Pottera, gdy wróciłaś na lekcje, był fakt, kiedy to się stało i jak. Czyim pomysłem było wrzucenie petardy do klasy?

Hermiona dwa razy zwilżyła usta, dziko błądząc oczami między mężczyznami. Harry otworzył usta, żeby wziąć winę na siebie, ale przyjaciółka go uprzedziła. 

- Poprosiłam chłopców, by odwrócili twoją uwagę. Ja ponoszę za to odpowiedzialność.

- Spodziewałem się po tobie czegoś lepszego, Hermiono. To było bardzo niebezpieczne - wysyczał.

Harry nie mógł uwierzyć własnym uszom. To wszystko? Żadnych wybuchów złości, krzyków i gróźb zemsty?

- Przepraszam. - Dziewczyna zamrugała kilkakrotnie i utkwiła wzrok w kamiennej podłodze. - Próbowaliśmy znaleźć dziedzica Slytherina, zanim ktokolwiek zginie - broniła się.

- I prawie zabiłaś połowę swoich kolegów z klasy! Powiedz mi, Hermiono, jak szybko złamie ci się kark, gdy głowa zacznie ci nagle rosnąć z zadziwiającą szybkością? Jak szybko się udławisz, jeśli gardło stanie się zbyt wąskie, by móc przełknąć antidotum?

- Um... ja nigdy...

- Nigdy o tym nie pomyślałaś? Więc pomyśl teraz. Oboje pomyślcie! - dodał, odwracając się do Harry'ego. - Co, gdybyś nie trafił do kociołka? Wiesz, co dzieje się z osobą stojącą obok petardy, która ląduje w ogniu?

Harry poczuł się źle.

- Rozrywa ją na kawałki, profesorze - wymamrotał.

- Dokładnie. Rozrywa. Albo podpala ubrania. Gdyby coś stało się w rękę Goyla, nie obeszłoby cię to, prawda? Wydawałeś się być nawet rozbawiony - dodał uszczypliwie. - Nigdy więcej nie róbcie takich rzeczy.

Harry nie wierzył, że Snape na tym odpuszcza.

- Groził pan, że jeśli znajdzie winowajcę, to postarałby się o wyrzucenie go ze szkoły.

- Jeśli wciąż nie jesteś świadomy, że wasza dwójka i pan Weasley jesteście ostatnimi osobami, na których wydalenie ze szkoły pozwoliłby dyrektor Dumbledore, to musisz być znacznie głupszy, niż myślałem. 

- Czy to w ogóle możliwe? - wymsknęło się Harry'emu, zanim zdążył się powstrzymać.

- Prawdopodobnie nie, Potter. Prawdopodobnie nie.

Rozdział 12. Możecie wejść

- Możecie wejść - usłyszeli głos profesora Snape'a.

Neville odwrócił się do Ginny i spojrzał na nią oskarżycielsko. Co prawda, nie bał się człowieka, którego przed chwilą usłyszeli, ale nie znaczyło to wcale, że chciałby pić z nim przyjacielską herbatkę.

- Czy ty czasem nie mówiłaś, że go tu nie będzie, gdy przyjdziemy?

Ginny spuściła głowę i potrząsnęła nią.

- Bo tak myślałam. Wiesz, może on chce pokazać Hermionie, że potrafi być miły. - Dziewczyna niespodziewanie uśmiechnęła się. - Chciałabym to zobaczyć, a ty?

- Tak bardzo jak śpiewającą Mantykorę - mruknął. Każdy wiedział, że Mantykory robią to tylko wtedy, gdy pożerają swoją zdobycz. - A Snape wydaje dźwięki podobne do śpiewającej Mantykory, jeśli pytasz mnie o zdanie.

Drzwi przed nimi otworzyły się, zanim Ginny zdążyła odpowiedzieć.

- Czy do waszych licznych nieumiejętności zaliczacie także głuchotę, panno Weasley, panie Longbottom? - odezwał się Snape, stając w drzwiach. - Pozwoliłem wam wejść.

- I to by było na tyle z bycia miłym - mruknęła pod nosem Ginny, kryjąc uśmieszek. - Mam nadzieję, że jesteśmy na czas? - zapytała głośniej.

- Jesteście punktualnie. - Snape cofnął się wgłąb pokoju, by umożliwić im wejście, a potem odwrócił się do żony i powiedział: - Dokończymy po kolacji. Twoi przyjaciele przyszli cię odwiedzić.

Wyszedł, nie czekając na odpowiedź. Hermiona odprowadziła go wzrokiem.

- Czy to on zaaranżował waszą wizytę? To takie słodkie z jego strony! - powiedziała po chwili, gdy przypomniała sobie o obecności przyjaciół. Neville zachłysnął się powietrzem.

- Chciałabym zobaczyć, jak mu mówisz, że zrobił coś słodkiego! - wydusiła z siebie Ginny, z trudem dławiąc śmiech.

Hermiona potrząsnęła głową.

- Jak mu się odwdzięczycie? Severus może być tak złośliwy, że posłałby was na szlaban na przykład z Filchem. Jesteście pewni, że nasze spotkanie jest tego warte?

Hermiona podsunęła Neville'owi krzesło swojego męża, a Ginny posadziła bliżej siebie.

- Jeżeli masz się przez to z nim kłócić, to nie. Ale teraz to jest nieważne. Opowiadaj o swoim małżeńskim życiu. Wyglądasz na bardzo zmęczoną.

Hermiona ziewnęła.

- Bo trochę jestem. Dam wam radę: nigdy nie miejcie nawet najmniejszego zamiaru zostać nauczycielem. Nie macie pojęcia, jak ciężka jest to praca. Mój plan lekcji był zawsze dość przeładowany, ale godziny spędzone na nauczaniu to nawet nie połowa czasu, który muszę poświęcać - wyznała, układając pergaminy w rogu swojego biurka. - Severus pracuje nawet ciężej ode mnie. Codziennie rano wstaje przed piątą, żeby zacząć warzenie eliksirów i nigdy nie kładzie się spać przed północą. - Hermiona rozejrzała się dookoła i uśmiechnęła niepewnie. - Harry i Ron nie chcieli przyjść czy nie zostali zaproszeni?

Ginny i Neville wymienili spojrzenia.

- Może przyjdą później - odpowiedział chłopak. - Gdy wychodziliśmy, pracowali nad esejami z Transmutacji.

- Jasne... - westchnęła Hermiona i dodała nieco zmienionym głosem: - Podwieczorek dla trzech osób proszę.

Natychmiast na jej biurku znalazły się talerze z plackiem, rogaliki i paluchy, dzbanek herbaty i jeszcze jeden dzbanek z sokiem dyniowym. Trzy filiżanki i trzy talerzyki pojawiły się później. Dziewczyna skrzywiła się lekko.

- Wciąż źle się czuję, gdy wykorzystuję skrzaty domowe - wyjaśniła. - Ale naprawdę nie mam czasu na wiele czynności, a one chętnie pomagają.

Hermiona wskazała ręką na poczęstunek, zachęcając gości do degustacji.

- Koniec ze wszą? - zapytał Neville, podnosząc rogalika i smarując go porzeczkowym dżemem.

- To nie wesz, tylko W.E.S.Z.! - Hermiona odpowiedziała z tęgą miną, a po chwili westchnęła i dodała. - Nie, nie na zawsze. Minerwa przekonała Griggy, żeby ze mną rozmawiała. Jest najstarszą skrzatką w zamku i czasami wpędza mnie w niemałe zakłopotanie. Wiedziałeś, że skrzaty bały się sprzątać w wieży Gryffindoru po tym, jak zostawiałam im czapeczki i to Zgredek musiał brać całą pracę na siebie? Musiałam obiecać, że nie będę ich obdarowywać, dopóki nie będę miała żadnego z nich za współpracownika.

Jej policzki oblały się szkarłatem, gdy sobie o tym przypomniała. Była miło przyjęta do grona nauczycieli przez większość z nich - poza Sybillą, która przewidywała szczególnie makabryczne proroctwa i, co zaskakujące, Vereną Vector, która była postrzegana za raczej miłą - ale nie spodziewała się, aby którykolwiek z jej nowych kolegów zgadzał się z jej poglądem o uwolnieniu skrzatów. Severus nie komentował tego tematu, ale Hermiona podejrzewała, że on po prostu zachowywał treściwe komentarze na lepsze okazje.

- Wszyscy ci to mówiliśmy - zauważyła Ginny, mówiąc z buzią pełną ciasta. - Skrzaty domowe lubią swoją pracę. Do niej się urodziły.

- Fakt, że urodziły się w niewoli nie oznacza, że tak musi być! - stwierdziła Granger, nalewając sobie słodkiej herbaty z mlekiem.

- Ale może zmuszanie ich do samodzielności, podczas gdy one tego nie chcą i nie są na to gotowe, też nie jest dobrym postępowaniem - wtrącił Neville. - To tak, jakby zmuszać pisklę, by wyleciało z gniazda, gdy nie ma na to jeszcze wystarczająco dużo sił. Pisklak spadłby i zginął na miejscu. - Jego okrągła, wesoła twarz nagle przybrała poważniejszy wyraz. - To dlatego byłem taki słaby na lekcjach Snape'a. Bałem się być magiczny. Babcia i reszta rodziny zmuszała mnie, żebym był taki jak ojciec, poszedł w jego ślady. Tyle, że jedynym, co wiedziałem o tacie było to, że ostatecznie razem z mamą wylądowali w Mungu. Ja tego nie chcę.

- Ale to Severusa się bałeś. Na trzecim roku był twoim boginem, pamiętasz? - wytknęła Hermiona.

- To było głupie, prawda? - powiedział Neville, przypominając sobie jeden nieuważny moment jego dzieciństwa. - Mój wujek Algie, ten sam, który dał mi ropuchę, zwykle zrzucał mnie z mostu, żeby zmusić mnie do użycia magii. Profesor Snape nigdy nie podniósłby na mnie ręki i wątpię, by kiedykolwiek to zrobił.

- Groził ci, że otruje Teodorę - przypomniała Hermiona, nerwowo gniotąc rogalika w dłoni. Ginny odkroiła kolejny kawałek ciasta, obserwując swoimi jasnymi oczami okruchy spadające na talerz jej przyjaciółki.

- Tak, jak mówiłem - to było zmuszenie mnie do rzeczy, do której nie byłem gotowy. Patrząc na tamto zdarzenie z perspektywy czasu zakładam, że Snape miał pod ręką jakieś antidotum. W końcu przywrócił Teodorze normalne rozmiary dość szybko, nie? - uśmiechnął się ciepło do Hermiony. - Jeszcze nie zdążyłem ci podziękować.

- Za co?

- Myślałem, że nie mam już szans na kontynuację Eliksirów do OWTMów. Zbyt późno odkryłem, że jednak chciałbym zdawać ten przedmiot i nie nadrobiłbym pewnie całego materiału.

Hermiona skinęła głową. Wiedziała o tym.

- Musiałabyś widzieć, jak bardzo zdziwiony byłem, gdy Snape podszedł do mnie w poniedziałek i zaproponował jeszcze jedną szansę. Oczywiście przez cały rok będę musiał pracować z Malfoy'em, ale to jest odpowiednia cena. Teraz, gdy jesteś nauczycielką, Malfoy jest najlepszy w klasie.

- Severus dał ci drugą szansę? Pozwolił ci wrócić na lekcje? - zdziwiła się Hermiona.

- Tak. Ty go o to nie prosiłaś? Byłem prawie pewien, że ty za tym stoisz.

Przecież to nie tak, że proszę cię o możliwość powrotu Neville'a na twoje lekcje lub o to, byś przyznał punkty Gryffindorowi.

- Chyba jednak byłam to ja. Szczerze mówiąc, Severus nie przyznał, że ma zamiar dać ci szansę. Nawet nie przypuszczałam, że to zrobi. 

Powinna czuć się szczęśliwa, ale poczuła lodowate ukłucie w okolicy serca. Takie zachowanie nie było do niego podobne. Tak bardzo narzekał, że musiał mieć lekcje Oklumencji z Harrym, a Neville'a przyjął na Eliksiry ot tak? Małżeństwo - czy nawet sama wdzięczność za nie - nie powinno tak zmienić jej męża. Severus musiał mieć jakiś powód i cokolwiek to było, miała pewność, że nie była to taka przyczyna, jakiej by oczekiwała.

Głośne pukanie do drzwi wyrwało ją z wiru myśli.

- Proszę - powiedziała, a zza drzwi wyłoniły się dwie zawstydzone twarze - twarze Rona i Harry'ego.

- Och, jednak przyszliście! - wykrzyknęła z wielkim uśmiechem.

- No ba, że tak - powiedział Ron, spuszczając oczy z poczuciem winy. Ona go nie odwiedzała. Ale on i Harry do niej przyszli. To i tak dużo, prawda? Może nie do końca wybaczyli jej ślub ze Snape'em, ale teraz powinno już być tylko lepiej.


~*~

To nie było w porządku. Nie mogła tak tego zostawić. Odłożyła pióro. Eseje trzecioklasistów z Zaklęć mogą zaczekać. Odwróciła się do swojego męża, który także sprawdzał prace uczniów, choć ze znacznie większą wydajnością. Sprawdzał pięć esejów w czasie, w jakim ona zaledwie jeden. Miała nadzieję, że po kilku tygodniach nabierze wprawy, ale w tej chwili nie było to ważne.

- Severusie!

- Hm? - mruknął  i uśmiechnął się wrednie, gdy skreślił cały tekst pracy ucznia.

- Severusie, Neville powiedział mi dziś coś, co bardzo mnie zadziwiło.

Mężczyzna spojrzał na nią z ukosa.

- Nic, co zrobiłby ten chłopak, nie byłoby w stanie mnie zadziwić - odpowiedział kwaśno.

Próbował wcisnąć jej kit. Jej serce zamarło.

- To nie on coś zrobił, ale ty! - spauzowała, ale Severus wciąż tylko pochylał się nad tym samym esejem i niewątpliwie pisał na nim złośliwy komentarz dotyczący pojemności mózgu autora. - Powiedział mi, że przyjąłeś go z powrotem na lekcje.

- I? - Odłożył pracę, którą właśnie ocenił i zabrał się za kolejną.

- Przyjąłeś go... Dlaczego? - powiedziała i spojrzała w dół na stos pergaminów na jej biurku, a później znów na swojego męża. On jednak nie zaszczycił jej swoim spojrzeniem. - Dlatego, że cię o to prosiłam?

- Jeżeli mnie pamięć nie myli, to nie prosiłaś mnie o to.

Przygryzła wargę.

- Bezpośrednio nie. Ale poruszyłam ten temat. A ty następnego dnia dałeś mu drugą szansę. Nie uwierzę, że to zbieg okoliczności. Mam rację, prawda?

Jego ręka znieruchomiała.

- Tak.

- Więc dlaczego?

- Jestem pewien, że umiesz sama sobie na to pytanie odpowiedzieć.

- Proszę cię, nie bądź względem mnie taki sarkastyczny. Chcę wiedzieć.

- Oczywiście. A ja muszę spełnić wszystkie twoje zachcianki? - prychnął.

Zawsze mówię to, co mam na myśli, chyba że pewne względy na to nie pozwalają. To jego słowa. Czy to był jeden z takich momentów? Przełknęła ślinę i spojrzała na męża, a w jej umyśle zrodziło się okropne i szalone podejrzenie.

- Tak, musisz. Czyż nie? - Nie żartowała. Przyłożyła pięść do ust i zacisnęła powieki. - Och, co ja zrobiłam?

- O czym ty mówisz?

Nie sprawdzał już prac. Oczy Hermiony, które piekły od zbierających się łez, napotkały mętne spojrzenie Severusa.

- Myślałam, że mam cię chronić, a nie niewolić! - załkała. Od pierwszej klasy wiedziała, że Severus poważnie traktuje dług życia, ale w ostatnim czasie nawet o tym nie pomyślała. Jak mogła być tak głupia?

- Wiesz, te dwie czynności niekoniecznie się wykluczają - zaznaczył łagodnie.

- Więc to prawda! O cokolwiek poproszę, jakąkolwiek głupotę wymyślę - ty to zrobisz. Co do joty. Nawet dałbyś Gryffindorowi punty, gdybym o tym wspomniała!

- Lepiej by było, gdybym tego nie robił? Powinienem czuć się zadowolony, mogąc wyświadczyć ci przysługę.

Poczuła się źle.

- Oczywiście, że wolałabym, żebyś tego nie robił. Nie, jeśli robisz to tylko z poczucia obowiązku. Nie potrzebuję tego. Nie chcę tego!

Wzruszył ramionami.

- Może powinnaś szybciej myśleć o konsekwencjach swoich działań? - zapytał.

- Może powinieneś mi powiedzieć, jakie one będą? - odpowiedziała, chowając twarz w dłoniach.

- Czy to zmieniłoby twoje zdanie? Nie. Więc nie powinnaś mnie winić za to, że nie zwróciłem twojej uwagi na fakt, że nie chcę, abyś o tym wiedziała. - Podniósł kolejny esej. - Powinnaś wrócić do pracy, chyba że chcesz stracić całą noc. A może poprosisz mnie, żebym zrobił to za ciebie?

Drgnęła, słysząc pogardliwy ton. Nigdy nie chciała nikogo niewolić; ani skrzatów, ani tym bardziej Severusa. Teraz jednak niewoliła ich wszystkich.

Rozdział 11. Pierwsza zasada szantażu

Nie zważając na czujne oczy i uszy nastawione na nią, Hermiona upuściła łyżkę z płatkami owsianymi i spojrzała na artykuł. Gdyby mogła wzrokiem wzniecać pożary, gazeta już stałaby w płomieniach.

- Zabiję ją! - wymamrotała. - Transmutuję w talerz i zbiję!

Jej mąż spojrzał na nią znad swojego śniadania i wyrwał gazetę z rąk.

- Na Salazara - powiedział, czytając z uniesionymi brwiami. Po chwili oddał Proroka Hermionie, a jej ręce zacisnęły się na gazecie. Pomona Sprout, która przeczytała artykuł nad ramieniem Severusa, odwróciła się teraz do reszty nauczycieli i przekazała im świeże informacje. - Co zrobiłaś Ricie, że tak ją rozzłościłaś?

Hermiona nie miała najmniejszego zamiaru ukrywać, że to ona, a nie Severus, jest przyczyną tej publikacji. Jej ostrzegawcze spojrzenie nie zdołało zmazać tego wrednego uśmieszka z ust jej męża, więc pochyliła się ku niemu i wysyczała do ucha.

- Jest nierejestrowanym animagiem. Złapałam ją latem, po czwartym roku, gdy była przemieniona w żuka i zamknęłam w słoiku, żeby dać jej nauczkę. 

Severus zacisnął usta i rzucił Muffliato, zanim się odezwał. Zarumieniła się na nieme upomnienie, że szept nie jest wystarczającą ochroną przed podsłuchiwaniem.

- Właśnie widzę. Wybrałaś opcję, by skonfrontować się z nią i utrzeć jej nosa swoim zwycięstwem. Tak bardzo w stylu Gryfonki. Pewnie uważałaś się za niezwykle mądrą.

Skrzywiła się.

- Szkoda, że nigdy nie uczyłaś się przebiegłości od Ślizgonów - ciągnął Severus. - Pierwsza zasada szantażu brzmi: Nigdy nie sprawiaj, by część zarzutów przeszła na ciebie. Nie mam wątpliwości, że Rita zdała sobie sprawę, że teraz nie możesz jej wydać bez stawienia czoła oskarżeniom, że pomagałaś jej i kryłaś ją przez ostatnie dwa lata. Byłoby bezpieczniej, gdybyś wtedy powiedziała o tym chociaż Albusowi, jeśli nawet nie samemu Ministrowi.

- Teraz to wiem - mruknęła. - Ale wtedy myślałam, że może być później użyteczna. I była. Zmusiłam ją do napisania artykułu do Żonglera o powrocie Voldemorta.

Snape przemyślał, co powiedziała mu żona, w trakcie jedzenia drugiego tosta z dżemem. Hermiona wygładziła wtedy pomiętą gazetę ciężkimi, nerwowymi ruchami.

- Nie jestem pewien, czy było warto. Żongler jest tak niepoczytny i rzadko drukowany, że nie osiągnęłaś tym niczego poza tym, że wrogość, jaką do ciebie czuje, przerosła najprawdopodobniej nawet jej złą sławę. Niestety, zemsta rzadko idzie w parze ze strategią, jakiej oczekujesz. Jeśli twoim celem było zapewnienie sobie możliwości współpracy z Ritą w przyszłości, nie powinnaś jej nastawiać wrogo do siebie. Boję się, że postawiłaś przed nami złego wroga.

Hermiona spojrzała na męża, zapominając o gazecie.

- Przed NAMI?

Severus spojrzał na nią, jak na idiotkę. Hermiona nie była jednak pewna, czy spojrzenie miało być naganą czy ostrzeżeniem, że siedzą w tym razem.

- Przypuszczam, że powiedziałaś przyjaciołom o Ricie. Mam jedynie nadzieję, że odpowiednio postarałaś się, by nikt was nie podsłuchiwał.

Przygryzła wargę.

- Byliśmy w pociągu, w drodze do domu - przyznała, czerwieniąc się i spuszczając głowę. - Nie wydaje mi się, byśmy mogli zostać podsłuchani.

Severus uniósł brew.

- Co się stało, to się nie odstanie. Mogę tylko mieć nadzieję, że wyciągniesz z tego wydarzenia jakąś lekcję - powiedział, potrząsając głową i powoli wypuszczając z siebie powietrze. - Nie polecałbym ci jej teraz wydawać. Wie, że to byłaś ty i będzie chciała zrobić ci na złość, a przede wszystkim zaszkodzić. Jednak nie wszystko jest jeszcze stracone. Czy Rita może udowodnić, że to byłaś ty? Chyba nie trzymałaś jej w pomieszczeniu, które mogłaby łatwo zidentyfikować, prawda? Albo gdziekolwiek indziej, gdzie mogłaby zobaczyć ciebie lub kogokolwiek innego z wyróżniającymi się cechami?

Hermiona wzdrygnęła się na samą myśl o tym.

- Nie jestem aż tak głupia! - zaprotestowała. - Na pewno nie na tyle głupia, żeby robić reporterce striptiz, żeby zobaczyła jakieś znaki szczególne! - powiedziała i spojrzała na męża, który wykrzywił usta z przekąsem. Oblała się rumieńcem i dodała pośpiesznie: - Ani nikomu innemu.

On także się zarumienił. Sięgnął do koszyka z tostami i wziął kolejną kromkę. 

- No ja myślę - odpowiedział w końcu.

Hermiona spojrzała na jego dłonie. Miały takie długie, zgrabne palce. Spod skóry było dokładnie widać niebieskie żyły. Teraz jedna z tych dłoni trzymała zgrabnie nóż, którym Severus smarował tosta cienką warstwą masła i nałożył truskawkowy dżem. Przypomniała sobie szorstkość tych rąk, gdy ją dotykał. De facto stało się to tylko raz, podczas ślubu, gdy musiał ją pocałować. Hermiona złączyła swoje drobne dłonie i położyła na kolanach. Najwidoczniej ich rozmowa dobiegła końca.

Przyjście Filiusa zwróciła jej uwagę. Rozmawiał z kimś przy stole Ślizgonów, a później podszedł do niej i pokazał małe, aczkolwiek wykwintne, srebrne, emaliowane pudełko.

- Prezent ślubny od młodego pana Malfoya. Pomyślał, że wolałabyś, gdybym to najpierw sprawdził. To było proste, nie tak jak to było z Błyskawicą pana Pottera na waszym trzecim roku. Przejrzałem to wczoraj i zdaje się być wolne od wszelkich klątw i przekleństw. Chciałem to oddać panu Malfoyowi, żeby sam wam to przekazał, ale stwierdził, że będzie lepiej, jeśli ja to zrobię.

- Dziękuję. - Hermiona odebrała od kolegi paczuszkę i zachwyciła się jej wzorem. Czerwone róże i zielone liście - po prostu śliczne. Spojrzała na stół Slytherinu, gdzie Draco patrzył na nią z uśmiechem wymalowanym na twarzy i podniósł dłoń, by jej pomachać. Odwróciła się z powrotem do Filiusa. - Nie wiem, jak znalazłeś czas, żeby tak szybko się tym zająć.

Nigdy nie zwracała uwagi na plan lekcji nauczycieli, dopóki sama nie dołączyła do ich grona. Plany były horrendalnie przepełnione. Prawie pięćdziesiąt godzin lekcji w klasie plus sprawdzanie wypracowań, nadzór szlabanów, patrolowanie korytarzy i w przypadku niektórych - obowiązki Głowy Domu. Filius uśmiechnął się i wyjaśnił:

- Nie miałem jeszcze żadnych wypracowań do ocenienia, więc to nie był żaden problem - powiedział i udał się na swoje miejsce.

Nie mogła już dłużej zwlekać. Czuła na sobie wyczekujące spojrzenia Dracona i Severusa. Jęknęła, gdy otworzyła paczuszkę. W środku leżała para podręcznych zegarków wysadzanych rubinami i szmaragdami, każdy ze srebrnym łańcuszkiem. Takie mniejsze wersje zegara z kuchni pani Weasley - zamiast liczb miały słowa: klasa, dom, patrol, podróż, niebezpieczeństwo, śmiertelne zagrożenie. Spojrzała promiennie na męża.

- Są dokładnie takie, o jakich marzyłam. Skąd wiedział?

Dwie noce temu tak bardzo pragnęła jakiegoś sposobu, by dowiedzieć się, że Severus jest bezpieczny gdzieś w szkole i teraz go miała. Nie mogła zapomnieć o tym, że przepowiednia mówiła może, a nie na pewno, a ich związek opierał się na nadziei, nie obietnicach,

- Myślę, że zgadł. Wie o mnie trochę więcej niż przeciętny uczeń. 

Wyciągnął z pudełka zegarek wysadzany szmaragdami i włożył do kieszeni.

- Bardzo wygodny prezent. To musisz mi przyznać.

- Muszę, oczywiście. - Podniosła wzrok, by znaleźć Dracona i zauważyła, że wstał i własnie idzie w jej stronę. Zgryzła wargi, gdy to spostrzegła. Chłopak był wyprostowany, na jego twarzy nie było już śladu uśmiechu. Hermiona nie mogła nie przypomnieć sobie nienawiści, jaką Draco ją darzył.

- Matko chrzestna, ojcze chrzestny, mam nadzieję, że przyjmiecie te drobne upominki - powiedział grzecznie. Znowu ją tytułował, choć naprawdę jeszcze na to nie zasłużyła. Jednak mówiąc do niej, nie patrzył jej w oczy, lecz na dłonie. - Proszę, wybaczcie to opóźnienie. Czas od zawiadomienia o ślubie do samej ceremonii był zbyt krótki, by znaleźć wcześniej odpowiedni prezent.

- Wspaniale wybrałeś, Draco. Nie mogłeś lepiej trafić.

Wciąż się nie uśmiechał.

- Możesz dodać do zegarka dodatkową osobę, jeśli chcesz. Na razie oba są ustawione tylko na waszą dwójkę, ale zmiana nie jest trudna. Profesor Flitwick może ci pomóc. - Chłopak ukłonił się, odwrócił i odszedł, nie patrząc nawet na swojego ojca chrzestnego. Odwróciła wzrok od maszerującego nieustępliwie Malfoya i spojrzała na męża, który zmarszczył brwi.

- Jest na ciebie zły - zdumiała się. - Dlaczego? Bo wziąłeś ze mną ślub?

Severus skrzywił się, wciąż patrząc na Dracona, który właśnie opuszczał Wielką Salę. 

- Jest rozgoryczony. Powody nie powinny cię interesować.

- Zawsze mnie nienawidził - powiedziała. - Przypuszczam, że jest na ciebie zły, bo poślubiłeś mugolaczkę.

- Może za poślubienie osoby, która przyczyniła się do umieszczenia jego ukochanego rodzica w Azkabanie? Czyż to nie byłby wystarczający powód?

Jej dłonie zacisnęły się na pudełku, gdzie leżał samotnie jeden ze srebrnych zegarków.

- To nie moja wina, że jego ojciec to kryminalista!

- Żaden z powodów jego rozżalenia nie jest twoją winą. - Severus wyciągnął zegarek i spojrzał na niego, zaciskając usta. - Znam Dracona od kiedy się urodził. Będzie traktował cię z całkowitym szacunkiem, bo jesteś moją żoną i będzie chronił ciebie zamiast mnie, jeśli tego wymagać będzie sytuacja. To i tak o niebo więcej niż wiele osób mogłoby się spodziewać.

Oczy Hermiony zaszczypały, gdy wyczuła w głosie męża zimną nutę. Opuściła głowę.

- Rozumiem.

- Nie - powiedział. - Nie rozumiesz.

W tonie jego głosu wyczuła zdanie, którego nie wypowiedział. I nigdy nie zrozumiesz.

Rozdział 10. Zimna odraza

Profesor Snape stał pochylony nad próbkami Eliksiru Eterycznego, które zostały wykonane i oddane przez jego uczniów. Czekał, aż siódmioklasiści się spakują. Gdy pierwszy z nich otworzył drzwi, by wyjść, przemówił:

- Potter, na słówko.

Harry Potter zdjął torbę z ramienia i spojrzał na nauczyciela, który właśnie obrócił w palcach jedną z fiolek, spojrzał na nią po światło i potrząsnął nią z powątpiewaniem. Eliksir powinien mieć fioletową barwę i konsystencję gęstej śmietany. Ten wywar przypominał raczej powidła.

Między Harrym a Snape'em wciąż toczyła się wojna, podobnie jak w zeszłym roku. Harry zastanawiał się, czy odchrząknąć, by przykuć uwagę nauczyciela czy próbować opuścić klasę, podczas gdy tłustowłosy dupek odłożył fiolkę, wpisał krótką notatkę do dziennika i wziął w palce kolejną. Gdyby chłopak odezwał się jako pierwszy, musiałby odnotować to jako porażkę. Jednak z drugiej strony jakiejkolwiek odezwy zostałby przyjęty jako nieposłuszeństwo i ukarany wieczorowym szorowaniem kociołków. To też byłaby klęska.

Gdy wszyscy oprócz tej dwójki opuścili już klasę, Snape w końcu podniósł głowę, spojrzał na Harry'ego i zamknął klasę.

- W przyszłym tygodniu zaczynam uczyć moją żonę Oklumencji. Hermiona chce, żebyś do niej dołączył.

Harry zesztywniał. Miał nadzieję, że w swoim repertuarze miał śmiercionośne spojrzenie godne samego bazyliszka, ale tak nie było. Potrząsnął ponuro głową.

- Nie zapomniałem, jak skończyły się nasze ostatnie sesje - ciągnął Snape. - Ale jeśli nie zechcesz kontynuować lekcji, może to zaważyć na życiach każdego członka Zakonu, w tym na moim.

Usta Harry'ego wykrzywiły się w paskudnym uśmiechu. O tak.

- Chciałbyś tego, prawda, Potter? - wycedził Snape i spojrzał na swojego rozmówcę z zimną odrazą. - Nawet, jeśli przez to Hermiona i jej bezbronni rodzice byliby torturowani razem ze mną. Ilu przyjaciół chcesz jeszcze stracić?

Szmaragdowe oczy płonęły gniewem, gdy patrzyły na bladą twarz profesora. Harry wbił paznokcie w skórę, ale nie odezwał się. Znienawidzony głos znienawidzonego profesora kontynuował. 

- Weasley'ów? Lupina? Pannę Tonks?

- To, że Syriusz nie żyje... To twoja wina! - warknął Harry.

- Czy na pewno? Czy to ja nie ćwiczyłem? Czy to ja byłem tym nieposłusznym głupkiem, który wgłębiał się w swoje sny, chociaż miał się tego wystrzegać? Czy to ja rzuciłem się w pułapkę, bo nie uwierzyłem, że członkowie Zakonu się tym zajmą? Przez kogo zginęli pańscy przyjaciele. panie Potter? Który z nas jest za to odpowiedzialny?

Harry'emu drżały wargi, ale nie spuścił wzroku.

- Nigdy wcześniej nam nie pomogłeś - powiedział.

- Nigdy nie prosiłeś o pomoc. Ba, nawet jej nie chciałeś!

Harry pochylił się do przodu z zaciśniętymi pięściami i iskrami w oczach.

- To nieprawda! A co było na moim czwartym roku, gdy powiedziałem panu, że potrzebuję Dumbledore'a, a pan go nie wezwał? Później, gdy znaleźliśmy Croucha, był już martwy i transmutowany w kość.

Oczy Mistrza Eliksirów zwęziły się ze skupienia.

- O czym ty gadasz? Wiedziałem, że Dumbledore za chwilę wychodzi. I miałem zamiar oduczyć cię tego głupiego przywileju biegania ze wszystkim do dyrektora, Potter.

Harry skierował na profesora swój wzrok.

- Skąd mogłem to wiedzieć? Myślałem, że u Umbridge tylko grał pan głupie... - zacisnął usta i spiął ramiona. - Próbowałem powiedzieć o panu o Syriuszu w gabinecie Umbridge. Nie dał mi pan żadnego znaku, że wie, o co mi chodzi.

- Może twój mózg jest na tyle niezaradny, że tego nie zakodował? - zadrwił Snape.

Harry cofnął się pamięcią do tamtego wydarzenia. Według tego, co pamiętał, Snape powiedział mu, że wygaduje głupstwa i kazał Crabbe'owi nie trzymać Nevilla tak mocno, bo nie chce mu się wypełniać papierkowej roboty po uduszeniu Gryfona. Potem wyszedł z sali.

Chwila... Powiedział Ślizgonowi, żeby nie krzywdził Gryfona? Och...

- Pomyślę o tym - wymamrotał.

- Szacunek, Potter. Masz mnie tytułować - sir albo profesorze.

- Sir - wycedził Harry i podniósł z ziemi torbę.

- Zaczynamy w przyszłym tygodniu. Będziemy na ciebie czekać w moim gabinecie w poniedziałek o dwudziestej.

Snape przysunął do siebie fiolki i jedną z nich podniósł. Eliksir w niej miał kolor błota z pomarańczowymi przebłyskami.

- Okropny, oczywiście... - wymamrotał profesor z uśmieszkiem na ustach. - Zapomniałeś wyłączyć palnik po dodaniu golterii, Potter. Może powinienem załatwić ci korepetycje z Eliksirów? Miałbyś na nie czas, gdybyś zrezygnował z Quidditcha.

Harry zacisnął zęby, a w myślach uspokajał się, mówiąc sobie, że to tylko puste groźby. Po chwili opuścił klasę i zamknął za sobą cicho drzwi.

Potter kipiał ze złości przez resztę dnia i unikał nawet Rona. Gdy zbliżała się godzina ciszy nocnej, wsunął na siebie pelerynę niewidkę i przemierzał korytarze, aż upewnił się, że wszyscy śpią. Rano zszedł na śniadanie i dowiedział się, że nie był jedynym Gryfonem, z którym Snape odbył rozmowę.

- CO powiedział?

Neville pochylił głowę i rozdziabywał na talerzu jajko, gdy Harry'ego wzrok na nim spoczął.

- Powiedział, że mógłby pozwolić mi wrócić na jego lekcje, jeśli tylko spędzałbym cały tydzień na warzeniu eliksirów z szóstego roku z Malfoy'em i nie wysadził ani jednego kociołka. Później, gdy już byśmy z Malfoy'em skończyli, dwa razy w tygodniu Snape robiłby mi próby. Wiesz, jestem dobry w Zielarstwie, a w Eliksirach roślin jest dość dużo, więc to mi pewnie pomoże...

- On sobie z ciebie żartuje. Wiesz, że on nie przepuszcza na swoje lekcje nikogo, kto miał ocenę poniżej W na SUMach - powiedział Harry.

- To jest Snape, Harry, a nie bracia Rona. On nigdy nie żartuje. - Neville podniósł wzrok znad talerza. - Zapytał mnie, czy wciąż jest moim boginem. Odpowiedziałem, że nie, bo nie jest nawet w połowie tak straszny, jak Bellatrix. Powiedział, że chciałby zobaczyć, czy fakt, że stałem się pewniejszy siebie wpłynie na to, bym był mniej beznadziejny. - Przy ostatnim słowie Neville starał się jak mógł, by odwzorować szyderczy ton głosu profesora.

- Ale dlaczego? Przecież on nienawidzi cię prawie tak bardzo, jak mnie.

- To proste - wtrącił się Dean. - Założę się, że to dzięki Hermionie. Ron mówił, że Hermiona już rozstawia Snape'a po kątach. Podobno tak mu wczoraj powiedziała.

Harry pochylił głowę, a czoło i usta ściągnął w wyrazie niedowierzania. Snape nienawidził Hermiony od zawsze. Fakt, że wzięli ślub, nie oznaczał, że miał być dla niej milszy niż dotychczas. Gdzie w ogóle był Ron? Rozejrzał się po sali i zobaczył go, podrywającego Hannę Abbott.

Lavender roześmiała się srebrzystym, złośliwym śmiechem.

- Przecież ma to, czego potrzebuje Snape, nie? I założę się, że profesor nie znalazłby nigdzie chętniejszej partnerki.

- Przypuszczam, że durzyła się w nim od lat - dodała Parvati. - Zawsze była skryta, więc nawet nie mogliśmy tego podejrzewać.

- Zawsze było wiadomo, że zrobiłaby wszystko dla dobrych ocen - powiedziała Lavender. Dziewczyna wciąż nie zapomniała, że Hermiona nie pochwalała jej związku z Ronem w zeszłym roku i chowała o to do niej cichą urazę.

- Mam nadzieję, że Snape będzie w lepszym nastoju, gdy zaliczy Herm kilka razy... - zapowiedział Dean i dodał, gdy Harry odwrócił się do niego z podniesionymi pięściami. - Ej, Harry, nie atakuj. W końcu są małżeństwem, mogą robić, co chcą, nie?

Żołądek Harry'ego zwinął się w ciasny, twardy supeł. Nie chciał nawet myśleć o czymś takim. To nie było w porządku. Po prostu nie było. Hermiona i ten tłustowłosy, oślizgły, ohydny dupek... Wolał zmienić temat.

- Malfoy ci nie pomoże - zwrócił się do Neville'a. - Nienawidzi nas.

Neville wzruszył ramionami i spojrzał na stół Ślizgonów. Malfoy nawet nie udawał, że na nich nie patrzy. Mrugnął do nich i zaśmiał się. Żołądek Harry'ego ścisnął się jeszcze bardziej.

- Powiedział, że mógłby, bo w końcu będzie podlizywać się nauczycielowi, jak na dobrego Ślizgona przystało.

- HA! Przecież nie ma dobrych Ślizgonów.

Niespodziewanie Neville zarumienił się.

- Też coś takiego powiedziałem. On odpowiedział sztywno i uprzejmie, że ma nadzieję, iż nasza współpraca będzie miła i już nie może się doczekać.

- Nie rób tego, stary - powiedział Ron, który własnie pojawił się przy stole i zajął miejsce obok Harry'ego. - Przecież to sztuczka. Jestem pewien!

- Sztuczka? - nie dowierzał Neville.

- Tak. Rozmyślałem o tym całą noc i według mnie już chyba wszystko zrozumiałem. Próbują do nas przeniknąć, a gdy już opuścimy nasze mury obronne - BUM! Odwrócą się przeciwko nam i zaprowadzą do wrogów. Pomyślcie - dlaczego Snape zgodził się na ślub z Hermioną? Cholera, on jej nigdy nie lubił.

Harry pokiwał entuzjastycznie głową. W końcu ktoś gadał z sensem.

Sowia poczta rzuciła na jego tosty najnowszy numer Proroka. Sięgnął do kieszeni po kilka Knutów.

- Och, Ron, na litość Kirke! Daj sobie spokój... - Kilka miejsc dalej Ginny usłyszała końcówkę rozmowy brata z Potterem. - Snape nie wyda Hermiony ani żadnego z nas Voldemortowi. Nie myślicie chyba, że Dumbledore nie zdążył przez szesnaście lat zorientować się, komu Snape jest posłuszny? Och, i przestańcie rozmawiać o nauczycielach Obrony. Żaden z nich nie wytrzymał na tej posadzce dłużej niż rok.

- Ale Snape zawsze nienawidził Hermiony. Wyśmiewał jej zęby, gdy Malfoy je zaczarował - Ron wycelował w nią swoją bułką z masłem, a później wziął dużego gryza.

- Ludzie się zmieniają. - Ginny odgarnęła jasne włosy z twarzy, by spojrzeć na brata. - Herm powiedziała mi, że nazwałeś ją koszmarem, a to nie popsuło całkowicie waszej przyjaźni. Jeśli nie przeszkadza jej, że mąż jej nie lubi, to tobie tym bardziej nie powinno to wadzić. Poza tym, Snape musi chociaż trochę o nią dbać, bo inaczej zabroniłby jej się z nami zadawać albo robiłby z tego wielki problem. I dba o nią - powiedział mi o tym, gdy go zapytałam - uśmiechnęła się z rozrzewnieniem. - Chociaż tak dokładnie, to powiedział, że nie jest jej opiekunem i zapytał, dlaczego oczekiwałam czegoś innego.

Szczęka Harry'ego, gdyby mogła, uderzyłaby z hukiem o podłogę. Czy wszyscy przymilali się do tego dupka?

- Zapytałaś go? Kiedy? - zażądał odpowiedzi. Był pewny, że ktoś rzucił na nią Confundusa.

- Po wczorajszej lekcji. Powiedział, że moglibyśmy spędzać ze sobą niedzielne popołudnia na wspólnej herbacie, bo Hermiona potrzebuje kilka godzin przerwy, ale w zamian za to mamy jej nie zatrzymywać na przerwach między lekcjami, gdy jest zajęta.

- On też będzie brał udział w tych herbatkach? - zapytał zdziwiony Neville.

- Chyba nie sądzisz, że on chciałby spędzać z nami czas?

Przetrawiając wstrząsające informacje, Harry spojrzał na zwiniętą w dłoniach gazetę i rozwinął ją, by zobaczyć pierwszą stronę. Pod ogromnym nagłówkiem znalazł równie duże zdjęcie Hermiony sprzed dwóch czy trzech lat. Jej włosy były rozwichrzone jak przy silnym wietrze. Obok znajdowało się zdjęcie wysokiego, szczupłego mężczyzny z prostymi, czarnymi włosami, który stał tyłem do aparatu.

SZKOLNA AFERA

Notoryczna łamaczka serc, Hermiona Granger - pisze Rita Skeeter, Specjalna Korespondentka - która jako czternastolatka uwodziła jednocześnie Harry'ego Pottera i bułgarskiego gracza Quidditcha Wiktora Kruma, może dodać kolejną osobę do swojej listy. Tym razem zuchwała nastolatka chyba złapała się w swoją własną pułapkę. Nie będzie jej w końcu łatwo pozbyć się męża, który potrafi wyczuć każdą truciznę.

To był podejrzanie szybki ślub. Niegrzeczna nastolatka i jej nauczyciel, Hogwarcki Mistrz Eliksirów i Głowa Slytherinu, profesor Severus Snape, zawarli małżeństwo podczas prywatnej ceremonii, zaledwie kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego. Rzekomo miało to na celu umożliwienie dziewczynie ubiegania się bez zastrzeżeń o stanowisko nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią. Taka oferta zaskoczy każdego, kto nie słyszał wcześniej o ekscentrycznych ofertach pracy, jakie składał dyrektor szkoły, Albus Dumbledore.

Trudniejsza do wytłumaczenia jest pieczęć Ministerstwa Magii na akcie małżeństwa tej bardzo osobliwej pary...

Nie mogąc znaleźć odpowiednich słów, Harry podał Ronowi gazetę. Chłopak przeczytał artykuł, trzymając papier w rękach, jakby ten go parzył, a później zgniótł go w kulkę.

- Co się stało? - zapytała Ginny, patrząc na brata. Ron pochylił głowę, wskazując na stół nauczycielski i obrócił kulkę w dłoniach. - O nią chodzi? O Hermionę? - spytała ponownie, wychyliła się zza Colina i Deana, zabrała bratu Proroka i ostrożnie rozprostowała.

- Hermiona ZABIJE Ritę - z przekonaniem odpowiedział jej Ron.